38 4Pierwsza szpara Zenuô byî doôê îadnym chîopcem, dobrze sië uczyî, miaî dzianych staruszków (ojciec posiadaî oryginalnâ Woîgë) i wydawaîo by sië, iû wszystko jest jak dobrze osiâgniety orgazm. Jednak Zenuô miaî pewien powaûny problem. Skoóczyî juû caîe tsynaôcie wiosen i jeszcze nigdy nie nagwintowaî kobioîki. Koledzy naômiewali sië z niego, rzucali hasîami w stylu: 1- Te Zenek ty to musisz îadnie 1pociskaê na rëcznym! Uwaûaj ûebyô 1nie zajeúdziî tej kobyîy na ômierê! 3Co inteligentniejsi mówili: 1- Oj Zenek widzë, ûe mocno 1eksploatujesz naskórek... 4 - Fuck you ! 3 - Zwykle odpowiadaî Zenek. 1- No co, co sië tak rzucasz jak 1gówno w trawie. Czasem takûe dziewczyny mu dokuczaîy: 1- Fuuu, ale wali rybâ. Czujecie 1dziewczyny? 2- Tak, to na pewno Zenkowi sië skóra 2podwineîa. Wtedy zwykle biedny Zenek odchodziî. (HIV: Przecieú nie byî taki biedny - miaî oryginalnâ Woîgë, czyú nie? Ja juú niczego nie rozumië!) Pewnego razu jedna z koleûanek poprosiîa go aby jej pomógî z informatyki, bo ona twierdzi, ûe IBM sucks a w domu ma Amisië i tylko umie robiê fatality. Zenek zaczerwieniî sië jak dobrze wydalona ciota ale w koócu zgodziî sië. Umówili sië u niej w sobotë o 19:00. Zenkowi trochë to nie szîo po tracku bo akurat wtedy szîa wieczorynka. A niech to úle zafuckowany stamp jedna wieczorynka mniej, trudno. Koleûanka Zenka nazywaîa sië Anna Dupomicur (Hey Hiv! Myôlë, ûe ta kórewna ônieûka nie bëdzie tego czytaîa.) (HIV: JA teú) z rodu Madam Babci klozet. Byîa to niezîa dupëcja... Piersi jak dwie podupadîe mleczarnie(HIV: Oj, stary - przecieú jej cycki sâ x-tra!!!), wjazd jak na autostradë w Sosnowcu, nogi to mój znajomy orangutan miaî îadniejsze i mniej owîosione a twarz... Oj przepraszam nie mogë o tym pisaê bo mi sië zbiera na wiatry. Jednym sîowem byîa brzydka jak stado pëdzâcych mend po genitaljach antylopy. Pomimo tego co niektórzy jâ jeszcze loadingowali na przerwach w ramach relaksu przed kratkówkâ (HIV: Hîehîe, przecieú sam jâ chciaîeô loadingowaë - nie pamiëtasz? W 1993 r, hîehîe!). Nadszedî wreszcie ten dzieó kiedy Zenek miaî pomóc koleûance w informatyce. Wczeôniej, wîaôciwie sam nie wiedziaî dlaczego, wskoczyî do wanny, przepî ynâî dwie dîugoôci i wymyî maîego coby nie waliîo zbytnio sklepem rybnym. Byîa 18:50. Zenek zwróciî sië do mamy: 1- Mamusiu zaraz wychodzë pomóc 1koleûance w zadaniu domowym. - Mama 1byîa zach wycona i o maîy wîos nie 1osiâgneîa szczytu. 2- Tak tak synku! Idú, stomile sâ w 2tamtej szawce na górze. 1- ..? 2- No co zrobiîeô takie oczy jak 2przypadkowo nadepnieta ûaba przez 2kultutystë. Jak jakaô szpara ci 2mówi ûebyô jej pomógî w lekcjach to 2wiesz chyba, ûe szykuje sië ostre 2bzykanie. 1- Ttaak mamo... 2- No to juû zmykaj i daj trochë 2powera! 1- Dobrze. Acha i jak byô mogîa to 1pokrëê o 19:00 trochë korbâ w 1magnetowidzie bo chciaîem sobie 1nagraê Misia Kolaboranta. 2- Spoker, trochë mnie rëka boli bo 2ostro wczoraj pogrzebaîam w rowie 2ale ok. Zenek byî powaûnie zaskoczony. Oczywiôcie nie wziâî zapasowego ogumieni bo przecieû idzie tylko pomóc w lekcjach. Kiedy byî juû u Anny ona zaproponowaîa mu herbatë. Zenek zgodziî sië i wgraî sobie Mortala. Krew tryskaîa po ekranie, sîychaê byîo bîaganie o lit oôê, spalone ciaîa, pourywane gîowy, jednym sîowem Zenon nie bëdzie miîo wspominaî spotkania z Sub-Zero i Meelenâ. Po kolejnym zobaczeniu napisu game over zabieraî sië do ponownego ustwienia 30 kredytów kiedy nagle poczuî czyjâô dîoó na swoim michaîku (michaîek - j.chió. znaczy kutas). (HIV: gówno, to jakiô dialekt japoóski!) Byîa to oczywiôcie dîoó Anny. Powoli i cudownie masowaîa michasia. Zenon nie wiedziaî co poczâê. Siedziaî nadal kurczowo trzymajâc dúwignie do przesuwania ruchomych obiektów na ekranie a minë miaî jakby ktoô puôciî potëûnego dwupierdziana grochu. Powoli sië odwróciî i wtem! O zgrozo! Zobaczyî totalnie goîâ panienkë. Takâ jakâ sobie zawsze wyobraûaî jeûdûâc na rëcznym. Wstyd jakoô minâî. Michaô siëgaî zenitu. Po raz pierwszy zobaczyî lekko owîosiony slot. Szybko wstaî - co za siîa go gnaîa? - Rzuciî sië na Anne padli na îóûko, ona szybko otworzyîa wrota oddzielajâce michaîka od ôwiata zewnëtrzne go, obieîa go (michaîka) rëkoma i wsadziîa do jaskini lwa. Oddech Zenka gnaî jak wâskotorowa lokomotywa, dowaî czadu ile wlezie, cisnâî i cisnâî, powoli przegrzewaî sië mechanizm popychowy, ale co tam natura to natura. Juû, juû jeszcze chwileczke, panienka (choê udawaîa) rzucaîa sië jak organizm ludzki podpiëty do lini wysokiego napiëcia, krzyczeli, stëkali i wreszcie michaô zwymiotowaî. Przez nastëpne kilka dni Zenon leûaî w îóûku z powodu, jak juû wczeôniej spomniaîem, ostrego przegrzania mechanizmu, michaô moczyî sië w biaîym pîynie zwanym potoicznie krowiâ cieczâ. Ale co tam Zenon byî dumny z siebie, wreszcie jest goôciem, niech tylko opowie kumplom w klasie! Mineîo kilka tygodni, chîopcy w klasie rzucali czasem fraktalami gdy widzieli tâ maszkare Anne Dupomicur z rodu madam Babci Klozet. Zenek teû czasem wygenerowaî zoom rotatora ale co tam, przynajmniej jest mëszczyznâ! I tak pewnego wieczora siedziaî sobie sam w domu, uûâdzaî puchar najlepszego plemnika na ôcianie kiedy nagle usîyszaî dzwonek do drzwi. Szybko zaîoûyî majty otworzyî drzwi i... Zobaczyî Anne. Zenon myôlaî - sam w domu, panienka jest wiëc co tam. Na të myôî michaô znów siëgaî zenitu, kiedy Anna powiedziaîa: 3- Jestem w ciâûy. Michaô opadî... 3BETHON / IMPOTENCI (HIV: A stanâî Ci kiedyô?)