NOWOROCZNI PARTY-Zanci Dziő będzie balanga jak cholera. Wiadomo, Nowy Rok... te sprawy. Zaczynamy jak zwykle wczeőnie (jak zwykle zresztć), czyli od rana. Bez ţytniej to w Sylwestra nawet wstawaç się odechciewa. Jak widaç jestem w dobrym humorze, czyli na stole musiaîa staç takowa butelczynka. Pomocny w zbadaniu jej zawartoőci okazaî się Ozzy, Vidar i Odo... O kurwa jak szybko poszîo (nawet za szybko...). To byîo szczęőcie, ţe byliőmy zaproszeni na balangę, bo jak juţ czîowiek podîapie smak to mu potem cholernie kichy skręca (więcej % (procent)!!! domagajć się wnętrznoőci). Mi te kichy skręcaîo za dziewięciu, więc kwestia wymarszu na owć balangę nie podlegaîa dyskusji. Dobry poczćtek dnia to wizyta w monopolowym. Nam ta wizyta przerodziîa się w 0.75l na îebka. Potem pozostaîo jedynie dokompletowaç waruki biletu wstępu na PARTY. Chyba nikomu nie muszę, tîumaczyç, ţe przyjęîo się juţ od dawien, dawna, ţe biletem wjazdu na jakćkolwiek imprezę (wyjćtek stanowi impreza u sióstr zakonnych...) jest flaszka (Boţe broń nie mniejsza jak 0.5l) i panienka (laska, dupencja, dţaga, drzazga, larwa, etc., itd.), jeţeli mamy takowć moţliwoőç to moţemy (ku ogólnej uciesze gospodarza i goőci) iloőç flaszek i panienek podnieőç do kwadratu lub szeőcianu (a nawet więcej...). Więc zgodnie z tradycjć zajeliőmy się dokompletowaniem oprzyţćdowania imprezowego. Poniewaţ, zna się parę laleczek to nie sprawiîo to duţego problemu. Udaliőmy się z nimi do punktu docelowego. Ze względu na trudne warunki tej wędrówki dwie z trzech niesionych 0.75 się niechcćcy otworzyîy (wiadomo... niezbadane sć wyroki Boskie... ewentualnie: Tak chciaî Bóg...), więc trzeba byîo ponownie odwiedziç monopol (faktem jest, ţe byî prawie po drodze... monopoli Ci u nas dostatek). Tu napotkaliőmy jeden problem... Odo stwierdziî, ţe jeţeli on popija zapojkć bez procentów to potem ţyga, więc dokupiî sobie jeszcze kilka pieczek na zopojadę (troska o czystoőç lokalu po imprezie przede wszystkim!!!). Ja uznaîem, ţe piwa na zapojkę nie kupuję, gdyţ ma za maîo procentów a to moţe u mnie wywoîaç wymioty, więc dokupiîem jeszcze jednć 0.5l na zapojewkę. Z maîym trudem (jak mówić alkoholik pod monopol zawsze trafi...) trafiliőmy na metę naszego PARTY. W drzwiach powitaî nas gospodarz (bardziej jego zwîoki... ten to szybko zaczćî), z jego miny daîo się wyczytaç, ţe rozpoczęli bez nas (a to gówniarze!!!), wpieprzyliőmy się do gîównego pokoju i zajęliőmy wygodne miejsca w objęciach naszych laluniek. Towarzystwo chyba nie byîo jeszcze w komplecie o czym, őwiadczyîo jeszcze parę miejsc siedzćcych (wiadomo... na imprezach miejsc siedzćcych wîaőciwie się nie spotyka... no chyba, ţe na podîodze, ale tam kiepsko się rozlewa alkohol, bo się îapy trzęsć). Zapoznanie się kto jest kim wîaőciwie nie sprawiîo problemu... kilka kolejek i kaţdy, kaţdego zna. Nagle daîo się sîyszeç: BÎÎÎEEE!!! i na őcianie ukazaî się w caîej okazaîoőci gobelin... co ja mówię haft perski. To niestety gospodarz nie wytrzymaî nadmiaru krwi w alkoholu i sobie ulţyî na őcianie. Prawie udaîo mu się to zetrzeç ze őciany (bardziej wetrzeç w őcianę). Nie zakîóciîo to jednak dobrej zabawy. Przeciwnie, byîo się z czego ponalewaç (nawet padî pomysî w zorganizowaniu zawodów w haftowaniu őciany...). Dzięki procentom (%) zabawa zaczynaîa się rozkręcaç a panienki... rozbieraç. Z braku wolnego miejsca (wszystkie pokoje byîy na full nabite) udaîem się na balkon (oczywiőcie z lalunić... w zdekompletowanym stroju), zimno to zimno (wiadomo grudzień/styczeń), ale panienka się bynajmniej tym nie przejmowaîa (gorćca dziewczyna!!!). W doskonaîym humorze powróciliőmy po dîugiej chwili, do gîównego pomieszczenia PARTIES. Zabawa trwaîa na caîego... Nasz gospodarz zaserwowaî saîatkę, więc rzuciîo się gîodne towarzycho na niego (co bynajmniej nie pozwoliîo mu utrzymaç się na zwiotczaîych nogach)... duţa częőç saîatki wylćdowaîa na telewizorze... Wîaőciwie, nic się nie staîo, gdyţ i tak nikt go nie oglćdaî. Gospodarz stwierdziî, ţe za chwilę przyniesie resztę saîatki z lodówki. Zbliţaîa się póînoc, więc wszyscy wyszliőmy na balkon przywiataç Nowy Rok... 5... 4... 3... 2... 1... Hurra! Szampany polaîy się po oknach sćsiedniego bloku, reszta poszîa jako lekki alkohol (który naleţaîo natychmiastowo zapiç normalnym alkoholem) do wnętrznoőci (niektórym się one zbuntowaîy, więc fruwaîy sobie niedotrawione resztki saîatki na chodnik i trawniczek przyblokowy). W ruch poszîy petardy, których nasz gospodarz nie poskćpiî... Jak wszystkie wyszîy to ich miejsce zastćpiîy puste butelki (których caîa masa walaîa się po pokoju)... Pamiętam, ţe fajnie rozbijaîy się na chodniku, co wzbudzaîo wielki aplauz zgromadzonych na balkonie imprezowiczów. Dalej, to wîaőciwie niewiele pamiętam... Zbudziîem się (jako jeden z pierwszych) okoîo poîudnia, więc obudziîem resztę... Trzeba byîo się juţ zbieraç. Obudzono gospodarza naszej balangi (ledwo się wygrzebaî spoőród ubrań (i panienek) z szafy). Poprawiny... tym co zostaîo. A potem pozostaî jedynie zajebisty kac... (w niektórych przypadkach takţe pozew do sćdu o alimenty). ALE OGÓLNIE IMPREZA BYÎA SZAÎOWA. MAM NADZIEJĘ, ŢE ZA ROK NASTĆPI POWTÓRKA... IMPREZOWICZ - PARTYZWIEDZACZ - BALANGOZALICZACZ --- TRACTOR / Status OK ---