Koncert Biohazard „ Ž(Emer/Fire) Kraków, hala Wisīy, 25 czerwca anno domini 1995. Punktualnie o godzinie 17.00 czasu wschodnioeuropejskiego zaczāī siė koncert, czyli najbardziej zajebista sztuka roku: ŽDUBWAR,Ž DOWNSET,Ž DOG EAT DOG oraz headliner koncertu - ŽBIOHAZARD. Caīā imprezė otworzyīa kapela DUBWAR, która, z caīej siīy, staraīa siė rozgrzaź licznie przybyīā publikė. Czy im siė udaīo? Poniekād, bowiem niektórzy, nie oglādajāc siė na innych, od samego poczātku postanowili siė dobrze bawiź. Innych to znaczy tych, którzy oblegali masowo trybuny po obu stronach sceny lub teū stoisko z piwem 10,5, które wraz z RMF FM byīo sponsorem festynu. Chīopaki grali ostro, ale do czasu. Po czterech kawaīkach staīa siė bowiem rzecz ūadko spotykana. Perkusista zemdlaī za garami i DUBWAR zmuszony byī zejōź ze sceny. Szkoda! Dwadzieōcia minut przerwy. Chociū dla niektórych koncert siė jeszcze nie zaczāī, bo byli tacy, którzy przyszli posīuchaź tylko DOG EAT DOG i BIOHAZARD. Na scenė wchodzi DOWNSET. I od samego poczātku ostro (Žno, bo po chuj siė Žpierdoliź, jak siė bawiź, to siė bawiź, drzwi wyjebaź, potem wstawiź, he, Žhe!). Przy tej kapeli, to i mnie ruszyīo. Nogi same niosā w pogo, a ciaīo jumpuje razem z innymi. Mnie osobiōcie zaskoczyīa ta kapela. Ōwietna zabawa samych muzyków na scenie, którzy nie oszczėdzali siė nawet na moment i przez to udaīo im siė poderwaź publikė do wspólnej zabawy. W ōrodku swojego repertuaru DOWNSET zamieōciī jeden z lepszych kawaīków, który czėsto leci na RMF-ie i MTV. To oczywiōcie Ž"Anger"! Ludziska wraz z wokalistā ōpiewali (czytaj: wrzeszczeli) refren utworu. Wstystko byīoby piėknie, gdyby nie to, ūe nagīoōnieniowcy, dosīownie mówiāc, spierdolili īadnie zapowiadajācy siė numer, którego zespóī juū nie dokoļczyī. Podczes krótkiej przerwy, w czasie której dświėkowcy poprawiali bīėdy, basista z perkusistā zagrali jeden z kawaīków BEASTIE BOYS. Potem jeszcze jeden swój kawaīek i... thanks so much!!! Rozrzucili ulotki z logosem grupy i basista, podsumowujāc dzisiejszy wystėp, skoczyī ze sceny w tīum. … Thanks see you next time!!! A teraz, Panie i Panowie, Ladies and Gentelman, to na co ja osobiōcie czekaīem dzisiejszego wieczoru, czyli ŽDOG EAT DOG!!! Na sali panuje juū ogólne zmėczenie, z kaūdego leje siė pot, kaūdy pada na pysk, na scenie tylko saksofonista - jedyny kolorowy w grupie, robi próbė swojego mikrofonu i nagle... Ž - What`s up Polska!!! - tak zaczāī siė wystėp amerykaļskiej kapeli DOG EAT DOG. Wokalista John Connor miaī na sobie czerwonā, hokejowā koszulkė z biaīym orīem. Tė samā, w której wystāpiī w MTV "Most Wanted". Kawaīki  "No Fronts", "Who's The King?", "Pull My Finger" doprowadziīy ludzi do obīėdu, a mnie oprócz tego - pod samā scenė, he, he! Zapomniaīem zupeīnie o zmėczeniu i bawiīem siė ōwietnie. Chīopaki z NYC zagrali jeszcze kilka kawaīków na nowā pīytė, a swój wystėp podsumowali kawaīkiem "More Beer" oraz solówkā gitarzysty, który na zakoļczenie osuszyī caīā butelkė piwa jednym īykiem. Naleūaīo mu siė!!! Kolejna przerwa. W tym czasie zmiana sprzėtu, ostatni szlif i... na scenė wychodzā: Billy, Bobby, Evan, Dany, czyliŽ BIOHAZARD!!! Pierwsze, co rzuciīo mi siė w oczy, to to, ūe Evan podciāī "troszeczkė" wīoski. Teraz, nieprzesadzajāc, mierzā okoīo trzech milimetrów. Chīopaki z Brooklynu nie pierdolā siė i jazda zaczyna siė taka, o jakiej nikt, nigdy nie sīyszaī! Zaczynajā od "Urban Discipline". Przeplatajā utwory ze starej pīyty z kawaīkami z nowej. Wszystko utrzymane jest w szybkim tempie, ludzie dostajā amoku, BIOHAZARD tradycyjnie gra utwór Cypress Hill, a temperatura na hali dochodzi do stu stopni. Podczas kawaīka Cypressów wchodzā na scenė pozostali muzycy z zespoīów, które dzisiaj wystāpiīy i razem wszyscy ōpiewajā refren. Zajebisty widok!!! Evan jeszcze informuje, ūe jego kumpel z DOG EAT DOG ma dzisiaj urodziny i prosi, ūeby zaōpiewaź mu po polsku pieōļ urodzinowā. Kilku tysiėczna widownia wrzeszczy "Sto Lat", a solenizant skacze z radoōci w tīum. Jeszcze jeden utwór BIOHAZARDU i na tym koļczy siė dzisiejszy show. „ Czīowiek zjebany, ogīuszony, ale jakūe szczėōliwy wraca do domu: … ŽEmer/Fire