Relacja z konwentu miīoōników SF, fantasy, horroru i RPG  FxKrakon 97  Konwent odbywaī siė w dniach 13 - 16 lutego br. Z Przemyōla wyruszyīa nas silna grupa pod wezwaniem w skīadzie: Prezes, Druid, Fizban, Tomek i Īysy. (Īysy = Foton/Ind = ja). Parė tygodni wczeōniej dotarīa do nas (do nas = do Przemyskiego Klubu SF, Fantasy & RPG "LEGION") invitka o tym co mniej wiėcej bėdzie siė na tej imprezie dziaīo. Byīy tam miėdzy innymi wzmianki o tym, iū caīy konwent bėdzie utrzymany w klimacie horroru parapsychologicznego (cokolwiek miaīoby to znaczyź?) i bėdā ich interesowaź bardziej produkcje spod znaku "X-files" niū "Martwicy Mózgu". No cóū nie bardzo nam siė to spodobaīo gdyū nie podzielamy zdania sporej rzeszy miīoōników tego serialu co do jego genialnoōci. Moūna rzec nawet, iū uwaūamy go za gówno z racji tego jaki szum siė wokóī niego robi (zresztā zupeīnie bezpodstawnie). Serial przecieū byī kiepsko oglādany dopóki ludziom nie podpowiedziano, ūe na zachodzie jest bardzo popularny. I to spowodowaīo od razu zainteresowanie i prawie bezkrytyczne przyjėcie ze strony widzów. Zadziaīaīy tutaj te same mechanizmy napėdowe co w przypadku "Independence Day" lub choźby biorāc z komputerowego podwórka "Windows 95". Wystarczy nagīoōniź, ūe coō jest super i poszīo na to tyle i tyle mln bucksów, ūe kupiīo to (lub obejrzaīo) setki tys. a nawet miliony ludzi i sukces gwarantowany. Reszta masy uwierzy na sīowo i pociāgnie za tym jak stado lemingów, choźby siė to miaīo skoļczyź jak wiėkszoōź wėdrówek tych maīych, sympatycznych futrzaków. No, to tyle w kwestii komercjalizacji przemysīu rozrywkowego. Doōź, ūe na tej imprezie chcieliōmy pokazaź, ūe jesteōmy przeciw komercji i jej przedstawicielem jakim jest serial "X-files". W tym celu parė dni wczeōniej przygotowaliōmy sobie kaptury a'la Ku Klux Klan z przekreōlonym logo X-files i napisem "Anty X-files Front". Co byīo póśniej, przeczytasz w dalszej czėōci tej relacji. Z Przemyōla wyruszyliōmy pociāgiem poōpiesznym o godzinie 10: 37. Tak siė akurat zīoūyīo, ūe Tomek ōwiėtowaī swoje dwudzieste urodziny i mieliōmy na tė okazjė przygotowane kilka butelek wysoko witaminizowanych napojów. Kielnia po kielni, zabawa siė rozkrėcaīa. Fizban wziāī ze sobā magnetofon i muzyka byīa cool. W przedziale z nami jechaī na studia (chyba do Tarnowa) kolega Fizbana. Po jednym "flakonie" przesiadī siė do innego przedziaīu (chciaī siė jeszcze coō douczyź). W przedziale obok jechaī teū na tė imprezė i dodatkowo na egzaminy z religioznawstwa jeszcze jeden nasz wspólny znajomy - Piotruō. Ja i Prezes nabraliōmy niezīych smaków i narzucili (jak siė póśniej okazaīo) mordercze tempo. Kiedy z magnetofonu Fizbana zaryczaīo "ROOTS, BLOODY ROOTS" to w przedziale siė zakotīowaīo. Zaczėīy siė ryki, wrzaski, tupania, napierdalanie czym siė tylko daīo w ōciany przedziaīu, a na koniec nawet skoki na baļkė z siedzeļ na podīogė. Nie minėīo nawet chyba 5 minut jak do przedziaīu wjechaī konduktor i zadaī retoryczne pytanie "Czy Panowie pierwszy raz jadā pociāgiem?". Od razu ucichī magnetofon, wszyscy w mgnieniu oka byli na swoich siedzeniach. Okazaīo siė, ūe nie jedziemy pierwszy raz pociāgiem i bardzo przeprosiliōmy pana konduktora i oczywiōcie obiecali, ūe siė to wiėcej nie powtórzy. Juū w ciszy dopiliōmy resztė tego co nam zostaīo (Druid nie piī nic), Tomek i Fizban opuōcili kolejkė. Wiėc ja i Prezes dokoļczyliōmy dzieīa destrukcji, wypijajāc wszystko co zostaīo. W momencie kiedy robiīo mi siė sīodko i miaīem zamiar odjechaź i troszkė siė zdrzemnāź, zauwaūyīem, ūe Prezes podejrzanie trzyma Fizbana za wīosy. Jak siė okazaīo Fizban byī w trakcie zwracania ōniadania (niewiele tego byīo). Gdy zrobiī sobie przerwė Prezes poszedī do kibla i naszabrowaī z tamtād caīe mnóstwo papierowych rėczników. Kiedy wróciī trzymaīem Fizbana za wīosy, a on zwracaī pokaśne iloōci soku pomaraļczowego i trzy rodzaje wódki (Luksusowa, Premium - Peach i Bols). Kiedy Fizbanowi skoļczyīy siė zapasy, a ja i Prezes (Druid zachowawczo usunāī siė z przedziaīu) byliōmy zajėci czyszczeniem jego spodni, bluzy i butów, a takūe usuwaniem skutków powodzi z podīogi przedziaīu, uūywajāc do tego papierowych rėczników, zostaliōmy nagle zaatakowani z drugiego frontu. To wīaōnie z otworu gėbowego Tomka zaczėīy siė wydobywaź spore iloōci soku pomaraļczowego i trzy znane Ci juū rodzaje wódki. Oczywiōcie podjėliōmy kroki przeciwdziaīajāce powodzi, co zresztā uīatwiaī nam Tomek usiīujāc rzygaź do ōmietniczki. Marnie mu to wychodziīo, ale trzeba uznaź to, ūe siė chīopak staraī. Kulminacjā jego popisów w generowaniu fraktali, byīy dwie pīywajāce po podīodze źwiartki mandarynki. Najwyraśniej dobrze ich nie przeūuī. A moūe po prostu w jego ūoīādku dokonaīa siė nadzwyczajna synteza mandarynki z soku pomaraļczowego z udziaīem katalizatora jakim byī 40% roztwór C2H5OH. Gdyby tak dostarczyź mu wiėcej soku i katalizatora to byź moūe w produkcji mandarynek przegoniīby Hiszpaniė. Kto wie, kto wie?? Tomek i Fizban zasnėli, a ja zakasaīem rėkawy i osuszyīem papierowymi rėcznikami podīogė przedziaīu. Wyrzucajāc przemokniėte rzygowinami rėczniki do ōmietniczki zapeīniīem jā w bardzo krótkim czasie. Podwināīem wyūej rėkaw, otworzyīem okno i dokonaīem gīėbokiej penetracji ōmietniczki usuwajāc z niej wszystko co siė tylko daīo. Byīem naprawdė zadowolony z faktu, ūe alkohol osīabia mojā wraūliwoōź organoleptycznā (zwīaszcza na zapachy). Gdy doprowadziīem przedziaī do jako - takiego porzādku poszedīem do kibla umyź sobie rėce. Na szczėōcie byīo mydīo, ale jakiō chuj zajebaī wszystkie rėczniki;) Wszyscy opuōcili przedziaī oprócz dwóch totalnych zgonów jakimi byli Tomek i Fizban. Tomek po jakimō czasie przyszedī trochė do siebie i wietrzyī siė przy otwartym oknie. Niestety jego poziom elokwencji jak przystaīo na studenta polonistyki na U. W. ulegī sporemu zaniūeniu. Co chwila tylko powtarzaī "jasny chuj" i īapaī siė za gīowė. Na stacji w Dėbicy Prezes wychyliī siė przez okno i zaryczaī na caīe gardīo "KOBIETAAA!!!!" jakiejō biednej, przechodzācej obok niewiaōcie tak, aū jā zatelepaīo, a poīowa pasaūerów popatrzyīa na niego trochė podejrzanym wzrokiem. Ja juū miaīem trochė dosyź tej podróūy. Po prostu baīem siė aby pan konduktor nie zechciaī ponownie sprawdziź nam biletów. Kto wie jak wtedy zakoļczyīaby siė nasza wycieczka?? Na szczėōcie pan konduktor nie okazaī siė zbyt gorliwy i juū siė wiėcej nie pojawiī. Moment wysiadania na stacji w Krakowie trochė mi umknāī, ale pamiėtam, ūe wziėliōmy wszystkie nasze rzeczy, w tym takūe Tomka i Fizbana, którym to chwilowa niedyspozycja zdawaīa siė przechodziź. Na szczėōcie z dworca do szkoīy nr 10 przy ul. Blachnickiego nie byīo zbyt daleko. Piotruō, zna trochė Kraków i szczėōliwie doprowadziī nas na miejsce. Najgorzej tė wycieczkė znosiī Tomek. Ciāgle prosiī prowadzācego go Druida aby daī mu spokój i go wreszcie zostawiī, bo chce mu siė spaź. Druid z uōmiechem na twarzy zapytaī siė Tomka, czy ma go tak zostawiź w tym syfie, gdzie na chodniku peīno byīo bīota, mokrego ōniegu i psich gówien. Tomek jednoznacznie odpowiedziaī, ūe tak. Jednak Druid nie daī za wygranā i szczėōliwie doprowadziī go na miejsce. Gdy doszliōmy do budynku szkoīy byīo juū tam kilka osób, ale byliōmy jednymi z pierwszych, którzy przybyli na konwent. Ulokowaliōmy siė w holu i rozīoūyli toboīy. Niektórzy drzemali, inni prowadzili rozmowy, a z kaūdā chwilā robiīo siė tīoczniej. Tomek co jakiō czas wychodziī na zewnātrz, a ja zanim baczāc by coō mu siė nie staīo. Ale tylko wychodziī, siadaī na niewielkim murku, īapaī siė za gīowė i w koīo powtarzaī "jasny chuj". Siedziaī tak przez 10 - 15 minut i wracaī z powrotem do holu. Gdzieō koīo godziny 18 byīo przy wejōciu juū tak tīoczno, jak mniej wiėcej przed wjazdem na Intel Outside III. Niestety tutaj nie mieli takich fajnych drzwi i w koļcu pod naporem ludzkiej masy pėkīa szyba. Organizatorzy kazali siė wszystkim wynosiź z holu i zakomunikowali, ūe bėdā ludzi wpuszczaź grupami po cztery osoby. Oczywiōcie nasz team siė nie wyniósī, tylko zabunkrowaī w tylnej czėōci holu i cierpliwie czekaī, aū usuniėte zostanā pozostaīoōci po szybie. Gdy zaczėli wpuszczaź ludzi wkrėciliōmy siė jako jedni z pierwszych. Druid, Tomek i ja wziėliōmy wszystkie nasze toboīy i wīadowali siė na akredytacjė. Po przedstawieniu dokumentu i zapīaceniu szmalu w wys. 30¤, kaūdy otrzymaī szczegóīowy program imprezy, uwzglėdniajācy wszystkie atrakcje, a takūe najbardziej chujowy identyfikator jaki ūyciu widziaīem. Identyfikatory dla trzody (trzoda=my) byīy ūóīte i miaīy wizerunek frajera z napisem "X-files" we wszystkich moūliwych czėōciach ciaīa (brakowaīo mu jedynie chorāgiewki X-files w dupie). Obok tego obrazka byī skoōnie umieszczony napis "Fan". Tomek dopisaī sobie do tego "Tom" i wyszīo "FanTom", a Fizban napisaī "ProFan" co wcale nie miaīo znaczyź, ūe jest "Professional";) Oprócz tego byīy inne identyfikatory we wszystkich moūliwych kolorach tėczy z napisami "Mistrz Gry", "Goōź", "Prasa" i "Organizator". Po tym jak zaakredytowano Tomka i Druida, gdzieō ich zgubiīem. Wziāīem wiėc resztė toboīów i zasiadīem na pierwszym piėtrze studiujāc program imprezy, który zresztā prezentowaī siė doōź ciekawie. Wzbudziīem swojā skromnā osobā niewielkie zainteresowanie zebranych ludzi gdy postanowiīem uporzādkowaź swój plecak i zaczāīem wyciāgaź z niego puste póīlitrówki. Po twarzach przeleciaī niewielki uōmiech aprobaty. Jeszcze tak chwilė posiedziaīem gdy z akredytacji doszīy na górė jakieō dziwne odgīosy. Okazaīo siė, ūe organizatorzy nie chcā wpuōciź na imprezė Prezesa, który to ponoź byī w stanie wskazujācym. Nie wiadomo dlaczego nikt siė nie przyczepiī do Fizbana, ale "De Tru Iz Oīt Der". Prezes jednak jakoō ich przekonaī, a goōcie go wpuōcili wbrew zasady "Trast Noī Īan". Druid odnalazī salė w której mieliōmy przeūyź kilka najbliūszych nocy i dni, Prezes odnalazī jednego ziomala z poprzednich konwentów "Siudrė" i jego dziewczynė. Siudra znalazī Fizbana, a Fizban znalazī mnie. Tak wiėc gdy wszyscy siė odnaleśliōmy i zaanektowali salė na drugim piėtrze przyszīa pora na aklimatyzacjė i zapoznanie siė z terenem. Gīównymi atrakcjami tej imprezy byīy spotkania z tīumaczami, pisarzami i redaktorami magazynów poōwiėconych szeroko pojėtej fantastyce. Oprócz tych specjaīów na porzādku dziennym byīy toczone gdzie popadnie sesje RPG prawie we wszystkich dostėpnych systemach, karcianki takie jak "Magic: The Gathering" walaīy siė na lewo i prawo, a w sali gimnastycznej poustawiane byīy stoīy, a na nich makiety i figurki do "Epica", "Space Hulka" itp. Oprócz tego byī "manga-room" zorganizowany przez krakowski klub fanów anime i mangi "Kawaii". Po za tym w innej sali wyōwietlano "normalne" filmy, podobnie jak w manga-roomie na okrāgīo. Nie byīo jednak chaosu, bo repertuar wyōwietlanych filmów byī wywieszony na drzwiach sal, w których odbywaīy siė projekcje. Szczególnie mojā uwagė przykīuīy grafiki jednej z fanek naleūācej do "Kawaii". Oczywiōcie byīy to mangi. Ale naprawdė odlotowe. Sporym zainteresowaniem cieszyīa siė sala, w której swoje stoisko miaī sklep z artykuīami RPG "Sheherazada" (nie wiem czy to poprawna pisownia. Sorry). Czego tam nie byīo? No nie wiem czego, ale za to wiem co byīo. Byīy kostki jakie kto chciaī, caīa masa figurek i farb do nich, systemy RPG (szczególnym powodzeniem cieszyīa siė polska wersja francuskiego systemu "In Nomine Satanas..." Byīy decki i boostery do karcianek, szczególnie do "Magica" Byīy takūe koszulki i mnóstwo innych rzeczy, których juū nawet nie pamiėtam, a przede wszystkim miīa, fachowa i rzetelna obsīuga, która pracujāc prawie 24 godz/dobė miaīa czasami serdecznie dosyź upierdliwych klientów, przychodzācych co paredziesiāt minut, zawracajācych gīowė pytaniami bez sensu (lub z sensem, ale rzadko), robiācych w maīym pomieszczeniu niezīā borutė i oczywiōcie tylko oglādajācych towar, a nie kupujācych niczego z braku kasiwa. No moūe nie byīo aū tak śle bo w koļcu kupiliōmy tam parė rzeczy. Mimo naszej uciāūliwoōci i tak nas tam lubili. Oprócz tego, ūe mieli swoje stoisko to na dodatek ufundowali kilka nagród rzeczowych w paru konkursach. Po za tym na miejscu byī bufet otwarty prawie caīy czas trwania imprezy, w którym moūna siė byīo posiliź bigosikiem i parówkami, wypiź herbatkė z cytrynkā i chwilė odpoczāź. Po za tym na pierwszym piėtrze byī sklepik w którym moūna byīo zakupiź napoje chīodzāce, precle, batoniki, inne tego typu precjoza. Na imprezie obowiāzywaī zakaz spoūywania alkoholu. Ogólnie organizacja byīa OK ale trafiīo siė kilku jebniėtych "organizatorów". Ale o tem potem. Po zapoznaniu siė z terenem i planem licznych atrakcji, a takūe po podjėciu wstėpnych decyzji co do tego na co warto zwróciź uwagė trzeba siė byīo zajāź przygotowaniem czegoō do zjedzenia. Wiėkszoōź miaīa jeszcze zapasy z podróūy wiėc nie byīo problemów. Tomek i Fizban takūe zaczėli przyjmowaź pokarmy, ale na razie tylko pīynne w postaci chiļskich zupek. Byī tylko problem z īyūkā, bo na caīā salė byīo tylko jedna. Po posiīku wszyscy zajėli siė swoimi sprawami. Jedni īazili, ūeby zaīapaź siė na jakāō sesjė RPG inni grali w karcianki i wymieniali siė kartami a inni īazili nie wiadomo za czym, a parė osób znuūonych podróūā poīoūyīo siė spaź. Moūna byīo nabyź kilka ciekawych rzeczy w okolicznoōciowym komisie. Jednak gīówne atrakcje zaczynaīy siė drugiego dnia. W nocy a wīaōciwie nad ranem gdy wszyscy byli juū totalnie zjebani jak konie po westernie i ukīadali siė do snu, wpadī jeden ōmieszny gostek i oznajmiī, ūe za chwilė bėdzie tu prowadziī sesjė "Paranoi". Siudra nawet siė juū z miejsca nie ruszaī tylko wziāī chodaka i cisnāī nim we frajera oznajmiajāc grobowym gīosem: "Weś kurwa spierdalaj, bo jak zbudzė Prezesa to bėdziesz miaī, kurwa zaraz paranojė." Goōź juū wiele nie dyskutowaī tylko wyszedī, zamknāī drzwi i wiėcej siė nie pojawiī. Drugi dzieļ zapowiadaī siė juū nieco ciekawiej. Praktycznie ja i Tomek mieliōmy czas do dwunastej. Wstaliōmy wiėc nie za wczeōnie (tzn. ja wstaīem, bo Tomek nie spaī wcale) i ruszyliōmy w Kraków. W ramach walki z komercjā poszliōmy do McDonalda zamówili po hamburgerze, zapīacili i ostentacyjnie opuōciliōmy lokal (podobny numer wykrėciliōmy na wakacjach, gdy cali spoceni w upalny dzieļ po meczu koszykówki kupiliōmy puszkė "Coca-coli" i po dwóch īykach wyjebaliōmy jā do ōmietnika w ramach walki z komercjā. Czyū to nie byīo gīupie?) Potem poszliōmy na pocztė i powysyīaliōmy do znajomych kartki "walėtynkowe" z podobiznami Scully i Muldera wykonanych technikā "dowolnā" oczywiōcie wīasnorėcznie przez nas. Po powrocie na konwent mieliōmy juū prawie caīy dzieļ z gīowy. Po prostu prawie caīy czas siedzieliōmy w sali w której odbywaīy siė spotkania, wykīady i dyskusje ze znanymi osobami zwiāzanymi z Fandomem i nie tylko. Pierwszy wykīad byī poprowadzony przez pana Olszaļskiego i dotyczyī nowych przekīadów "Wīadcy Pierōcieni". Wykīad byī bardzo ciekawy, poprowadzony bardzo interesujāco i z duūā dozā humoru. Odsīaniaī trochė kulisy zwiāzane z tym w jaki sposób wydawane sā u nas ksiāūki i jakie pojawiajā siė zgrzyty miėdzy wydawcami. Moūna byīo siė dowiedzieź wielu ciekawych rzeczy i caīkiem dobrze poōmiaź. Po tym ciekawym spotkaniu nastāpiīy smėty o Hitalii i takich tam innych co sobie z Tomkiem i Piotrusiem odpuōciliōmy. Póśniej byīo spotkanie z dwiema tīumaczkami literatury anglosaskiej mianowicie z Sylwiā "Kiro" Ūabiļskā i Agnieszkā uuaaa.. cholera niestety nie pamiėtam nazwiska, ale to ona tīumaczyīa "Kroniki Smoczej Lancy". Spotkanie to odbywaīo siė pod tytuīem "Czy tīumacz musi byź omnibusem?" Omawiaīy one o problemy zwiāzanych z tīumaczeniem ksiāūek i znajomoōciā róūnych dziedzin ūycia. Przedstawiaīy róūne triki jėzykowe i stylistyczne majāce na celu utrzymanie klimatu ksiāūki. Takūe na tym spotkaniu moūna siė byīo czasem zdrowo poōmiaź. Nastėpny wykīad to byī po prostu obraz nėdzy i rozpaczy. Niestety nie pamiėtam jak nazywaī siė frajer prowadzācy tė farsė ale czegoō takiego to siė nie spodziewaīem. Miaī on mówiź o wīadzy we "Wīadcy Pierōcieni". Po pierwsze goōź chciaī siė z tego lekko wykrėciź i miaī zamiar wszystko przeczytaź z kartki. Po drugie sam nie wiedziaī o co mu chodzi i motaī siė w kaūdym zdaniu. To co czytaī byīo tak mėtne i nudne, ūe ledwo siė to daīo sīuchaź. Nikt nic z tego nie rozumiaī, wiėc ludzie zaczėli zadawaź pytania, na które facet odpowiadaī jeszcze bardziej zawiīe i niezrozumiale. Na kaūdym kroku wychodziīo to, ūe goōź nie ma pojėcia o czym mówi i gubi siė w plātaninie wīasnych bzdur. Szczytem jego motaniny byīa niemoūnoōź udzielenia odpowiedzi na proste pytanie postawione przez "Kiro" i skwitowanie go stwierdzeniem iū niezrozumienie tak prostej sprawy wynika z nieznajomoōci prac filozoficznych. Tutaj goōź po prostu przegiāī. Kiro na to odpowiedziaīa, iū istotnie nie zna tych "prac filozoficznych" i ūe byīaby mu wdziėczna gdyby zechciaī jej to wytīumaczyź tak na miejscu. Na to frajerzyna zaczāī czytaź jakiō fragment swoich wypocin, który okazaī siė po prostu stekiem niezrozumiaīych bzdur i zwykīym zlepkiem ni z gruszki ni pietruszki wziėtych sīów, co spowodowaīo na sali ogólnā wesoīoōź. Facetowi zaczėīy wyraśnie puszczaź nerwy i miotaī siė jeszcze bardziej, to czerwieniāc siė, to blednāc na zmianė. W momencie kiedy wyraśnie rozochocony tīumek zebrany w sali juū zabieraī siė do tego aby zabawiź siė kosztem tego dziada i nėkaź go coraz to bardziej niewygodnymi pytaniami, ūycie temu lebiodzie uratowaīa pani Fuliļska która obserwowaīa caīā sytuacjė i prawdopodobnie zrobiīo jej siė ūal tego fajfusa. Po prostu zapytaīa siė go czy jeōli nie ma nic przeciwko temu to ona by juū zaczėīa swój wykīad. Fajansowi najwyraśniej zdjėto ciėūar z serca, zgodziī siė wiėc bardzo szybko i niezwīocznie opuōciī salė. Pani Fuliļska ogīosiīa 15 minut przerwy na przewietrzenie sali i rozruszanie koōci. Gdy powróciīa po ustalonym czasie zaczāī siė wykīad na temat literatury Andrzeja Sapkowskiego. Wykīad byī pod tytuīem "AS i znaczone karty". Jeōli czytasz literaturė SF i FANTASY to zapewne orientujesz siė, ūe tytuīowy "AS" to as polskiej fantasy czyli Andrzej Sapkowski. Wykīad pani Fuliļskiej traktowaī o "kradzieūach" jaki dopuszcza siė "Sapek" w swojej literaturze. Naprawdė moūna u niego znaleśź wszystko. Oczywiōcie odpowiednio dopasowane. Zwroty lub sytuacje wziėte z innych mniej, lub bardziej znanych ksiāūek, filmów, lub choźby z ūycia codziennego. Doskonaīym przykīadem jest tutaj hasīo "Wszystko przez elfów i wozaków", które jest przekrėtem znanego "Wszystko przez ūydów i cyklistów". Takich rodzynków moūna u "Sapka" znaleśź znacznie wiėcej. Ich wyīuszczeniem i wytīumaczeniem zajėīa siė wīaōnie pani Fuliļska. Jej wykīad byī zupeīnym przeciwieļstwem poprzednich smėtów. Ciekawy, dowcipny, dynamiczny i wesoīy. Tak moūna by go byīo okreōliź w wielkim skrócie. Naprawdė, tej kobiety moūna by sīuchaź godzinami. Opowiadaīa prawie bez przerwy i tak barwnym jėzykiem, ūe wszyscy sīuchali z zapartym tchem. Od czasu do czasu tylko ktoō wtrāciī swoje jakieō spostrzeūenia lub wszyscy pėkali ze ōmiechu z jakiegoō dowcipnego komentarza. Naprawdė byīo to wspaniaīe spotkanie, a oklaski wypeīniajāce salė pod koniec trwaīy dobrych kilka minut. Nastėpnie byīo spotkanie z panem Ūerdziļskim, który oprócz tego, ūe jest lekarzem psychiatrā to pisze takūe ksiāūki z gatunku (jak siė juū chyba domyōlasz) SF. Niestety nie miaīem okazji do tej pory zapoznaź siė bliūej z jego twórczoōciā. Ale sam autor okazaī siė czīowiekiem jak najbardziej OK. Gdy wszedī na salė chyba nawet nie wiedziaī, ūe bėdzie gīównym bohaterem spotkania. Gdy mu kazano zasiāōź przed nami nie bardzo wiedziaī co zrobiź. Miaī niby mówiź o sobie i o tym co pisze, ale nie bardzo mu to szīo. Najwyraśniej przeszkadzaīa mu w tym wrodzona (lub nabyta) skromnoōź. Na szczėōcie kilka osób uratowaīo sytuacjė zadawanymi pytaniami dotyczācymi twórczoōci, na które pisarz chėtnie odpowiadaī. Zadawali je "zwykli, szarzy zjadacze ksiāūek" ale gīówne skrzypce grali tutaj Paweī Ziemkiewicz, Paulina Braiter i Piotr Cholewa znani tīumacze i redaktorzy "Fenixa". Nastėpny wykīad odbywaī siė pod tytuīem "Od The truth is out there do Trust no one." Prowadzony byī przez pana Grzėdowicza, który przez doōź dīugi czas nie mógī siė skupiź i zaczāź wreszcie mówiź na wybrany temat. To przeszkadzaīo mu otwarte i skrzypiāce okno to znów przerywaīo mu w póī sīowa czyjeō wtargniėcie do sali, a przede wszystkim musiaī caīy czas uspokajaź siedzācā w pierwszej īawce trójkė Cholewa-Ziemkiewicz-Braiter. Kulminacyjnym momentem w tym spotkaniu byīo przybranie przez Grzėdowicza (w momencie gdy po raz kolejny straciī wātek) pozy surowego nauczyciela i rzucenie hasīa "Cholewa moūe na gīos powiesz to co mówisz Ziemkiewiczowi to siė wszyscy poōmiejemy" na to po prostu caīa sala ryknėīa ōmiechem. Caīe spotkanie odbywaīo siė w takiej atmosferze i peīno byīo na nim podobnych gagów. Grzėdowicz caīy czas próbowaī wyjaōniź na czym polega sukces "X-files". Gīównym jego argumentem byīo to iū ludzie zwiāzani z fantastykā (nie tylko) majā doōź juū wydumanych powieōci, ksiāūek wymagajācych zastanowienia siė. Dzieī w których nic nie jest dobre lub zīe, a bohater dokonuje wyboru po wielu wewnėtrznych walkach, nie bėdāc do koļca pewien, ūe postāpiī sīusznie. Grzėdowicz uwaūa iū literatura lub film tego typu byī jakby odskoczniā od zielonych ludzików i lataniu po kosmosie w stylu "StarTrek". W czasach gdy ludzie pokpiwali sobie z fantastów wīaōnie jako z czubków wierzācych w latajāce spodki i zielone ludziki narodziīa siė jakby potrzeba udowodnienia ōwiatu, ūe fantastyka moūe byź literaturā wartoōciowā, a nie papkā w stylu komiksów o "Spidermanie". Gdy juū fantastyka osiāgnėīa pozycjė literatury wartoōciowej i zaczėto w niej dostrzegaź artystyczne i funkcjonalne walory wtedy okazaīo siė, ūe spora iloōź miīoōników tego gatunku ma tego doōź i pragnie lekkiej i īatwej rozrywki z zielonymi ludzikami i latajācymi talerzami w roli gīównej. I wīaōnie "X-files" trafiī tu w sedno. I choź temu wywodowi Grzėdowicza trudno odmówiź logiki, to sādzė, ūe wīaōnie nie wszyscy znudzili siė "trudniejszā" fantastykā. Na pewno jest spora iloōź osób, którym tego typu produkcje trafiajā do gustu, lecz moim zdaniem wiėkszoōź z nich to osoby, które majā z fantastykā do czynienie po raz pierwszy. Oczywiōcie znam sporo ludzi, którzy czytajā i interesujā siė fantastykā nie od dziō i teū lubiā takie "pereīki". Tak czy inaczej "X-files" pewnym fenomenem jest. Ale pamiėtaj: "X-files" albo zdrowie. Wybór naleūy do Ciebie. Minister Zdrowia i Opieki Spoīecznej W niewielkie rozbawienie wprawiīa Parowskiego plakietka Tomka na której miaī napisane markerem "X-files SUXX". Byīo to akurat w czasie wykīadu Grzėdowicza. Parowski pokazaī plakietkė Ziemkiewiczowi i obydwaj dobrā chwilė siė chichotali wyprowadzajāc Grzėdowicza z równowagi. Po wywodach Grzėdowicza gīos zabraī Ziemkiewicz, a jego wykīad odbywaī siė pod hasīem "X-files i nie tylko" (a moūe "X-files i inni", ale juū nie pamiėtam). Spotkanie równieū przebiegaīo w wesoīej i przyjaznej atmosferze a Ziemkiewicz opowiadaī o serialach fantastycznych i filmach, ale nie tylko. Odsīaniaī kulisy produkcji i ukīadów. Przedstawiaī jak ma siė sytuacja na innych rynkach (zwīaszcza amerykaļskim) Tīumaczyī zawiīe prawidīa produkcji filmów i seriali. Po prostu otwieraī po trosze ludziom oczy na ōwiat, którego wīaōciwie nie widaź. Padaīy róūne pytania, na które chėtnie odpowiadaī i udzielaī zainteresowanym wielu cennych informacji na temat ich ulubionych seriali bardziej lub mniej zwiāzanych z fantastykā. Jednym sīowem okazaī siė (jak wszyscy zresztā jego poprzednicy, no moūe z nielicznymi wyjātkami) skarbnicā cennej wiedzy o fantastyce i jej okolicach. Nastėpnym nie mniej ciekawym spotkaniem byīa rozmowa z tīumaczami literatury SF Piotrem Cholewā i Paulinā Braiter. Oboje opowiadali o trudnoōciach zwiāzanych z tīumaczeniem, a wykīad odbywaī siė pod hasīem "Czego siė nie da przetīumaczyź". Mówili o przypadkach wyjātkowych na jakie natknėli siė w swej dziaīalnoōci translatorskiej. Byīa mowa o tīumaczeniu dowcipów i zwiāzanymi z tym problemami, a takūe poruszono róūne inne zagadnienia. Moūna siė byīo dowiedzieź, ūe anglicy nie znajā znaczenia sīowa "baba" i jako takie ono w ich jėzyku nie wystėpuje, a wszystkie kawaīy w stylu "Przychodzi baba do lekarza..." zaczynajā siė od sīów "Doctor, Doctor..." Mowa byīa takūe o tym, ūe co innego ōmieszy Polaka, a co innego Anglika, Niemca, czy Francuza. W tym momencie opowiedziaīem anegdotė, która siė wszystkim bardzo spodobaīa, mianowicie mój jeden znajomy, który kīadī u mnie w īazience pīytki jakiō czas miaī okazjė pracowaź w Niemczech. Byī tam na tyle dīugo aby dostatecznie zapoznaź siė z jėzykiem. U jednej kobiety, wykonywaī identycznā jak u mnie pracė. Poniewaū taki remont trochė trwa to po prostu poznali siė trochė bliūej. Facet jest naprawdė niesamowity jajcarz i dowcipy, które opowiada zwalajā czasem z nóg. No i ta babka, u której pracowaī pewnego dnia mówi mu kawaī: "Co to jest caīkiem nic?" On trochė pomyōlaī i jak przystaīo na prawdziwego Polaka stwierdziī, ūe "Caīkiem nic to czterech facetów na kacu do butelki piwa." Owszem trzeba przyznaź, ūe siė babie podobaīo, ale "Caīkiem nic" po niemiecku to sā okulary bez szkieīek i oprawek. Wiėc widaź tu "jak na zaīāczonym obrazku" jak ciėūko przetīumaczyź ksiāūkė, aby zachowaīa klimat i styl, a przy tym zostaīa jak najbardziej wierna oryginaīowi. A w szczególnoōci widaź to jeōli chodzi o poezjė. Nastėpnym wykīadem byī wykīad Macieja Parowskiego o kultowoōci w fantastyce. Wykīad zapowiadaī siė ciekawie, ale w poīowie zostaīem z niego wyciāgniėty przez zakapturzonych kolesiów z "Anty X-files Front". Niestety nasza manifestacja nie trwaīa zbyt dīugo bo gdy chcieliōmy wyjōź przed budynek i ostentacyjnie spaliź flagė z logo "X-files" to przypierdoliī siė do nas jakiō twardogīowy ochroniarz i stwierdziī, ūe mamy 30 sekund na stulenie ryjów, uspokojenie siė i wejōcie z powrotem do ōrodka bo w przeciwnym razie wyjeūdūamy z imprezy. No cóū nie mieliōmy wielkiego wyboru i musieliōmy ulec. Byīo nas mniej ale nasza sprawa jest sīuszna!! Za tā zniewagė kibel udekorowaīem sprayowym, przekreōlonym, szablonowym logo "X-files" i napisami "Anty X-files Front" i oczywiōcie "AMIGA RULEZ!!!" Caīy szereg wykīadów o których przeczytaīeō przed chwilā odbyī siė w ciāgu jednego dnia. Gdzieō koīo 3 rano postanowiliōmy poīoūyź siė spaź. Nie spaī tylko Piotruō, który prawie caīā noc zakuwaī jeszcze do egzaminu z religioznawstwa, który miaī siė odbyź na zajutrz. Oprócz w/w atrakcji byīy teū inne ciekawe rzeczy. Na pewno naleūaīy do nich konkursy. A byīo ich sporo. Niestety nie pamiėtam wszystkich, a jedynie cztery w, których wyróūniī siė ktoō z naszej ekipy. A wiėc Druid zajāī drugie miejsce na konkursie o mandze i anime, a takūe zdaje siė trzecie na konkursie "Magic: The Gathering". W ogóle jeōli chodzi o niego i karcianki to byī jak w raju. Podczas drugiego dnia imprezy nie byīo chyba goōcia zainteresowanego tym tematem, którego talii Druid by nie przeglādnāīby przynajmniej ze dwa razy. Po za tym w sobotniā noc puszczane byīy mangowe pornosy z takim nasileniem, ūe sīyszaīem odgīosy z filmów i reakcje widzów leūāc w swoim ōpiworze piėtro wyūej. Do konkursów w których nasza brygada ūoļdziīa naleūaīy konkursy o wiedzy na temat systemów RPG "Vampire: The Masqurade" i "Werewolf: The Apocalipse". Mimo wszelkich zakazów w kwestii porozumiewania siė uczestników nie byīo po prostu na nas bata. Prezes, Siudra i Fizban siedzieli koīo siebie i permanentnie mieli w dupie to, ūe komisjė krew zalewa bo oni zrzynajā od siebie. Ale komisja okazaīa siė OK i przymykaīa na to oko. W ogóle konkurs o "woīach" ("Werewolf") byī totalnā paranojā pogīebianā (a raczej spīycanā) przez trzech naīogowych spīycaczy jakimi sā Prezes, Fizban i Siudra. Podpowiadali sobie na chama, zresztā jak wszyscy uczestnicy tej parodii. Ja i Tomek przyglādaliōmy siė zmaganiom naszych wspaniaīych ekspertów od "World of Darkness" (seria systemów RPG opartych na prawie identycznych zasadach toczāca siė w (jak sama nazwa wskazuje) mrocznym ōwiecie, gdzie obok siebie egzystujā ludzie wilkoīaki, wampiry, duchy i jeszcze parė innych cudactw. Naleūā do tej serii takie systemy jak w/w "Vampire", czy "Werewolf", a takūe "Mage: The Asciention", "Wraith: The Oblivion" i chyba kilka jakiō jeszcze, ale niestety nie jestem tutaj zbyt dobrze zorientowany bo na RPG nie mam prawie czasu, za to moi kolesie szarpiā w to dniami i nocami (dosīownie!!! w tygodniu odbywajā jakichō 10 sesji po 6-7 godzin bez wzglėdu na szkoīė, dom czy tego typu sprawy. Doprowadziīo to do tego, ūe Prezes rzuciī "kolidū", Alek zarzuciī liceum w drugiej klasie, a Fizban powtarzaī drugā klasė w swojej budzie. Na szczėōcie trochė (ale niewiele) siė opamiėtali, Fizban jakoō ciāgnie, Alek zdaje teraz maturė po roku robienia czterech lat liceum w szkole prywatnej, a Prezes od jesieni ponawia naukė w "kolidrzó" Wiėc nasi eksperci wyczyniali niezīā manianė na konkursie. Najbardziej dawaī po jajach Siudra, który siedzāc miėdzy Prezesem, a Fizbanem zrzynaī z wprawā zawodowego maturzysty od jednego i drugiego. Ja i Tomek, zresztā caīa sala ōledzāca poczynania Siudry, który zdawaī siė nie byź tak obryty z obowiāzujācego tematu i próbowaī coō napisaź, po prostu do īez zarykiwaīa siė od ōmiechu. Tomek siedziaī za jednym frajerem, który wyglādaī na rasowego kujona rzadkiej maōci i na pytania na dświėk, których naszym ekspertom opadaīy szczėki udzielaī odpowiedzi rozpisujāc siė co najmniej na okoīo póī strony A4. A pismo to miaī, cholera malutkie i niewyraśne o czym przekonaī siė Tomek próbujāc pod patrzeź co goōź bazgroli. Ale Tomek to ma kīopoty z dostrzegniėciem najwiėkszej "czwórki" na tablicy do sprawdzania wzroku jeōli mu ōciāgnāź bryle;) Najwaūniejsze, ūe udaīo mu siė odczytaź kilka odpowiedzi, które za moim poōrednictwem dotarīy do Fizbana, a od niego of coz do Siudry i dalej do Prezesa. Wieczorem w naszej sali jacyō goōcie pogrywali sobie w "Call of Cthulu". A ja i Tomek "zupeīnie przypadkowo" swojā obecnoōciā non-stop pierdoliliōmy im nastrój. Oprócz tego, ūe grali pociāgali teū ostro jakiegoō "wermuta" co póśniej okazaīo siė nazbyt widoczne. Po prostu kiedy znuūeni "grā" poīoūyli siė spaź to jeden z nich zupeīnie nieprzytomny zafraktaliī kolesiowi obok karimatė oszczėdzajāc na szczėōcie ōpiwór. Gostek z zarzyganā karimatā byī zupeīnie trześwy i z tego powodu nieśle wkurwiony. W momencie kiedy w kiblu doprowadzaī jā do porzādku, my (jako juū odpowiednio przeszkoleni) zajėliōmy siė reanimacjā sprawcy wypadku. Dziėki szczegóīowym, fachowym sugestiom Prezesa, który jako jedyny z nas zachowaī zimnā krew, odwróciliōmy goōcia na bok w stronė ōciany, aby uniknāź tzw. "wieloryba". Goōź uīoūony w "pozycji bocznej ustalonej" mógī juū sobie bez przeszkód pohaftowaź nie naraūajāc na szwank swego zdrowia i mienia innych. Muszė przyznaź, ūe facet algorytmy generowania fraktali miaī niestandardowe i zakodowanie takich rutynek musiaīo mu zajāź sporo czasu, ale efekt dwóch baniek mydlanych jednej wiėkszej, drugiej mniejszej stykajācej siė wspólnā powierzchniā zīoūonā z 1024 polygonów cieniowanych phongiem z transparentnā teksturā o chromowanej powierzchni pīywajācych po fraktalowym jeziorku, a wszystko liczone w real time'ie z odōwierzaniem 25 ramek na sekundė na"ekonomicznej" dwudziestce% jest nie lada wyczynem i zasīuguje na wysokie uznanie:) Ale najbardziej wszystkich rozbawiīa sytuacja nastėpnego dnia kiedy ziomek przyszedī do siebie i z oburzeniem zakrzyknāī "Kurwa!! Kto tu tak narzygaī?" Nie bardzo chciaī wierzyź w przedstawianā przez nas wersjė, ale fakty wskazywaīy sprawcė zajōcia jednoznacznie. Koniec koļców podziekowaī nam za uratowanie ūycia i przeprosiī za kīopoty. A kac moralny trzymaī go znacznie dīuūej niū fizjologiczny. Po nieudanej próbie kradzieūy Prezesowi ubrania, gdy ten byī pod prysznicem, ja, Fizban i Prezes poszliōmy do pobliskiego baru "Targowego" na ōniadanie. Zjedliōmy po kilka porcji pierogów z truskawkami i borówkami (ze ōmietanā of course), a do tego naleōniki z serem i marmoladā, po czym Prezes i Fizban udali siė z powrotem na konwent, a ja pojechaīem odwiedziź rodzinkė mieszkajācā w Krakowie. Jak jest na obiedzie u cioci to moūecie siė domyōleź. Po prostu obiad smaczny, a rozmowy typowe i nudne. Z kuzynkami daīo siė pogadaź trochė bardziej sensownie. Gdy koīo 20: 30 wróciīem na miejsce imprezy Tomek juū byī w drodze powrotnej do Przemyōla (musiaī coō koniecznie zaīatwiź), a reszta bandy skupiona byīa w sali gdzie odbywaī siė konkurs o systemie "Vampire..." Oczywiōcie w rolach gīównych Siudra, Prezes i Fizban. Ogólnie atmosferā ten konkurs nie róūniī siė za wiele od poprzedniego. Ogīoszenie wyników z obydwu konkursów miaīo nastāpiź za jakieō 2h. Cóū okazaīo siė, ūe gwiazdā zostaī Siudra któremu wszystkie laury naleūaīy siė jak chīopu ziemia. Wygraī on obydwa konkursy. Prezes zajāī drugie miejsce w Vampirach, a Fizban trzecie, a w Wilkoīakach na odwrót: Fizban byī drugi, a Prezes trzeci. Gīównymi nagrodami byīy polskie wersje podrėczników do RPG do "Wampira: Maskarady" i "Wilkoīaka: Apokalipsy". Za drugie i trzecie miejsce przyznawano nagrody ksiāūkowe. Nagrody ufundowaī sklep "Sheherezada". Fizban swoje nagrody oddaī Siudrze w przyjacielskim geōcie, przez co Siudra wyszedī na tej imprezie kilka stów do przodu. Niedzielny ranek staī pod znakiem powolnego opuszczania miejsca imprezy, wymiany advertów i takich tam. Nasza grupka pociāg do Przemyōla miaīa gdzieō koīo drugiej po poīudniu, wiėc czekaliōmy na jakieō uroczyste poūegnanie i zamkniėcie imprezy, co jednak nie miaīo miejsca tak samo jak i jej otwarcie. Zresztā nie byīo juū za bardzo dla kogo robiź tego poūegnania. My i kilka innych osób wegetowaliōmy w oczekiwaniu, aū nadejdzie nasz czas, a organizatorzy uwijali siė z posprzātaniem terenu szkoīy i przywróceniu jej choź w czėōci poprzedniego wyglādu. W koļcu i my zwinėliōmy ūagle i opuōcili teren imprezy udajāc siė w kierunku Dworca Gīównego w Krakowie. Po zakupieniu biletów i posileniu siė hot-dogami i hamburgerami w barze na peronie trzecim wsiedliōmy do naszego pociāgu, w którym znalazīy siė dla nas miejsca siedzāce. Peīni pozytywnych wibracji przeglādaliōmy zakupione nowe sytemy, ksiāūki, karty i inne tego typu bezcenne precjoza aby ukróciź sobie po czėōci prawie czterogodzinnā podróū. Pod koniec jazdy pociāgiem, gdy od rodzinnego miasta oddaleni byliōmy o jakieō 45 min jazdy daīy siė nam we znaki atrakcje kilku minionych dni zmėczenie i takie tam inne, doōź, ūe wszyscy trzej jak jeden māū zasnėliōmy. Ja w pewnym momencie trochė siė ocknėīem, i zorientowaīem siė, ūe skādō znam te widoki. Dopiero za chwilė dotarīo do mnie,ūe oto wīaōnie wjeūdūamy na stacjė Przemyōl-Zasanie, którā mam zaszczyt widzieź codziennie rano wstajāc z īóūka i spoglādajāc przez okno, oddalonā od mojego bloku o jakieō 50 m. Krzyknāīem tylko "O kurwa. Panowie wysiadamy!!!" Wszyscy naraz siė zerwaliōmy i zaczėli siė w poōpiechu ogarniaź. Wszyscy oprócz Prezesa, który jechaī na dworzec gīówny, bo z tamtād ma bliūej do domu. Poniewaū na Zasaniu poōpieszne zatrzymujā siė tylko na minutė, moūe dwie nie mieliōmy chwili do stracenia. Ja i Druid zdāūyliōmy siė pozbieraź, ale Fizban daī sobie spokój i pojechaī na gīówny. W tym poōpiechu udaīo siė nam zabraź wszystko z przedziaīu co naleūaīo do nas. Wyjātkiem byīa moja kaseta "Biohazard" która zostaīa u Fizbana w magnetofonie. W ten oto wīaōnie sposób skoļczyīa siė nasza podróū do prapolskiego Krakowa, a Ty wīaōnie dotarīeō do koļca tej trochė przydīugiej, nieaktualnej i chaotycznej relacji. Mam nadziejė, ūe to co przeczytaīeō podobaīo Ci siė choź trochė. Wybacz bīėdy, których tu kilka na pewno znajdziesz. P.S. Wszystkie opisane wyūej wydarzenia i osoby sā prawdziwe, a ja sam ograniczyīem siė do przedstawienia faktów. Wszelkie rozbieūnoōci z prawdā wynikajā tylko i wyīācznie z mojego niedoinformowania i niewiedzy, a takūe ze sklerozy i osobiōcie nie wydaje mi siė aby tu miaīy miejsce. FxFOTON/IND