[SC1S][SK2S][SF6S] ERRATA DO ERRATY, [SK1S][SF0S] CZYLI GÎOS MA OBRONA... Tragikomedia AKT I scena I [SC0S] [ W starej wieţy, na balkonie, siedzi sobie piękna królewna imieniem Macbetia i skrobie artykuî do Przypadkownika. Z oddali nadjeţdţa nieco podstarzaîy rycerz na biaîym koniu. Rycerz ledwo trzyma się w siodle. Pewnie wraca z jakiejő balangi. Podjeţdţa bliţej. To Pic] PIC: Witaj, niebieskooka! MACBETIA: Umyîbyő się w końcu, a nie ludzi po nocach straszyî! PIC: Byîem w krajach dalekich, ale tak pięknej niewiasty jeszcze nie widziaîem! MACBETIA: Rozczulasz mnie, rycerzu. Podnieő przyîbicę, abym mogîa ucieszyç swe oczy twym widokiem! [ Pic podnosi przyîbicę. ] MACBETIA: Aaaaa! Co za morda! Pic, gdyby brud byî walutć wymienialnć, byîbyő najbogatszym czîowiekiem na őwiecie. Opuőç tę przyîbicę. [ Zawstydzony Pic opuszcza przyîbicę. ] PIC: Chciaîbym się oţeniç... MACBETIA: Jedű do zoo, moţe jakaő őlepa maîpa się zgodzi... PIC: Nie dasz mi ţadnej nadziei?! MACBETIA: Jedynć twojć szansć chirurgia plastyczna, ale obawiam się, ţe chirurg moţe zemdleç na twój widok... PIC: O Macbetio! Jesteő taka subtelna i delikatna! MACBETIA: O Picu! Dobrze mówisz, ale űle zęby skîadasz! PIC: O Macbetio! To nie moja wina, mam sztucznć szczękę! MACBETIA: O Picu! A kutasa sztucznego nie masz? PIC: O Macbetio, jesteő taka domyőlna... MACBETIA: Powiedz mi, Picu, na co mi chîop bez jaj? PIC: Będę ci zrywaî kwiatki! MACBETIA: Co mi po twoich kwiatkach? PIC: Będć pięknie pachniaîy i Pica przypominaîy! MACBETIA: Zastanów się - jak mogć pięknie pachnieç, skoro ty je zrywaîeő? PIC: No tak, o tym nie pomyőlaîem. A więc - nie dajesz mi ţadnej nadziei? MACBETIA: Mam kuzynkę - Macbetiolę, spróbuj z nić... [ Pic odjeţdţa, Macbetia z ulgć zdejmuje maskę gazowć. ] Scena II [ Piękny dom zupeînie niepodobny do skromnej chaîupy Pica. Na werandzie siedzi księţniczka Macbetiola i pocićga z gćsiorka. Nadchodzi Pic. Macbetiola jest piękna, więc Pic nieco gîupieje i zaczyna się jćkaç... ] PIC: A... a... a... MACBETIOLA: Ojcze! Jakiő ţebrak! Czy mam go spîawiç? [ Na werandę wychodzi ojciec księţniczki - ksićţę Macbet - i zaczyna przyglćdaç się Picowi. ] OJCIEC: Ta morda mi kogoő przypomina... Czy ty nie jesteő Pic, dupek, z którym w swoim czasie wydawaîem Przypadkownika? [ Pic kiwa gîowć. Ojciec podbiega do niego, chwyta w swoje stalowe îapy i rzuca biednym Piciem o őcianę domu. ] OJCIEC: Czy to nie ty, wszarzu, posadziîeő mnie na îawie oskarţonych? PIC: Tak, panie, bîagam o litoőç - byîech pijany i kolega mnie namówiîa... OJCIEC: Czy to nie ty, wszarzu, byîeő sędzić w tym procesie? PIC: Ja, panie... OJCIEC: Czy ty zdajesz sobie sprawę, ţe byle gówno nie moţe sćdziç Macbeta? PIC: Zdaję, panie... OJCIEC: I odwoîujesz wszystko? PIC: Tak, panie... OJCIEC: No, a teraz zabieraj dupę w troki i koduj Przypadkownika. Potem posprzćtaj, wynieő őmieci, przygotuj kolację... Albo nie! To byîoby sprzeczne z podstawowymi zasadami higieny. A więc wynieő őmieci i jesteő wolny na dzisiaj! PIC: O panie, czym zasîuţyîem na twojć îaskę?! OJCIEC: Teţ się zastanawiam... PIC: O panie, jesteő cudowny! OJCIEC: Odwracaj gîowę, gdy mówisz do mnie, gdyţ zapach wydobywajćcy się z twych ust przypomina szambo... [ Pic odwraca gîowę. ] PIC: W mîodoőci byîem szambonurkiem... OJCIEC: Czym skorupka za mîodu nasićknie, tym na staroőç wali... PIC: Őwięta prawda... OJCIEC: Reszta jest milczeniem. [ Pic odwraca się i ze spuszczonć gîowć odchodzi. Kurtyna opada, sîychaç piosenkę "Mniej niţ zero". Owacje na sali. Sîychaç okrzyki "Macbet! Macbet!". Z tyîu sîychaç teţ "Pic! Pic!" - to wycieczka upoőledzonych... ] KONIEC (i ţyli dîugo i szczęőliwie - oprócz Pica, ofcoz) PS: Bawmy się dalej, Pic, ale nie w te klocki, OK?