Jak zostaê gwiazdâ disco polo  ENJak zostaê gwiazdâ ENdisco polo  Wbrew pozorom i krâûâcym powszechnie opiniom na temat tego rodzaju muzyki, przebicie sië i stanie nie tyle sîawnym, co popularnym nie jest zadaniem îatwym. Nie kaûdy teû ma zadatki na gwiazdë. W artykule tym postaram sië pokrótce ukazaê drogë od zera do bohatera zwykîego disco polowca.  Samemu nie damy rady ôpiewaê, komponowaê, graê i taïczyê - trzeba wiëc zatroszczyê sië o jakichô kompanów. W mieôcie o prawdziwych przyjacióî trudniej, ale skoro jesteômy z wioski, to znamy kaûdego i wiemy o nim wszystko. Dzieï powszedni przewaûnie upîywa nam, oprócz rozwoûenia gnoju i zadawania paszy bydeîku, na spoûywaniu napoju bogów, czyli ôrednioprocentowej, wysokokopiâcej siarki, tudzieû dykty w pobliskim sklepie "Samopomocy Chîopskiej" (tm). Do lustra tam nie chlejemy - mamy ustalonâ kompanië, z którâ konie moûna kraôê. Gdy wiëc pewnego popoîudnia, po n-tym winiaczu przyjdzie nam do makówki pomysî stworzenia kapeli, najpewniej kumple podchwycâ ideë. I juû mamy skîad. Teraz kolejny waûny krok, czyli podziaî ról. Jeôli umiemy graê na czymkolwiek (gitara, piîa, grzebieï, trzonek od îopaty, grabie, sieczkarnia), to stajemy sië automatycznie kompozytorem. Ktoô inny obejmuje instrumenty klawiszowe, a jeszcze ktoô vocal. Trzeba teraz ôpiewaka. Wokalista naszej grupy musi byê istotâ urodziwâ, dlategóû zwracamy sië z proôbâ o pomoc do gminnego Adonisa, przez którego spokojne baby po nocach spaê nie mogâ, tylko wzdychajâ do ksiëûyca. On zapewni, przynajmiej na razie, lokalnâ popularnoôê. Skala gîosu i natëûenie jego brzmienia sâ mniej waûne. Ostatnio w modzie jest tak zwany ôwiergot kastraci, czyli z lekka zawodzenie, momentami zaô typowo mëskie, twarde wstawki. Moûe z siebie wyciskaê nawet piëê oktanów, tzn. oktawów. Skoro mamy juû skompletowany skîad, naleûy zatroszczyê sië o sprzët grajâcy. Do tej pory caîa para szîa w winka, dlatego teû uruchamiamy wzglëdne hiddeny z Ksiâûeczki Mieszkaniowej teôciowej, SKO brata lub bierzemy Kredyt dla Mîodych Maîûeïstw i skîadajâc sië zakupujemy organy klawiszowe, dalej zwane keyboardem, bo to tak jakoô ôwiatowiej. Nie waûne, ûe nie wiemy co to oznacza, ale tak pisaîo na pudeîku (Panasonix keyboard) i to wzbudzi respekt lokalnej gawiedzi. Im droûsze organki, tym wiëcej przebojów mamy z miejsca, bo tam pod guziczkami sâ takie fajne melodyjki, co to tylko jakiô tekst doôpiewaê i juû moûna w trasë ruszyê...  Ale, ale - co to za zespóî bez nazwy? Nazwa musi byê chwytliwa, od razu kojarzyê sië z naszym zespoîem. Jeôli wszyscy lubimy wino, to zdecydowanie decydujemy sië na "Cin Cin", bo o tym caîa gmina mówi - stoi taka jedna butelka od pewnego czasu na górnej póîce w monopolowym, zakurzona, bo nawet soîtysa po ûniwach na to nie staê. To jakiô takiô kult sië zrobiî wokoîo tej etykietki, wiëc teû kaûdy skuma, ûeômy ôwiatowi, bo przeca nasz lokalne Przedsiëbiorstwo Przerobu Produktów Leônych "Las" takich trunków nie robi, no nie?  Mamy juû nazwë chwytliwâ, urodziwego solistë (musi wyglâdaê na rolnicze dziecko - wâsik pod nosem, duûy nosek i przetîuszczone dîugie wîoski), bo przecieû jakiô, kurna, patriotyzm lokalny obowiâzuje, no nie? Klawisista (ten od kejborda) teû musi byê w miarë gibki chîop, bo jak bëdâ takie obrazki ruchome do telewizorni krëcili, to czasami sië i na ekran nawet zaîapie, a wstydu przynieôê nie powinien grupie. Mniej urodziwi czîonkowie zespoîu mogâ zajâê sië marketingiem i "komponowaniem" tekstów nowych piosenek. W tym celu zdobywamy z gminnej poûyczalni woluminów (biblioteka) wybór wierszy dla dzieci autorstwa uznanych twórców polskich i juû mamy materiaî na trzy do czterech kolejnych pîyt. Podczas kolejnego zebrania wybieramy losowo tekst, z samograjka jakâô muzykë i pozostawiamy solistë samego na noc, ûeby zgraî swój ôpiew z muzykâ. Nad ranem gotowy jest pierwszy przebój. Teraz pora na zaprezentowanie naszej dziaîalnoôci szerszej publicznoôci. W tym celu na kartkach papieru malujemy ogîoszenie, ûe tego i tego, o tej i o tej w miejscowej Remizie straûackiej, tudzieû Kole Gospodyï Wiejskich odbëdzie sië premierowy koncert naszej kapeli. Dajemy kilku leszczom po zecie na lizaki, ûeby tylko rozpowiedzieli we szkole i innych wioskach, ûe bëdzie niezîy ubaw. W umówiony dzieï instalujemy sië w Remizie, straûackiej zresztâ, wykorzystujâc sprzët pozostaîy po Gminnej Radzie Narodowej i zebraniach plenum gminnego. Ustawiamy teû jakieô stoîy i musowo miejsce do taïca. Próba generalna nie jest potrzebna, bo solista wierszyki zna juû na pamiëê, a samograj to samograj, no nie? Jak wszystko wypali, to na pewien czas przed "koncertem" na podjeúdzie przed remizâ pojawiaê sië zacznâ Nyski i Ûuki z ûâdnymi ubawu Gienkami, Krychami, Stachami i Mieêkami w ôrodku, po dwudziestu na jeden wóz. Lokalna wiara teû wpadnie, ûeby sië swojâ nieobecnoôciâ na jëzyki innych nie dostaê. Po ostatnim sprawdzeniu sprzëtu i naszego stroju galowego (biaîa koszulka komunijna albo hawajska w wielkie kwiaty, kolor najlepiej zgniîozielony, wpadajâcy w delikatny róû). Jak wszystko gra, to wpuszczamy ludzisków do ôrodka i dajemy takigo czadu, ûeby proboszcz potem przez miesiâc na skargi do powiatu lataî, ûe mu ciszë nocnâ zagîuszli i Boga w sercu nie nosili, albo mîodzieú baîamucili. Udaîo sië - jesteômy lokalnymi gwiazdami. Koncert moûna powtórzyê jeszcze w kilku okolicznych wsiach. Teraz moment zwrotny - nagrywamy nasze hity na taômë magnetofonowâ (kolegi mîodszy brat poûycza swego "Kasprzaka") i wysyîamy do jakiejô powaûnej firmy pîytowej, np. Blue Star lub Magic Records. Tam rozumiejâ takich, jak my i szybko mamy zapewnionâ pîytë, która trafi do wielu ludzi. Jakâô tâ ichnâ promocjâ, czy czymô takim zajmie sië ta caîa firma, my tylko na wzór samograjków wciskamy podobnie guziczki, albo bierzemy muzykë z "Czterech Pancernych" i tekst z "Kaczki dziwaczki" Brzechwy. Efekt powala z nóg nie tylko biaîogîowy...  Po pewnym czasie ci z tej firmy od kaset nagrajâ nam takâ pîytë srebrnâ (ce-de, czy jakoô tak), ale tego u nas w gminie nikt nie posîucha, bo na gramofon za maîe (rysuje sië szybko, a nic nie sîychaê) i nie czarne, a do kasety nie pasuje. Ale pewnikiem ci z miastów majâ takie gramofony, na które te pîyty pasujâ... Innym razem firma zaproponuje nam nagranie teledysku (to taka ruchoma muzyka z telewizorni). Potrzebujâ tylko pomysîu. Burmistrz w centrum gminy ma taki talerz duûy, co to by z niego caîa nasza rodzina jedenastoosobowa sië poûywiîa na jeden raz. I on tym talerzem odbiera takie róûne programy, co to w nich nie po naszemu gadajâ. Na jednym, to caîy dzieï taka ruchoma muzyka leci. My sië tam razu jednego wybrali i zobaczyli taki jeden fajny tele-dysek (to pewnie od takiego dysku w plecach), gdzie ûoînierze taïczyli. Burmistrz nam powiedziaî, ûe to ôpiewa Kapitan Jacek. Niby po ichniemu gaworzyî, ale klawy goôê, tylko mocno opalony. No to sobie myôlimy, ûe i my byômy mogli coô podobnego zrobiê, tyle, ûe do "Lokomotywy" Brzechwy. Nieopdal w lesie jest poligon. Myômy póúniej zaprosili tych z firmy i oni kamerë ze sobâ zabrali. Pokrëcili trochë wokalistë i organistë, potem tych ûoînierzy na poligonie i byîo git. Potem kazali oglâdaê za dwa tygodnie na takim kanale telewizyjnym "Polsat" w Niedzielë rano. Na mszy to myômy byli juû o szóstej rankiem i potem szybko do burmistrza, bo w naszej wiosce to tylko telewizor "Rubin" we ôwietlicy, ale i ten zepsuty niby, bo tak naprawdë nikt nie umie obsîuûyê tego diabelstwa. Stary odbiornik byî dobry, ale go zepsuli, jak byî deszcz i wystawili na ganek, bo chcieli paluchy z ekranu zmyê. Burmistrz nas przyjâî za flaszkë i my poglâdali. Git byîo...  Teraz popularnoôê przytoczonego zespoîu potoczyîa sië swoim rytmem. Kolejne pîyty, wyjazd na koncert do duûego miasta, wywiad i pieniâdze. Czîonkowie zakupili sobie lepsze organy (dwa klawisze i jedenaôcie guziczków wiëcej miaîy!), telewizor, ûeby te 40 kilometrów do burmistrza nie lataê, z czasem wziëli Krychë bez oka, co to jej stary wykîuî podczas ûniw kombajnem, jako ôpiewaczkë, a ûe brzydka byîa niemiîosiernie, to za chórek, zawsze za kotarâ robiîa.  Teraz, Drogi Czytelniku, wiesz juû, ûe disco polo to nie buîka z masîem i trzeba sië trochë pomëczyê, poszukaê w ksiëgozbiorach za tekstami, pogadaê z Cyganami i przepisaê ich teksty i takietam pizdrygaîki inne, ale to juû insza inszoôê...  o disco polo opowaidaî.... ...Ctp/Mawi^AMF^7up^PSB  ps. moûemy poswapiê, lecz jeôli naprawdë sîuchasz/lubisz disco polo, to lepiej od razu straê dysk u kogoô innego...:(