4101Apoclypse99 particzku 00 02Po ogīoszeniu, ūe Gravity siė skoļczyīo byīe odrobinkė zaīamany i rozczarowany. Nie z powodu, ūe to Gravity, ale ūe nie bėdė miaī okazji na odwiedzenie kolejnej imprezki (to miaīo byź moje jubileuszowe, 10 parties). Mój smutek nie trwaī jednak dīugo bo do czasu dostania w swoje īapy invitki na Apocalypse 99.00 Apcalypse to czeska imprezka (niewielkich rozmiarów) w którā postanowili zaingerowaź polscy scenowcy. Po dokīadnym przestudiowaniu invitki i wypytaniu siė o parė rzeczy Lahve wiedziaīem jedno - jadė do Czech. Podróū w "tamtā" stronė byīa doōź miīa i przede wszystkim ciekawa. O dokīadnej dacie wyjazdu dowiedziaīem siė kilka godzin przed odjazdem pociāgu. Wraz z dziewczynā skoczyliōmy szybko zrobiź zakupy. Wczeōniej siė nie spieszyliōmy bėdāc pewni, ūe do odjazdu mamy jeszcze 24 godziny. Po chwili wpadī do mnie Jok i w trójkė studiowaliōmy mapė, a nastėpnie koļczyīem raya, którego chciaīem wystawiź na party. W pewnym momencie stwierdziliōmy, ūe mamy okoīo 40 minut do odjazdu pociāgu ze Szczecina (my byliōmy oddaleni od tego miejsca 30 kilosów). Nie zastanawiajāc siė dīugo zapakowaliōmy siė w taksówkė i "panie szofer gazu" :) Dojechaliōmy 10 minut przed czasem... jednak po ponwnym spojūeniu na rozkīad jazdy i zegarek... poczekaliōmy sobie jeszcze ponad godzinė na dworcu. Miīy odpoczynek za który zapīaciliōmy 50 zetów. Po tej godzince zapakowaliōmy siė do pociāgu i wyruszyliōmy do Wrocīawia gdzie miaī byź punkt spotknia wszystkich chėtnych i gotowych na podbicie Czech. We Wrocīawiu byliōmy doōź wczeōnie. Wolny czas spėdziliōmy na posiīkowaniu siė i pójōciu do kina na stacji. Film byī beznadziejny, ale za to siedzenia byīy wygodne i usypajāce. Nareszcie zaczėli zjawiaź siė inni partowicze. Ba... wyrosīa ich spora grupa. Dalsze oczekiwanie byīo juū duūo przyjemniejsze i piasek w klepsydrze trochė szybciej zaczāī sypaź. Pociāg nadjechaī wiėc zapakowaliōmy siė i po "x" czasie, zaliczajāc jeszcze jednā przesiadkė znaleśliōmy siė w cudzej ojczyśnie. Czasu do przyjōcia naszego īācznika pozostaīo jeszcze sporo wiėc dīugo siė nie namyōlajāc wraz z Ilonā, Jokiem i Caro poszliōmy szykaź jakiegoō baru. Chcialiōmy wypeīniź czėōź misji i zasmakowaź tych sīawnych "knedliźków". Okazaīy siė cholernie niedobre, no chyba, ūe to my mieliōmy jakiegoō pecha i trafiliōmy akurat na jakās ferelnā dostawė. Nie sādzė aby to jednak miaīo znaczenie. Po powrocie na stacjė i odczekaniu swojego, ukazaī siė nam sprawca caīego zamieszania Lahve. Od kogoō dosaī prezent, butelkė dobrego, polskiego, markowego, taniego wina, którym cieszyī siė jeszcze przez kilka minut, aū je wypiī. Wreszcie dotarliōmy do party place... szok. Jakiō niewielkich rozmiarów bar, z wiėkszā salā zawierajāca posiīkujācych siė tubylców. Ech nie warto tego opisywaź. Nastaī czas samowolki. Moūna byī jeōź, piź, spaź - co kto woli. Tak to jakoō trwaīo do rana kiedy to zjawili siė czescy partowicze. Wtedy klimacik delikatnie siė poprawiī. Zawieranie znajomoōci trwaīo jeszcze kilka nastėpnych godzin. Czėōź polskiej wiary wyczaiīa īaweczki z tyīu tej sali. Moūna tam byīo w przyjemnej atmosferze, wygrzewajāc siė na sīoneczku i rozmawiajāc ze znajmymi... piź tanie, dobre piwo :) Czas do kompotów īatwo zostaī zorganizowany. Piwa byīo sporo, znalazīo siė teū nieco ziela - moūna byīo wykonywaź same sympatyczne czynnoōci. Tak to jakoō trwaīo do rozpoczėcia teoretycznie najwaūniejszej czėōci party - kompotów. Konkursy rozpoczėīy siė (o dziwo) bez wiėkszych przesuniėź, przynajmniej ja niczego nie zauwaūyīem. Jednak zarówno iloōź jak i jakoōź prac wytīumaczyīa mi dlaczego to wszystko tak szybko zleciaīo. Prace byīy delikatnie mówiāc ōrednie, fatalne, chujowe (oj przepraszam). Owszem czasami zdaūaīy siė jakieō pereīki, ale sporadycznie. Konkursu to byīo jak oglādanie dobrej komedii... nic, nic, nic, a nagle salwa gīoōnego, polskiego ōmiechu. Na drugi dzieļ, nie pozostaīo nic innego jak wysīuchaź wyników, ewentualnie rozliczyź siė z organizatorami (odbierajāc nagrody) i przygotowaź siė do wyjazdu. Z drogā powrotnā nie byīo ūadnych problemów. Dziėki uprzejmoōci czeskich konduktorów nie musieliōmy buliź 100 koron wiėcj za przekroczenie granicy (w "pierwszā" stronė byīo podobnie). Jak to zwyklė w drodze powrotnej bywa jedni omawiali party, inni spijali resztki piw, inni spali... eee tzn nikt nie spaī. Wszyscy mieli bardzo dobre humory. Moūna byīo np. skorzystaź z sauny którā sztucznie niektórzy nachuchali w przedziale - fajnie ci ludzie wyglādali ;) Tak to miej wiėcej wyglādaīo. Party pod wzglėdem produkcji byīo fatalne, organizacji jako takiej nie byīo. Jednak czas spėdzony na īaweczkach przed party place zrekompensowaī wszystkie niedogodnoōci, spotkanie siė ze starymi znajomymi czy teū poznanie nowych teū jest rzeczā bardzo waūnā (najwaūniejszā). Pozostaje tylko zdaź pytanie: dlaczego coraz mniej ludzi jeśdzi na parties? Czy to byīo gīuche, retoryczne pytanie? Sami sobie odpowiedzcie. Ahoj. 2402Ubik/DreamWeb^Absurd00