–P –¤–³WYWIAD Z DEMONEM–»–¹ Co? Wywiad ze mnâ? Chce pani napisaê o mnie ksiâûkë? Tylko artykuî w gazecie? No cóû dobre i to. Zaczâê od poczâtku? OK! Nazywam sië Piotr, znaczy sië to jest moje ziemskie imië, bo naprawdë mam na imië??? O! Co to znaczy? W wolnym przekîadzie Ten Co Napluî Szefowi W Ucho I Oberwaî Za To W Îeb. Dîugie? Nie sîyszaîa pani imienia kumpla z îawki. Co do imienia, to szczerze mówiâc byîo trochë inaczej. Otóû w dniu w którym zostaîem mianowany Demonem III klasy, prawdë mówiâc strasznie sië schlaîem bimbrem pëdzonym na skorpionach (mniam, mniam) i chciaîem szepnâê coô Szefowi na ucho. Nachyliîem sië, nabraîem powietrza i... naprawdë to nie byîa ôlina. Ale wróêmy do tematu. Jak juû mówiîem jestem Demonem III klasy i jestem tu na Ziemi Agentem Zîa W Bardzo Tajnej I Waûnej Jak Nie Wiem Co Misji. Jest to tak tajna misja, ûe sam nie wiem po co tu jestem. Tak po cichu podejrzewam, ûe sam Szef ma bardzo blade pojëcie o charakterze Misji. Moûe jest to tak tajne, ûe sam przed sobâ musi kryê prawdë? Nie wiem! Chociaû kiedyô powiedziaî mi w wielkim zaufaniu (szczëôcie ûe bimber sië skoïczyî), ûe jestem taka niezdara, ûe tylko ja nadajë sië do tej roboty: gdziekolwiek sië pojawië to Siedem Plag egipskich i Czterej Jeúdúcy Apokalipsy wyglâdajâ przy mnie jak sparaliûowany przedszkolak. Do tej pory nie wiem czy traktowaê to jako komplement. Co? Rozgadaîem sië? Niemoûliwe. Na czym to ja?! Aha! Pierwszy raz zostaîem zrzucony (dosîownie! do tej pory mam bliznë, o tu! Ojej, juû nakîadam te spodnie!) na Ziemië... Cholera go wie kiedy, nie pamiëtam! Tak wiem, za duûo maseîka. Ha Ziemia wtedy byîa inna niû teraz. Duûo zieleni, ôwieûe powietrze. Wszystko by byîo dobrze, gdyby nie zachciaîo mi sië lodów truskawkowych. Kupiîem w sprzedaûy wysyîkowej maszynkë do lodów. Cholerny bubel byî tak rozregulowany, ûe nastaîa epoka lodowcowa. Jak dla mnie trwaîa trochë za krótko, bo akurat byîem w trakcie wymyôlania îyûew. Co nie wiedziaîa pani ûe îyûwy to mój wynalazek? Oj duûo porzytecznych rzeczy udaîo mi sië wymyôleê jak np: kartki na miëso, kolejki, kiîë, rzerzâczkë, AIDS i z czego jestem najbardziej dumny - masturbacjë. Ebola? To jakaô nowa gra? AAA! to robota konkurencji. Czy znam osobiôcie konkurencjë? Oczywiôcie. Poznaîem go wtedy gdy zostaîem wysîany do oôrodka wypoczynkowego RAJ. Wprawdzie w ciele wëûa, ale nie moûna mieê wszystkiego naraz. Îaziîem, opalaîem sië, kâpaîem i nabraîem ochoty na jakieô egzotyczne owoce. Wszystko piëknie, ale jak wâû ma wleúê na drzewo? Wtedy wëûe nie umiaîy jeszcze tego robiê, a ja wynalazîem sposób dopiero 136 lat póúniej. Aû tu nagle idzie jakaô nudystka, pewnie teû na wakacjach. Powiedziaîem jej o co chodzi, a ona chëtnie mi pomogîa. Jaka afera sië wywiâzaîa, to przechodzi pojëcie. Nawet Szef jak sië wôcieknie tak nie rozrabia. Nudystka i jej chîop wylecieli na mordë przed koïcem terminu, a mi konkurencja zagroziîa ûe jak mnie jeszcze raz zobaczy to powyrywa mi nogi z dupy. Nieuk czy co? Jaki wâû ma nogi? Ale wróêmy do wojego pobytu na Ziemi. W czasie trwania epoki lodowcowej wpadîem na genialny pomysî skonstruowania kuchenki mikrofalowej. Musiaîem coô przedobrzyê, bo nagle straciîem grunt pod nogami i znalazîem sië po szyjë w wodzie. Mojâ kuchenkë rzecz jasna szlag trafiî, leûy gdzieô na dnie Baîtyku. I tak powstaî sîynny potop. Potem czytam o nim w jakiejô ksiâûce i tëgo sië uômiaîem z opisu Noego. Proszë sobie wyobraziê ûe jakiô mnich opisaî go jako wybawiciela rodziny i wszystkich zwierzât na Ziemi. Prawda jest taka ûe jak go znalazîem to... he he he!!! pîywaî na ostatniej ocalaîej beczce kiszonych ogórków, byî tak przeraûony ûe co chwila zanieczyszczaî mój globalny basen. Ûal mi sië zrobiîo nieszczëônika i przeniosîem go na Mont Everest bo jedynie tam byîo sucho. A co do zwierzât to owszem miaî mnóstwo. Wszy miaî tyle co stary koûuch mojego dziadka. Co pani taka zdziwiona? Myôlaîa pani ûe jako demon nie mam dziadka? A moûe rodziców? To co do cholery w kapuôcie mnie znaleúli? A w ogóle te ogórki byîy zdrowo przesolone. I oczywiôcie jak juû zaczynaîo mi sië tu podobaê, Ziemia wyschîa i jak chciaîem sië wykâpaê, to musiaîem îaziê do najbliûszego jeziora. I nagle wpadîen na genialny pomysî. Po co mam îaziê ja, gdy to jezioro moûe przyjôê do mnie. I tak zrobiîem. Wynalazek swój nazwaîem wodociâgiem. No cóû jak to przy prototypach coô mi nie wyszîo. Po prostu w którymô miejscu przedobrzyîem. No a potem wyczytujë, ûe to jakiô Mojûesz osuszyî Morze Czerwone. Sîucham? Aj przyczepiîa sië pani konkurencji! Oczywiôcie ûe spotkaîem! W wiosce Babel. Wiem co mówië! Wieûa to byîa póúniej. Pierwotnie to byîa zabita dechami, ômierdzâca gnojem, ôwiniami, krowami, gotowanâ kapustâ wiocha. Bród, smród, syf, kiîa i mogiîa. A tak, ubóstwo teû. Zawitaîem tam akurat w chwili, gdy mieszkaïcy budowali spichlerz. Za materiaî budowlany sîuûyîo im krowie gówno zmieszane ze sîomâ i bîotem. Juû dla zaspokojenia pani ciekawoôci powiem, ûe to byîy podwaliny sîynnej wieûy. Ha! ûeby nie ja, ûadnej wieûy by tam nie byîo, tylko jakiô ômierdzâcy chlew. Popatrzyîem tak na nieszczësnych chîopaków i tak mi sië ich ûal zrobiîo, ûe ze zgryzoty zlekka sië napiîem mego bimberku. No a potem wziâîem sië do roboty. W ciâgu nocy z lekka powiëkszyîem ten spichlerz. Rozmiary oceniîem dopiero po wytrzeúwieniu. Nawet nie wyobraûa sobie pani jaki byîem dumny ze swego dzieîa. A jacy zdziwieni byli mieszkaïcy. Chyba wszystkie muchy z okolicy popoîykali, tak rozdziawiali gëby. Stoimy tak podziwiamy i nagle jak coô nie gruchnie! Patrzë a to konkurencja. -cholera - myôlë sobie -bëdzie draka! I pewnie ûe byîa! Konkurencja objechaî chîopaków lepiej niû zrobiîby to mój Szef. Dostaîo sië chîopakom i ich rodzicom, dziadkom i pradziadkom a nawet ciotkom. A za co? Nawet mój Szef nie wiedziaî. No cóû posîuchaîem tak Konkurencji i zauwaûyîem ûe koïczy mu sië repertuar, wiëc mu pomogîem. -I ûeby wasze krowy sraîy zîotem! - dorzuciîem -I ûeby wasze krowy mleko dawaîy! - podîapaîa konkurencja. Co, zdziwiona? W tamtych czasach krowy dawaîy ômietanë. -I ûeby wam zsiadîe mleko kwaôniaîo! - dorzuciîem -I ûeby zsiadîe byîo kwaône! Gîuchy? czy co? -I ûeby masîo byîo maôlane! -I ûeby ûóîte byîo jeszcze bielsze! -Bez namaczania! - Zaczynaîo mi sië podobaê -Bez namaczania bardziej sucho! -Dwa w jednym! - fajna zabawa -I ûeby ci jëzyk uciekî w dupë! -I ûeby jëzyki sië wam poplâtaîy! Hej, to byîo do niego. I BUM, wszyscy zaczëli gadaê od rzeczy. Nikt nikogo nie rozumiaî. Ale szopka! Uômiaîem sië, aû mnie brzuch rozbolaî. - A ty stâd spieprzaj, bo ci ogon na supeî zawiâûë - to byîo do mnie. Kurde jaki ogon??? Jak jestem wëûem to chce mi nogi wyrywaê, jak czîowiekiem to ogon na supeî zawiâzaê. Paranoja! No ale i tak spieprzaîem aû sië kurzyîo (niechcâco rozbiîem mojâ piëknâ wieûë), bo nie byîem pewien czy czasami nie chodziîo mu o TEN ogon. Po tym wydarzeniu zostaîem wezwany do biura Szefa. Oj co tam sië dziaîo! A myôlaîem ûe Konkurencji nawet Szef nie dorówna w sîowach. Myliîem sië. Do tej pory podziwiam elokwencjë i repertuar brzydkich wyrazów Szefa. Chociaû sekretaû Szefa powiedziaî mi na ucho ûe Szef niedawno sprawiî sobie "Sîownik wyrazów brzydkich i niecenzuralnych" i dîugo trenowaî. Moûe i tak byîo, co nie ôwiadczy o braku talentu Szefa w tej materii. Jak to o co poszîo? Przecieû ujawniîem sië i przestaîem byê tajnym agentem, przynajmniej w takiej postaci. Co? juû musi pani iôê, przecieû nie skoïczyîa pani nawet bimberku, a wîaônie, dlaczego pani taka czerwona? No cóû, miîo byîo porozmawiaê. –ß–¢ANUBIS–»–¹ –