EYUMPREZA!F 16.11.1992 i 17.11.1992 - poniedzia’ek i wtorek Dosta’em list od Fencera/GENERATION z prožb† o zrobienie muzyki do "Przypadkownika". W ližcie podany by’ tylko adres, bez numeru telefonu. W dodatku nie by’o to mieszkanie prywatne, ale D.S. "PIAST" w Gliwicach. Chwyci’em za telefon i wykr‘ci’em 912. Jakaž pani poda’a mi numer telefonu, pod kt¢ry niezw’ocznie zadzwoni’em. S’uchawk‘ podni¢s’ jakiž facet, kt¢ry na samo s’owo "PIAST" dosta’ chwilowego wylewu krwi do m¢zgu, po czym poda’ w’ažciwy numer, przeklinaj†c przy okazji polsk† telefonizacj‘ i podwa§aj†c autorytet pracownik¢w informacji telefonicznej. Widocznie nie by’em pierwszym. Po wykr‘ceniu w’ažciwego numeru zg’osi’ si‘ jakiž facet i na moj† prožb‘ zawo’a’ Fencera, kt¢ry po pewnym czasie zszed’ do aparatu. Jak zwykle zacz†’em zakr‘ca cz’owieka, §eby si‘ tak od razu nie domyžli’, kto dzwoni, po czym pierdoln†’em: "EXTEND!". W s’uchawce cisza, wi‘c powt¢rzy’em:"To ja - EXTEND!" i wtedy si‘ zacz‘’o. Fencer nie wiedzia’ co powiedzie, nie wiedzia’ jak znalaz’em jego numer telefonu (na ulicy chyba), a potem ju§ si‘ tylko cieszy’ i nie wiedzia’ z czego. Ja te§ si‘ cieszy’em, ale taka radož nie mog’a trwa za d’ugo, poniewa§ telefon nie jest za darmo. Przy rozmowie zaproponowa’em Fencerowi, §eby przyjecha’ razem z Picem i Rocky'm do Tr¢jmiasta, a Fencer na to, §ebym to ja przyjecha’, bo u nich s† fajne warunki i nie ma ciszy nocnej, i w og¢le. Jeszcze sobie chwil‘ pogadaližmy i odwiesi’em s’uchawk‘. Poszed’em do ’azienki i si‘ powiesi’em... Po co? Tak sobie. FUCK! Przemyžla’em spraw‘, zadzwoni’em do kilku ludzi i si‘ wst‘pnie um¢wi’em (powiedzia’em, §eby to sobie te§ przemyžleli). Na drugi dzie¤ zadzwoni’em do Fencera i powiedzia’em, §e mo§e przyjedziemy w pi†tek. Um¢wiližmy si‘ na telefon w czwartek. Planowa’em pojecha z Petersem, Black Conradem, Kaloszem, BFA, Kuklim, Grubym i Coz†. Do innych os¢b z Tr¢jmiasta nie dodzwoni’em si‘ niestety. Poza tym mia’em w planie zadzwoni do os¢b z bardziej odleg’ych miejsc Polski, ale prze’o§y’em to na dzie¤ nast‘pny. E18.11.1992 - žrodaF Pierwsze osoby odpad’y z powodu braku czasu i pieni‘dzy, ewentualnie z powodu braku laku. C¢§, b‘dzie nas mniej. Pr¢bowa’em si‘ dodzwoni do Berta/PROXIS, aby i ta grupka do’†czy’a do yumprezy, ale nie dodzwoni’em si‘. Do Gacucha/OLD BULLS r¢wnie§ nie mog’em si‘ dodzwoni. Mr.Root sam do mnie zadzwoni’, ale nie m¢g’ jecha, bo mia’ w planach obejrzenie jednego okazu (Dr.Albana). Uda’o si‘ jednak z Maxymem/CREDO, kt¢ry powiedzia’, §e przyjedzie z Tormentorem (r¢wnie§ CREDO). Jakož si‘ kr‘ci’o, tyle tylko §e coraz bardziej w g’owie. E19.11.1992 - czwartekF Z Tr¢jmiasta nie jedzie NIKT!Kurwa, nie chcia’o mi si‘ jecha, ale jak obieca’em i wci†gn‘’em w to innych, to postanowi’em, §e pojad‘. Kombinowa’em kas‘ i o godzinie 22:00 zadzwoni’em do DonKichota, kt¢ry powiedzia’, §e przyjedzie z Mad Max'em!By’o O.K.!Przygotowa’em dyski, ciuchy i inne pierdo’y, po czym poszed’em spa. E20.11.1992 - pi†tekF Wsta’em o 6:30, umy’em si‘, ubra’em. Nic nie zjad’em, tylko wzi†’em dodatek pieni‘§ny od starszej i wyszed’em z domu. Pojecha’em do Gdyni, gdzie zorientowa’em si‘, §e zapomnia’em adresu. Wprawdzie na upartego trafi’bym, ale wola’em by pewny. Zadzwoni’em do domu i spisa’em adres (kurwa, te s’uchawki przy automatach w og¢le si‘ na ramieniu nie trzymaj†!). Nast‘pnie zaci†gn†’em informacji u odpowiednich os¢b (na informacji kolejowej, oczywižcie). Biletu nie kupi’em, licz†c na fuksa przy zakupie biletu u kanara. Poszed’em na peron i po 20 minutach wsiad’em do poci†gu, gdzie zg’osi’em fakt niemania biletu. Poci†g ruszy’, a mnie spotka’ pech, bo kanar okaza’ si‘ cz’owiekiem bezdusznym i wypisa’ mi bilet po normalnej cenie, plus 17 tysi‘cy za wypisanie. C¢§, ryzyko nieraz si‘ nie op’aca. Szcz‘žliwie jecha’em sam w przedziale i by’o w miar‘ dobrze. Chcia’em si‘ przespa, ale gdy si‘ ju§ wygodnie roz’o§y’em, poci†g stan†’ na stacji i do przedzia’u wesz’y cztery kobiety i jeden dziadek. C¢§, stwierdzi’em §e przežpi‘ si‘ innym razem. W "WARSIE" zjad’em kie’bas‘ z dodatkami (bigosu myžliwskiego nie by’o) i wypi’em kaw‘ "JACOBS", kt¢ra smakowa’a mi w ka§dej sytuacji. Wr¢ci’em do przedzia’u i nudzi’em si‘ dalej. "S’uchaj, nie wrzucam do zimnej wody mi‘sa..." rozmawia’a jedna z kobiet w przedziale. Min†’em jakiž s’up, budk‘ (by’a godzina 9:54). Przede mn† w dalszym ci†gu siedzia’ dziadek i gapi’ si‘ w okno. Z nud¢w zacz†’em go opisywa. W’osy siwe, okulary, w†sy, twarz gruba, spas’a (tak w miar‘), zegarek wskaz¢wkowy, bluzka w jakiž g’upi wzorek w kolorze szarym, podk’ad w kolorach bordowym, bia’ym i zielonym. Spodnie br†zowe, buty adidasy czarno-zielone, czarne sznur¢wki. R‘k‘ trzyma’ na stoliku, na kt¢rym le§a’a gazeta, w kt¢rej by’o zdj‘cie z podpisem "Rewia! Rewia!". Chuj z dziadkiem!W dalszym ci†gu by’o nudno, ale pociesza’em si‘ myžl†, §e kiedyž dojad‘. Min†’em jak†ž wioch‘, kilka dom¢w na krzy§ (DBROWY). Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, pi†ty, sz¢sty, si¢dmy, ¢smy, dziewi†ty, dziesi†ty, jedenasty, dwunasty podk’ad kolejowy itd... Za oknem jakiž staw, muchy sraj†, robaki wci†gaj† kury pod ziemi‘, a psy dupami szczekaj†. Tu wiatr ma swoj† p‘tl‘ (LASKOWICE POMORSKIE). Poci†g si‘ zatrzymuje (taka wiocha, a on staje, žwinia). Bar dworcowy czynny ca’† dob‘, WC-damski, WC-m‘ski. Jakaž babcia stoi na peronie i pali papierosa. Poci†g rusza. "A r‘kopisy te§ mam, te§..." (znowu cytat). Což czuj‘, §e te§ sobie dzisiaj poczytam... Jeszcze kupa drogi przede mn†, wi‘c wyszed’em zapali papierosa. Par‘ stacji dalej wysiad’y z przedzia’u kobiety i zrobi’o si‘ cicho. Mog’em wi‘c si‘ po’o§y, ale pech chcia’, §e do przedzia’u wesz’o czterech kolesi, wi‘c znowu si‘ nie po’o§y’em. Sen mnie jednak zmorzy’ i spa’em na siedz†co. Kolesie wysiedli na jakiejž stacji, a w przedziale siedzieli dziadek (ale ju§ inny, nie ten opisywany) i jeden z kolesi. Roz’o§y’em si‘ i spa’em dalej. Obudzi’em si‘ o 12:36. Czu’em, §e odrobi’em poranne zaleg’ožci. Dalsz† cz‘ž drogi przegada’em z dziadkiem i z kolesiem. Gadaližmy o wojsku i o innych rzeczach, w sumie jednak o samych smutach. Do Katowic doje§d§a’em ju§ jednak sam, bo obydwoje wsp¢’rozm¢wcy wysiedli na poprzednich stacjach. Poci†g wje§d§a’ na stacj‘, a ja ju§ widzia’em ucieszonego Mad Max'a i Don Kichota (nie by’o orkiestry, ani kwiat¢w, ale powitanie by’o dobre). Nast‘pnie dowiedzia’em si‘, §e oni przyjad† w sobot‘, bo maj† jeszcze což do za’atwienia. Mad Max okaza’ si‘ jednak cz’owiekiem niezast†pionym i odwi¢z’ mnie a§ do Gliwic, pod sam D.S."PIAST". Jestem na miejscu!Wchodz‘ do žrodka i kieruj‘ si‘ do pokoju 206 znajduj†cego si‘ na drugim pi‘trze. Tam znajduje si‘ melina grupy GENERATION. Zapuka’em i poczeka’em chwil‘. Drzwi si‘ otwieraj†... "YYYEEEAAAHHH!!!" "Czež!" "Dlaczego nie zadzwoni’ež?!Wyszlibyžmy po Ciebie!" "Siadaj!" "Napijesz si‘ czegož?!" Taaak, przywitanie by’o gor†ce. Od razu waln†’em "”ARCIE!". Dosta’em chleba z konserw† (nie tak dos’ownie) i herbaty do picia. W pokoju znajdowa’y si‘ dwie Amigi (podstawa!), st¢’ (te§ podstawa, ale pod co innego), 3 ’¢§ka, szafy, szafki, szafeczki, oraz inne rzeczy, kt¢re upi‘ksza’y pok¢j. Min‘’a minuta od mojego wejžcia, a do drzwi zapukali Maxym i Tormentor z CREDO. Za chwil‘ w pokoju byli ju§ wszyscy, czyli:Fencer, Pic, Rookie, Maxym, Tormentor, oraz ja. Nie licz‘ tutaj Mad Maxa, kt¢ry dojecha’ na drugi dzie¤, ale o tym p¢¦niej. Brakowa’o tylko w¢dy (HD 40MB), po kt¢r† skoczyližmy niezw’ocznie. Po kr¢tkiej wymianie modu’¢w pomi‘dzy Maxymem, Fencerem i mn†, dosz’o do odczytywania danych z twardysk¢w. Obejrza’em zdj‘cia z C-Party w Warszawie, zar¢wno w wydaniu kolorowym (Generation), jak te§ czarno-bia’ym (Credo). Ju§ 80MB danych rozpracowanych przez 4 osoby wystarczy’o, abym nabra’ znakomitego humoru. Fencer namawia’ mnie na zrobienie modu’u. Usiad’em, napisa’em kilka pattern¢w, skasowa’em i pi’em dalej. Jak zwykle zosta’em opierdolony za zab¢jstwo nienarodzonego modu’u, ale mnie to zwisa, bo jestem za aborcj†. Wida nie zrazi’o to nikogo, gdy§ w dalszym ci†gu by’em namawiany na zrobienie kolejnego modu’u. W ko¤cu nie wytrzyma’em, zrobi’em kawa’ek drugiego, pužci’em i skasowa’em, co zniech‘ci’o na pewien czas "zwolennik¢w kaszany robionej na poczekaniu". Po 30 minutach od wypicia ostatniej porcji w¢dki zacz†’em odczuwa moc obliczeniow† programu, zwi‘kszon† jeszcze przez wyko¤czony podr¢§† organizm i po kr¢tkiej przerwie wygenerowa’em fraktala w ubikacji, po czym nast†pi’o kontrolowane zawieszenie systemu, poprzez w’†czenie trybu nocnego S.E.N. E21.11.1992 - sobotaF Obudzi’em si‘ o 7:00 (albo o 8:00, nie pami‘tam), po czym obudzi’em pozosta’ych, a raczej to, co z nich zosta’o. Wszyscy jednak wstali i skorzystali z komputer¢w, tudzie§ umywalek i zbawczego oddzia’ywania wody na "kapcia" w g‘bie. To nic, §e nad zajmowanym przeze mnie ’¢§kiem by’y przyklejone jakiež kartki opisuj†ce kilka z’otych myžli skierowanych do mnie, a napisanych przez jakiegož przeciwnika aborcji. Fencer, przeklinaj†c Klubowe, zapali’ sobie jednego, ja r¢wnie§. Nast‘pn† rzecz† by’a wyprawa do sklepu po artyku’y §ywnožciowopodobne. W sklepie obs’u§y’a nas mi’a kobieta w starszym wieku. Zakupi’em dwa p†czki i jedno ciastko p¢’francuskie (bez kitu, tak si‘ nazywa’o). Wst†piližmy do sklepu komputerowego, gdzie wisia’a ulotka reklamowa "CO-VOX, wreszcie IBM dogoni’ AMIG!". Pobudzi’o to m¢j apetyt na dalsz† porcj‘ humoru i zapyta’em o replayer'a do ProTracker'owskich modu’¢w. Facet o takim czymž nie s’ysza’, wi‘c zapyta’em po ludzku o "program do odtwarzania ProTracker'owskich modu’¢w na IBM'ie". Odpowied¦ by’a wyczerpuj†ca (by’em wyczerpany), gdy§ facet stwierdzi’, §e pomi‘dzy SoundTracker'em, a ProTracker'em nie ma §adnej r¢§nicy. Wyszližmy ze sklepu rozbawieni. S† ludzie i taborety, ale to szczeg¢’. Po powrocie do pokoju zastaližmy Tormentora przy komputerze, na kt¢rym ju§ 10 raz lecia’o "Hallucinations & Dreams previev", oraz Maxyma, kt¢ry gra’ w jak†ž gierk‘. Ludzie powoli niepokoili si‘ o Mad Max'a i Don Kichota. Rzuci’em has’o: "Idziemy na gie’d‘!". Odpowied¦ by’a raczej ma’o zach‘caj†ca: "Eeee tam, to nie jest gie’da...". Nie dawa’em jednak za wygran† i wyci†gn‘’em ludzi z pokoju. Gie’da by’a oddalona o 20 minut, wi‘c szližmy rozmawiaj†c sobie, a§ tu nagle spotykamy znajomego. Adaž, bo tak go nazywali, jest zajebistym gitarzyst†, a w dodatku fajnym gožciem, wi‘c by’o nas ju§ o jednego wi‘cej. Jestežmy na "gie’dzie". Jakiž dupek si‘ przypierdala’, §eby kupi bilet za 5000 z’, a ja na to, §e przyjecha’em z Gdyni i §e przeprowadz‘ z nim wywiad dla magazynu. X - JA D - DUPEK X - Imi‘, nazwisko D - Pawe’ Niemczuk X - Zaw¢d D - Ucze¤ X - Posiadany komputer D - C-64 X - Ile czasu istnieje ta "gie’da"? D - Pr¢bujemy by gie’d†, ale mamy k’opot z dystrybucj† plakat¢w. Gie’da trwa 10 tygodni, w tym czasie odby’o si‘ 8 gie’d. X - Ile komputer¢w by’o tutaj najwi‘cej? D - 7 komputer¢w i oko’o 30 os¢b. Obecnie mamy ma’† frekwencj‘. Dla wiadomožci:na "gie’dzie" znajdowa’y si‘ dwie Amigi i jeden C-64 (to prawie jak C-Party!). Tormentor chcia’ sobie což przegra na dyski 5.25, ale powiedzia’, §e "szanowni gie’dziarze nie udost‘pnili mu stacji 5.25 z powod¢w czysto zarobkowych". Podchodz‘ do owego zapracowanego handlarza i widz‘ Amig‘ z dodatkow† 3.5 i 5.25, oraz Action Replay'a. X - znowu JA H - HANDLARZ X - Ile pan zarobi’ na tych gie’dach? H - Jeszcze nic nie zarobi’em, przewa§nie wymieniam. X - Najlepszy kopier (oczekuj‘ X-Copy, a tu...) H - Super Duper 2.2 D-Copy File Master X - U§ytek H - Amos Deluxe Paint 4.1 ProTracker 2.1A StarTrekker 1.2 Zako¤czy’em ten bezsensowny wywiad (tamten te§ by’ bez sensu, ale to nic). Wyszližmy, olewaj†c t† gie’d‘ i bilety. Poszližmy což wpierdoli do §arcia. Okaza’o si‘, §e GENERATION nie op’aci’o obiadu i nie mamy co jež, wi‘c poszližmy do sklepu, kupuj†c obiad do z’udzenia przypominaj†cy žniadanie (nie m¢wi†c ju§ o tym, §e nasze žniadanie niczego nie przypomina’o). Wr¢ciližmy do pokoju. Fencer przez ca’y czas namawia’ mnie na zrobienie trzeciego z kolei modu’u, przy czym prosi’, abym go tym razem nie kasowa’. Zrobi’em kilka pattern¢w i nagra’em je. Ježli wszystko b‘dzie dobrze, to modu’ b‘dzie doko¤czony i b‘dzie on nosi’ nazw‘ GENERATION (ju§ jest i b‘dzie przypuszczalnie na moim sound disk'u). Zjawi’ si‘ wreszcie Mad Max, ale bez Don Kichota, kt¢ry nie m¢g’ przyjecha. Wszystkim si‘ §al zrobi’o rycerza, ale Mad Max poprawi’ humor okazuj†c si‘ sponsorem dnia. Poszližmy, kupiližmy i zacz‘ližmy wczytywa. Plik¢w nie by’o ju§ tyle, co dnia poprzedniego, ale za to by’y d’u§sze (rozlewa’ Mad Max, a jak wiadomo ten cz’owiek to ma prze’yk). Ledwo Mad Max odczyta’ dwa pliki, ju§ zacz†’ namawia ludzi na wypalenie wsp¢lnego modu’u. Dožwiadczenia z robienia wsp¢lnych modu’¢w mam r¢§ne, ale zgodzi’em si‘. Wst‘p podzieliližmy na funkcje. Ja dosta’em bas, Mad Max perkusj‘, Maxym akordy, a Fencer instrument prowadz†cy. Zacz†’em pisa i zrobi’em jakiž psychologiczny podk’ad basowy, a Mad Max zrobi’ do niego perkusj‘. Nast†pi’a przerwa na wypicie kilku kieliszk¢w, po czym zacz‘ližmy žpiewa do u’o§onego przez nas podk’adu. Melodia, jak† u’o§yližmy žpiewaj†c sobie, by’a dla nas rewelacj† i §a’owaližmy, §e nikt nie nagra’ naszego rapowania (niezupe’nie przypomina’o to Rap, chyba raczej jakiž inny styl). Modu’ jednak z czasem zacz†’ si‘ "rozk’ada" i w ko¤cu wysz’a z tego kaszana, kt¢r† skasowa’em. Mad Max usiad’, nie daj†c za wygran† i zacz†’ pisa modu’, tym razem spokojny. Potem do ProTracker'a zasiad’ Maxym, a ja z Fencerem poszližmy na poczt‘. Zadzwoni’em do domu i prze’o§y’em godzin‘ przyjazdu. Wr¢ciližmy do pokoju. Maxym jeszcze což modzi’ (to od "mod."), wi‘c poczeka’em chwil‘, a§ sko¤czy i dopisa’em swoje dwa patterny i da’em sobie tego dnia spok¢j. Mad Max ju§ spa’, a inni byli wyko¤czeni moj† pobudk†, wi‘c sko¤czyližmy to, czego nie zacz‘ližmy i uruchomiližmy znany z poprzedniego dnia program S.E.N. E22.12.1992 niedzielaF Rano. Dzie¤, jak ka§dy inny, tyle §e kasy nie ma. Obudzi’ mnie wsp¢lny modu’ "pi’owany" przez Maxyma. Sko¤czy’ pi’owa i odda’ pi’‘ Mad Max'owi. Ja dopi’owa’em jeden pattern i nagwintowa’em nieco pattern Mad Max'a, po czym postanowiližmy pi’owa modu’ korespondencyjnie. Po wypiciu czegož mokrego zacz‘ližmy si‘ zwija, poniewa§ sytuacja tego wymaga’a. Poszližmy na dworzec, gdzie po§egnaližmy Maxyma i Tormentora, zjedližmy z Mad Max'em po dwa hot-dogi, a nast‘pnego, zakupionego w innym miejscu, zwr¢ciližmy. Kupiližmy jeszcze 7UP'a i wypiližmy go przez dwie s’omki (mia’em przewag‘, bo si‘ Mad Max zakrztusi’). Po§egnaližmy si‘ w ko¤cu z Fencerem, Picem i Rocky'm, po czym udaližmy si‘ na PKS (ju§ tylko ja i Mad Max). W domu u Max'a zadzwoniližmy do Don Kichota, ktory žpiewaj†c piosenk‘ nam¢wi’ mam‘ na podrzucenie go pod dom Mad Max'a (to by’a wspania’a piosenka, ale jej nie pami‘tam). W domu Max'a zjedližmy obiad (w tym miejscu nale§† si‘ podzi‘kowania dla mamy Mad Max'a) i ruszyližmy na kolejk‘. Max po§egna’ si‘ z nami na stacji w Jastrz‘biu Zdr¢j, a Don Kichot pojecha’ stacj‘ dalej. Wraca’em do domu. EZAKO„CZENIEF Tak naprawd‘, to tej imprezy nie da si‘ tak po prostu opisa. Opisa’em tylko to, co umia’em, oraz to, co zapami‘ta’em. Nikt chyba nie potrafi’by odda atmosfery, jaka tam panowa’a. By’o po prostu zajebižcie. Myžl‘, §e przy okazji (a okazja mo§e si‘ nadarzy) zorganizuje si‘ lepsz† imprez‘, na kt¢r† zwali si‘ du§o wi‘cej os¢b. Po co czeka do C-Party? Zobaczymy! W tej sprawie prosz‘ o kontaktowanie si‘ ze mn†. EPS.F Odby’a si‘ ju§ impreza w Pile, ale opisze j† ktož inny. Czekam na nast‘pn† imprez‘, kt¢r† mo§e ktož zorganizuje.