KOSZMAR Jest 25.12.93, godzina 22.03, pierwszy dzień őwićt. Cholera, wîaőnie dziő przeţyîem jedne z najgorszych chwil mojego krótkiego ţycia (zapewne więc mogę liczyç na więcej). Wszystko rozpoczęîo się wiadomoőcić ţe mamy jechaç na urodziny do kuzyna. Dobra, wszystko ok!, nie widziaîem się z nim juţ jakiő czas więc nie zaszkodzi. Zaîamaîa mnie nieco wieőç, ţe przyjęcie nie odbędzie się w mieszkaniu na Osiedlu Witosa, tylko w jego willi w Strzemieszycach (Takie miasto-wieő), co znaczyîo, ţe jeszcze nie wiem co mnie czeka!!! Nadeszîa godzina 14, kończyîem akurat oglćdaç ekranizację horroru Stephena Kinga "Cmętarz dla zwierzćt". Potem szybciorem spakowaîem kilka dysków i poszedîem ze starszymi i bratem do samochodu. Akurat zaczćî padaç őnieg. Za kierownicę zasiadîa staruszaka ??? No ale nic - jedziemy!!! Warunki byîy kijowe, ciemno, mgîa i cićgle padaî deszcz ze őniegiem. Na trasę do Krakowa dojechaliőmy normalnie. Potem się zaczęîo... Na jednym z mostów byîy roboty drogowe (w őrodku zimy!!!), więc objazdy rules. Potem byîy maîe problemy z dostaniem się spowrotem na tć autostradę. Po kilku próbach trafiliőmy. Ţeby byîo őmieszniej to co chwilę z tyîu samochodu docieraîo cichutkie STUK, STUK, STUK. W końcu jest!!! sć Strzemieszyce. Teraz pozostaje mi tylko jedno. Sorry Michaî ale to, ale to jest totalne zadupie. Bo jak inaczej nazwaç bîćdzenie w ulcach, uliczkach, dróţkach itp. Na dodatek ludzie tam mieszkajćcy sć tak dobrze poinformowani o ulicach, na których mieszkajć, ţe kiedy spytaîem dwóch lasek gdzie tu jest ulica szkolna usîyszaîem: Eeeee my nie wiemy... Elka wiesz??? Eeeee No nie wiem, nie, nie wiemy!!! Rules. Mniej więcej w tym momencie zaczęîy mojemu starszemu wysiadaç nerwy (nie dziwię mu się, kręciliőmy się w kóîko juţ z póî godziny, a őnieg cićgle padaî...). Potem jakiő facio (chwaîa Bogu za niego) powiedziaî ţebyőmy wrócili z pięç kilosów potem w prawo, a potem najlepiej kogoő znowu spytaç. Po dalszych piętnastu minutach o maîo nie przegapilibyőmy samej willi. Na szczęőcie tu okazaî się pomocny (chociaţ raz) mój brat, wyîapujćc jć z porzćdnie padajćcego juţ őniegu. Zaparkowaliőmy przed podjazdem (garaţ byî juţ zajęty). Oczywiőcie auto trzeba byîo przestawiaç, bo ktoő pędzćcy z szybkoőcić 120KM na godzinę (mania - w takim őniegu!!!) o maîo go nie rozwaliî. Potem byîo to co zwykle na urodzinach... Dodam tylko, ţe zapomniaîem jakiőch dysków, a kiedy wychodziîem o maîo nie wywaliîem się przez cholerny próg! Spoţyte volty w cieplutkim i koîyszćcym wnętrzu samochodu dziaîaîy aţ strach (się baç). Potem byîa historia z wyjechaniem. Za kierownicć znowu siedziaîa starsza (starszy nie miaîby szans w spotkaniu z policyjnym balonikiem (ja zresztć teţ)), (ţartuję), (ale nie caîkiem). Potem byîo jakoő tak, ţe trzy razy byliőmy w jednym mjejscu, dwa w innym, i jeszcze niezliczonć iloőç razy w wielu, wielu innych (oczywiőcie teţ niewîaőciwych). Mapka narysowana przez wujka straciîa uţywalnoőç po okoîo trzech minutach. A nawiasem tylko dodam, ţe jeőli w czasie wczeőniejszej jazdy padaî őnieg, to teraz byîa őnieţyca... W tych warunkach mój starszy straciî panowanie zaraz po tym jak utknęliőmy w zaspie i wóz trzeba byîo wypychaç (straciliőmy przy okazji nowy koîpak). Po okoîo czterdziestu pięciu minutach byliőmy na autostradzie. Dzięki dla tych ludzi, którzy pokazali nam drogę, a szczególnie dla pana w zielonym Volvo. Na autostradzie teţ byîo őmiesznie, bo hamulce oblepiîy się őniegiem, wskutek czego starsza omal nie dostaîa zawaîu, kiedy wciskajćc pedaî do oporu, samochód dalej jechaî jakby nigdy nic (90 km/h). W czasie tej jazdy poznaîem naprawdę bogaty repertuar przekleństw mojego tatusia, i muszę stwierdziç, ţe niczego sobie... Po okoîo póîtorej godzinie widzćc napis KATOWICE omal nie posikaîem się ze szczęőcia... Chciaîbym jeszcze tylko dodaç wielki FUCK dla wszystkich reklamujćcych się na zielonych tablicach (przypominajćcych tablice informacyjne), i wielkie THANX dla wszystkich reklamujćcych się reklamami őwietlnymi (Czy ci ludzie tam wcale lamp nie majć?). Teraz coő co moţe uraziç niektóre osoby, ale muszę to napisaç: SOSNOWIEC, DĆBROWA GÓRNICZA, BĘDZIN, STRZEMIESZYCE (I OKOLICE), KAZIMIERZ i nawet trasa do Krakowa SUCKS!!! Dwie godziny w jednć stronę to za duţo jak na mnie, kiedy wysiadaîem îeb mi pękaî i po raz kolejny doceniîem przysîowie: Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej... Ps. Następnym razem ubezpieczę się na ţycie, lub utratę zmysîów. PPs. Albo wcale nie pojadę PPPs. Wszystkiemu winne te cholerne volty. SinuS of ILLUSION