Îowcy. ] ]ENTER]Îowcy ]] Byîo o sëpach, to ûeby nawiâzaê do bolâczek naszej codziennoôci, bëdzie o "îowcach". ] No wiëc szczëôliwi Ci, którzy mieszkajâ w miastach, gdzie nie jeûdûâ po ulicach tramwaje, bowiem podróû tymi pojazdami ostatnio staîa sië niezwykle stresujâca. Wyobraúcie sobie prozaicznâ sytuacjë... Wracacie po 10 godzinach pracy, zyebani, ôpiâcy i nie majâcy ochoty nawet mrugaê oczami. Macie szczëôcie - nie musieliôcie czekaê na przystanku w tym cholernym mrozie. Tramwaj przyjechaî prawie punktualnie. Wewnâtrz, tradycyjnie - jak to na przedmieôciach - prawie pusto... Trzoda îaduje dupska dopiero w centrum miasta. Zajmujesz miejsce na miëkkim siedzeniu, opierasz czerep o szybë i cieszysz sië ciepîem panujâcym wewnâtrz wagonu, oraz rytmicznym koîysaniem na boki. (zupeînie jak w wózku, za szczeniëcych lat...) Jedziesz tak sobie, trwajâc w sennym letargu, oczekujâc tej piëknej chwili, gdy bëdziesz juû w domu i legniesz gdzieô w kâcie lub na îóûku. Póîsenne marzenia przerywajâ tylko krótkie chwile, gdy tramwaj otwiera drzwi na kolejnym przystanku. Czujesz powiew chîodu, który po chwili ustaje. Znów jest ciepîo i sennie. Gdzieô za tobâ banda wyrostków rechocze z czegoô, smarujâc pisakami po ôcianach tramwaju... Przez chwilë czujesz nawet fetor wodoodpornego flamastra, który po chwili urywa sië. Prawie zasypiasz. Co jakiô czas, tramwaj zakoîysze sië i lekko pukasz gîowâ w szybë, ale jesteô tak maksymalnie zmëczony, ûe nie czujesz tego. Mdîe ôwiatîo jarzeniówek draûniâce twoje zmëczone oczy, za oknem przesuwa sië mroczny obraz poprzecinany pojedyïczymi ôwiatîami latarni i samochodów. Robi sië coraz senniej, wiëc poprawiasz sië w fotelu i niemal pogrâûasz sië we ônie. Masz przed sobâ jeszcze jakieô 25 minut jazdy, wiëc spoko... zresztâ i tak wysiadasz na drugim koïcu miasta, prawie na koïcu trasy tramwaju. Jest oki... Na którymô z kolejnych przystanków ktoô trâca cië w ramië... To chyba byî parasol albo coô... Nie wiesz... masz przecieû zamkniëte oczy. Qrde, trochë boli, ale co tam... Znów przysypiasz. Ból sië ponawia. Czujesz ucisk, masz problemy z oddychaniem, gorâco, QRWA Co sië dzieje??? Otwierasz oczy, przekrwione úrenice gwaîtownie kurczâ sië pod wpîywem anemicznego, seledynowego ôwiatîa jarzeniówek... Widzisz. Widzisz tramwaj peîen ludzi... Napizgany jak ruski plecak. Przystanek. Ciâgle wîaûâ nowi. Pchajâ sië jak pierdzielone bydîo, spoglâdasz bezsilnie na okno nad twojâ gîowâ... Za chwilë zrobi sië naprawdë duszno. Smród taniej wody koloïskiej wymieszany z fetorem "ADVENTURE`a"... Atmosfera jak na rumuïskim bazarze. Boisz sië spojrzeê na osobë, która pokîada sië na tobie. Przecieû to moûe byê.... Spoglâdasz w okno i juû nie chce Ci sië spaê. Z czasem, od wykrëcania gîowy w jednâ stronë, niemiîosiernie boli Cië szyja... Chcesz jâ rozprostowaê, obracasz gîowë w lewo i widzisz... Widzisz pomarszczonâ, obleônâ îapë, która kurczowo trzyma sië porëczy. Dziwne, w takim tîoku, trzymanie sië porëczy jest nie praktyczne, ale îapa zaciôniëta jest tak, ûe gotowa jest zmiaûdûyê stalowâ porëcz. Dopiero teraz sîyszysz dyszenie i charczenie tuû ponad gîowâ. Nie... nie! To nie moûe byê prawda! Tuû obok ciebie, w tramwaju tak napizganym, ûe nie ma szans na przemieszczenie sië, stoi îowca krzeseî... Obleôna starucha, której workowate ciaîo wyziewa metan i mnóstwo innych podejrzanych substancji... Nie, nie! Nie, ûebyô coô miaî przeciwko ludziom starszym... Przecieû naleûny jest im szacunek! Ale kto chce doznaê zatrucia lub utraty powonienia z powodu kontaktu z rozkîadajâcym sië stuffem organicznym??? Jest caîa masa ludzi, którzy dbajâ o higienë przez caîe ûycie, sâ teû jednak tacy, którzy na staroôê o tym zapominajâ.. (albo juû za mîodu) Smutne to i nieapetyczne, ale cóû... Regulamin korzystania ze ôrodków komunikacji miejskiej mówi wyraúnie, ûe zabranie sië przewoûenia materiaîów smrodliwych, bez wzglëdu na ich charakter. Cóû zatem zrobiê... Jeôli zwrócisz tej pani uwagë, niechybnie narazisz sië na strumieï wyziewów z jej ust, wiëc moûe lepiej ustâpiê jej miejsca... Nie, to by nie byîo rozwiâzanie. I tak byîbyô w jej polu raûenia. W tramwaju jest taki tîok, ûe nie jesteô w stanie sië od niej oddaliê. Nie takie rzeczy sië jednak robiîo w partyzantce... Naciâgasz na nos koînierz kurtki i znów moûesz oddychaê. Ktoô siedzâcy przed tobâ, wymiëkî i ustâpiî miejsca "pani". Oki, nie jest úle, moûe spokojnie dojedziesz do domu. Na nastëpnym przystanku wysiada caîa masa ludzi, przez chwilë robi sië luúniej, czujesz jak do wagonu znów napîywa ôwieûe, chîodne powietrze... Niestety za chwilë wsiada dwa razy wiëcej wiary i znów robi sië tîok. Tym razem nic juû nie ômierdzi, ale coô jakby pod ûebrem uwieraîo. Zmieniasz kilkakrotnie pozycjë, ale to nie pomaga. Chwytasz sië za bok i jesteô juû pewien... Kolejny îowca. Twoje zmëczenie wcale nie ustâpiîo... Jest jeszcze gorzej niû byîo, ale jesteô gotów wstaê i zwolniê miejsce staruszce, która "przypadkiem" wetknëîa ci miëdzy ûebra maîâ îopatkë, z którâ niechybnie wraca z cmentarza... (no z dziaîki chyba nie - bo to paúdziernik) Myôlisz, czy naprawdë nie mogîa juû tam zostaê i oszczëdziê sobie drogi??? Mniejsza o to. Widzisz, ûe twoja kurtka upierdolona jest od ziemi z owej pociesznej îopatki tkwiëcej pomiëdzy twoimi ûebrami. Masz doôê. Oki, sëp wygraî juû masz sië podnieôê, kiedy nagle pani z îopatkâ sië odzywa i komentuje w doôê niepochlebny sposób twoje maniery i uwarunkowania do funkcjonowania w spoîeczeïstwie. Teraz zmëczenie ustëpuje miejsca adrenalinie. Jest Ci naprawdë ciepîo... Nie, nie pierdolniesz jej w gîowë jej wîasnâ îopatkâ, bo wciâû tkwi pomiëdzy twoimi ûebrami, a poza tym, byîoby zbyt wielu ôwiadków. Pech (i to co zabawne - wcale nie twój) chciaî, ûe za przemiîâ staruszkâ staîa grupka reprezentatywnej grupy mîodzieûy, która zwróciîa przemiîej staruszce uwagë, ûe jej poglâdy sâ cokolwiek chybione i mogâ doprowadziê do ogólnego podirytowania obecnej tam gawiedzi. Staruszka zakoïczyîa swojâ kwestië i na nastëpnym przystanku wysiadîa, co okazaîo sië byê doskonaîym wyjôciem z sytuacji. Poczuîeô rosnâcâ sympatië i wdziëcznoôê do wspomnianej grupy mîodych ludzi. Byî to niewâtpliwie sympatyczny gest z ich strony. Z plecaka wyciâgnâîeô gazetë i resztë drogi spokojnie czytajâc, zastanawiaîeô sië mimowolnie, czy przypadkiem nie stoi obok ciebie nastëpny natrëtny îowca... ] Niestety prawda jest okrutna.] O ile taka sytuacja wydarzyîa sië naprawdë, ba, ma miejsce praktycznie co dzieï, o tyle rzadko udaje sië tak skutecznie broniê przed bandâ zwapniaîych natrëtów, którzy próbujâ egzekwowaê swoje samozwaïcze prawo do zajmowania miejsc siedzâcych w tramwaju. Moûe sië to komuô wydaê gîupie, chamskie lub niedorzeczne, ale pîacimy takâ samâ sumkë za bilet, i nieraz jesteômy NAPRAWDË NIEZIEMSKO ZMËCZENI, wiëc niech ûaden zasrany wapniak mi nie mówi, ûe jestem mîody, wiëc mogë sobie postaê! Wiëkszoôê z nich, nie robi caîymi dniami nic, podczas gdy MY - pracujemy na ich renty i zasiîki... Fakt, ûe oni teû kiedyô pracowali na to, z czego my teraz korzystamy, ale czy naprawdë trzeba sië w tak chamski i prymitywny sposób domagaê szacunku? Opisane przeze mnie zachowanie NIEKTÓRYCH (ûeby nie generalizowaê) pasaûerów w podeszîym wieku, napawa mnie odrazâ i przekonaniem, ûe szacunek, to ostatnia rzecz na jakâ ci ludzie zasîugujâ. Teû bëdë kiedyô stary (byê moûe nawet i ûywy!!!) i moûe bëdë skazany na podróûowanie tramwajami, ale wolaîbym tego nie doûyê, niû miaîbym w taki sposób domagaê sië szacunku i powaûania... Artek ten jest chaotyczny i niezbyt przemyôlany, ale pisany jest pod wpîywem impulsu, jakiego mi dostarczyîa pewna pani, która zbluzgaîa mnie za to, ûe nie ustâpiîem jej miejsca w tramwaju... JAKBYM MÓGÎ MIEÊ QRWA OCZY NA OKOÎO GÎOWY! Kto normalny bowiem jadâc tramwajem rozglâda sië, komu by tu tylko ustâpiê miejsca??? Temat gîupi jak maîo co, ale moûe kaûdy powinien sië zastanowiê co z tym robiê. Kaûdy ma prawo do zmëczenia, podobnie jak kaûdemu kto nie robi z siebie kreta naleûy sië szacunek. Tym maîym stwierdzeniem, zakoïczë ten - co by nie powiedzieê - kontrowersyjny artek, podkreôlajâc jednak to, ûe nie byî on wymierzony we wszystkich moûliwych starych ludzi, którzy korzystajâ z komunikacji miejskiej. Ma on na celu jedynie napiëtnowanie zachowania pewnej grupy, która w sposób wyjâtkowo perfidny daje nam do zrozumienia, ûe coô im sië naleûy. Wâtpië, aûeby to czytaî ktokolwiek z tych ludków, ale "pro forma" POZDRAWIAM goôci, którzy tak piëknie zgasili staruchë, która na mnie napadîa w tramwaju... Sam bym tego lepiej nie powiedziaî! ]ENTER]Lunar/TASKI^RnO