SZANOWNA REDAKCJO MA! W numerze 2\96 MA w dziale "Aktualnoôci", w notce "Dziëkujemy", natknâîem sië na kilka zdaï poôwiëconych "Fanzinowi FA". Czujë sië zaszczycony, ûe MA zauwaûyî nasze istnienie i poôwiëciî nam nieco cennego miejsca na swoich îamach. Niestety forma w jakie to uczyniono spowodowaîa, iû bëdâc jednym z twórców FA czujë sië w obowiâzku sprostowaê nieco wymowë owej notatki. Dlaczego? Bowiem w caîych 2 zdaniach redakcja MA zawarîa minimalnâ iloôê informacji, w zamian serwujâc mocno stëûonâ dawkë zîoôliwoôci niskiego lotu oraz - nie da sië ukryê - pogardy. A wszystko to dlatego, ûe nasz mag ÔMIAÎ WYRAZIÊ KRYTYKË POD ADRESEM MA, a mówiâc ôciôlej w stosunku do redaktora naczelnego MA, na którego mamy (my - redakcja FA, a i sporo autorów piszâcych do innych magów) ostrâ alergië. Przy czym nie jest to alergia wrodzona - np. ja nabawiîem sië jej dopiero po lekturze wiëkszej iloôci tekstów pana Marka. I chyba nie jestem w tym odosobniony... Rozumiem naturalnie, ûe redakcja poczuîa sië sîusznie oburzona, iû osobnik "nie bëdâcy fachowcem" byî tak bezczelny i úle wychowany, iû ÔMIAÎ skrytykowaê to niewâtpliwie fachowe pismo. Rozumiem, iû styl krytyki daleko odbiegajâcy od "krytyki konstruktywnej" ("jesteôcie ôwietni ale powiedzmy szczerze i otwarcie, ûe moûecie byê jeszcze znacznie lepsi") mógî zirytowaê redaktorów MA na tyle, by dali jej ujôcie na îamach. Rozumiem teû, ûe taka zbrodnia musiaîa zostaê ukarana publicznâ chîostâ, tak by inni potencjalni krytycy wiedzieli, iû ich zbrodnicze teksty nie ujdâ im bezkarnie. Zrozumiaîe jest teû to, ûe krytyka taka nie zasîuguje na rzeczowâ odpowiedú a tylko co najwyûej na kiepskiej jakoôci docinki. * * * Po tym przydîugawym ogólnym wstëpie wróêmy do jednego ze sformuîowaê w tym wiekopomnym tekôcie. Autor notki, bohatersko ukrywajâcy sië  pod szyldem "red" sugeruje, iû osobnik piszâcy krytyczny tekst w FA raczej nie jest fachowcem. Redakcja MA nie myli sië - rzeczywiôcie nie czujemy sië fachowcami (tak jak i zapewne niemal wszyscy autorzy tekstów w FA). Inna sprawa, ûe aby dostrzec wady MA to wcale nie trzeba byê fachowcem - wystarczy TYLKO umieê czytaê! Pochwalë sië, ûe tyle to jednak umiemy. Jesteômy ôwiadomi swoich braków w wiedzy o Amidze i zwiâzanych z niâ dziedzinach. Nie udajemy, ûe znamy sië na wszystkim i zjedliômy wszystkie rozumy. Dlatego wîaônie zamieszczamy swoje teksty w amatorskim zinie; stâd nie wypowiadamy sië na kaûdy moûliwy temat z pozycji wszechwiedzâcego autorytetu, oraz nie obraûamy sië na krytykë ze strony czytelników czy redakcji konkurencyjnych magów (a przynajmniej nie aû tak i nie w taki sposób)... Tak, fachowcami nie jesteômy i mam nadziejë, ûe nigdy nie bëdziemy. (O ile w ten sposób rozumiemy pojëcie "fachowiec"!). Proszë wiëc mi wybaczyê, ûe jako niefachowiec zaraz bëdë sië dziwiî wielu rzeczom oczywistym dla kaûdego PRAWDZIWEGO fachowca. Zatem bëdë wdziëczny fachowcom z MA za oôwiecenie mnie w kilku sprawach. Jako niefachowiec nie pojmujë np. nader fachowej metody, polegajâcej na ogólnym okreôlania cudzej krytyki jako "ton bîota", bez próby ustosunkowania sië do choêby najmniejszego zarzutu. Jak rozumiem fachowca nie obowiâzujâ dobre obyczaje dziennikarskie, polegajâce m.in. na tym, ûe przedstawiamy czytelnikom racje OBU stron. Dlatego rozumiem, ûe druk w MA tych "ton bîota" (choêby w mocno skondensowanej postaci) nie wchodzi w rachubë, bo przecieû pojemnoôê gazety jest ograniczona, kaûda strona jest na wagë zîota i honorariów autorskich, wiëc szkoda miejsca by zamieôciê tak niefachowy (i krytyczny) tekst zamiast np. jednego z szeregu genialnych artykuîów "ôwiëtej trójcy" (trzy osoby w jednej, czyli: Marek Pampuch, Cham, Adam Nowak). Nie dla psa kieîbasa, nie dla krytyków îamy MA? I stâd pewnie ta profesjonalna metoda zastosowana przez fachowca, który krytykë swoje pisma podsumowuje mniej wiëcej tak: "jest w jakimô FAnzinie opinia krytyczna o nas, ale naturalnie w ogromnej czëôci niesîuszna; jakieô lamerstwo niefachowe nam podskakuje, wylewa tony bîota na nasze pismo, ale my takich publicznie olewamy i wyômiewamy". Profesjonalnoôê reakcji wrëcz poraûa swojâ klasâ: FA-CHO-WOÔÊ w kaûdym calu! To widaê, sîychaê, czuê. (Przy okazji jestem BARDZO ciekaw co redakcja rozumie przez okreôlenie "bîoto"? Wytykanie rozmaitych bîëdów, potkniëê i irytujâcych wad (np. obsesji pewnego redaktora o inicjaîach MP na punkcie polityki?) Jeôli tak, to rzeczywiôcie tego "bîota" jest tam doôê sporo, ale to juû nie nasza wina - a redakcji MA! (a pana MP w szczególnoôci) Lecz rozumiem, ûe îatwiej uderzyê w kogoô niû we wîasne piersi). I jeszcze jedna opinia niefachowca: greps z namolnym eksponowaniem literek "FA" w waszym tekôcie, tudzieû forMA w jakiej to uczyniono jest (moim skromnym zdaniem) zupeînie nieômieszna, a za to MAksyMAlnie den(M)nA. No ale cóû - fachowcy wiedzâ lepiej, a ich wyrafinowane poczucie humoru nie jest do pojëcia dla przeciëtnego niefachowego czytelnika. W kaûdym razie szczerze podziwiam wsFAniaîe skojarzenia - FA i mydeîko FA... Byle kto by na to nie wpadî. Piëê lat nieMAl redagujemy nasz MAg i nigdy tego nie zauFAûyliômy! Gratulacje! Czuê tu rëkë FAchowców, panie MArku. Prosiîbym tylko o wyjaônienie niefachowcowi jak dîugo naleûy sië ômiaê z tak rewelacyjnego dowcipu? Cieszë sië teû, ûe "red"-akcja po dîugotrwaîym babraniu sië w ohydnym bîocie znalazîa tam jednak jakieô, jak domniemywam sîuszne, postulaty. Mizerne, naturalnie, no bo mózg niefachowca nie jest przecieû w stanie wyartykuîowaê niczego powaûniejszego... ale dobre i to. Naturalnie rozumiem, ûe przytoczenie jakie to KONKRETNE sîuszne (acz mizerne) postulaty wyîowiono z tego b î o c e a n u krytyki sâ juû poniûej godnoôci FACHOWCA. Po co maluczcy majâ wiedzieê gdzieû to fachowcy popeînili jakieô bîëdy? Jeszcze sië rozochocâ i teû zacznâ krytykowaê. A po co? Prawda? Zaô co do "obrzucania bîotem" to chciaîbym powiedzieê tyle tylko, ûe lektura niektórych tekstów w MA poôwiëconych np. scenie (vide "Ob-scena", i parë innych, np. wstëpniaków, gdzie moûna sië nataknâê na rozmaite ciekawe okreôlenia tych, którzy majâ jakieô uwagi pod adresem MA czy naczelnego, np. "Polak - katolik z bolszewickimi ûâdaniami" (nr 9/95) ) udowadnia, ûe akurat w tej dziedzinie rzeczywiôcie mamy do czynienia z profesjonalistami i moûna sië od nich wiele nauczyê. Tylko czy akurat warto? * * * Podsumowujâc: jesteômy na siebie skazani - my, niefachowcy ze sceny, oraz inni posiadacze Amig - i wy, wspaniali fachmani z MA, którym czytelnicy (krytyczni) wyraúnie przeszkadzajâ w redagowaniu ich (?) wspaniaîego pisma. Zwracam tylko uwagë, droga "red"-akcjo, ûe to za nasze pieniâdze tworzycie to pismo - i robicie je DLA NAS a nie dla SIEBIE, wiëc zamiast obraûaê sië na czytelników, którzy wytykajâ MA rozmaite niedoróbki, moûe lepiej zastanowiê sië jak je usunâê? MA jest obecnie jedynym pismem o Amidze i tym samym my, czytelnicy, wyboru nie mamy. Zatem bëdziemy nadal czytaê MA i zapewne nadal "bîociê" të gazetë na potëgë za jej wszystkie grzechy i grzeszki - a jest ich nieco, prawda? Obraûanie sië na krytykë nic nie da. Wyômiewanie sië z krytykujâcych niczego nie zmieni. Wiem, ûe duûo milej czyta sië pochwalne opinie - ale obraûanie sië na opinie krytyczne czytelników (choêby nawet i nie wyraûone zbyt oglëdnie) jest reakcjâ co najmniej nie na miejscu. Nie zyskacie na tym niczego, za wyjâtkiem zniechëcenia czytelników do lektury pisma. Czy o to wam chodzi? Proponujë - zamiast drukowania takich irytujâco infantylnych wzmianek, które przecieû nie zwiëkszâ prestiûu MA, a raczej wprost przeciwnie - POWAÛNÂ dyskusjë na îamach tej gazety, dotyczâcâ tego, co jest w niej nie takie, niepotrzebne i irytujâce. Sami czytelnicy oceniâ wtedy kto i na ile ma racjë. I na tym - chyba? bo gdzieû mi to, niefachowcowi, oceniaê - polega PRAWDZIWA fachowoôê. Wyjaôniam od razu, ûe poprzez "powaûnâ dyskusjë" rozumiem m.in. takâ jej formë gdzie OBIE strony bëdâ miaîy szansë wypowiedzenia sië na îamach MA, zaô zamiast rozmaitych przytyków przemówiâ F A K T Y. A tego jak dotâd na îamach MA specjalnie nie zauwaûyîem... Jakby co - sîuûë sprawâ listâ swoich krytycznych uwag. A czy fachowcy z MA podejmâ wyzwanie to juû zaleûy od nich, - od ich odwagi i bezstronnoôci. W kaûdym razie ja publicznie rzucam rëkawicë! Z powaûaniem Jerzy "Lifter" Poprawa, wprawdzie niefachowiec ale i nie idiota PS. Jako niefachowiec zrzekam sië z góry wszelkich honorariów autorskich za ten tekst (i ew. nastëpne?), naturalnie o ile takowe sâ przwidziane, poniewaû niefachowiec ma to do siebie, ûe zapeînia îamy pisma nie dla pieniëdzy a dla czystej satysfakcji. Pieniâûki proponujë przekazaê na konto fundacji Reedukacji Niepokornych Czytelników MA im. Marka Pampucha, lub na konto WÔOP. Jak widaê brak mi "fachowego" podejôcia do tej kwestii, ale jakoô wcale mnie to nie martwi. Czytelników MA zachëcam zaô do lektury rozmaitych fanzinów (oczywiôcie z FA, czyli Fat Agnusem, na czele). Znajdziecie tam niewâtpliwie wiele moûe i niefachowych ale niewâtpliwie szczerych opinii na róûne czësto niewygodne dla wielu ludzi tematy. Czasem zaô szczeroôê ("król jest nagi!") jest duûo lepsza i od "fachowoôci" tych, którzy wolâ udawaê, ûe tego nie widzâ. Czyû nie, panie Marku?