ALFONSO PALCHETTI (HIV/Scum) Alfonso Palchetti to byî kawaî skurwiela. Codziennie zaîatwiaî róţne gnidy plćczćce się niepotrzebnie po ulicach Chicago. Miaî wstrętnego ryja i wiele szram, które byîy pozostaîoőciami po bijatykach w pobliskich barach i innych spelunach. Na caîym ciele miaî őlady po "pocaîunkach" z kosami rzezimieszkow, którzy jednak póűniej lćdowali w rynsztoku. Na ulicy, na której mieszkaî, wszyscy się go bali. Gdy tylko wysunćî swój wstrętny nos zza drzwi swej luksusowej willi, wszyscy kryli sie po najmroczniejszych zakamarkach. Alfonso byî juţ do tego przyzwyczajony i nie robiî sobie z tego powodu tatuaţy na dupie, moţna nawet powiedzieç, ţe cieszyî się z tego, ţe budzi respekt. Tak teţ byîo dzisiaj. Dostaî cynk, ţe jakiő gnojek obrobiî jakćő babcię. Niezbyt lubiaî takich typów i postanowiî sprzćtnćç goőcia. Oczywiőcie nie robiî tego bezinteresownie. Za kaţdorazowć robotę otrzymywaî okrćgîć sumkę. Trzeba z czegoő ţyç, a ţeby przeţyç, to trzeba byç skurwielem. Wyszedî przed dom, wszyscy szybko się spîawili, zamknćî drzwi i odpaliî papierosa marki Kluboro. Zacićgnćî się jak tylko gîęboko mógî, îzy zatoczyîy mu się w oczach, jednak nie puőciî pary z gęby. W końcu jestem twardzielem, no nie? - pomyőlaî. Jego buty lőniîy jak psie jajca. To na wszelki wypadek, gdyby musiaî sprawdzaç, czy zakonnica ma dzisiaj majtki, czy nie. Miaî na sobie dîugi pîaszcz firmy Lacoste. Zapîaciî za niego sîono, więc gdyby ktoő na niego krzywo spojrzaî, to od razu kosa w brzuch. Tak, jaki dziő piękny dzień - szepnćî pod nosem, Szkoda, ţe ktoő nie doţyje jutra. Szedî bardzo wyluzowany, przed "robotć" zawsze lubi sobie walnćç setę Gorgona + Johny Walkera. To go odpręţaîo. Teraz z czystym sumieniem őcićgaî faceta z ulicy jednym strzaîem. Jakiő najebany îachmyciarz zaczepiî Alfonsa i poprosiî grzecznie o pienićdze, jeţeli moţna tak powiedzieç, o jakieő marne 10 centów. Wspominaî coő przy okazji o AIDS, lecz Alfonso z pogardć wypîaciî goőciowi buta, co i tak wystarczyîo, ţeby klient spîynćî po murze. Wyjćî z kieszeni szmatkę i przetarî buta. Przeklinaî pod nosem i jeţeli jeszcze ktoő by go zahaczyî, to juţ kosa w îeb. Trochę się zdenerwowaî. Ţeby jakaő menda mu przeszkadzaîa, tak byç nie moţe. Byî bardzo porywczy i dlatego ręce mu się trzęsîy. Postanowiî wejőç do pobliskiej speluny, aby to wyrównaç. Wszedî do Porky's Fast Bar. Walnćî barmana z basi i grzecznie poprosiî o szklankę polskiej czystej. Barman podniósî się i przyniósî szybko zamówienie. Nie chciaî nawet od Alfonsa zapîaty. Jako, ţe byli dobrymi kumplami, to tylko po cichutku dopisaî na krechę następne 2$. Alfonso Palchetti byî ciemnym typem i rzadko kiedy regulowaî zalegîe rachunki wczeőniej niţ po 1 roku, jeţeli w ogóle oddawaî. Wlaî w siebie wódę jednym duszkiem nie krzywićc się nawet trochę. Rozbiî szklankę o podîogę, po czym z wielkim wyczuciem rzuciî jakieő hasîo w stylu: "Sorry John". Wszyscy zdćţyli sie juţ do tego przyzwyczaiç, dlatego nikt nie zwróciî na to uwagi. Alfonso wyszedî z baru. Kierowaî się w stronę Center Parku. Jednak towarzyszyî mu dzisiaj pech. Tuţ przed parkiem zgarnćî go patrol policyjny. Jako, ţe nie miaî przy sobie ţadnych dokumentów, to stwierdziî, ţe następni gliniarze pchajć się do ziemi. Tak teţ uczyniî. Miaî kîopot z zakopaniem ciaî, bo byîo zimno i ziemia byîa mocno zmroţona. Póî godzinki i po robocie. Przeszedî przez caîy park i zaczaiî się w krzakach. Zaczćî rozkîadaç spluwę, którć miaî schowanć w walizce. Byîo to Magnum kaliber 48mm, szybkostrzelny pistolet z celownikiem optycznym. Spust chodziî jak zabaweczka. Stwierdziî, ţe facet, którego ma zdjćç, ma tędy przechodziç dopiero za póî godziny. Co by tu robiç? - pomyőlaî. Skoczyî do pobliskiego kiosku i kupiî najnowszy numer Playboya. Wróciî w krzaki, rozpićî rozporek i zaczćî polerowaç rakietę. Jego ruchy byîy wyspecjalizowane. Zaczćî tasowaç skórę juţ w III klasie pedaîówy, więc szîo mu to perfekcyjnie. W pewnym momencie bardzo się zdziwiî. Zauwaţyî, ţe nieopodal niego leţy jakaő babka. Szybko zmieszany schowaî ptaszka, a gazetę wyrzuciî. Byîo mu bardzo gîupio. Strzeliî cegîę i nie wiedziaî, co powiedzieç. Baba się nie ruszaîa. Po chwili podszedî do niej, odwróciî jć na plecy i... Baba nie ţyîa juţ od godziny. Obszukaî jć dokîadnie. Znalazî przy niej kluczyki od samochodu, tabletki antykoncepcyjne, zuţytć prezerwatywę, jakieő numery telefoniczne i dokumenty. Nazywaîa się Michaela Jackson. Alfonso miaî trochę nierówno pod sufitem. Zaczćî przyglćdaç się pięknej niewiaőcie. Jej zarysy twarzy byîy lekkie jak wiatr. Usta miaîa piękne, w zasadzie w ksztaîcie serca. Alfonso lubiaî takie. Ciaîo Michaeli byîo piękne. Ksztaîty miaîa rozkîadajćce. Piękny, miękki i budzćcy zaufanie biust idealnie pasowaî do zaokrćglonych bioder i do gîęboko wcinajćcej się talii. Palchetti juţ od dawna nie dymaî ţadnej panienki, bo przecieţ w zeszîy pićtek wyszedî z pierdla. Ulţę sobie - pomyőlaî. I tak mam kupę czasu. Zaczćî się rozbieraç. Gdy byî juţ nagi, postanowiî rozebraç teţ Michaelę, poniewaţ tak jest bardziej romantycznie. I staîo się. Gdy juţ jć rozebraî, to nie mógî się napatrzeç na to "anielskie ciaîo". Sperma pierdolnęîa mu do gîowy. Chuj podskoczyî mu pod same zęby. Na poczćtku zaczćî bawiç się jej piersiami. Sutki miaîa duţe. Miaî co lizaç. Robiî to z duţa delikatnoőcić. Co jak co, ale w seksie Alfonso byî czuîy i wyrozumiaîy. Tak teţ byîo i teraz. Jego ręce bîćdziîy po caîym ciele Michaeli. Pieőciî je, jak tylko mógî najlepiej. Niepewnie zagîębiî swe palce w jej pochwie. Nie lubiaî przechodziç do konkretów bez wczeőniejszej gry wstępnej. Zagîębiaî je, a potem ocieraî o őcianki, aby pannę bardziej podjaraç. Gdy rozbolaîy go juţ palce, postanowiî zrobiç uţytek ze swojego języka. Najpierw wszedî ze swć pięknć w őlinę, potem zmysîowo caîowaî jej szyję, podgryzaî delikatnie piersi, zatrzymaî się na chwilę przy pępku i powoli zdćţaî ku pochwie. Michaela byîa porzćdnć kobietć i dlatego zawsze byîa podmyta. Alfonso beţ ţadnych oporów zagîębiî swój ozor w jej szparce. Delektowaî się smakiem warg sromowych. Chętnie teţ lizaî jej îechtaczkę. Ale ubaw - pomyőlaî. Takiej minety to nie strzelaî od czasu, gdy zgwaîciî koleţankę w szkole őredniej w ubikacji. Tak, zawsze to miîo wspominaî. Alfonso nagle się otrzćsnćî. Co ja robię? Przecieţ to jest truposz! Kurwa maç! Byî zaîamany, a jednoczeőnie usprawiedliwiaî się, ţe byî poniesiony przez uczucie, które nakazuje mu waliç. Nie robiî juţ więcej gîupot. Zaîoţyî zuţytć prezerwatywę, którć wczeőniej znalazî przy ciele ofiary. Wstćpiîo w niego jakieő zwierzę. Zatopiî swojego czîonka jak tylko najgîębiej mógî w gardîo Michaeli, zîapaî jć za wîosy i dyktujćc najprzyjemniejsze tempo, cieszyî się z uczucia odlotu. Koniec tych pieszczot - burknćî. Szybko zamoczyî ptaka w szparkę wykonujćc przy tym jakieő dziwne ruchy i stękajćc jak tylko gîoőno mógî. Robiî "to" okoîo 5 minut, po czym dostaî pięknego, mocnego i aţ bolesnego szczytowania. Spryskaî caîe ciaîo Michaeli oraz pobliskie drzewo. Poîoţyî się obok kochanej i wyszeptaî: "Kocham cię". Potem leţaî chwilę cicho, ale nie mógî sobie odmówiç i jeszcze raz dmuchnćî na zapas panienkę. Teraz dopiero mu ulţyîo. Panienkę zakopaî obok gliniarzy. Tak to byç typem bez skrupuîów. Po prostu wykorzystaî Michaelę. Nie przejmowaî się niczym. Przypomniaî sobie, ţe miaî zdjćç jakiegoő gnojka. Wyczekaî chwilę, a gdy zobaczyî gnoja, to wymierzyî mu prosto w skroń. Czekaî, aţ klient wyjdzie spoőród tîumu. Nie mógî się doczekaç. Palec nerwowo lataî mu po spuőcie. Na lufie tkwiî tîumik, aby nic nie byîo sîychaç. W tych czasach taka zabawka bardzo się przydaje. Nagle facet siada na îawce. Czerwony punkcik celownika optycznego nadal tkwiî na skroni delikwenta. Alfonso juz miaî pocićgnćç za spust. Jednak poczuî jedwabnć rękę na swych jćdrach. Czîonek mu podskoczyî pod zęby. Nie mógî się obejrzeç i nie wiedziaî, kto mu robi takć przyjemnoőc. Zresztć nie obchodziîo go to. Ręka masowaîa jego jćdra delikatnie, pocićgaîa go lekko za wîosy i... usîyszaîem gîos: Wstawaj, gnoju, do budy! To byîa tylko moja siora. I tak nieűle mi stanćî. A tobie? 5 HIV of SCUM 3 PS: In fact to nie mam siory, ale...