–P –¤–³GRLASHL–»–¹ Dzielnica byîa brudna i ômierdzâca, ulice które kiedyô byîy asfaltowe byîy zaômiecone, gdzieniegdzie miëdzy dziurami w jezdni widaê byîo popëkane "kocie îby". Wszëdzie masa bîota i innych organicznych substancji wymieszanych wraz ze szkîem, starymi gazetami i puszkami po piwie. Kamienice byîy zruinowane, na ôcianach widoczny byî grzyb, gdzieniegdzie tynk odpadaî pîatami a z dziur wystawaîy brudnobrâzowe, spëkane cegîy. Wiëkszoôê budynków byîo opuszczonych, jedynie w kilku paliîo sië ôwiatîo, lecz najbardziej odraûajâcym miejscem w tej dzielnicy zgnilizny byî stary, gregoriaïski koôcióî, nawet w peînym sîoïcu wydawaî sië obrzydliwy. Posiadajâcy bluúniercze ksztaîty, zaprojektowany przez architekta schizofrenika nigdy nie byî miejscem kultu Boga Wszechmocnego. Wszyscy mieszkaïcy owej bezboûnej dzielnicy omijali ôwiâtynië szerokim îukiem, wôród ciemnego tîumu krâûyîy straszliwe opowieôci dotyczâce budowli. Gdy sîoïce zachodziîo za choryzont, ulice wymieraîy, tylko gdzieniegdzie widaê byîo zgarbionâ i obdartâ sylwetkë poôpiesznie uciekajâcâ do swego siedliska. Na jednej z tych obrzydliwych ulic pojawiî sië czîowiek, co o tej porze doby byîo ewenementem. Szedî dumnie w rëku dzierûâc latarkë, juû na oko moûna by okreôliê, ûe owa postaê jest obca, ûe pochodzi z innych dzielnic miasta. Czîowiek ten ubrany byî w czarny prochowiec i czarny kapelusz i o zgrozo kierowaî swe kroki do koôcioîa, owego bezboûnego i obrzydliwego siedliska zîa. Emanowaîa od niego jakaô nieziemska siîa, siîa pozwalajâca mu spokojnie wejôê do ôwiâtyni i nie oszaleê przy tym ze strachu. Jakieô sto metrów za nim przemknâî cieï i natychmiast zniknâî za rogiem kamienicy. Szpieg. Kobieta. W jej gîowie koîataîa sië jedna byôl: "co ja tu cholera robië?" Jeszcze miesiâc temu miaîa normalne ûycie, dom, pracë, narzeczonego i to wszystko minëîo. Byîo to 30 kwietnia, wracaîa z Tomem do domu z udanej parapetówki gdy To sië staîo. Dotâd nie mogîa uwierzyê w to co wówczas widziaîa, gdy czerï nocy îamie sië i powstaje dziura. Jakaô piekielna brama îâczâca Ziemië z innym ôwiatem a z niej wydobywa sië bluúnierczy gîos, co dzieï w kaûdej minucie swego parszywego ûycia w jej umyôle roznosi sië ów obrzydliwy i obleôny gîos. Jakby to byîo dziô pamiëta te sîowo, sîowo brzmiâce jak GRLASHL. Wciâû przed oczami widzi të scenë gdy Tom opada na kolana, gdy na jego twarz wystëpuje pot, gdy z wysiîku psychicznego krew tryska mu uszami, gdy pod wpîywemm jakiejô nieziemskiej siîy oczy pëkajâ mu jak przejrzaîe czereônie, gdy jeszcze resztkami siî próbuje walczyê, lecz moc wydobywajâca sië z bramy jest silniejsza, wciâû widzi jak z dziury wydobywa sië Ksztaît. Ruchliwa kupa galarety zaprzeczajâca wszelkim prawom natury, która jednâ ze swoich ociekajâcych cuchnâcym ôluzem macek podrywa nieszczësnego Toma i znika wewnâtrz bramy. Trwaîo to tylko kilkanaôcie sekund ale dla Laury chwila ta trwaîa godzinami. Toma juû nigdy nie znaleziono, ona prawie zwariowaîa. Zawsze wiedziaîa ûe Tom interesowaî sië okultyzmem, ale to co widziaîa przeszîo jej wszelkie wyobraûenie. Gdy minâî jej szok postanowiîa przejrzeê rzeczy Toma w nadziei znalezienia czegoô, co by pomogîo jej pojâê to, co widziaîa. Przejrzaîa stosy ksiâûek i papierów aû caîkowicie przez przypadek natrafiîa na puzderko. Byîa to bogato rzeúbiona szkatuîa i wyraúnie zamkniëta. Nie dopatrzyîa sië zamka, wiëc doszîa do wniosku ûe zamkniëcie jest bardziej skomplikowane od zamka szyfrowego. Jej ciekawoôc zmusiîa jâ do otworzenia puzderka, lecz okazaîo sië to trudniejsze niû sië spodziewaîa. Wyzwanie to wypeîniîo jej umysî, pozwoliîo nie myôleê o Tomie. Zawsze byîa dobra w îamigîówkach, a wiëc i tu po kilku godzinach pracy otworzyîa szkatuîkë, w ôrodku znalazîa list i tajemniczy amulet zawieszony na misternie zrobionym îaïcuszku, obejrzaîa dokîadnie przedmiot, byî niewielki, wykonany z dziwnego kamienia, na jednej stronie wykute byîy runy których nie rozumiaîa, na drugiej byîa maszkara, na jej widok ciarki jâ przeszîy i wpomniaîa o owej bluúnierczej postaci z dziury. Lecz jej wiëkszâ uwagë przykuî list. Po przeczytaniu dîugo siedziaîa zapîakana, w jej umyôle powstaîo wiele pytaï i wâtpliwoôci. W normalnych okolicznoôciach uznaîaby ten skrawek papieru za zwykîâ bajkë, totalnâ bzdurë napisanâ przez chorego umysîowo autora, lecz w ôwietle ostatnich wydarzeï inaczej traktowaîa sprawë. Po dîugim czasie siëgnëîa po papier i zaczëîa ponownie czytaê równe i staranne pismo Toma. "Witaj, a moûe ûegnaj Lauro, skoro czytasz te sîowa oznacza to ûe nie ma mnie juû na tej pîaszczyúnie egzystencji, zapewne jesteô teraz w szoku, ale chcë ci przekazaê kilka informacji które bëdâ zdumiewajâce i szokujâce, jeôli uwaûasz ûe nie chcesz nic wiedzieê po prostu spal ten papier i nie zaprzâtaj sobie gîowy mnâ. No cóû widzë ûe jednak Twoja ciekawoôê zwyciëûyîa. Zanim przejdë do sedna chciaîbym abyô nikomu wiëcej nie powtórzyîa tych wiadomoôci, jest to moja ostatnia wola. Jak wiesz Lauro, zawsze mojâ pasjâ byî okultyzm i mistycyzm, lecz w swej gîupocie i arogancji dowiedziaîëm sië takich rzeczy ûe myôlaîem ûe zwariujë. Pierwszâ i najwaûniejszâ sprawâ jest to ûe nie jesteômy sami, nie nie chodzi mi o maîe, szare ludziki z Marsa lecz o potëûne istoty egzytujâce w innej czasoprzestrzeni, to znaczy w ôwiecie nam równolegîym. Przypadkiem jeszcze za czasów studiów dotarîem do zakazanej przez koôcióî ksiëgi, niestety juû ûaden egzemplarz nie istnieje, chociaû któû to moûe wiedzieê na pewno co kryje sië pod Watykanem. Ale koniec dygresji. W ksiëdze znalazîem opis ôwiata w którym sîowa "îad" i "porzâdek" sâ caîkowicie obce, ôwiata totalnego chaosu, zamieszkanego przez niezwykle silne istoty. W swej gîupocie i ûâdzy odkrywania otworzyîem bramë. To co tam zobaczyîem przechodzi ludzkie pojëcie, to czego doznaîem, czego odczuîem, jakiego bólu dane mi byîo zaznaê nie czuî chyba nikt na tym ôwiecie. Resztkami siî wydostaîem sië stamtâd, lecz zanim zamknëîem bramë jedna z tych istot wydostaîa sië do naszego ôwiata. Tropiîem jâ wiele miesiëcy aû w koïcu zabiîem, z obrzydzeniem patrzyîem jak ta góra gówna rozpada sië i gnije wydzielejâc obrzydliwy fetor. Zastanawiaîem sië dlaczego ta istota przez tak dîugi czas nie zostaîa odkryta przez ludzi. Zagadka ta pozostanie nierozwiâzana. Uczynkiem moim naraziîem sië Innym, nie wiem skâd ale wiedzâ ûe ich brat nie ûyje, podejrzewam ûe sâ jak jeden organizm, jak jeden potëûny organizm skîadajâcy sië z milionów istot komunikujâcych sië telepatycznie. Przez wiele nocy drëczyîy mnie koszmary o tamtym ôwiecie, po pewnym czasie baîem sië spaê, sny moje byîy niezwykle realistyczne, widziaîem swojâ ômierê demonstrowanâ na tysiâce moûliwych sposobów. Kilka razy obudziîem sië poza moim domem, brudny i pokrwawiony, uzmysîowiîem sobie ûe Oni bawiâ sië ze mnâ, droczâ sië jak kot z myszâ zanim jâ zabije. Zastanawiaîo mnie to dlaczego jeszcze nie otworzyli bramy i nie opanowali naszego ôwiata, ale tego nie dowiemy sië nigdy, ich sposób myôlenia jest caîkowicie odmienny od naszego. Dochodzimy teraz do medalionu, nie wiem skâd go mam ani czym on jest, pewnej nocy gdy obudziîem sië caîy brudny i obolaîy na szyi miaîem zawieszony ów przedmiot. Ûaden geolog ani mineraolog nie potrafiî okreôliê z czego jest on wykonany. Bardziej jednak interesowaîo mnie jego przeznaczenie, niestety nie udaîo mi sië tego ustaliê. Od paru tygodni nie miewam juû tych snów, ale czujë ûe to nie koniec, ûe jest to tylko cisza przed burzâ, czujë ûe Oni przygotowujâ coô strasznego, coô co moûe zagroziê naszemu ôwiatu. Wiem jak to brzmi Lauro ale to prawda, zresztâ to co zobaczyîaô kilka dni temu powinno cië przekonaê. Mam do Ciebie proôbë, nawet nie proôbë ale ûâdanie: nie pozwól Im przedrzeê sië do naszego wymiaru, zatrzymaj ich póki jeszcze jest szansa. Zawsze kochajâcy Tom 29 kwiecieï 1994" Tak ostatnie wydarzenia daîy jej wiele do myôlenia, gdyby nie widziaîa tego na wîasne oczy nigdy by nie uwierzyîa. Przez wiele dni nie wychodziîa z domu, myôlaîa aû podjëîa decyzjë, postanowiîa zatrzymaê te piekielne istoty czymkolwiek sâ. Swe pierwsze kroki skierowaîa do biblioteki uniweryteckiej z której korzystaî Tom. Udaîo jej sië dostaê czëôê ksiâûek które widniaîy na karcie Toma. Jej spojrzenie na ôwiat zmieniîo sië, ze zwykîej dziewczyny pëdzâcej lekki i nieskomplikowany tryb ûycia powstaîa nowa Laura, kobieta silna i posiadajâca wiedzë, gotowa jâ wykorzystaê. Podejrzliwoôê staîa sië jej drugâ naturâ, dziëki temu udaîo jej sië dostrzec mëûczyznë który jâ ôledziî. Czîowiek ów szedî za niâ od kilku dni, nie miaîa pojëcia dlaczego ale podejrzewaîa ûe ma to zwiâzek z Tym. Czîowiek ten zawsze ubrany w czarny prochowiec i kapelusz wydawaî sië jej dziwny, czuîa bijâcâ od niego jakâô dziwnâ siîë i jego oczy, kiedyô przez chwilë ujrzaîa jego oczy. Jeôli to prawda ûe oczy sâ zwierciadîe duszy to on nie posiadaî duszy. Jego oczy, zawsze ukryte w cieniu, niezmiernie gîëgokie i nie posiadajâce wyrazu, zupeînie jak oczy rekina. Kupiîa broï, obecnie nie ma problemu z zakupem czegokolwiek. Zaczëîa sië baê, jej ûyciem zaczëîa rzadziê paranoja, w kaûdym czîowieku widziaîa wroga. Pewnej nocy poszîa za czîowiekiem w czerni, a za nim trafiîa do dzielnicy slumsów, dzielnicy nie posiadajâcej nawet nazwy. Spokojnie patrzyîa jak On wchodzi do koôcioîa. Ciarki przeszîy jej po plecach gdy uzmysîowiîa sobie ûe musi podâûyê za nim. Gdy zniknâî w bluúnierczym mroku budowli skierowaîa sië za nim. Szîa szybko, przedzierajâc sië przez bîota i odpady. Z obrzydzeniem uzmysîowiîa sobie ûe wdepnëîa w resztki które kiedyô byîy psem, z gîuchym chlupniëciem i wydobywajâcym sië z przebitego ûoîâdka fetorem wydobyîa nogë, do ôwiâtyni zostaîo niewiele drogi. Serce zaczëîo jej waliê jak mîot kowalski gdy zbliûyîa sië do owej bezboûnej budowli. Na drûâcych nogach weszîa w czarnâ czeluôê. Staîa nasîuchujâc. Dookoîa panowaîa cisza. Postanowiîa przeszukaê budynek. Jakûe chwaliîa sobie dodatkowy wydatek jaki zrobiîa kupujâc miniaturowâ latarkë podczepianâ pod lufë jej czterdziestki piâtki. Przy mdîym ôwietle skierowaîa sië w kierunku gdzie powinien byê oîtarz. Mijaîa szczâtki czegoô nieokreôlonego, sîyszaîa ciche popiskiwania szczurów. Przy ôwietle widziaîa roje karaluchów penetrujâcych podîogë budynku. W powietrzu wisiaîo zîo. Jej wzrok przykuîy freski na ôcianach. Owe bluúniercze malowidîa ukazywaîy dziwne monstra, ludzi odprawiajâcych rytuaîy. Zastanowiîa sië dlaczego ta ôwiâtynia jeszcze tu stoi, dlaczego nie zostaîa zburzona. Nagle do jej uszu dobiegî stîumiony dúwiëk. W panujâcej zîej ciszy gîos byî niezwykle sîyszalny, serce waliîo jej jak mîotem. Miaîa wraûenie ûe bicie serca roznosi sië po caîej budowli. Ukradkowymi ruchami skierowaîa sië do úródîa dúwiëku. Mijaîa kolumny o ksztaîtach zaprzeczajâcych wszelkim prawom geometrii, wykonane z nieznanego zielonego kamienia. Materiaî ten kojarzyî sië jej z medalionem który nosiîa pod bluzkâ. Wchodzâc w bocznâ nawë odkryîa rozsypujâce sië schody. Delikatnymi krokami weszîa na kruchâ konstrukcjë uwaûajâc aby nie wywoîaê ûadnego dúwiëku. Na tarasie królowaîy rzeúby przedstawiajâce obce monstra w róûnych nieznanych pozach. Znów uîyszaîa dúwiëk, przez czarne jak kosmos drzwi przeszîa do nieokreôlonego pomieszczenia. Komnata byîa oôwietlona pochodniami. Z góry ujrzaîa ludzi. Widok ten zaskoczyî jâ do tego stopnia ûe o maîy wîos upuôciîaby broï z rëki. Ujrzaîa krâg ludzi taïczâcych, taïczâcych jakiô bezboûny taniec. Przyglâdaîa sië z zafascynowaniem na krâg. Zgromadzenie ôpiewaîo, a przynajmniej tak jej sië wydawaîo, sîyszâc potok nie znanych ludzkoôci gîosek. Zastanawiaîa sië jak takie sîowa mogâ przejôê czîowiekowi przez gardîo. Taïczâcy nie zdajâc sobie sprawy z tego ûe sâ obserwowani czynili swoje rytuaîy. Laura poczuîa nagîy chîód, to tak jakby caîe ciepîo zostaîo pochîoniëte przez pojawiajâcâ sië w ôrodku krëgu czarnâ dziurë. Opanowaîo jâ przeraûenie "o boûe oni otworzyli bramë". Ludzie padli na kolana îaszâc sië jak podîe, zdegenerowane psy do pana który je kopie. Jej przeraûenie osiâgnëîo zenit, gdy z bramy wyszîa postaê. Spodziewaîa sië obrzydliwej masy ciaîa jakâ widziaîa na freskach, lecz o zgozo z czeluôci wynurzyî sië czîowiek. Jego wyglâd byî dziwnie znajomy Laurze, broï wypadîa jej z rëki z przeraûenia. -Tom!!!! - krzyknëîa. Postaê skierowaîa gîowë w jej stronë. Ksztaîty sië rozmazaîy, z gîuchym chluôniëciem Tom zostaî rozerwany a z jego wnëtrza wylaîa sië masa galaretowatych macek pokrytych cuchnâcym ôluzem. Do jej umysîu wdarîa sië siîâ obca myôl: -Tom nie ûyje, jest tylko GRLASHL!!!!! Zemdlaîa. –ß–¢ANUBIS 17-18, styczeï, 1999–»–¹ –