BUMERANG #5 Wczoraj miaīem porābany dzieļ. Czytaīem magi od 6 rano do 2 w nocy. W dodatku skutecznie przeszkadzali mi w tym Animal, Ranger i Archangel, którzy przychodzili i zatruwali atmosferė okrutnym odorem swoich skarpetek. Gdyby nie mój wiatraczek, pieszczotliwie zwany "Messerschmit 110", byīoby juū po mnie. Kiedy skoļczyīem o 2, byīem tak zjebany, ūe jak szedīem do īazienki, to potykaīem siė o wīasne nogi. Gdy wróciīem z īazienki po symbolicznym myciu (dwa razy zgubiīem szczoteczkė do zėbów), rzuciīem siė na īóūko. Niestety, śle wymierzyīem i spierdoliīem siė na podīogė. Ponowne wdrapanie siė na īóūko, zajėīo mi okoīo 5 minut. Dziō obudziīem siė rano, rzeōki i peīen energii i mogė zrobiź to, na co mi nie starczyīo siīy wczoraj, czyli recenzjė piātego numeru Buma (dobra Horror, skoļcz pierdoliź, do rzeczy!). Zacznijmy od kodu. Jest nawet ok (obrazki w tekōcie), ale wszystko siė depakuje ciut za dīugo jak na mój gust i sprzėt (A1200). Grafika cieniutka. Za to muzyka jest caīkiem przyzwoita. Teksty... Niewiele ich, ale dadzā siė czytaź. Czėōź artykularzy Buma (np. Lemur) potrafi pisaź z sensem, a to juū jest coō. Nie kaūda redakcja nowego maga to potrafi. Nie znaczy to, ūe w Bumie nie ma "kwiatków", przy bodaj trzech tekstach, moūna wypuōciź kreta na spacer (gryps ten ukradīem). Korekta jest kiepska. Podsumowanie: Bum to ōrednia klasa poczātkujāca. Stoi mniej wiėcej na poziomie Fastidium. Czyli do maga na dzisiejszym poziomie jeszcze DALEKA droga, ale na pocieszenie mogė powiedzieź, ūe niektóre magi sā JESZCZE DALEJ. Wātpiė teū, czy niedīugo zobaczymy wiėkszā poprawė Bumeranga, bowiem redakcja stwierdziīa, ūe chciaīaby wydaź do koļca roku jeszcze PIĖŹ numerów... Little Horror