4101Dokâd jedzie ten tramwaj? 00 Ôwiëte sîowa, inûynierze. Maîo, ûe awansowaê trudno. Utrzymaê sië na swoim stanowisku oraz ciëûej. Wszyscy podwyûszajâ kwalifikacje, wymagania wciâû rosnâ, z doîu teû na czîowieka napierajâ mîodsi. Ciâgle ta walka o pozycjë, o awans... Za bile­ ty, proszë, pîacimy i przesuwamy sië do przodu, tam jest zupeînie luúno! U nas to jeszcze nie najgorzej. Ale niech pan pomyôli, inûynierze, co sië dzieje tam, wyûej... Kilku albo kilkunastu czeka w kolejce na kaûde stanowisko. Majâ staû, stopieï naukowy, tylko etatów dla nich nie ma odpowiednich, bo nikt nie ustëpuje bez walki, chyba ûe na emeryturë, , albo... Niedawno rozmawiaîem z jednym takim: dwie habilitacje i jedna rehabilitacja... i od piëciu lat czeka na etat adiunkta. O stanowisku docenta moûe juû tylko marzyê, nie zdâûy... Proszë za bilety, pani wysiada na ûâdanie, panie, inûynierze, proszë zatrzymaê na ûâdanie, pasaûerka wysiada... Ala babka, pan spojrzy tylko, inûynierze: co najmniej dwa fakultety! Kiedy byîem ostatnio w Instytucie Biletologii - w sprawie mojego doktoratu - bo ja piszë pracë na temat optymalizacji ksztaîtu i wymiarów dziurek w biletach komunikacji miejskiej... Ale o czym to ja?...Aha, wiëc spotkaîem tam naszego wicedyrektora, który niedawno habilitowaî sië po raz drugi, z teorii automatów i kasowników biletowych... To taka czysto teoretyczna dziedzina, bo jak dotychczas nie udaîo sië skonstruowaê ani jednego dziaîajâcego modelu, nic dziwnego zresztâ, bo to przecieû jasne, ûe ûadna maszyna nie zastâpi wysoko kwalifikowanego fachowca... Wiëc dyrektor powiedziaî, ûe od tygodnia na stanowisku zwrot­ niczego obowiâzuje wyksztaîcenie ôrednie: dyplom technika komu­ nikacji. Przemysî idzie naprzód, widziaî pan juû ten nowy model rëcznej "wajchy", prawda, ûe bardzo nowoczesny w ksztaîcie? W dzisiejszym "Ekspresie Popoîudniowym" czytaîem, ûe wîaônie kilka dni temu ostatni peînoletni obywatel naszego kraju uzupeîniî ôrednie wyksztaîcenie. To wielki sukces spoîeczny... Nie pa­ miëtam tylko, co ten czîowiek robiî dotychczas, ale na pewno te­ raz awansuje, i to szybko. Bo jeôli o nim w gazecie napisali, to nie wypada ûeby inaczej... W ogóle trudno sobie wyobraziê stanowisko pracy dla czîowieka z niepeînym ôrednim wyksztaîce­ niem. Zamiataczki uliczne obsîugujâ inûynierowie sanitarni, polewaczki - technicy hydrologii... Przecieû to wszystko sâ bar­ dzo skomplikowane maszyny. Zaraz, gdzie ja mam ten "Ekspres", tu leûaî. Pewnie któryô z pasaûerów mi zabraî. Trudno teraz kupiê to pismo, wszyscy tak sië garnâ do czytelnictwa. Ale mam znajomâ paniâ magister w kiosku, która mi codziennie odkîada jeden egzem­ plarz... Dobrze, ûe juû wieczór, trochë chîodniej sië zrobiîo i luúniej w wozie. Koïczy sië trzeci szczyt przewozowy, sîuchacze wieczorowych studiów doktoranckich zaczëli juû zajëcia. Jeszcze tylko koîo dwudziestej trzeciej bëdzie trochë ciaôniej, kiedy za­ cznâ wracaê do domu, a do tego jeszcze dojdâ uczestnicy nocnych studiów habilitacyjnych. Sîyszaî pan, ûe przyszîorocznych absol­ wentów szkóî ôrednich obowiâzywaê bëdzie wyksztaîcenie wyûsze? Pan sobie zdaje sprawë, co to oznacza: za parë lat wajchowym bëdzie inûynier, a pan i ja bëdziemy musieli mieê doktoraty. Pan juû, zdaje sië, otworzyî przewód? Temat, o ile pamiëtam, z pogranicza geologii i mechaniki, tak ? Aha, rzeczywiôcie, pa­ miëtam: "Badania nad korelacjâ miëdzy granulacjâ piasku a dîugoôciâ drogi hamowania w funkcji inercji i akceleracji tramwa­ ju podczas jazdy z górki". Temat îadny, powiâzany z praktykâ... Panie, panie, nie tëdy sië wsiada, tu jest wyjôcie. Sîucham? Pyta pan, dokâd jedzie ten tramwaj? Przecieû ma pan napisane na tablicy. Nie, dworzec jest w przeciwnym kierunku, musi pan wysiâôê. Niech pan jeszcze otworzy, inûynierze, drzwiami go pan ôcisnâî, o juû dobrze, odjazd... stop, stop, niech pan hamuje do licha! Îazi jak nieprzytomny, prosto pod koîa. Juû moûna jechaê... No, to mamy pusty wagon inûynierze. Tutaj, do ogródków dziaîkowych, prawie nikt ostatnio nie przyjeûdûa, ludzie nie majâ czasu na gîupstwa, wszyscy sië doksztaîcajâ. A zielsko wyrosîo nad parkan. O niech pan patrzy tam, znowu te same, co wczoraj, albo podobne. Kosmate takie, duûe... Psy? Nie, za duûe na psy, chyba ûe ja kaô nowa rasa. Co to moûe byê? Waîësajâ sië po dwa, po trzy - coraz czëôciej je tu widaê. Maîpy czy niedúwiedzie... Skâd to sië wziëîo? W tych zapuszczonych ogródkach dziaîkowych sië lëgnâ czy jak... Aû strach tu wieczorem chodziê, mogâ rzuciê sië na czîowieka! Ûe teû nie ma na to sposobu! Co robi Zakîad Oczyszczania? To doprawdy skandal, trzeba gdzieô wreszcie inter­ weniowaê, napisaê do prasy... Ûadna gazeta sîowem nawet nie wspomina, ûadnego ostrzeûenia... O znowu dwa, zupeînie bezczelne, po ulicy spacerujâ. A gazety zajmujâ sië gîupstwami, ostatnio na przykîad: "Tajemnicze znikniëcie czterech profesorów ponadzwyczajnych", "Gdzie sië podzieli dwaj docenci doktorzy rehabili­ towani?" - a co to obchodzi szarego czîowieka? Wiadomo, profe­ sorowie bywajâ roztargnieni. Moûe zmëczyli sië pracë i pojechali sobie we czterech gdzieô odpoczâê, w brydûa pograê i zapomnieli o tym zawiadomiê uczelnië? Oni, biedacy, ûyjâ w ciâgîym napiëciu, w obawie przed wygryzieniem ze stanowiska... Niech pan zatrzyma, inûynierze, kontroler chce wsiâôê. Moje uszanowanie dla pana dok­ tora! Zjazd do zajezdni mamy o dwudziestej czwartej piëtnaôcie. Ceduîkë? Proszë uprzejmie, bileciki podliczone, koniec trasy. Nie boi sië pan doktor zapuszczaé w të okolicë? Widziaî pan te stwory kosmate, co sië tu krëcâ w pobliûu dziaîek... Czy to prawda, ûe majâ skróciê të trasë o trzy przystanki? Bardzo sîuszna decyzja. Maîo kto jeúdzi tu teraz... Mówi pan, doktorze, ûe nie ma sië kto tymi tam zajâê? A hy­ cel, u licha! Co robi hycel? Jak to "nie ma"? Ach, rozumiem, to wîaônie on uzupeîniî ôrednie wyksztaîcenie! A dla stanowiska hy­ cla taryfikator przewiduje zasadnicze wyksztaîcenie zawodowe... Rozumiem, oczywiôcie, trudno wymagaé, ûeby zootechnik pracowaî na etacie hycla. Ale co teraz bëdzie? Zgoda, ûe hycel nie miaî zbyt wiele do roboty. Ale ten problem pojawiî sië w ostatnich dosîow­ nie dniach i wciâû nabrzmiewa! Codziennie widujemy wiëcej tych kosmatych maîpiszonów. Zmieniâ taryfikator? Panie doktorze, sam pan wie, ile to moûe potrwaé! A przez ten czas one tutaj sobie spokojnie... No, wîaôciwie niby racja, jak dotâd nikt nie skarûyî sië na agresywnoôê z ich strony, ale kto wie, co bëdzie dalej? 0, proszë spojrzeê! Trzy egzemplarze paradujâ chodnikiem, jakby nigdy nic! Na tylnych îapach. Przednimi chyba gestykulujâ albo moûe zdawaîo mi sië tylko. 0, a teraz idâ na czterech, wëszâc jakby! Moûe pan doktor rzeczywiôcie ma sîusznoôê, ûe to nie nasze kompetencje. Inni lepiej znajâ sië na tym, wiedzâ, co robiâ... Ale... jeôli nie ma specjalistów od takich wîaônie, kosmatych? Nie, na pewno sâ, przy dzisiejszym stopniu specjalizacji muszâ byê. Mamy odjazd, inûynierze. Pan doktor wraca z nami w kierunku miasta? No, to jedziemy. .oOo. - Juû, profesorze, moûe pan wstaê, pojechaî ten cholerny tramwaj. Tak to niezbyt wygodne. No i gorâco w tym futrze, ale co robiê, wzglëdy bezpieczeïstwa i tak dalej... Lecz mówië panu profesorze... No dobrze, bëdë mówiî "Jó- ziu", a ja jestem Wîadek. A wiëc mówië ci, Józiu, tu jest wspaniale! W porównaniu z tym mîynem piekielnym, z którego wyr­ waliômy, to jest raj na ziemi. Nigdy, przez caîy rok akademicki, nie udaîo mi sië tak efektywnie pracowaê jak tu w ciâgu paru os­ tatnich dni. Widzisz, miaîem racje! Dobrze obliczyîem! W zeszîy wtorek ostatni hycel uzyskaî dyplom zootechnika. Jesteômy bez­ pieczni, do ogródków dziaîkowych od dawna nikt nie zaglâda. Uwielbiam pomidory! A poza tym - tyle wolnego czasu, powietrze czyste, cisza, nikt gîowy nie zawraca, nikt nie wygryza, nie robi intryg, nie znajdâ cië tu ani studenci, ani adiunkci, ani dziekan, ano sam diabeî! Nikt nie czyha na twoje stanowisko, na twój etat kosmaty. Bojâ sië tu przychodziê. Musimy ich trochë postraszyê, ûeby nie îazili. Idealne warunki dla prawdziwych uc­ zonych! Z wierzchoîka uciekliômy tu, na sam dóî, poniûej na­ jniûszego z niskich. Oni wszyscy patrzâ w górë, nikt nie spojrzy tutaj. Do diabîa z tytuîem, etatem, uniwersytetem, z tym legionem docentów czekajâcych, aû wreszcie szlag cië trafi. Nareszcie moûna spokojnie pomyôleê, w gwiazdy popatrzeê... Uwaga! Na czwo- raka! Józiu! Szybko, znów tramwaj jedzie! 1973 r.