Bajty, Bajtki i bajduîy (czyli "őciőle tajne" bzdury) częőç I Prawdę powiedziawszy do tego tematu przymierzaîem się od dîuţszego czasu. Ale jak to w ţyciu - cićgle coő wypadaîo: tu się trzeba komuő odszczeknćç na îamach FA, to poruszyç jakiő bardzo waţny problem w rodzaju "którym palcem naciskaç prawy przycisk myszy ţeby byîo to sîuszne i zgodne z polskć racjć stanu" itp. Trzeba teţ sobie powiedzieç, ţe troszkę brakowaîo mi odwagi. To nie wstyd! Bo jeőli amator staje do walki na ringu z zawodowcem to ma prawo mieç pietra, czyţ nie? A to wîaőnie robię. Ja, Lifter, publicysta z boţej îaski, na îamach amatorskiej gazetki dyskowej zamierzam za chwilę mocno dokopaç redakcjom pism "Bajtek", "Top Secret" itp. Ale dîuţej zwlekaç juţ nie mogîem. To, co ostatnio wyprawiajć na îamach tych pism niektórzy "redaktorzy" od pięciu boleőci - woîa o pomstę do nieba! Zatem trzymajcie za mnie kciuki - ruszam do boju! I niech moc będzie ze mnć, abym mógî tak bryznćç jadem jak oni na to zasîugujć!!! NIECO HISTORII Tak w ogóle to Polska nie ma szczęőcia do czasopism poőwięconych komputerom. Powstaîo ich bez liku, ale chyba ani jedno nie byîo strzaîem w "10". Przypomnę kilka őp. tytuîów: "Mikroklan", "Informik", "Komputer" itp. Ten ostatni zapisaî się w mej pamięci wyjćtkowo niechlubnie. Po obiecujćcym starcie i kilku czy nawet kilkunastu dobrych numerach jego redaktorom zaszumiaîo w gîowach. Doszli do wniosku, ţe byli maîo ambitni i za komercyjni. I zaczęîy się coraz większe nudy i smuty - przynajmniej dla maîo zaawansowanego czytelnika nie posiadajćcego IBM (a z takiej perspektywy oceniam to pismo.) Poza tym doskonale im pamiętam (i to mnie szczególnie do dzisiaj draţni) obrzydliwe preferowanie jednego typu komputera względem drugiego. Mówićc krótko panowie redaktorzy "Komputera" ale i teţ "Bajtka" wraz z firmć KAREN przez dîugie lata lansowali poglćd "Nie masz komputera nad Atari a ST ich prorokiem". Pewnie teţ pamiętacie te dîugie artykuîy gîoszćce, ţe Atari to jest to, a Commodore to moţe i dobry komputer ale bardzo maîo popularny. Zresztć sama iloőç poőwięconego obu komputerom miejsca, oraz treőç artykuîów przemawiaîa sama za siebie. Polityka byîa prosta do rozszyfrowania. Poczćtkujćcy komputerowiec, zamierzajćcy dopiero nabyç sprzęt, kupowaî, w swym przekonaniu, fachowe i kompetentne pismo. I co? Atari, Atari, Atari, Atari. Aha. Znaczy Atari do dobry i popularny komputer z duţć iloőcić dostępnych programów, nieskomplikowany i przyjazny w obsîudze... myőlaî taki biedny naiwniak i leciaî do sklepu czy na gieîdę i kupowaî Atari. Firma Karen (zupeînym przypadkiem będćca dystrybutorem Atari na Polskę) zacieraîa ręce... Tu maîa dygresja. Jako czîowiek, który przeţyî juţ îadnych parę lat dawno wyrosîem z dyskusji "mój komputer jest extra a twój do d...." I nigdy nie twierdziîem, ţe to wîaőnie Commodore jest super a Atari to szmelc. Oba komputery majć i wady i zalety, tak jak kaţdy z nas je ma, a to ţe w tej chwili na őwiecie dominuje (w kategorii 8-bitowców) C-64 cieszy mnie ale nie napawa triumfem. Po prostu ktoő wygrywa więc ktoő musi przegraç... A nie jest nigdzie powiedziane, ţe wygrywa zawsze lepszy. Wygrywa ten, kto ma więcej szczęőcia. Zawsze staraîem się zachowaç wewnętrznć równowagę, nie daç się "zwariowaç". Stćd wîaőnie niewybredna propaganda proAtarowska napeîniaîa mnie obrzydzeniem - nie do komputera, nie. Do lansujćcych go ludzi! Uwaţaîem ich za duchowych dziedziców stalinowskiej (!) propagandy (ţeby nie uţyç   sîowa "goebbelsowskiej" !!!), której gîówna zasada brzmiaîa "kîamstwo powtórzone 1.000.000 razy staje się prawdć!" Czy pamiętacie te sîynne odpowiedzi i argumentację redakcji?! Listy krytykujćce ich postępowanie prawie nigdy nie byîy drukowane - wspominano o nich jako o "paszkwilach" i to w tonacji: "Zarzuca się nam uprawianie komputerowego rasizmu. To nieprawda. Çadnego rasizmu nie uprawiamy!. Po prostu lansujemy komputer pod kaţdym względem lepszy i popularniejszy w Polsce." Te nieliczne listy, które drukowano, opatrywano nieco dîuţszym komentarzem typu "to nie nasza wina, ţe jest tak maîo o Commodore a duţo o Atari. Po prostu Commodore jest maîo popularny a my się na nim specjalnie nie znamy (fachowcy, psiakrew!!!). Ale jeőli zechcecie wraz z nami wspóîredagowaç pismo i nadsyîaç artykuîy o waszych komputerach - to wydrukujemy je z przyjemnoőcić." Znam wielu ludzi, naprawdę dobrych w swym fachu, którzy posyîali niejeden raz artykuîy do tych pism. I co? Kamień w wodę... A pamiętacie moţe te czasy gdy na rynku pojawiîy się ST i Amiga? O, to byîo piękne! Eksponowano niţszć cenę ST ani wspomninajćc, ţe na tć niţszć cenę skîadaîo się min. koniecznoőç dokupienia stacji (pierwsze ST nie miaîy wbudowanych stacji!), koniecznoőç uţywania 2 monitorów (!), brak multitaskingu itp. Przyznawano, i owszem, ţe Amiga jest troszkę lepsza w generacji dűwięku, no ale za to ST ma wbudowany MIDI a Amiga nie. Ta ostatnia informacja jest prawdziwa jak najbardziej, tyle tylko, ţe jeőli nie masz w domu porzćdnego syntezatora to MIDI przydaje się jak umarîemu kadzidîo. No i bez przerwy piano hymny pochwalne na czeőç CALAMUSA - programu do DTP. Inna sprawa, ţe CALAMUS jest faktycznie doskonaîym programem i trudno mu "podskoczyç". Ale co przeciętnego posiadacza komputera, który zamierza sobie postrzelaç i ewentualnie coő spróbowaç programowaç, interesuje DTP? Wszystkie te zabiegi miaîy wytworzyç u czytelnika wraţenie, ţe Amiga i owszem jest OK, ale ST ho! HO! H O ! Szczytem byî artykuî w jednym z "Komputerów". Amiga kontra ST. No tak, Amiga to caîkiem niezîe sprzęcicho, ale takie... nietypowe... I te pretensjonalne ikony, bezîadnie porozrzucane po ekranie, w przeciwieństwie do funkcjonalnych i uporzćdkowanych na ST... itd. itd. itd. Moţna byîo orîa wywinćç analizujćc te wypowiedzi. Nietypowy sprzęt? Tzn. niepodobny do ST i IBM, czyţ nie? Gdyby Amiga miaîa skoőne klawisze funkcyjne, sîabszć grafikę i brzęczyk w miejsce cyfrowych generatorów dűwięku i gdyby jeszcze nazywaîa się, powiedzmy, Tramiel SSTT, o to byîby sprzęt t y p o w y tzn. taki, jaki ma w domu redaktor. Tu przypomina mi się dowcip "Kto to jest egoista? Czîowiek, który nie mówi o MNIE". A "pretensjonalne i bezîadne ikony"? Pokaţcie naszć gazetę np. Chińczykowi. Uzna, ţe ten alafabet jest pretensjonalny - jakieő porozgniatane robaczki zamiast normalnych, czytelnych "krzaczków"! I jak bezîadnie sć uszeregowane! Od lewej do prawej, zamiast normalnie - z góry na dóî! Przecieţ tego się nie da czytaç! To bez sensu! Czyli - wszystko to kwestia gustu. Jak komu pasuje. A najgorsze, ţe facet, piszćcy te bzdury d o b r z e o t y m w i e d z i a î... Wiedziaî i pisaî... Zatem traktowaî swych czytelników (a więc i ciebie) jak ostatnich d e b i l i, którym moţna wcisnćç kaţdć ciemnotę... I tego mu nigdy nie daruję. Bo rozumiem, ţe ktoő moţe byç strasznie gîupi ale dzięki róţnym ukîadom dorwaî się do gazety i pisze co mu őlina na jęzor przyniosîa. Rozumiem, ţe moţna byç najemnym pismakiem, który za parę zîotych udowadnia na îamach, ţe biaîe jest czarne (w to bawiîo się mnóstwo dziennikarzy na îamach innych, powaţnych gazet). Ale nie őcierpię, gdy ktoő uwaţa mnie za przygîupa i mówi jak do przygîupa. A niestety redaktorzy pism komputerowch zarówno kiedyő jak i teraz z luboőcić to czynić. Co zaraz udowodnię. * * * Doőç juţ gadania o dawnych grzeszkach. Wracajmy do wspóîczesnoőci. W pismach, tych, które przetrwaîy i tych co powstaîy, Amiga i Commodore odmieniane sć przez wszystkie przypadki. Ale tendencja do wymćdrzania się i pouczania, z piedestaîu Boga Ojca Wszechmogćcego, pozostaîa. Nadal jesteőmy instruowani co jest îadne a co be. Nadal wciskajć nam ciemnotę. I tu, by nie byç goîosîownym, podpieram się konkretnymi przykîadami. Jeőli macie pod rękć BAJTKI nr 8 i 12/91 oraz 1/92, a takţe TOP SECRET 6 i 7 - przygotujcie się do pouczajćcej lektury (nie dobieraîem specjalnie numerów tych pism. Wzićîem pierwsze z brzegu, by uniknćç podejrzenia o stronniczy dobór tekstów). Co mam konkretnie do zarzucenia redaktorom tych czasopism? A choçby sprawę legalnego oprogramowania. Od dîuţszego czasu w Polsce m ó w i się (i nic więcej) o wprowadzeniu praw autorskich na software. I patrzćc z boku uwaţam to za sîuszne i normalne. Bo niby czemu ktoő ma zarabiaç na cudzej pracy? Nie sięgajćc daleko - dlaczego sporo ludzi powiela FA i opyla go na gieîdzie skoro nawet palcem nie kiwnęli przy jego tworzeniu? I nic takim nie moţna zrobiç (chyba, ţe prywatnie daç im w ucho?) OK. Wprowadűmy w końcu tę ochronę. Jestem za! Ale irytuje mnie sposób w jaki zabierajć się do tego niektórzy panowie redaktorzy. Panowie dostali nagîego zaniku pamięci. Nagle zapomnieli, ţe przez dîugie lata bazowali TYLKO I WYĂŔCZNIE na programach kradzionych i piracko powielonych. Nagle zrobili się BARDZO porzćdni i legalni. Co, piractwo? Crackerzy, îamanie programów? A pfuj!... to bzidkie i nieîadne, prose pani! A ci handlujćcy na gieîdach? Ach! Och! To straszne! Ohydne! Wstrętne! Nielegalne! Jak oni mogć? POOOOLICJA!!!!! Panowie redaktorzy nie lubić tych wstrętnych gieîdowców, którzy "kasujć" szmal na sprzedaţy programów. Panowie redaktorzy wyraţajć się o nich kulturalnie i elegancko: "zîodziej" (Bajtek 8/91 w artykule "NAUKA"). Panowie gieîdowcy majć "brudne ręce" (Bajtek 1/92 opis gry CASTLES). A w ogóle sć nie tylko zîodziejami ale i "oszustami" (Top Secret 7). Krótko mówićc: gnój i syf i aţ się rzygaç chce gdy się patrzy na takiego gieîdowca. Wiadomo: kaprawe oczka, zielona őlina cieknie spomiędzy nielicznych i zepsutych zębów. W brudnej îapie trzyma garőç ukradzionego naiwnym dzieciakom szmalu. Wszy we wîosach, garb na plecach, a w ogóle to "zapluty karzeî reakcji", "fagas imperializmu", "zgniîy îeb Judasza" i "opita krwić ludu pracujćcego maîa pluskwa". Te kilka epitetów zaczerpnćîem z gazet wydanych na poczćtku lat 50-tych. Myőlę, ţe przydadzć się redaktorom pewnych pism, bo wyobraűnić to specjalnie nie grzeszć. A przecieţ takie wstrętne gieîdowe indywidua naleţy tępiç i gnębiç jak się da! Wszystkie chwyty dozwolone. Pokaţmy im jacyőmy to szlachetni i praworzćdni. Panowie redaktorzy zupeînie jakby zapomnieli, ţe sć częőcić tego systemu. No bo popatrzmy: pirat sprowadza program z Zachodu i puszcza go na gieîdzie. Program krćţy i krćţy aţ wreszcie ktoő robi do niego opis i wysyîa np. do Bajtka. Albo nawet sam redaktor robi opis tej gry czy uţytku. Opis zostaje zamieszczony w piőmie o nakîadzie 100.000 egz. Okoîo 10.000 ludzi oczy wychodzć na wierzch - taki ekstra program! Kurczę! Facet leci na gieîdę i kupuje wymarzonć grę. Pîaci - niech stracę - 20.000 zî. Kupa szmalu! Wydrzeç tyle naiwnemu dzieciakowi - to juţ prawdziwe zîodziejstwo, bandyctwo i oszustwo! (Zîodziejstwo - to piękne sîowo. Moţna je uţyç nawet w sytuacji gdy te 20 klocków przepîywa zupeînie dobrowolnie z kieszeni do kieszeni. Gdzie indziej taki proces nazywany jest handlem...) No, ile zarobili Bajtkowcy i Top Secretowcy na samym opisie, o, to juţ nie jest takie istotne. Oni sć czyőci. Nie handlujć kradzionym oprogramowaniem. Przecieţ od bodaj dwóch numerów opisujć tylko licencjonowane wersje gier... Çe co? Çe Bajtek szczyci się "rok zaîoţenia 1985"? Çe przez poprzednie lata jakoő niespecjalnie wspominali skćd się biorć te opisywane u nich gry? Aleţ wy się czepiacie. Waţne, ţe teraz juţ sć w porzćsiu. Co byîo a nie jest nie pisze się w rejestr - gîosi staropolskie przysîowie. Tak. Bajtek jest bez skazy. Poza tym oni przecieţ TYLKO opisujć te gry a nie handlujć nimi. A to coő zupeînie innego! Godnego szacunku! My uîatwiamy ţycie fanom gier. My tylko... Oni tylko wywoîujć popyt na te programy. W jaki sposób? No wîaőnie: recenzujćc gry i zamieszaczajćc zapowiedzi. To taka maîa aluzja do czytelników: popatrzcie na te gry; sć super! Kupcie sobie a nie poţaîujecie! To maîa aluzja do gieîdowców: sprowadűcie je! Zarobicie... (i my teţ). Ale my jesteőmy szlachetni i wspaniali a ty jesteő őmieciem! Handlujesz kradzionym! Jak ci nie wstyd! Wstyd? A niby czemu? Zwracam panom redaktorom uwagę na pewnć subtelnoőç. "To co nie zabronione - jest dozwolne". Czy zabroniony jest handel oprogramowaniem? Nie? No to przepraszam - ale o co chodzi? Ja na przykîad handluję oprogramowaniem (choç nie tylko), bo czemu nie? Pîacę potęţne podatki (w grudniu kilkanaőcie mln zî), jestem oficjalnie zarejestrowany jako firma. Państwo nie ma mi tego za zîe - raczej przeciwnie, bo na mnie zarabia. Nie robię zatem nic zdroţnego i nielegalnego - inaczej państwo nie braîoby w majestacie prawa cięţkich pieniędzy. To co, ţe w őwietle przepisów np. amerykańskich jest to nielegalne? Co mi tam! W őwietle praw Iranu picie piwa czy innego alkoholu jest przestępstwem. Czy to ma znaczyç, ţe nie powinienem piç piwa? Jeőli ktoő uwaţa, ţe tak byç nie powinno to niech się postara o zmianę przepisów a nie opluwa mnie na ulicy! Jestem czysty i niewinny w őwietle polskiego prawa i jeőli ktoő rzuci mi w twarz "jesteő zîodziejem" - bez wahania rćbnę pięőcić w nos! Tylko trzeba mieç nieco odwagi by rzuciç to komuő w twarz. Napisaç - proőciej. Więc hajda panowie! Poplujmy na ludzi! Nie majć jak oddaç, więc bez obaw! I tak, zdaniem Bajtka, zostaîem zîodziejem, bandytć, oszustem itp. Piękne dzięki. Miîo mi spotkaç tak subtelnych i dobrze wychowanych ludzi. Ludzi o podwójnym obliczu. Ludzi, którzy z jednej strony biorć ogromne pienićdze za lansowanie pirackich programów a z drugiej opluwajć tych, którzy im te pienićdze - poőrednio - napędzajć. Rozumiem, ţe inaczej im nie wypada. No bo ţeby powaţni redaktorzy pochwalali piractwo? E, to nie przejdzie. Rozumiem. Ale dlaczego robicie to, panowie, w tak chamski i dziecinny sposób? A potem dziwicie się, ţe wasze pismo nie ma powaţnej marki, ţe ludzie się  z niego nabijajć i traktujć jak kiepski ţart? Sami sobie wystawiacie cenzurkę i dajecie dowody swej ţaîosnoőci. Ot, w n-rze 8 ogîosiliőcie konkurs pod hasîem: "Co to za kraj, w którym zîodziej moţe podaç nie tylko miejsce, gdzie sprzedaje îupy i reklamowaç się we WSZYSTKICH PRĹCZ BAJTKA pismach i nic mu za to nie grozi?" (duţymi literami podkreőliîem istotnć częőç pytania, nawiasem mówićc po dokîadnym przeczytaniu jego treőci widzę, ţe jest sformuîowane w jakiő obîędnie bezsensowny sposób). Otóţ odpowiadam - takim krajem jest (chyba) Polska. A dlaczego chyba? Bo nie zgadzajć mi się tu sîówka "oprócz Bajtka". A nieprawda, kîamczuszki, nieprawda!. Çadne tam "oprócz"! Jesteőcie tacy sami! Udowodniç? A proszę bardzo! Otwieram ten sam numer Bajtka (8) na stronie 36. ATARAX - sprzedaţ wysyîkowa, katalogi gratis po przesîaniu koperty. A tuţ obok - jakieő studio komputerowe oferuje "peînć ofertę sprzętowć i PROGRAMOWŔ. Katalogi (oczywiőcie) gratis. Dalej? Proszę bardzo: strona 38. Lewy dolny róg: "ANWIKOL - wszystko do ATARI 8-bit. Tylko wysyîkowo." Raczej nie sprzedaje się komputerów wysyîkowo... Ale szukajmy dalej. Strona 40, prawy dolny róg:" ATARES - oprogramowanie na dyskach i kasetach w cenach hurtowych i detalicznych." No, nie wćtpię - na pewno licencjonowane kopie, ale dajćcy ogîoszenie zapominaî to napisaç... Maîo? No to zobaczmy! Strona 41, prawy dolny róg: "Twój komputer zarobi na Ciebie i Twć rodzinę"... Rozumiem, ţe nie chodzi tu o sprzedaţ oprogramowania a np. o uţywanie komputera jako őciereczki do naczyń i wydzierţawianie go potrzebujćcym... Starczy... To mówi samo za siebie. Inne przykîady moţecie sobie znaleűç sami; nie namęczycie się szukaniem. Wystarczy otworzyç dziaî ogîoszeń... Taaaak... Co innego piszemy co innego czynimy. Zaprzeczamy sami sobie. Szlachetne sîówka swojć drogć a pienićţki swojć. Nie popieramy piratów, no ale skoro nam pîacć... Pienićţki nie őmierdzć. Cóţ, ţe wyjdziemy na pazernych szmalu dwulicowców. I tak wmówimy czytelnikowi, ţe wszystkiemu winni sć ci wstrętni gieîdziarze - ci wredni i ţćdni pieniędzy oszuőci i zîodzieje o brudnych rękach... I na tym kończy się pierwsza częőç tego megafelietonu. Jak widaç jestem chyba nieco mniej skory do őmiechu niţ zwykle, ale czy - u diabîa - moţna byç w nastroju do ţartów stykajćc się z tak stęţonć iloőcić tego... no, brak mi sîów, (nawet tych brzydkich), jak Bozię kocham. Idę się odreagowaç. Zabiję kogoő albo wysadzę w powietrze Ratusz... Dokończenie za miesićc. LIFTER