KAZIO 5----------------------------------1 (Outsider/Cruel C.D.) «BlackDragon1,60» 5Kazio1... 5Kazio1...kto to jest 5Kazio1? Otóţ 5Kazio 1jest...ţebym się nie pomyliî...tak, jak wynika z jego kartoteki, jest samcem. Wprawdzie na razie tego nie widaç, ale zarówno ja, jak i Ty miîy czytelniku, mam nadzieję, ţe ten fakt wkrótce ulegnie zmianie, ku naszej wspólnej uciesze. Osobnik ten ţyje...w systemie Sol...na trzeciej planecie, liczćc od Sîońca. Od cholery tam wody, ale wbrew pozorom 5Kazio1 nie jest rybć, ani niczym podobnym. Nie ma nic wspólnego z rybami. No, moţe tylko to, ţe jest kręgowcem. Mam nadzieję, ţe wiecie, iţ kręgowiec nie ma nic wspólnego z kręglami ani z cyrklem, oznacza tylko, ţe będćc kręgowcem moţna mieç garba. Aha, jeszcze sobie coő przypomniaîem-5Kazio 1ma ryj jak kaszalot. Na szczęőcie jest to przypadek odosobniony i nie naleţy do cech rozpoznawczych rasy Homo...nno wiecie sami, o co chodzi. Tak...takich planet jak Ziemia jest we wszechőwiecie od zajebu, ţe się tak wyraţę. To, ţe 5Kazio1 ţyje wîaőnie tu, a nie w Beta Centauri, jest zasîugć Boga. Istnieje pewna grupa ludzi, którzy nie przypisujć dzieîa stworzenia Bogu. Dla uîatwienia będziemy nazywaç ich kmiotami. No więc, taki jeden z drugim kmiot uwaţa, ţe wszystko staîo się przypadkiem. Trochę się rozwodzę, ale be patient. Po kolei: przypadek zaistnienia rozumnego ţycia jak dotćd jest jeden, na jednej planecie. Planet jest...nieskończenie wiele, albo coő koîo tego. Jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego powstania ţycia? Jeden do...zaîóţmy-nieskończonoőci. No, ja pierdolę, mieliőmy niezîego farta. Tak, 5Kazio1 z caîć pewnoőcić zalicza się do kmiotów. 5Kazio 1nie wierzy w Boga z caîego serca (w swej niewierze przewyţszyî nawet pewnego jemioîa, znanego w niektórych kręgach pod pseudonimem HIV. Hiv...a chuj, on nie jest bohaterem tego opowiadania. Őlę mu najserdeczniejsze............). Fakt, iţ ci dwaj nie wierzć w Boga, nie znaczy dla Ojca Wszechmogćcego więcej, niţ powinno. Oznacza to tylko tyle, ţe od czasu do czasu posyîa im faki. 5Kazio1 nic sobie nie robi z tych faków, bowiem nie ma o nich zielonego pojęcia. 5Kazio1, mimo wszystko wykazuje pewne skîonnoőci do wiary. W czasie jedynej lekcji religii, na jakiej miaî się okazję znaleűç, dowiedziaî się, ţe Bóg daje ţycie. Jakimő przedziwnym trafem, na lekcji biologii dowiedziaî się, ţe ţycie daje męţczyzna, za pomocć bardzo sprytnego fajfusa, który zwisa mu wdzięcznie z krocza. Inteligencja 5Kazia1 równaîa się w przybliţeniu...inteligencji dwóch wiader kalarepy, co jednak nie przeszkodziîo mu w skojarzeniu nauki księdza z naukć biologicy. Jak by nie byîo, 5Kazio1 doszedî do wniosku, ţe bogiem jest ten wîaőnie sprytny fajfus. 5Kazio 1w przyszîoőci często będzie się bawiî swoim bogiem, na razie jednak bóg wydaî mu się okropnie nudnym i nieciekawym osobnikiem. Cokolwiek by sobie nie myőlaî, 5Kazio, 1w aktualnym stadium rozwoju nie jest ciekawym obiektem obserwacji. Jego dzień powszedni skîadaî się kolejno z: wstania z îóţka, doprowadzenia do biaîej furii swej spracowanej matki, nabicia lima swej koleţance z îawki, wkurwienia wychowawczyni, posîania na tamten őwiat dyrektora za pomocć gumki od majtek sprytnie sprzęţonej z rozdwojonym kijkiem, ponownego zirytowania matki, niezjedzenia nieapetycznej kolacji i udania się na zasîuţony spoczynek. Jak widzimy, nie ma się na razie czym zachwycaç. Zobaczmy, co porabia kilka lat póűniej. 5 KILKA LAT PÓŰNIEJ 1 No, teraz lepiej. Musicie chwilę zaczekaç, bo nie mogę za cholerę zlokalizowaç naszego, jakţe sympatycznego, bohatera. "Spierdoliî mi, psi syn z lekcji...jak ja go kurwa dorwę... "-dla ogólnego dobra czytelników nie będę cytowaî dalej tego pana, który, nietrudno się domyőliç, jest dyrektorem szkoîy, w której uczy (raczej wypada mi powiedzieç: do której [nie] uczęszcza) nasz 5Kazio1. Taka oţywiona reakcja daje nam jako takie wyobraţenie o dotychczasowej karierze szkolnej 5Kazia1. Jest to 26 szkoîa Kazia, a 73 dyrektor... Lista dokonań w zakresie zmian personalnych wyglćda następujćco. Dwunastu dyrków wysîaî 5Kazio 1 miîosiernie na wczeőniejszć emeryturę. Siedemnastu wspaniaîomyőlnie pomógî zdobyç rentę inwalidzkć pierwszej kategorii. Dwudziestu byîych jego "naczelnych" grzeje ciepîe posadki (poőladki) w szpitalach, na intensywnej terapii, w tym, oőmiu znajduje się w stanie őpićczki pourazowej. Nic nie rokuje nadziei na poprawę ich sytuacji... Dwudziestu trzech zeszîo byîo z ziemskiego padoîu i doîćczyîo do niebieskich zastępów. Teraz majć juţ wszystko w dupie, jednak od czasu do czasu pomagajć Bogu porzćdkowaç kartoteki i zmywaç naczynia po niektórych większych imprezach dobroczynnych. Ale zejdűmy na ziemię, bo tu wieje... O! Jest i nasz kolega. Siedzi na îawce w parku ze swoim kumplem Bronkiem. Pijć jabola. Jest to juţ drugi jabol dzisiaj. A czeka jeszcze trzeci... 5Kazio 1wyglćdaî ţaîoőnie. Moţe nie dlatego, ţe miaî okoîo póîtora promila we krwi, ale dlatego, ţe przybraî wyjćtkowo cierpiętniczy wyraz twarzy, który mówiî, iţ nikt nie kocha wîaőciciela tej facjaty... No cóţ, 5Kazio 1 juţ trochę podrósî. Jest teraz pryszczatym mîodzieńcem o nalanej twarzy, przekrwionych oczach i tîustych wîosach. Cechuje się odwagć, charyzmć, brudnymi paznokciami, rękami w kieszeniach, notorycznym brakiem pieniędzy, jedynym przyjacielem, rodzicami zastępczymi, kîopotami z komisjć poborowć i nadmiernć skîonnoőcić do zabawy swoim bogiem. Skîonnoőç ta wyksztaîciîa się po tym, jak po raz dwunasty poniósî caîkowitć klęskę na froncie damskomęskim. Nie wiedzieç czemu, nie chciaîa go ţadna paniena, choç w sumie niczego mu nie brakowaîo. Nic dziwnego więc, ţe 5Kazio 1 często i gęsto zaglćdaî do...kieliszka...nie. 5Kazio1 nie miaî pojęcia, co to moţe byç taki kieliszek. Ojciec z matkć zawsze chlali z gwinciora, a ţe niedaleko pada intro od kompotu, 5Kazio1 teţ ssaî prosto z rury. Noo, ale doőç tych szczegóîów. Waţny jest fakt następujćcy: zgodnie z powiedzeniem- IN VINO VERITAS cokolwiek ono miaîo by znaczyç, 5Kazio 1 ujrzaî swe nienajciekawsze ţycie jak w kalejdoskopie. Zobaczyî, jak się rodziî, jak się niefortunnie wyőlizgnćî pielęgniarce z rćk i jak wyrţnćî o posadzkę swojć gîówkć i jak wypadek ten zmieniî jego swoisty "image". Zrozumiaî, dlaczego zwć go Kaszalot i dlaczego nie cieszy się zainteresowaniem ze strony "zîoőliwych naroőli wokóî dziury". Znalazî niespodziewanie w kieszeniach listy zaadresowane na jego imię i nazwisko. Wszystkie miaîy znaczki z Adamem i Ewć, a nadawcć byî pewien jegomoőç, który podpisywaî się jako bóg, tylko, ţe z duţej litery. Przeczytaî te listy i zapîakaî. Co, myőlicie, ţe 5Kazio 1 jest mięczakiem? Chciaîbym was widzieç, jakbyőcie dostali 100000 fuckingsów od samego Boga. Nasz bohater, w przypîywie desperacji, postanowiî uciec z domu, od szkoîy, od dziewczyn, które go nie chcć, od miasta. Przy okazji uciekaî od pewnego bóbka, co wymachuje rękami, dziwnie őpiewa i wabi się Liroy. 5Kazio1 boi się Liroya, bo ten podobno jest pedaîem i ma sîaboőç do brzydkich chîopców. Jak pomyőlaî tak zrobiî. Opuőciî Kielce autostradć na poîudnie... 5 NA POÎUDNIE... 1 5Kazio 1 maszerowaî autostradć...obok niego przejeţdţaî cićgle sznur dziwnych metalowych pudeî. Byîy bardzo fajne i takie bîyszczćce. Jak 5Kazia1 mijaîy, to robiîy tak őmiesznie: ziiiuuuuuuu, ziiuuuuuu. Nasz kolega zastanowiî się przez chwilę (jest to bardzo subiektywne okreőlenie, na őwiecie minęîy dwie doby-5Kazio1 nie byî mocny w szybkim kojarzeniu) i doszedî do wniosku. ţe te pudeîka woîajć na poţegnanie: 5Kaziiuuuu1. 5Kazio1 jako chîopiec miîy i bezpoőredni, chciaî z nimi porozmawiaç, wyszedî więc na őrodek jezdni. Ku jego wielkiej uciesze, pudeîka nagle gîoőno zaskrzypiaîy, zawyîy i nie wiedzieç czemu-powchodziîy na siebie nawzajem. "Ustawiajć się do zdjęcia! "-pomyőlaî 5Kazio1. Tymczasem pudîa zaczęîy ostro dymiç. Chyba paliwo pociekîo ze zbiornika i natrafiîo na ogień. 5Kazio 1obserwowaî potęţnć eksplozję i byî zachwycony: "Jakie piękne sztuczne ognie, jakie wzruszajćce poţegnanie. Eeech, lubili mnie chyba w Kielcach... ". Chwilę jeszcze podziwiaî stos doszczętnie spalonych pojazdów i z îezkć w oku ruszyî w dalszć drogę. Póűniejsze doniesienia prasowe dotyczćce tego karambolu nie byîy zgodne. Jedne mówiîy o 34 zabitych i 67 rannych osobach, inne podawaîy dane o trochę wyţszych wartoőciach. Őledztwo wykazaîo, ţe media byîy niepoprawnymi optymistami. Przyczyny wypadku nie sć znane. Podejrzewa się, iţ kierowca jednego z pojazdów zasnćî za kierownicć. Przypomnijmy, ţe chîopak nasz szukaî szczęőcia. Podćţaî więc wytrwale w wybranym kierunku. Pewnego dnia drogę zastćpiîa mu wielka, kamienna őciana. 5Kazio 1 rozejrzaî się i zobaczyî, ţe takich őcian jest bardzo duţo i ţe nie moţe iőç dalej na poîudnie. Widziaî kiedyő takie őciany w telewizji nazywali je (te őciany, ofkos) górami. Jak 5Kazio 1sobie o tym przypomniaî, to zaőmiaî się gîoőno. "Jacy oni gupi! "-pomyőlaî. Dobrze wiedziaî, ţe góra, to tam, gdzie latajć ptaki, w przeciwieństwie do doîu, gdzie kopić tacy czarni panowie z lampkami na czapkach. "Dalej nie pójdę"-stwierdziî i zdziwiî się, bo okazaîo się, ţe ma problem. 5Kazio1 nie lubiî problemów, bo to byîy zîoőliwe bestie. Zawsze woîaî mamę, jak spotkaî problem, a tu-ni ma bata. Chcćc nie chcćc, musiaî zmieniç kierunek. Miaî do wyboru wracaç, iőç na zachód, albo na wschód. Pamiętaî, jak tacy dwaj mili panowie őpiewali: GO WEST. A ţe west i wschód zaczyna się na tć samć literę, postanowiî iőç na lewo. Tak nasz bohater wyruszyî na wzhut. 5 NA WZHUT 1 Cholera, takich atrakcji to się 5Kazio 1nie spodziewaî. Nie miaî co jeőç, więc zmuszony byî "poţyczaç" forsę od innych ludzi. Ale ludzie to sć őwinie, bo zazwyczaj oddawali 5Kaziowi 1portwele dopiero po dîugich namowach. Ileţ się chîopak naprosiî, ile nabîagaî, jak skończyîa się jego cierpliwoőç, to zaczynaî mocno gestykulowaç. Raz, jak tak wymachiwaî îapami, niechcćcy zachaczyî o rozmówcę. Ten padî na glebę i juţ nie miaî obiekcji. 5Kaziowi1 spodobaî się ten przypadek. Zauwaţyî, ţe czasem jak "gestykulowaî", to ci inni robili to samo. Fajne to byîo. 5Kazio1 juţ prawie znalazî szczęőcie, bo przekonaî się, ţe gdziekolwiek poszedî, towarzyszyîy mu te őmieszne blaszane pudeîka i wszystkie woîaîy do niego po imieniu, tudzieţ ustawiaîy się do zdjęcia... Pewnego dnia nasz bohater szedî i byî baaardzo gîodny. Nic nie miaî w ustach od dwóch dni. Gdy tak wlókî się po jakichő bezdroţach, nagle z krzaków wyskoczyîo dwóch takich őmiesznych panów. W rękach trzymali fikuőne pręty z drewnianymi końcówkami. Skierowali te pręty na 5Kazia1, wtedy przekonaî się, ţe te pręty majć dziurki na końcach. 5Kazio 1doznaî olőnienia. "Ci panowie kupili sobie colę, ale caîć juţ wypili i teraz zostaîy im tylko sîomki. Pewnie szukajć, gdzie moţna dostaç więcej takiej coli. "-pomyőlaî. Jeden z nich krzyknćî: -"RUKI WIERCH, PALJAK. KUDA TY IDZJOSZ, AAA? Z PALSKAWA KRAJA TY UCHADZISZ? AAA? PRIZWALEŃJE TY MASZ? A? " -"Sorry, koledzy. Ni chuja coli ja nie mam. Teţ bym się napiî, a jak. Tylko mi, kuűwa, kwitu zabrakîo. Nie macie moţe poţyczyç? " Rosjanie patrzć po sobie i jeszcze groűniej do 5Kazia1: -"PALJAK! SZTO TY GAWARISZ? U CJEBJA PRIZWALJEŃE JEST ILI NJET?!? " -"No przecieţ mówię, ţe coli nie mam, po ludzku nie rozumiesz, czy jak? No, to co z tym kwitem. Dawajcie, bo się zdenerwuję. " -"NU, PALJAK! MY UŢE ZNAJU, ETOT U CIEBJA NJET PRIZWALJEŃJA. TY PÓJDZJOSZ SA NAMOJ DO TAWARISZCZA LJETNANTA. BUDZJESZ PJAÎ, KAK PRIEKRASNYJ PTAK! " -"Chcecie gdzieő iőç? Nie macie forsy? No trudno, pogîoduję jeszcze. No to nara."5 Kazio1 odwróciî się na pięcie i juţ chciaî odejőç, gdy ţoînieţe zdzielili go kolbami po czerepie i zawlekli do samochodu ukrytego w krzakach. Ruszyli szybko i wkrótce jechali po dobrze zamaskowanej drodze. Po czasie, jaki potrzebny jest do wycyklinowania parkietu őredniej wielkoőci sali gimnastycznej przybyli na miejsce. Ich bazć okazaîo się stanowisko rakiet balistycznych. 5Kazia1 zawleczono do centrum obsîugi rakiet. 5 CENTRUM OBSÎUGI RAKIET 1 5Kazio1 ocknćî się na podîodze. Rozejrzaî się dookoîa i stwierdziî, ţe oprócz niego w pomieszczeniu znajdujć się jeszcze ci dwaj, co szukali coli i jeden starszy facet. Między nimi toczyîa się oţywiona dyskusja. Ten stary cićgle kręciî gîowć i wrzeszczaî: "NJET, SOBAKI, NJET! " -"Pewnie nie chce im daç coli, bo sam ma maîo... "-pomyőlaî. Nagle tuţ obok siebie zobaczyî takie duţe pudîo, byîo na nim od cholery őwiateîek i przycisków, ale jeden byî największy-ogromny, czerwony klawisz jarzyî się przyjaűnie. -"Co za chujec z tego starego, ma automat z colć i nie chce się podzieliç. Dobra, sam naleję i im dam, moţe wtedy poţyczć mi trochę kasy. " Jak pomyőlaî, tak zrobiî. Tylko niewiedzieç czemu, nigdzie nie byîo widaç kranika ani kubków. -"Nic to, pewnie wyjdć, jak wcisnę ten czerwony... " Klik... PIIIIZD!!! 5 PIIIIZD! 1 "Ciemnoőç, widzę ciemnoőç, ciemnoőç widzę. Cholera, to byî wyîćcznik őwiatîa. Od coli to byî pewnie ten ţóîty, dziwne... " Nagle ktoő zapaliî őwiatîo. To byî nikt inny, tylko őw. Piotr. Jak się okazaîo, 5Kazio1 poszedî do nieba. - "CZEEEEŐŐŐŐÇÇÇÇ KAAAAZIIIOOOO! WIIIITAAAM W RAAAAJUUUU." - "Eeee, czeőç. Nie widziaîeő moţe takich dwóch, szukali coli, cholera, a ja pomyliîem przyciski. Nie masz moţe trochę...moţe byç bez cukru." - "NIIIEEEEE MAAAAAAM, KAAAZIOOO." - "Pszepraszam, czy ja dobrze usîyszaîem? To jest niebo, tak?" - "TAK." - "I nie ma tu coli, tak?" - "TAK." - "Eeee, no to ja spadam. Fajnie cię byîo poznaç Piter. Czeőç!" 5 CZEŐÇ! 1 "Czeőç"-powiedziaî 5Kazio1 do swojej mamy-"Wróciîem. Nie cieszysz się?" -"Czy ja się, kurwa, cieszę? Cieszę się i to jak, ty skurwusyński bachorze! Gdzie cię dupa nosiîa, co? Mów gówniarzu! " - "Nooo, ja...rozmawiaîem z takimi fajnymi pudeîkami, co potem wybychaîy, spotkaîem takich miîych panów, co szukali coli, ale musieli mieç sucho w ustach, bo dziwnie mówili...i potem zgasîo őwiatîo iii...potem őw.Piotr nie chciaî mi daç coli...i wróciîem mamo..." 5 MAMO! 1 "Maaamooooo, maaaamoo!"-krzyczaî 5Kazio1. Siedziaî sam w pokoju i nie mógî niç zrozumieç, o co chodzi. Kilka dni wczeőniej, przyjechaîo do niego takie blaszane pudeîko, ale nie woîaîo:"Kaaaziuuuu", tylko:"IIJUU, IIJUU". Wysiedli z niego tacy biali panowie i caîy czas się uőmiechali. Powiedzieli mu tak:"Kazio, spokojnie synku, mamy dla ciebie nowć bluzeczkę." Dziwna byîa to bluzeczka, caîa biaîa, a na dodatek űle mu jć zaîoţyli, bo rękawy zawićzali z tyîu. Potem zawieűli go takiego domu bez okien. "Pewnie bojć się przecićgów"-myőlaî sobie 5Kazio1... 5 KAZIO 1 Z zakîadu wypuőcili go dziesięç lat póűniej. Imaî się wielu zajęç: byî stróţem na wysypisku őmieci, operatorem mîota, kierowcć wiertarki, wymieniaczem ţarówek. W tym czasie zmieniî imię na Leszek, bo postanowiî sobie, ţe będzie zmieniaî imiona po kolei, wedîug alfabetu, aţ dojdzie do końca. Jednak zostaî przy"Leszku", bo nie wiedziaî, jaka litera jest po L. Potem, to jest w roku 1990, zostaî prezydentem... 5 HEPI ENT 1 4From me:1 mam nadzieję, ţe was nie zanudziîem. Jeőli tak, to sorry. Kiepsko się pisze, jak w pokoju nie ma klamek, ani okien, a ręce ma się zwićzane z tyîu... 4 Yours truli friend 3 Outsider/Cruel C.D. 5 Gdańsk 1995.IX.17