A˜ „ Samochody... ƒ[E2rd von C.] — Moje űycie byîo bardzo nudne, —Kaűdego dnia tylko szkoîa, lekcje, —trochë telewizji. Jednak pewnego piëknego dnia coô sië zmieniîo. Po ostatniej lekcji pod szkoîë podjechaî czerwony kabriolet z którego wysiadîa dziewczyna. Z gracjâ zamknëîa drzwi samochodu, poprawiîa torebkë, wîâczyîa autoalarm nie odrywajâc oczu od gmachu szkoîy. Powoli skierowaîa swe kroki ku wejôciu w którym staîem. Jej bujne wîosy powiewaîy na wietrze. Szîa powoli miëkko unoszâc swe ciaîo. Jej piersi bujaîy sië podczas gdy stawiaîa krok. Z kaűdym uniesieniem nogi wzrastaîo w niej porzâdanie. Pomyôlaîem, űe jest zboczona. Z takimi nogami w ten sposób wchodzię do szkoîy? Nie, nie chciaîa wejôę do szkoîy. Podeszîa bliűej i zrozumiaîem, űe chodzi jej o mnie. Nie potrafiîem wydusię z siebie sîowa. Zaprosiîa mnie do kawiarni. Parë godzin póűniej zaproponowaîa, űe odwiezie mnie do domu. Zgodziîem sië. Nie zâűyliômy dojechaę do pierwszego skrzyűowania, a ona zaczëîa powoli, ale coraz szybciej rozpinaę swojâ bluzkë. Przy prëdkoôci z jakâ jechaliômy taka zabawa nie wróűyîa nic dobrego. A wrëcz przeciwnie. Bojâc sië o wîasne bezpieczeďstwo zatrzymaîa auto w lasku przy drodze. Upewniîa sië czy nikt nas nie widzi. I juű bardzo spokojna staraîa sië udostëpnię mi swoje ciaîo. Byîa niesamowicie napalona. W jej niebieskich oczach dostrzec moűna byîo porzâdanie. Byîa tak napalona, űe zapomniaîa wyîâczyę silnika. Powoli opuôciîa oparcia siedzeď. Podniosîa jednâ nogë do góry i zdiëîa but. Póűniej odczepiîa podwiâzkë i szybkim ruchem zdiëîa poďczochë. Zaîorzyîa mi nogë na szyjë, proszâc abym zdiâî drugâ. Pociâgnâîem zëbami jej poďczochë. Namiëtnie gîaszczâc kierownice swojego Fire Bird'a odpinaîa guzik po guziku swojej bardzo wydekoltowanej bluzki. Delikatnie otworzyîa drzwi i pociâgajâc mnie za sobâ wysunëîa sië z auta. Leűeliômy juű na trawie obok auta. Dostrzegîem lôniâce aluminiowe felgi wyposarzone w opony Pirelli. Nad koîami lôniaî czerwony bîotnik wypolerowany w sposób godny podziwu. Opadaî lekko ku przodowi, gdzie îâczyî sië z czerwonym zderzakiem w taki sposób, űe nie moűna byîo wyznaczyę jego granicy. Odwróciîem gîowë do tyîu i ujűaîem nad sobâ czarne koronkowe majteczki lekko zeôlizgiwaîy sië po udach dziewczyny. Miëdzy jej boskimi nogami dostrzegîem przedniâ szybë auta doskonale zintegrowanâ z lekko opadajâcym przodem. Nachyliîa sië nad mojâ twarzâ i delikatnym, lecz stanowczym ruchem zdiëîa biustonosz. Zaczâîem lizac jej stopy zdecydowanie posuwajâc sië do góry. Dotarîem do îechtaczki. Byîa bardzo gorâca, tak jak i reszta. Namiëtnie caîowaîem precyzyjnie wygolone ciaîo. Posuwaîem sië do góry. Jest tylko jedna tak delikatna rzecz na ôwiecie jak jej ciaîa - karoseria jej auta. Dochodzâc do jej piersi jednâ rekâ delikatnie masowaîem nawoskowany lakier jej samochodu. Drugâ zaô trzymaîem jâ za rëkë. Poczâtkowo poddawaîa sië moim zabiegom. Jednak w pewnej chwili skierowaîa mojâ rëkë w kierunku jej poôladków. Gwaîtownie zîapaîa mnie za czîonek i poczëîa go pieôcię. Nigdy nie zapomnë widoku jej poôladków ocierajâcych sië zmysîowo o karoserië auta. Czerwona farba przy dotyku stawaîa sië matowa. Szybko jednak odzyskiwaîa swój poprzedni blask. Naciâgneîa erosa na mój czîonek i wsadziîa go prosto w swojâ cipkë. Poczuîem doskonale promieniujâce ciepîo. Poîoűyîa mnie na masce, poczuîem lekki chîód. Jednak blacha na której leűaîem doskonale przewodziîa ciepîo i szybko sië rozgrzaîa. Dostaîa orgazmu wczeôniej niű ja. Wsiadîa do samochodu i kazaîa mi prowadzię. Wyjechaîem na autostradë wiozâc w kabriolecie nagâ kobietë. Nikt jednak tego nie zauwaűaî, poniewaű 279-konny Pontiac nie pozwalaî obcym na przyglâdanie sië pasarzerom w czasie jazdy. Im mocniej naciskaîem na gaz tym szybciej masowaîa mi penisa. Jednâ rëkâ trzymaîem kierownicë, a drugâ delikatnie dotykaîem wspaniale zaprojektowanej deski rozdzielczej. Ona zaô lizaîa mój czîonek w tak zmysîowy sposób, űe nawet najbardziej wybredny mëűczyzna w mgnieniu oka dostaî by orgazmu. Gdy zatopiîa mojego penisa w swych ustach doznaîem tego wspaniaîego uczucia. Byîa bardzo dumna z siebie. Zwîascza, űe nie uroniîa ani kropelki. Wlizywaîa go aű nic juű nie zostaîo. Mój orgazm nie byî jednak jej zasîugâ. Jego powodem byî jëk oômiocylindrowego silnika Chewroleta o pojemnoôci 5.7 litra. Tak wspaniaîy silnik niósî przepiëknego Pontiac'a na autostradzie z takâ prëdkoôciâ, űe drzewa rosnâce przy drodze zamieniaîy sië w niekoďczâcy sië tunel, a aerodynamiczny ksztaît pozwalaî szpiczasto zakoďczonemu autu mknâę bez zakîuceď spowodowanych wiatrem wiejâcym prosto w twarz. Gdy byîo juű po wszystkim leűaîa zupeînie naga na bocznym siedzeniu auta rozpëdzonego do granic moűliwoôci. Jej dîugie ciemno opalone nogi spoczywaîy na czarnej wykîadzinie Pontiac'a. A jej nagie zmëczone ciaîo wciôniëte byîo w skórzane siedzenie. Wydawaîa sië taka niewinna. Jej blâd wîosy powiewaîy nad oparciem siedzenia. Delikatnie przesuwaîem rëkë po kierownicy. Mogîem odczuę bicie serca tego wspaniaîego samochodu. Nie miaîa zamiaru sië ubraę wiëc kontunuowaîem jazdë. Bardzo mi to byîo na rëkë bo lubië szybkie samochody. Zaczëîo padaę. Postawiîem dach. To byî mój bîâd. Zagapiîem sië na dach i trafiîem "diobem" prosto w dwunastotonowe Volvo. Nie miaîem najmniejszych szans. Taka masa przeciwko ptaszkowi o masie 1528 kilogramów. Nigdy sobie tego nie wybaczë. Mnie nic sië nie staîo. Ale gdy powmyôlë o krwi spîywajâcej z jej ust na czerwone drzwi roztrzaskanego auta, to nie mogë zasnâę przez najbliűsze kilka dni... — Straciîem miîoôę mojego űycia, a —przy okazji zabiîem czîowieka, kobietë —dziëki, której poznaîem to cacko. Nie —znaîem nawet jej imienia. ˜ „E2rd von C.