DO PANA MCDONA (Fido/Ind) Minutê temu ujrzaîem (i przeczytaîem) artykuî 5McDona1 pt. "DO PANA FIDA" bêdæcym odpowiedziæ na mój artykuî zamieszczony w 5Silu 121 pt. "O BOGU". Bardzo Ci dziêkujê za to, þe zwróciîeõ jakækolwiek uwagê na któryõ z moich artykuîów. "Niech Ciê b(B)óg bîogosîawi". W tym artykule odpowiem Ci na wszystko, co mi zarzuciîeõ w swoim artykuliku. Bêdê Ciê na dodatek cytowaî, byõ mi nie mógî zarzuciç, þe wszystko, co tu napisaîem, zostaîo wyssane z któregoõ z moich palców. 4Odpowiadam wiêc:1 "Uwaþa on, þe Bóg nie istnieje i þe kaþdy, kto uwaþa odwrotnie, jest idiotæ. Nie mówi tego wprost, a nawet usilnie podkreõla, þe nie ma nic do ludzi wierzæcych. Kilka linijek dalej bluzga jednak na nich" - oto jedne z pierwszych zdañ tego wspaniaîego artykuîu. Otóþ drogi McDonie. Ja siê absolutnie nie zgadzam, bym bluzgaî na Chrzeõcijan (co do tego sîowa; to jest raczej termin okreõlajæcy grupê ludzi, a takie ja piszê z liter duþych; "bóg" natomiast bynajmniej nie jest nazwæ wîasnæ i w moim przekonaniu wyraz ten powinno siê pisaç wedîug wîasnego uznania) ani im podobnych. A jeþeli rzeczywiõcie artykuî "O BOGU" zabrzmiaî w ten sposób, to ogîaszam po raz kolejny, þe 5NIE UWAÞAM LUDZI WIERZÆCYCH W BOGA ZA GORSZYCH1, ale niech Oni nie bluzgajæ na mnie. Nigdy nie þyîem w przekonaniu, þe czîowiek wierzæcy w bo... Boga (þeby Ci zrobiç przyjemnoõç) jest jakkolwiek gorszy ode mnie czy od innych ludzi w (b)Boga nie wierzæcych. Nie jest gorszy! Czy to jasne? "...þe Boga nie ma, co powinien wiedzieç kaþdy" - rzeczywiõcie uþyîem tego zwrotu w moim artykule, ale w nieco innym tego sîowa znaczeniu. Ale jest faktem, þe moþna to zrozumieç dosîownie. Nie o to mi chodziîo, þe "kaþdy winien wiedzieç, þe Boga nie ma", tylko o to, þe patrzæc "naukowo" na caîæ sprawê "Bóg" jest pojêciem absurdalnym. Wprawdzie nie wszystko moþna na razie wytîumaczyç za pomocæ zjawisk fizycznych czy chemicznych, lecz to nie kaþe sprowadzaç siê od razu do rozwiæzania "Bóg nas stworzyî i koniec", tylko naleþy szukaç dalej i jeszcze dalej. I byç moþe w tym momencie ktoõ powie, þe ktoõ musiaî doprowadziç do tego, þe np. Ziemia przyciæga, ale to wîaõnie jest problem dla fizyków itp., a nie dla ksiêþy. "Nie chce mi siê bowiem tîumaczyç zjawisk fizycznych i chemicznych", mówi McDon. Zjebaîeõ to! 5Najpierw1 powinieneõ obadaç zjawiska fizyczne i chemiczne, a póûniej mówiç o Bogu. Po zbadaniu wszystkich odkrytych zjawisk fizycznych i chemicznych okaþe siê bowiem, þe jest jakaõ siîa, która tym wszystkim steruje. I jak chcesz, to moþesz to nazwaç "Bogiem", ale to juþ bêdzie caîkowicie co innego, niþ to, do czego modli siê tyle ludzi co dzieñ. "Dlaczego uwaþasz, þe Bóg jest pojebany?" - kurwa, to juþeõ mnie zaskoczyî. Przeczytaîem przed chwileczkæ caîy ten artykuî (O BOGU) i nie znalazîem w nim ani jednego takiego stwierdzenia. Chodzi Ci moþe o "...dlatego wierzæ w tego jebanego boga"? To zdanie nie miaîo sugerowaç, þe Bóg (mêczy mnie to naciskanie Shifta) jest pojebany. To byî tylko towarzyszæcy epitet podkreõlajæcy moje wqrwienie zaistniaîæ sytuacjæ. A skojarzenie tego z "Bóg jest pojebany" uwaþam za pomyîkê, choç przyznam, þe moþna jæ popeîniç. Poza tym ja nadal uwaþam þe Boga nie ma, wiêc jak mogê okreõlaç epitetami cokolwiek, jeõli jestem przekonany o nieistnieniu tego czegoõ? "Musisz teþ wiedzieç, þe czîowiek niewierzæcy jest osobæ niezrównowaþonæ psychicznie" - i kto tu kogo obraþa, hê? Musisz wiedzieç, þe ja osobæ niezrównowaþonæ psychicznie jak na razie nie jestem, a za oparciem duchownym to teþ raczej nie têskniê. Musisz teþ wiedzieç, þe ja nigdy czîowieka nie wierzæcego tak nie nazwaîem ze wzglêdu na jego poglædy, a jeþeli w którymõ z podrêczników z psychiatrii wyczytaîeõ, þe czîowiek niewierzæcy jest psychopatæ i jest to reguîa, to podaj mi tytuî tej ksiæþki. Tylko proszê, nie polecaj mi niczego zwiæzanego z czymõ innym niþ psychiatria, bo ksiæþki napisane przez ksiêþy mnie naprawdê nie interesujæ. "Bóg róþne ma imiona, bo kaþdy ma swojego" - to jest jedyna rzecz, McDonie, z któræ siê z Tobæ zgodzê. Dla kaþdego Bóg jest kimõ innym, dla jednych jest siîæ napêdzajæcæ wszystko, co þyje, dla drugich jest "staruszkiem popijajæcym piwko w chmurkach". Ty jednak twierdzisz, þe kaþdy w coõ wierzy , ja Ci jednak powiem jedno: mogê, wbrew Twoim hasîom, wyrzec siê wiary. Ja nie wierzê w nic nadprzyrodzonego. Wierzê tylko w to, co siê dzieje u nas, na dole. Tu mi þadna modlitwa nic nie da, þaden krzyþyk na szyi mi szczêõcia nie przyniesie, a poõwiêcanie wg mnie czasu na modlitwy do wyrzucanie czasu w bîoto, nie, w gówno. I tu po raz setny podkreõlam: to, þe uwaþam modlenie siê za coõ niepotrzebnego i gîupiego, nie znaczy, þe uwaþam ludzi modlæcych siê za gîupich. Moþe im to pomaga, moþe podnosi ich to na duchu. Mam takæ nadziejê, bowiem wówczas modlitwa w istocie bêdzie dla nich potrzebna. Ale dla mnie zawsze pozostanie zbêdnæ. "Teraz tego nie rozumiesz, ale kiedyõ..." - udaîo Ci siê to. Nawet nie wiesz czemu. Juþ Ci mówiê: Wnioskujê, þe uwaþasz, þe jestem jeszcze za mîody i gîupi, by zrozumieç pojêcie wiary. Uîatwiê Ci zadanie: mam 14 lat. Teraz moþesz mnie jebaç równo, bo jestem jeszcze mîody i gówno wiem. Jak bêdziesz odpowiadaî na ten art (jeþeli bêdziesz odpowiadaî, na co mam nadziejê), to jeszcze dodaj, þe uczeñ ze szkoîy podstawowej jest osobæ niezrównowaþonæ psychicznie i jeszcze nie wie, czego chce. Albo lepiej: z uczniem SP nie warto dyskutowaç, bo jest jeszcze mîody i gîupi. Ciekawy jestem, czy tak zrobisz. 5 Mam nadziejê, þe odpowiesz I nie pragnê, by Ciê "Szatan" prowadziî 4 Fido / Independent 1 5PS1. Nie pokaþê Ci jak latam, musisz w to uwierzyç. W koñcu 5Boga 1nikt nie widziaî, a w niego wierzæ! Ale piwo moþesz postawiç. 5PS.21. Taka proõba: nie nazywaj mnie "pan Fido", OK, panie 5McDonie1?