4101SYNDROM C&A 00 02Wszyscy wokóī biadolā, ūe amigowa scena jest mniejsza niū kiedyō, i ūe nigdy juū nie bėdzie tak wielka jak scena grzybna. To oczywiōcie prawda. Ale powinniōmy siė z tego tylko cieszyź, bo scena nie moūe byź duūa. To wbrew jej naturze. Nazwaīem to syndromem C&A.00 Temat sceny przewijaī siė przez wiele amigowych czasopism. Pierwsze byīo "64 plus 4 & Amiga", stworzone zresztā przez scenowā grupė Quartet Inc. Od 1990 roku zamieszczaīo lapidarne i przez to wielce intrygujāce newsy w stylu: "Drax z grupy Vibrants ma dopiero 14 lat, a zostaī uznany za najlepszego obecnie kompozytora muzyki na c64" albo "Grupa Kefrens rozpadīa siė definitywnie". Niewielu czytelników wiedziaīo, o co tu chodzi. Oprócz garstki prawdziwej elity. Ktoō, kto nie miaī pojėcia o scenie, wiele z tych tekstów nie wynosiī. I byīoby tak dalej, gdyby nie rok 1992 i pewien gīadko ogolony, dīugowīosy mėūczyzna z czarnā dūeksonkā za twarzy. KONIEC NIEWINNOŌCI Czīowiekiem tym byī Ninja/Union. Jego cykl artykuīów o scenie skierowaī snop ōwiatīa w wilgotny ōmierdzācy dóī, w którym wszyscy siedzimy. Ludzie z zewnātrz dowiedzieli siė wreszcie, co takiego robiā scenowcy. Wielu byīo rozczarowanych. Nie tak ich sobie wyobraūali. A wyobraūali sobie rozmaicie. Niektórzy na przykīad byli przekonani, ūe wszyscy scenowcy to zdeformowani, peīni szwów na caīym ciele osobnicy, którym usīugujā roboty. A jak wiemy, stanowiā oni zaledwie 1/3 naszej sceny. DZIECI C&A Scena staīa siė modna. Najwiėcej do powiedzenia o niej miaīo wspomniane C&A. "Scenowi publicyōci" siė mnoūyli, a byli to w wiėkszoōci ludzie zupeīnie nieznani w ōrodowisku. Temat zgīėbili prawie tak dobrze, jak spece z #polishscene. Jednak swój cel osiāgnėli - o scenie dowiedzieli siė wszyscy. I wszystkich ciāgnėīo do niej jak do trufli. Lata 1994-1995 to najwiėkszy w historii sceny wysyp dewiantów, īamag, onanistów, pijaków, mutantów i ōwiniopasów. Byli wōród nich ludzie poūyteczni i zdolni, pewnie, jednakūe w dawkach homeopatycznych. Dzieci C&A zalaīy nas swojā falā. Co najciekawsze - kiedy Amiga zaczėīa traciź popularnoōź, oni pierwsi od nas odeszli. Wniosek z tego prosty. PATOLOGICZNI KONSUMENCI Wszystkie te próby "wytīumaczenia" ludziom sceny byīy niepotrzebne. Przyniosīy wiėcej szkody niū jesteōmy sobie to w stanie wyobraziź. Bo wszyscy ci zafascynowani scenā mīodzi ludzie i tak znaleśliby do niej dojōcie. Prėdzej czy póśniej. ale znaleśliby. Tak jak mityczni pierwsi scenowcy. Im nikt nic nie tīumaczyī, sami musieli zamieniź siė w detektywów. A tak ūóītodziób najpierw przeczytaī sobie o scenie, a potem pomyōlaī, ūe moūe warto byīoby siė niā zainteresowaź. I rodzili siė potem tzw. przypadkowi scenowcy, cierpiācy na nieuleczalny brak talentów, za to uwielbiajācy krytykowaź innych i robiź syf. A scena to nie miejsce dla patologicznych konsumentów. Niestety konsumenci stali siė ostatnio plagā. Próūno dzisiaj szukaź czīowieka, który zechciaīby bezinteresownie poruszyź czīonkami. Idzie mi rzecz jasna o wszystkie czīonki oprócz tego jednego, który porusza siė we wīasnych rytmach. Dzisiaj kaūdy chce od razu dostaź kasė za swój wysiīek. Teraz! Zaraz! Juū! Ale gdyby wszyscy i zawsze tak myōleli, nigdy nie byīoby artystów. Przecieū kaūdy pisarz, zanim sprzeda swoje pierwsze opowiadanie, musi ich powysyīaź do rozmaitych redakcji caīe mnóstwo. Potem czeka tydzieļ, dwa albo trzy, aū redaktor raczy mu odpisaź, ūe "przykro mu, ale na druk za wczeōnie". Myōlicie, ūe redaktorom tak bardzo zaleūy na tekstach, ūe mówiā autorowi, co jest niedobre, co i gdzie poprawiź? Nic z tego. Po odesīaniu tekstu pisarzowi pozostaje tylko biź siė z wīasnymi myōlami, jak mawia Konrad Lewandowski, i pracowaź dalej. Bez gwarancji, ūe nastėpny utwór uda mu siė sprzedaź! Czasami mija tak wiele lat. Bez kasy i bez pewnoōci, ūe kasa siė kiedykolwiek pojawi. Philip Dick napisaī 11 powieōci, zanim udaīo mu jakāō sprzedaź, a Ray Bradbury wyjawiī kiedyō, ūe spoōród dwóch tysiėcy opowiadaļ, pozbyī nie wiėcej niū trzysta. Gdyby ci mocarze ducha pojawili siė dzisiaj, i gdyby dotknėīa ich ta pierdolona konsumencka mania naszych czasów, nie mielibyōmy dziō ani "Ubika", ani "Kronik marsjaļskich". Ale chyba za bardzo mnie zniosīo w inne tereny... FACET, O CO CI CHODZI? Przez "syndrom C&A" rozumiem wiėc potop nierobów, którzy wprawdzie zasilajā scenė liczebnie, ale nie talentowo. My przeūyliōmy to w latach 1994-1995, a teraz, dziėki pismom typu CD Action, to samo przeūywajā grzybiarze. NIC NA SIĪĖ Ilu z Was zaraziīo jakiegoō znajomego amigowca scenā? Jestem pewien, ūe wielu. Sam to wielokrotnie robiīem, ale skónczyīem, kiedy uōwiadomiīem sobie jednā rzecz. Zanim powiem, co to za rzecz, odpowiedzcie sobie na pytanie, ilu z tych zwerbowanych przez Was scenowców obchodzi scena do dziō? Jednego? Dwóch? Pojāīem mianowicie, ūe scenė trzeba odkryź samemu. Bo kiedy ktoō nam jā podaje na tacy, to przypominamy wszystkie te nieszczėōliwe dzieci, które rodzice zmuszali do nauki gry na instrumentach. Jakie byīy efekty? Powykrėcane palce (w przypadku fortepianu), bādś zwėglone koļczyny (gitara elektryczna). Ale w kaūdym wypadku - zniechėcenie po jakimō czasie. Z moich przemyōleļ wynika, ūe "nawracanie niewiernych" nie ma sensu, bo scena i tak szybko im przejdzie. A scenowcem siė jest na caīe ūycie. Chodzi mi oczywiōcie bardziej o pewne podejōcie do ōwiata, a nie np. kodowanie demek pomimo 63 lat, amputowanych koļczyn i hemoroidów, tak jak Sachy. Nie, no oczywiōcie ūartujė. Sachy ma dopiero 61 lat (ale caīa reszta to prawda). Spójrzcie na scenė komodowā - to nierzadko dramatycznie stare grzyby! Zgadnijcie ile lat dziaīa np. grupa Genesis Project? A ile juū lat swappuje mój imiennik z Australii - Jazzcat/Onslaught (i liczba ta to nie 5, ani 10...)? Czy ci ludzie to fanatycy nie widzācy ōwiata poza komputerem? Otóū nie. WYLUZUJ SIĖ Z czasem wytworzyīo siė u nich coō, co nazwaīem zdrowym podejōciem do tematu. Na czym to polega? Czasem nas, scenowców, nazywa siė "maniakami", co to o niczym innym nie myōlā, jak o scenie. Tak mówiā tylko ludzie zazdroōni, bo dzisiaj jednym z najwiėkszym problemów ōwiata jest nuda, i ktoō, kto siė czymō szczerze interesuje, jest samotnā wisienkā na szczycie kupy gówna. Tak mówiā takūe tylko ludzie pīytcy, bo kaūdy grafik, koder czy muzyk jest pasjonatem przede wszystkim wīasnej dziedziny. Przykīadowego muzyka maīo interesuje, kto wstāpiī do jakiej grupy, kto jest pierwszy w ostatnim wydaniu chartsów, albo ūe grupa X poīāczyīa siė z Y. Ma to w dupie, choź bywajā wyjātki. O wiele bardziej interesuje go nowy albumu ulubionego zespoīu, albo poūyczony kompakt z samplami. Jest wiėc maniakiem nie tyle sceny, co swojego twórczego zajėcia. Podobnie grafik czy koder. Chociaū kaūdy z nich lubi sobie poczytaź dobrego maga albo obejrzeź powalajāce demko. Zdrowe podejōcie polega wiėc na traktowaniu sceny ze spokojem. Bez egzaltacji. Scena jest wspaniaīa, ale prawdziwe ūycie istnieje poza niā. I sukces polega na tym, ūeby nie daź siė jej za bardzo pochīonāź. Tylko przy takim podejōciu scenowanie ma szansė staź siė hobby na dīugie lata, czego Czytelnikom i sobie ūyczy: 2402JazzCat/Pic Saint Loup [taboo staff]00 P.S. Do napisania zainspirowaī mnie tekst "Scena komputerowa - co to jest" pomieszczony w... "Nowej Fantastyce"!