{1 Moonspell {1 "The Butterfly Effect" {2 (Century Media) Z Moonspellem jest dziwna sprawa. Dawno temu kupiîem ich poprzedniâ pîytë "Sin/Pecado" ze wzglëdu na przepiëkny utwór "Magdalene", którego teledysk udaîo mi sië kiedyô obejrzeê. Przesîuchaîem wtedy caîoôê ze trzy razy i rzuciîem to w kât, niech obrasta pleôniâ. Po jakichô 6 miesiâcach przypadkowo natrafiîem na ten materiaî, nie chciaîo mi sië sîuchaê czegoô innego i zapuôciîem kasetë w walkmana. Siedziaîem sobie w {03 pociâgu i zaczâîem sîuchaê. Nagle okazaîo sië ûe dosîownie kaûdy utwór siada mi idealnie. Nie byîem w stanie pojâê jak to sië staîo ûe póî roku wczeôniej zupeînie inaczej odebraîem të pîytë. Moonspell lubi zaskakiwaê, a od czasu kiedy z zespoîu odszedî jeden z gîównych kompozytorów, basista Ares ûadna pîyta nie przypomina poprzedniej. Od doomowego "Wolfheart" przez bardziej 'gotyckâ' "Irreligious" i zelektronizowanâ "Sin/Pecado" aû po... industrië??? No nie do koïca. Zaczyna sië cholernie ostro od "Soulsick", potëûny, ôcinajâcy gîowy riff - to pierwsze zaskoczenie sprawia ûe zarzuciîem wszelakie oczekiwania jakie miaîem w stosunku do nastëpcy "Sin/Pecado", sîychaê gwaîtowny zwrot w ciëûkie klimaty. Wokal Ribeiro znowu po dîuûszej przerwie wraca do growlingu i nawet kurde mnie to nie odrzuciîo. Zresztâ sâ teû znane choêby z poprzedniej pîyty czyste partie wokalne, ale teû przeróûne vocodery i inne 'brudzâce' efekty naîoûone gîos wokalisty. Ale pîyta leci dalej, trzeci utwór "Can't Bee" to uspokojenie, bardzo melodyjny, spokojny, czysty wokal. Zaraz po nim ostre rwanie tempa totalny odpaî i ekstatyczne wrëcz wrzaski Fernando na "Lustmord". Peîno na tej pîycie róûnych smaczków, jak na przykîad zaskakujâce jazzujâce wstawki na "I Am Eternal Spectator". Cieszë sië jednak ûe chîopcy nie 'zhardzieli' tak do koïca i jednak czësto sîyszymy charakterystyczne melodyjne refreny jak np. w "Selfabuse" czy "Disappear Here". Kolejny mocny punkt tego albumu to "Angelizer", którego ktoô porównaî do Godflesha, he he ktoô tu sië nie zna na industrialu... No ale nevermind, ja teû nie jestem ekspertem choê w sprawie Godflesha co nieco jestem obeznany. "Angelizer" to jeden z moich ulubionych numerów, zaczyna sië winylowym skwierczeniem, wchodzi perka, delikatna gitarka i wydaje sië ûe to kolejny lekki melodyjny utwór. Bîâd, po chwili juû sîychaê narastajâce gitary i wchodzi potëûny, majestatyczny refren z twardym wokalem, nastëpna zwrotka to znów wyciszenie, ale refren na który zawsze czekam powraca wzbogacony o ciekawâ partië klawiszy i tak juû do koïca tracku. "Tired" to kolejne cacko z zsamplowanym urywkiem z Mozartowskiego Requiem, niespokojny, na w póî szeptany wokal na zmianë z mocnym darciem gardîa, a pod koniec piëkna gitarowa solówka Ricardo Amorima. Ostatni juû utwór to instrumentalny "K" cichy i delikatny z bardzo fajnâ liniâ perkusyjnâ odgrywanâ na jakichô bongosach, shakerach oraz innych przeszkadzajkach... ale to jeszcze nie koniec przez jakiô czas z gîoôników sâczy sië jakiô dziwny 'szum' który zmienia sië w coô w rodzaju ukrytego utworu, którego brak na wkîadce. Ogólnie muszë przyznaê ûe portugalczycy tym razem zdrowo poeksperymentowali, trochë elementów industrialnych, nikt chyba nie spodziewaî sië powrotu ostrych wokali, ani tak maîo komercyjnych brzmieï, którymi kipiaîa wrëcz poprzednia pîyta (nie ûebym sië skarûyî). Materiaî jest przeznaczony zdecydowanie dla bardziej wyrobionego sîuchacza, trzeba mu poôwiëciê sporo czasu. Tym razem nie skoïczyîem na trzech przesîuchaniach (choê z poczâtku byîem lekko zawiedziony), przemaglowaîem ten materiaî sumiennie i teraz z kaûdym nastëpnym przesîuchaniem podoba mi sië coraz bardziej. Efekt podobny do ostatniego Samaela, tzn. dobry krok naprzód, jednak zostaje margines na poprawki. Jednak nowy Moonspell bardziej mi leûy od Samaela. Dobra, solidna pozycja. {3Ocena: 7.8 {2B.