2 A Juû czas...a 1 Caîa historia zaczëîa sië kiedy byîem jeszcze maîym dzieciakiem, czyli w latach dziewiëêdziesiâtych dwudziestego wieku... -------------------------------------------------------------------------------- Mieszkaîem wraz z rodzicami w maîym miasteczku w U.S.A. Moja rodzina nie byîa zbyt zamoûna, moûna nawet powiedzieê,  ûe naleûþþeliômy do ubogiej czëôci spoîeczeïstwa. Moûe dlatego, ûe pracowaîa tylko mama, a ojciec juû kilka lat szukaî pracy, ale moûe po prostu dlatego, ûe szczôcie sië od nas odwróciîo. Nie wiem, ale to nie jest waûne. Pewnego dnia, kiedy to przyszedîem ze szkoîy zobaczyîem jak sië ktoô wîamuje do sâsiadów. Cóû, byîem doôê agresywnym dzieciakiem i chciaîem naleûeê do ulicznego gangu, który jednak przyjmowaî tylko ludzi, którzy splamili sië cudzâ krwiâ. Wiëc, wtedy sobie pomyôlaîem, ûe jak dúgnë wîamywacza moim noûykiem, to ocalë pieniâdze naszych sâsiadów i w koïcu dostanë sië do tego gangu! Walnâîem wiëc torbë na ziemië i wyjâîem zza paska nóû. Przez chwilë jeszcze sië zastanawiaîem czy dobrze robië, ale potem zîodziej sië czegoô przestraszyî i zaczâî uciekaê. Jakûe sië przestraszyîem kiedy ruszyî prosto na mnie! Wtedy ogarnëîa mnie panika i zaczâîem biec na niego! Myôlaîem, ûe wyglâdam groúnie z tym noûem, ale ów opryszek stanâî i z gîupawym uômieszkiem wyciâgnâî spluwë! Poczuîem sië najpierw gîupio, potem przeleciaîa mi myôl o tym, ûe nie dostanë sië jednak do gangu i... Wtedy staîo sië coô zupeînie nieoczekiwanego! Najpierw usîyszaîem krzyk, który wydaî mi sië znajomy, potem byî jakiô huk i pisk. Nastëpnie usîyszaîem znowu strzaî i coô mnie zwaliîo na ziemië. Przez chwilë jeszcze walczyîem ze zmëczeniem i nawet zdoîeîem podnieôê gîowë i zobaczyîem jakieô cudo unoszâce sië nad ziemiâ i... zapdaîy ciemnoôci. -Kurczë! Ojciec znowu oglâda 'Szpital i nagîe wypadki', a przecieû wie, ûe nie cierpië tego pipsania!!!! Zamknë drzwi i...-trochê sië zdziwiîem, ûe nie mogë sië ruszyê. Otworzyîem oczy i... znowu je zamknâîem. Byîem pewien, ûe ônië! Ale nie, po chwili usîyszaîem gîos ojca i chyba sië ucieszyîem. Zaraz teû poprosiîem, ûeby wyîâczyî telewizor. Dopiero wtedy znów otworzyîem oczy. I gdyby ojciec nie zaczâî mnie przytulaê znowu bym pomyôlaî, ûe ônië. Ale prawda byîa taka, ûe to ja leûaîem w szpitalu i to na intensywnej... Najpierw trochë sië w duszy zaômiaîem, ûe poco mnie tu trzymajâ? Ale nastëpna próba wstania przywróciîa mi jasnoôê umysîu! Nie mogîem ruszyê nogami! Powoli, z pewnym strachem spojrzalem na ojca-pîakaî. -Gdzie mama?-Zapytaîem nie wiem czemu. -Przyjdzie, przyjdzie... -Ale co sië staîo? -Przyjdzie, przyjdzie...-Ciâgle powtarzaî ojciec. -Tato! Co jest grane?!-Byîem doôê nerwowy... Nie usîyszaîem odpowiedzi, bo pielëgniarka zabraîa ojca z pokoju i z uômiechem raczyîa powiedzieç: -Zostaîeô ranny chîopcze. Odpoczywaj. I jak na zawoîanie straciîem przytomnoôê. Kiedy sië obudziîem byî jeszcze dzieï, nawet ten sam, tyle, ûe tydzieï póúniej. No cóû, powoli, przy pomocy pielëgniarki usiadîem, jeôli tak to moûna nazwaê. Odruchowo skierowaîem wzrok na îóûko i jakûe wrzasnâîem kiedy zobaczyîem, ûe w miejsu gdzie powinno byê widaê moje nogi jest pustka!!! Krzyczaîem parë minut, dopuki lekarz nie daî mi zastrzyku. Wtedy znowu zasnâîem, lecz nie byî to sen spokojny. Ôniîo mi sië caîe to wydarzenie jeszcze raz, dwa, trzy, caîy czas ta scena sië powtarzaîa, a ja coraz bardziej sië baîem. W koïcu koszmar sië przerwaî-obudziîem sië. Jednak wtedy nie byîem juû sobâ, bo po stracie nóg prawie sië zaîamaîem. Przez caîe póî roku leczono mnie w zakîadzie psychiatrycznym i nic nie pamiëtam z tamtego czasu. Po roku od wypadku, kiedy juû sië przyzwyczaiîem do kalectwa byîem zupeînie innym czîowiekiem. Tak, miaîem dopiero 13 lat, ale straciîem radoôê ûycia. Nie bawiîo mnie juû nic. Byîem zîy na caîy ôwiat. Raz nawet miaîem zamiar kogoô zabiê: siebie, czy kogoô innego? Obojëtne. Po prostu znienawidziîem caîy ôwiat. Caîe to nieszczêôcie pogîëbiîo jeszcze to, ûe mój ojciec w tydzieï po wypadku popeîniî samobójstwo. Tak wiëc, moim domem byî dom dziecka, który teû nienawidziîem i miaîem tam samych wrogów. A jako, ûe w wieku 13 lat nie miaîem szans na adopcjë nie interesowano sië mnâ. Wîuczyîem sië na wózku i wszystkich denerwowaîem. Byî nawet okres, kiedy to znëcaîem sië nad sîabszymi. Byîem po prostu zîy, wôciekîy jak dzikie zwierzë godzone w najczulsze miejsce, lecz jeszcze zdolne do szleïczej walki. Moûliwe ûe chciaîem przez to zapomnieê o wypdaku, ale bardziej chyba chciaîem umrzeê. W wieku 18 lat zostaîem wrëcz wywalony z mojego dotychczasowego domu. Co prawda poczâtkowo miaîem mieszkanie, lecz kiedy to pieniâdze, które dostawaîem z domu dziecka na czynsz przepiîem zostaîem na ulicy. Jeúdziîem ciâgle wózkiem ulicami i powoli stawaîem sië przestëpcâ. Kiedy brakowaîo mi jedzenia napadaîem na ludzi, oczywiôcie bëdâc kalekâ byîo to trudne zadanie, ale za pomocâ mocnego prëta moûna duûo dokonaê... W ten sposób ûyîem przez rok. Potem przyjëto mnie do jakiejô bandy narkotykowej. Wszystko nawet sië uîoûyîo i powoli zaczynaîem ûycie od nowa, lecz jako ktoô zîy. Byîo tak do czasu, kiedy podczas zawierawnia pewnej umowy z innâ bandâ, okazaîo sië, ûe jej szefem jest owy bandyta, który mnie okaleczyî! Chciaîem wstaê z wózka i rzuciê sië na niego, lecz tylko updaîem na ziemië i wywoîeîem ômiech. Nic nie daîy moje wrzaski-wywieziono mnie gdzieô za miasto i tam zostawiono. Miaîem umrzeê. Teraz jednak wcale tego nie chciaîem. Byîem môciwy i chciaîem poczuê jak krew tego bandyty spîywa po moich dîonich. Chcâc daê upust moim uczuciom zaczâîem krzyczeê. W koïcu z wyczerpania zapadîem ni to w sen ni to strciîem przytomnoôê. W tym póîônie przeûyîem znów caîâ scenë sprzed lat. Znów czuîem ten ból, znów sîyszaîem ten krzyk i znów czuîem strach! Obudziîem sië caîy mokry i zaczâîem pîakaê. Te îzy, które staraîem sië kiedyô powstrzymaê pîynëîy teraz po moich policzkach. Îkaîem jak dziecko, wstydziîem sië tego, a jednoczeônie byîem wôciekîy i przestrszony. Czuîem sië samotny. Tak minâî nastëpny dzieï. Tej nocy miaîem jeszcze gorsze koszmary. Ôniîo mi sië znów tamto wydarzenie, tyle, ûe tak jakbym byî w innej osobie. Czuîem sië tak jakbym siedziaî obok, lecz nic ni mogâc zrobiç. Widziaîem jak zîodziej sië skrada, jak zaczyna biec i jak strzela do mojej matki! Widziaîem siebie jak upadam po postrzale. Widziaîem to i pîakaîem. Wtedy po prostu przeleciaîem nad swoim ciaîem i tak sen sië skoïczyî. Ku mojemu zdziwieniu nie leûaîem juû na ziemi, lecz w leôniczówce. Opiekowaî sië mnâê jakiô starszy facet, a w drzwiach zobaczyîem pewnâ kobietë. Wszyscy patrzeli na mnie z jakimô dziwnym wyrazem twarzy. Wkurzyîem sië i zawoîaîem czego ode mnie chcâ? Oni sië tylko uômiechnëli, a to jeszcze bardziej mnie zdenerwowaîo. Kiedy juû chciaîem zîapaê tego goôcia za kark dziewczyna sië odezwaîa: -Mówiîam Ci moôci...-tu sië zajânëîa-dziaduniu, ûe lepiej jakbyômy go tam zostawili! -Ach! Droga Patrycjo! Tak nie moûna! To byî czysty przypadek! Tego nikt nie mógî przewidzieê! To byîo ustalone tam, u góry.-Odpowiedziaî owy dziadek. Ja zato miaîem ciâgle wâtpliwoôci: -O czym gadacie? I kim w ogóle jesteôcie? Nie naleûycie do mojej bandy! -Nie przejmój sië mîodzieïcze... -Nie jestem mîodzieïcem! Gadajcie coôcie za jedni bo poûaîujecie! -Przede wszystkim sië uspokój!-Zgromiî mnie staruszek, ale nie byîem w stanie mu sië oprzeê. -I sîuchaj. Miaîeô wypadek i Twoje ûycie potoczyîo sië zupeînie inaczej niû powinno. Nigdy teû byômy sië nie spotkali i moûe byîoby tak lepiej. Teraz odpowiadaj na pytania. I mów prawdë, gdyû od tego zaleûy Twoja przyszîoôê! -Dobrze, ale powiedzcie kim jesteôcie! I czego chcecie? -Niczego nie chcemy, a moje imië to Folfox, a tej dziweczyny Patrycja. A teraz mów: gdzie mieszkasz? -Ha! Wszëdzie! -Czyli na ulicy. Ûle. Masz krewnych? Gdzie twoi rodzice? -Nie mam krewnych, ojciec sfiksowaî, a matka nieûyje. A Ty zaraz doîâczysz do niej jeôli nie przestaniesz mnie denerwowaê! Gadajcie czego chcecie ode mnie! I co was to wszystko obchodzi?! -Niczego nie chcemy! Juû Ci mówiîem! A póúniej, jeôli bëdzie potrzeba dowiesz sië wiëcej. Teraz powiedz jak sië nazywasz? -Mówiâ na mnie Pies. A kiedyô nazywaîem sië John. -John. Hm, ale czemu zwâ Cië Pies?!? -Bo jestem zîy! Zîy jak wôciekîy pies! Jakbym mógî wstaê to byô oberwaî! -Jesteô rozstrojony nerwowo. Przeôpij sië, a jutro pogadamy. Rankiem dostalem ôniadanie, i wtedy sië trochë zawstydziîem mojego wczorajszego postëpowania. Jednak moja duma nie pozwoliîa na przeprosiny. Do pokoju wszedî dziadek o ômiesznym imieniu Folfox. -I jak sië masz przyjacielu?-Pierwszy raz od dziesiëciu lat sië tak do mnie ktoô odezwaî, ale chciaîem byê twardy, wiëc powiedziaîem: -Nie jestem twoim przyjacielem! I mów o co tu chodzi! -Dobrze, choê widzë, ûe jeszcze nie jesteô do tego gotowy. Ale jak chcesz. A wiëc, wczoraj jeszcze nie wiedziaîem dokîadnie sam o co tu chodzi, lecz dziô juû wszystko zrozumiaîem. Tak wiëc, caîa historia zaczëîa sië od wypadku, w którym straciîeô nogi. Nie wiem, ale moûliwe, ûe widziaîeô pewien pojazd, który w pewnym momencie nad tobâ przeleciaî. Nie jestem jednak pewien, bo takiego przypadku jeszcze nie mieliômy. Ale jestem ciekawy, widziaîeô coô takiego? -No... tak, coô jakby leciaîo nad ziemiâ...-Byîem szczerze zdziwiony. -A wiëc jednak! Sîyszaîaô Patrycjo?! Mówiîem ci, ûe on nas widziaî! Wiëc sâ tacy ludzie! I to taki przypadek! Nie do wiary! No, ale idúmy dalej. Tak wiëc, widziaîeô nas wtedy. Byê moûe, ûe w wyniku twojego oszoîomienia, czëôê ciebie, moûna powiedzieê duszy, znalazîa sië wîaônie w tym pojeúdzie. Ty oczywiôcie nic nie czuîeô, lecz coô takiego sië staîo, ale jak? Nie mogë sobie tego wytîumaczyê! Tak wiëc, czëôê ciebie-wîaôciwa czëôê zostaîa na miejscu wypadku, lecz ta inna czëôê poszîa z nami. Doôê ômiesznie to brzmi, ale taka jest prawda. I tylko w ten sposób jesteômy z tobâ zwiâzani. Moûe coô wtedy czuîeô? Miaîeô jakieô widzenia? -Niee... Ale w ostatnich dniach miaîem sen, w którym przeûywaîem ten sam wypadek, lecz z innego miejsca... -O!!! A wiëc jednak! Co za czîowiek! Tego sië nie spodziewaîem w moich najômielszych marzeniach! -Czego??? -Poîâczyîeô sië wtedy ze swojâ utraconâ czëôcâ, która wywoîaîa sen, lecz przedstawiony przez tâ czëôê! Co za rzeczy!!!! A co za przypadek!!! -Jaki przypadek, i co pan gada za bzdury? -Chodzi o to, ûe poîâczenie odbyîo sië tylko dlatego, bo obie czëôci byîy blisko siebie! Ale co za przypadek! Ha! No, to juû mnie chyba nic nie moûe zdziwiê! Patrycjo, co o tym myôlisz? -Sama nie wiem. Moûe on blefuje? Moûe chce zdobyê maszynë? -O czym gadacie?-Zîoôciîo mnie jak mówili o czymô czego nie rozumiem. -I kim tak na prawdë jesteôcie? Kleopatra i Merlin? He, he, he! Ku mojemu zaskoczeniu nastaîo milczenie, a po chwili Folfox wybuchî ômiechem! Zaczâî taïczyê i do tego wariactwa wciâgnâî teû Petrycjë. -Kolego! Przyjacielu!-krzyczaî-Jesteô wspaniaîy! Wprost genialny! Widzë, ûe juû sië caîkowicie zespoliîeô ze swojâ zaginionâ czëôciâ! A widzë teû, ûe owa czâstka nie próûnowaîa! Pamiëtasz wszystko! I masz racjë! Ja jestem Merlin, a ona Kleopatra! Ale zaraz, zaraz...-Spowaûniaî, nawet posmutniaî. -O co chodzi? Pan jest wariatem! Chcë stâd odejôê! -Chwileczkë, jeôli mam racjë nigdy stâd nie odejdziesz! Ôwiat nie moûe sië dowiedzieê o moim wynalazku, o którym ty wiesz. Moûe jeszcze teraz sobie tego nie przypominasz, ale wiesz wszystko o nas! I mógîbyô nas nieúle wkopaê! Co robimy Kleo? Masz jakiô pomysî? -Niestety nie. Ale moûe umieôcimy go gdzie indziej? -Nie, to byîoby swego rodzaju morderstwo, ale moûemy coô innego zrobiê. Powiem krótko: powiëkszamy naszâ ekipë! -Co to to nie! Przecieû on nas pozabija jak bëdzie miaî ochotë! Po moim trupie! Nie bëdë z nim pracowaê! On jest zîym czîowiekiem! -No, nie wiem. Moûe i byî zîy, ale czîowiek sië moûe zmieniê. A byîby z niego caîkiem dobry Pomocnik. -Dobra, ale moûe to mnie sië najpierw zapytacie o zgodë, co?-byîem zîy, bo nie lubië jak ktoô decyduje o moim losie, a do tego jeôli ów ktoô to wariat! -Niestety, ty nie masz wyboru. Ale zostaîeô przyjêty, jesteô Trzecim Pomocnikiem. Zgadzasz sië Kleo? -Nie mam wyboru. Ty jesteô szefem. Ale jeôli coô sië stanie, to obiecaj, ûe go odstawimy!-Kleo ciâgle byîa przy swoim. Ach, te kobiety... -------------------------------------------------------------------------------- P.S. Jeôli ktoô to czytaî i humor mu sië nie pogorszyî to juû sukces! A jak kogoô chwyci sumienie, ûeby mi wygarnâê moje bîëdy, to proszë pisaê! Mój adres: + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + koderopodobny: + Ivanhoe/S-Large Team + + + + + + + + + + + + + + + + + + + ul. Warszawska 20/6 + + + + + + + + + + + + + + + + + + + 89-600 Chojnice + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + POL END + + + + + + + + P.P.S. Napiszcie czy mam kontynuowaê temat czy nie? Niech zgadnë! Nie?