MEETING U HIV'A (HIV & The Founder) A wîaőciwie to jedna wielka chujnia! Hîe, hîe! Ale moţe po kolei... Na poczćtek wyluzujcie się i usićdűcie w wygodnym fotelu... Jesteőcie gotowi?! No to őwietnie... Zaczynamy seans... Zacznijmy moţe od samego miasta... Jak wiecie, Dćbrowa Górnicza to na really "piękne" miasteczko... Tudzieţ moţna sztachnćç się oparami z oîowiu, a gdzie indziej wonić spawanej stali... Dla wapniaków znajdujć się tam wspaniaîe wręcz i naturalnie (a jakţe!) uzdrowicielskie kćpieliska z odpadów toksycznych i radioaktywnych. Wszędzie rosnć czarne kwiatki i czarne drzewa, jesienić z czarnych drzew spadajć czarne liőcie, a zimć z kolei pada czarny őnieg... Podsumowujćc... Miasteczko to, to nic innego, jak Oőrodek Sportu i Radiacji! Hîe, hîe! W tym oto jakţe pięknym őrodowisku naturalnym, sprawiajćcym wręcz doskonaîe warunki do pracy, mieszka nasz drogi zapaleniec, absolwent wydziaîu debilistyki i upoőledzenia, szanowny Pan Aids of Scum! Brawa dla Pana! Hîe, hîe! Ponadto mieszka tam teţ i Pani Aids'owa of???, czyli Pani Froggie! Witam czule równieţ i Panić! (Hi! Hîe, hîe!)... Tak więc... Kurwa... Na czym to ja skończyîem?! Aha... Meeting zostaî zorganizowany równieţ z udziaîem takich znakomitoőci jak: de biggest debilos of de lameros - czyli Pan(g) Ping Pong Pang z Chin, doradca gówny do spraw pedalistyki and lodziarstwa with packing in kakao wîćcznie, oraz największa gnida wszechczasów i król lamerów, czyli sam The Fucker of ő.p. Brawler Grób (czyli ja!) Hîe, hîe, hîe, hîe! Tak więc jak sami widzicie drodzy czytelnicy, same znakomitoőci tu mamy! Hîe, hîe! Meeting zaplanowany zostaî wspólnie na dzień 7.10.95 i okrzyknięty jakţe szlachetnie i genialnie zarazem (ale tylko dla Fucker'a i Ping Pong Pang'a, bo tylko oni majć w sobie ten geniusz! Hîe, hîe!) - "Dniem bez alkoholu!" Czyţ to nie wspaniaîe drodzy czytelnicy?! Bo ja myőlę, ţe nie wspaniaîe, ale wręcz genialne! Hîe, hîe! No, ale przystćpmy do rzeczy... Wyjazd ze stolicy lamerów (czyli z Blachowni) nastćpiî równo o 8.00 AM rano, a odjazd... teţ o 8.00 AM! Hîe, hîe! No, a za to przyjazd byî o... 10.00 AM (ale do Dćbrowy! Hîe, hîe!)... No dobra... Teraz juţ bez jaj! Hîe, hîe! Przyjazd do stolicy nastćpiî równo z wybiciem przez kukóîkę z zegarem pokîadowym godziny 12.30... a więc rano dnia następnego! Hîe, hîe! No, ale zapewne wszyscy teraz ciekawi sć tego, jak byîo na meetingu, a i zapewne częőç z Was juţ ma doőç i dalej nie czyta tego "zepsutego" artykuîu! Hîe, hîe! Oki, oki... Teraz juţ przystępuję do rzeczy... No to Panie Aids... Teraz Pana kolej! Hîe, hîe! Hmmmm, ja się chyba trochę wstydziç, ale niech juţ tak byç, ţe ja cosik napisaç. Otóţ ja tylko chcieç napisaç, ţe wszystko, co pisaç wyţej Founder o Dćbrowie byç prawdć, bo to na serio zjebane miasto, a na dodatek ţyç jeszcze w nim taki wirus jak ja. Dobra, ale po kolei. Kilka dni przed zorganizowaniem meetingu zadzwoniî do mnie pedaî i on mnie poinformowaç o zaistniaîej sytuacji. Ofkoz ja się zgodziî, bo ja nie miaî innego wyjőcia, hîehîe! Po objaőnieniu mu drogi do mojej chaty i udzieleniu niezbędnych wskazówek co do prowadzenia pojazdu, sîuchawka telefonu zostaîa zawieszona na wideîkach, a ja juţ tylko oczekiwaî dnia, w którym mafia z Częstochowy mieç przyjechaç do mnie do chaty. W końcu staîo się. Byîa sobota, nie pamiętam daty, ale coő na poczćtku paűdziernika '95. Obudziîem się raniutko, aby się przygotowaç do przywitania zacnych goőci, którzy mieç za chwilę przyjechaç. Dîugo ja nie musiaî wcale czekaç, bo o 10 rano przyjechaç te dwa lamery. Sîyszę dzwonek i podchodzę, a tu dwa przewstrętne ryjce się cieszyç. Hmmmm, otworzyç - nie otworzyç - oto jest pytanie?! Jednak ja im otworzyî, bo mi byç ich szkoda, ţe po przejechaniu tylu kilosów oni by pocaîowaç klamkę. Otworzyîem. Na ich twarzach pokazaî się lamerski uőmiech. To byîy przebrzydîe facjaty The Foundera i Ping-Ponga. Ja ich zaprosiî do őrodka, ale oni powiedzieç, ţe zaraz wróciç, bo mieç ze sobć komputer. Po chwili oni wróciç ze sprzętem pedaîa: A1200 + 4 MB FAST + HD + Monitor [tF!: Monitor to byî kurwa mój!!! ]. O. K. Weszli tylko na chwilę, a za chwilę my wyszli z domu, aby udaç się na gieîdę do Katowic. Ofkoz trzeba byîo zrobiç oborę, więc my się wybrali coő kupiç do "przepicia i gaőnicę". Weszliőmy do sklepu nieopodal mojego bloku i zaczęîa się obora. Gîupie hasîa do obsîugi, lamerzy jedni! Founder chcieç wykupiç caîe stoisko monopolowe, ale on mieç zbyt maîo forsy. Skończyîo się na 0.25 i gaőnicy. Cóţ, byliőmy spragnieni (emocji), ale trza byîo jechaç na gieîdę. Flaszkę schowaliőmy do schowka w samochodzie i pod klucz, bo Foundera juţ cosik korciîo. Obyîo się jednak bez przedwczesnej konsumpcji i my pojechaç do Katowic. Pedaî nie szczędziç konii mechanicznych w swoim Oplu i popierdalaç 130 na drodze szybkiego ruchu do Katowic. Ograniczeń nie byîo, więc spoko. W końcu my się znaleűç pod "Spodkiem", obok którego odbywaç się gieîda komputerowa. Trza byîo zaparkowaç... Trochę to trwaç, aţ my znaleűli jakiő kawaîek miejsca, ale się w końcu udaç. Pedaî lubieç bardzo laski, więc on zapićç kierownicę na laskę. On się bardzo mocno wykręcaç, ţe to byç laska antywîamaniowa, ale i tak ja z Founderm wiedzieç, ţe pedaî sobie jć wsadzaç do dupci. To nic. Poszliőmy juţ na gieîdę. Trza byîo wybuliç po osiem kóîek od sztuki i weszliőmy. Chîopcy się podîamaç ogromem gieîdy w Katowicach, bo na ich wsi nie byç takiej duţej gieîdy. W końcu oni pochodziç ze wsi, więc ja im wybaczyç tć oborę. Weszliőmy na gîównć salę i rozpoczęîy się poszukiwania zaprzyjaűnionych Scenowców. Tîok byî jak skurwysyn, ale pedaîowi bardzo to odpowiadaç, bo większoőç (99%) osób na gieîdzie to męţczyűni, hîehîe! W końcu udaîo się mi zauwaţyç wstrętne mordy Scenowiczów: Axel D., Bald Horse, Wayne, Comanche, Stan, Stasi i kilu innych. Poszliőmy pogadaç, a wieőniacy poszli jeszcze pooglćdaç gieîdę. Ja sobie pogadaî trochę z kumplami, a oni poszli porobiç oborę. Gdy wrócili, to piana im się toczyîa z ust, bo ujrzeli SONY PLAYSTATION, a więc coő, co tygrysy lubieç najbardziej. Ja takţe uniósî się fali rozkoszy i poszedî z nimi oglćdaç to wspaniaîe zjawisko. My wszyscy byli pod wraţeniem. 64-bitowa konsola do gierek, to coő pięknego. Wróciliőmy popluci strasznie. Trza byîo jeszcze zajaraç fajeczkę i zrywaç się na chatę. Zerwaliőmy się i poszliőmy do samochodu. Founder chcieç rozjebaç schowek w samochodzie pedaîa, bo juţ chcieç piç. Na szczęőcie Founder nie mieç tyle siîy, a flaszka pozostaç nienaruszona. My wracali do mnie do chaty, a gdy my byli 100 m od mojego bloku, Founder sobie przypomnieç, ţe przecieţ on chcieç kupiç sobie kompakt The Prodigy, bo u nich na wsi nigdzie nie módz dostaç tego. Pedaî wykręciç i my pojechali na miasto do sklepu muzycznego "Remix". Oczywiőcie, bez ţadnych problemów, Founder dostaç kompakt, z czego bardzo się cieszyç. No, teraz my juţ mogli wracaç do domu. Trzeba byîo cosik wypiç. Dziwnym trafem staîo się, ţe w tym samym terminie zjebaîa mi się na chatę rodzinka z Bydgoszczy. Rodzinka byîa juţ u mnie od kilku dni, ale to nic. Przyjechaliőmy na chatę, ale na szczęőcie nikogo nie byîo. Wiedziaîem, ţe nikt nie przyjőç do wieczora, bo oni wszyscy (wîćcznie z moimi starymi) pojechaç do jakichő ciotek, dziadków i innych chujów. Micha się bardzo cieszyç, a flaszka pójőç od razu do zamraţalnika, coby lepiej wchodziç. Rozpoczęîa się obora... Zaczęliőmy rozkîadaç wszystko, a jako, ţe mój pokój ma ok. 20 m kwadratowych, to miejsca nie byç zbyt duţo. Zaczęliőmy przeglćdaç stuff, kopiowaç i giercowaç. Jednak zachciaîo się piç. Wycićgnćîem kieliszki i wódzię. Wódzia peknćç szybko, ale to byç w końcu za maîo. Szybka őciepka na kolejnć flaszencję i Founder wyskoczyç do sklepu po kolejny stuff. Po chwili wróciç i kolejna çwiarteczka juţ się chîodziç. Jaramy se fajki, giercujemu i kopiujemy, aţ tu nagle... dzwonek. Kurwa, starzy wróciç, bo gdzieő tam nie pojechaç. Chuj im w oko, ale flaszka w zamraţaliniku się chîodziç. Ja chciaî iőç ratowaç flaszkę, ale caîa rodzinka wylćdowaç w kuchni. Tak, moja kuchnia byç taka jak mój pokój, a więc őmiaîo 4 osoby mogć się poruszaç. Kurwa, kurwa, i jeszcze raz kurwa. Őwirowaîem pawianka, coby zajebaç flaszkę, ale nie daîo rady. Nawet Ping Pong się poőwięciç i zaczćç coő gadaç z mojć starć, ale i tak nie byîo jak zajebaç flachy. Ufff, w końcu wszyscy wyszli do sklepu. No, to my flachę siup i spierdaty na dwór, aby jć obaliç. Poszliőmy koîo mojej byîej podstawówki, aby usićőç w zacisznym miejscu i obaliç jć. Pedaî juţ nie piç, bo to byç ok. 18:00, a on musieç przecieţ prowadziç. Zostaîem tylko ja i Founder. Chujowo strasznie, bo nie byç przepity, a ja nie umieç piç bez niej. Spaliîem gumę i wypiîem tylko 2/3 tej çwiarteczki z Founderem, a resztę obaliî on sam. Uffff, zaczynaîo się coő robiç. Akcja rozwijaîa coraz to szersze skrzydîa. Trzeba byîo doţreç, a więc my poszli jeszcze na piwo do lokalu "Tawerna" na moim osiedlu. Tam jeszcze kaţdy po piwku i... Teraz rozpoczęîa się caîa obora. Pedaî nie piî drugiej flaszki, więc on byç spoko. Ja byî spoko, ale Founderowi odbiîo w gîówkę (procentami, hîehîe!) i zaczćî robiç oborę. W zasadzie powinienem oddaç teraz klawiaturę Founderowi, ale on zbyt duţo nie zapamiętaî, więc dîugo by tego artykuîu nie pocićgnćî. Tak więc ja muszę trochę pocićgnćç i napisaç, jak wszystko wyglćdaîo... Juţ w samej Tawernie Founder rozpoczćî rzucaç tekstami do ochroniarza, ale ochroniarz - na szczęőcie - go zignorowaç. Founder wyzywaç wszystkie dziewczęta od kurewn, a nas od lamerów i on teţ krzyczeç Amiga Rules, co byç niezbyt zrozumiaîe dla przeciętnego czîowieka. W dodatku byî przewieszony przez klamkę od wejőciowych drzwi, więc wszystko wyglćdaç przewspaniale. Founder mi chcieç wypiç piwo, ale ja mu nie daî, bo ja widziaî co się z nim dziaç, a gdyby on wypiç jeszcze tę poîówkę, to on by chyba paőç na mordę o tym barze, a nikt przecieţ tego nie chcieç, hîehîe! Hmmmm, trzeba byîo wypierdalaç, bo sytuacja stawaç się coraz bardziej napięta. Poszliőmy usićőç na îawkę coby Founder oprzytomnieç trochę, bo byç z nim bardzo űle. Wszystko by byç O.K, gdyby nie to, ţe Founder chcieç biç wszystkich moich kumpli i przypadkowych przechodniów. Na szczęőcie ja tam byî, więc NA SIÎĘ go musiaî za fraki őcićgaç na îawkę, bo by dostaç on wielki omîot. Ofkoz on nie patrzeç na to czy ktoő byç wielki i silny, czy nie. Po prostu on klćç na wszystkich równo. Wszystkie dziewczyny Founder zapraszaç na piwo, ale ja z pedaîem go usilnie powstrzymywali. A co, wy myőleç, ţe ţadna by się nie skusiç? W końcu tu byç tyle kurewek, ţe niech to chuj strzeliç, hîehîe! Obora byç coraz to większa, więc postanowiliőmy zabraç Foundera z dala od ludzi. Znów NA SIÎĘ taszczyliőmy go koîo szkoîy, aby sobie usićőç. Po drodze spoczęliőmy jeszcze na îawce obok szkoîy. Wszystko O.K, ale tam siedzieç jakieő dziewczynki - okoîo 13-14 lat, a Founder podszedî (podczîapaî ledwo się) do nich i im zaproponowaç, ţe ja z pedaîem chcieç im wylizaç cipki. Ofkoz dziewczynki się zmieszaç i uciec, ale one jeszcze powiedzieç, ţe zaraz wróciç. Juţ ja znaç to osiedle, więc te dziewczynki by przyjőç ze swoimi kumplami, którzy mieç po 25 lat i bardzo szerokie plecy. Cóţ, mnie by nikt nie dotknćç, ale pedaî z Founder by pewnie dostaç po buziach! Trza byîo wiaç... Wzięliőmy Foundera za wszary i poszli dalej. Tym razem my się zaszyli za szkoîć i oczekiwali, aby mu przejőç upojenie alkoholowe. Mnie w tym momencie zaczćç cholernie boleç gîowa. Ból byç nie do zniesienia, ale juţ chuj z tym. Founder zaczćç dawaç nam wykîad na temat swojej osoby i egzystowania na Scenie. On stwierdziç, ţe byç wielki lamer i w ogóle, a ja z pedaîem ofkoz mu przytakiwaç. Tak minćç okoîo godzina, a Founder zdćţyç juţ dojőç do siebie. W końcu my stwierdzili, ţe my módz juţ iőç do mnie do chaty. Godzina juţ byç ok. 21:30, ale na szczęőcie moi starzy byç zajęci goőçmi i nawet nie zauwaţyç jak my wejőç. Starzy tam pili, a my trzeűwieli. Wîaőciwie to tylko Founder trzeűwieç, bo mnie juţ tylko îeb boleç. Nudziîo się nam bardzo, więc my zaczęli giercowaç w starć, ale jarć gierkę: Stunt Car Racer. Gra byç bardzo zacięta, ale ja juţ oddawaç klawiaturę w ręce Foundera. Ja jednak zaznaczaç, ţe jeţeli on pisaç, ţe ja przegrywaç, to on strasznie kîamaç... Proszę Founder, teraz Ty módz pisaç... Tak... Ty przegraîeő i nawet się nie wykręcaj... Na poczćtku wygrywaîeő oczywiőcie (a jakţe! W końcu na tyle nie przespanych nocy i trenowaniu w Stunt Car Racer, to trudno ţebyő od razu przegraî! Hîe, hîe!), ale po chwili przypomniaîem sobie stare, dobre, lamerskie czasy, kiedy miaîem jeszcze C-64 i non stop graîem na tej wîaőnie grze! Hîe, hîe! To byîa kwestia dojőcia do wprawy! Hîe, hîe! Potem to juţ padîeő jak Ping Pong cieniarzu! Hîe, hîe! No... Ja juţ kurwa nie mam pytań więcej, ale mogę jeszcze tylko dodaç, ţe ta "laska" Ping Ponga, to jest faktycznie pedalska laska! Ja nawet sam widziaîem... A zresztć... Nie będę Wam mówiî co widziaîem! Hîe, hîe! No, a z tć rodzinkć, która nam się zwaliîa na gîowę (tj. nie zesraîa, ale zwaliîa! Hîe, hîe!) byî faktycznie niezîy przekręt! Mówiîem Wam chuje jedne, ţeby nie dawaç do zamraţalnika, to nie... kurwa... musieli daç (dupy)... No i chuj bombki strzeliî, choinki nie będzie (a raczej nie byîo)... A pamiętasz HIV'ie tć panikę u Ciebie w chacie (HIV: Hmm, przecieţ to byç mój panienka...)?! Hîe, hîe! Kurwa ja myőlaîem, ţe się posram ze őmiechu! Hîe, hîe, hîe, hîe! Obora totalna! No, kurwa jakby ktoő wtedy z Twoich rodziców zajrzaî do tej lodówki... To wolę nie myőleç, co by byîo... Hîe, hîe! Ale musisz przyznaç, ţe przeszliőmy przez to obronnć rękć i mogliőmy sobie w końcu tć flachę wywaliç (fajnć masz szkoîę! Hîe, hîe!) No, a wczeőniej na gieîdzie teţ byîo caîkiem fajnie (przy okazji pozdrowienia dla Axla i caîej reszty, która tam byîa), a przede wszystkim ta konsola byîa fajna! Hîe, hîe! No, ale jak się ma w őrodku ze 3 procki typu Risc, to się nie ma co dziwiç, ţe tak fajnie to wyglćdaîo. No, ale to w końcu zabawka dla lamerów, więc nie wiem czym się tak podnieciliőmy jak i tak kaţdy wie, ţe Amiga jest lepsza! Hîe, hîe! No tak... Wiesz co byîo na meetingu, ale nie wiesz co się dziaîo w drodze powrotnej do Blachowni... Hîe, hîe! Otóţ Ping Pong w drodze powrotnej mówiî, ţe bardzo "fajny" z Ciebie chîopak jest! Hîe, hîe! No, ja nie pamiętam co się dziaîo u Ciebie w chacie (po tym jak się najebaîem ofkoz), ale jak on tak powiedziaî, to chyba byîo caîkiem wesoîo! Hîe, hîe!) Oki, doki... Co moţna by byîo jeszcze napisaç?! Chyba juţ się wypaliîem w tym temacie... Jak chcesz, to moţesz coő jeszcze dodaç, a jak nie, to chuj Ci w krzyţ (pedaîa)! Hîe, hîe! 5HIV1: Eeee, aa Cię juţ pierdoliç, a dlaczego to Ty chyba sam wiedzieç najlepiej... 3 Skumani w Scumie... 4 HIV & The Founder!