Kaûdy posiadacz komputera prëdzej czy póúniej spotka sië z potrzebâ dopasowania przynajmniej czëôci z posiadanych programów do potrzeb "swojego" jëzyka. Niektóre nacje mogâ czuê sië uprzywilejowane, bowiem zawczasu pomyôleli o nich twórcy Amigi -- przygotowujâc "narodowe" mapy klawiatur. Niestety o Polakach zapomniano. Wprawdzie wydaje sië dziwne, ûe taka Islandia, w której jest okoîo 40 razy mniej Amig niû w Polsce, ma "wîasny" rozkîad klawiatury, ale nie naszâ rzeczâ jest roztrzâsaê sympatie i antypatie twórców Amigi.
Caîe nieszczëôcie wziëîo sië stâd, ûe "ulepszacze" alfabetu îaciïskiego (do których niestety zaliczajâ sië takûe nasi praprapradziadowie) w swych twórczych zapëdach nie uwzglëdnili tego, iû kiedyô powstanâ zmyôlne maszynki zwane komputerami. Bogiem, a prawdâ nie rozumiem, skâd w naszym alfabecie wziëîy sië "ogoniaste" litery. Przecieû i tak prawie kaûdy mówi "chcem", "mondry" (przykîad idzie z samej góry). Skoro juû jesteômy "w temacie góra", to konia z rzëdem temu, kto udowodni mi, ûe "góra" i "gura" (lub "górze" i "guûe") czymkolwiek róûniâ sië w wymowie. Niestety, pisownië mamy odziedziczonâ i, przynajmniej na razie -- nic nie da sië z tym zrobiê.
Ale przecieû "trzeba sobie umieê radziê", jak mawiaî stary gazda, zawiâzujâc but dûdûownicâ. Znalazîo sië parë osób, które nie poprzestaîy na narzekaniach, lecz postanowiîy coô zrobiê po to, aby Amiga przemówiîa do Ciebie "po ludzku". Sâ to, w kolejnoôci alfabetycznej: prof. Wojciech Bruszewski z Îodzi, dr Janusz Konopka z Wrocîawia i ks. Jan Pikul z Mielca. Z przykroôciâ musimy stwierdziê, ûe chociaû stworzone przez nich "standardy" zbîâdziîy prawie pod kaûdâ Amigowskâ strzechë i sâ wykorzystywane przez wiele osób, a nawet instytucji, pominâwszy fakt, ûe nie przysporzyîo to wymienionym panom ani grosza, to dodatkowo do tej pory nie znalazî sië NIKT, kto publicznie podziëkowaîby Autorom standardów. Maîa rzecz, a wstyd. Pragnâc naprawiê to niedopatrzenie Redakcja w imieniu wszystkich uûytkowników Amigi zwraca sië do trzech przedstawionych przed chwilâ Panów z serdecznym podziëkowaniem. Dziëkujemy za juû, i prosimy o jeszcze.
Problem "Sîoï, a sprawa polska" (gdzie sîoniem jest, rzecz jasna, Amiga) nie sprowadza sië jedynie do samego "standardu", choê ten ostatni jest akurat w tym przypadku chyba najwaûniejszy (zwîaszcza, ze wzglëdu na zgodnoôê oprogramowania). Do tej pory nie byîo na ten temat prawie ûadnych publikacji. Pragnâc przerwaê ten zaklëty krâg milczenia, Redakcja Magazynu AMIGA postanowiîa wîoûyê kij w mrowisko, zapoczâtkowujâc ogólnonarodowâ dyskusjë na ten temat. W pierwszej kolejnoôci zwróciliômy sië z proôbâ o wypowiedú do Autorów standardu. Jesteômy takûe w kontakcie z kilkoma uûytkownikami Amigi, którzy wprawdzie "standardu" nie wymyôlili, ale korzystajâc z niego doszli do caîkiem ciekawych rezultatów. Nie oznacza to jednak, ûe chcemy zamknâê sië w krëgu "krewnych i znajomych Królika". Prosimy o listy wszystkich, którzy sâdzâ, ûe majâ coô do powiedzenia na ten temat. Oczekujemy zarówno na opis sukcesów, jak i problemów w zmaganiach z "polskâ" Amigâ. Najciekawsze listy wydrukujemy, oferujâc w zamian nie tylko sîawë, ale i honorarium.
Cykl artykuîów z serii "Amiga po polsku" rozpoczynamy artykuîem profesora Bruszewskiego.