Droga.... 2 Gdy Timi podesīaī mi artykuī o swoich perypetiach podczas kupowania komputerów, bardzo mi siė to spodobaīo i ja chciaībym cosik takiego napisaź. A wiėc moūe zacznė o tego jak siė zetknāīem z komputerem......... Gdy byīem maīym chīopcem.. to chciaīem zostaź radarowcem... Nie, nie, gdy byīem maīy jakoō baīem siė gier telewizyjnych, tych co byīy na salonie. Wynikaīo to raczej z tego, ūe zawsze byli tam duzi chīopcy którzy przeszkadzali mi w grach i bardzo siė takich silnych baīem. (choź teraz jakbym im strzeliī sztange, to by z salonu wylecieli) Miaīem wtedy z 8 lat. Mama nie chciaīa mi zbytnio dawaź na gry, ale zawsze cosik sobie zagraīem. Pierwsza gra jaka mi utkwiīa w pamiėci to, jak dobrze pamiėtam, nie byīa to w 100% gra komputerowa. Byīy to takie statki co sie w nie strzelaīo, wszystko dziaīo siė chyba mechanicznie. Caīkiem to mi siė spodobaīo. Póūniej spodobaī mi siė pacman i formuīki. Oj, na formuīkach to ja sporo przetraciīem, ta gra byīa zawsze wyjātkowo okupowana przez takich maīych brzdāców jak ja i czėsto dochodziīo do bójek kto ma zagraź. Nie raz wlaīem sīabszemu od siebie, gdy ten próbowaī sie wepchnź, a i ja dostaīem nieraz od starszego za bicie jego mīodszego brata. Tak wyglādaīy moje pierwsze kontakty z komputerem. Gdy chodziīem do 2 lub 3 klasy szkoīy podstawowej (teraz jestem licealistā, ale to dumnie brzmi) mój tata powiedziaī mi, ūe do jego znajomej przyjechaīa rodzina z Angli i przywieūli takie fajne gry co lubiīem. Konkretniej mówiāc byīo to Atari, oczywiōcie 8bit bez turbo. Ile to ja czekaīem na wgranie gry, ale warto byīo. Pierwszā grā mi zaprezentowanā byīa znana mi juū z salonów tzw. Ūabka. Poniewaū kiedyō w to sporo graīem, gra mi siė szybko znudziīa. Poprosiīem o innā. I znowu to czekanie.... Ale o, oto jest, gra o nurku. To juū byīo dla mnie bardzo ciekawe i nowe. Pīywaīo sie nurkiem, strzelaīo z harpunu. O ile sobie przypominam, grafika byla tak denna, ūe normalnie szok, ale grywalnoōź byīa ogromna. Gra ta bardzo mi sie spodobaīa. Graīem chyba bez przerwy z 4 godziny, nie myōlaīem o jedzeniu jakiegoō tam przygotowanego poczėtunku dla mamy i taty przez tā uprzejmā paniā co mi grė wīāczyīa, ja musiaīem graź! No ale w koncu i to mi siė znudziīo, wiec zostaīa wgrana nowa gra. Czoīg.... To byīo niesamowite. Grafika wyglādaīa chyba caīkiem nieūle, byīo kilka moūliwoōci strzelania z czoīgu, atakowaīy ciė samoloty, inne czoīgi, po prostu miodzio! Ta gra utkwiīa mi najbardziej w pamiėci ze wszystkich gier jakie do tej pory widziaīem. Zastanawiaīem siė nawet ostatnio, czy by czegoō takiego nie napisaź sobie dla draki w Amosie, ale doszīem do wniosku, ūe jest to zbyt pracochlonne i nie ma na takie zabawy czasu. Noc sie juū zbliūaīa, czas byīo siė poūegnaź z Atari. Zrobiīem to z īezkā w oku, póūniej prosiīem ojaca, ūeby mi cosik takiego kupiī. Powiedziaī jednak, ūe nie staź nas na taki wydatek. Co prawda nie byliōmy jacyō wyjātkowo biedni, ale na moje nieszczėōcie rodzina budowaīa dom i spory wydatek na zabawkė dla mnie nie wchodziī w grė. Ojciec jednak powiedziaī, ūe jeūeli bėdė siė kiedyō komputerami interesowaī, to mi kupi. Uwierzyīem i nie mogīem siė doczekaź tego dnia. Póūniej jak spotakaīem sie z moimi ówczesnymi koleszkami, to o tych grach opowiadaīem im z tydzieļ, a oni sīuchali z wyjātkowym zaciekawieniem nawet kilkakrotnie powtarzanej historii. Pózniej za jakieō póī roku mój kolega kupiī sobie takā mini konsolė do gier. No powiedzmy, ūe to byīa konsola. To byīa po prostu gra w w dwie paletki i kwadracik w wersji podīāczenia do telewizora. Byīo tam kilka gier, z tym ūe wszystkie opieraīy siė na tym samy: paletka i kwadracik. Spodobaīo mi sie coō takiego, nawet chciaīem to sobie kupiź, byīo to w miarė tanie, ale po kilku sesjach u kolegi gra mi siė znudziīa i zamiast tego kupiīem sobie chyba.... jakieō resoraki. Poūniej nastāpiīa maīa przerwa w moim obcowaniu z komputerem, no chyba, ūe obcowanie z komputerem to granie w przenoōne ruskie gierki. Mi siė spodobaīy jajeczka z wilkiem i sobie kupiīem. Byīy cool.... Przejdūmy o kilkanaōcie miesiecy do przodu. Chodze do 4 klasy. Nagle na apelu, dowiadujė siė, ūe moūna zapisaź siė na kóīko informatyczne do liceum!!! Tak, tak, liceum zorganizowaīo kóīko dla dzieci z podstawówki. Od razu sie zapisaīem. Liceum oferowaīo komputery Ewro. (czy to jest poprawna pisownia?)Tak na marginesie, to jak na tamte czasy byī to niczego sobie sprzėt,mieli oni chyba z 20 komuterów i z 5 stacji dysków. Wszystko byīo poīāczone w sieź. Ale co najciekawsze liceum ma ten sprzet do tej pory i za rok bėdė mógī siė uczyź informatyki ponownie na tym samy sprzėcie, co kilka lat temu. (Ogotay to w tym roku ma informatyke i siė uczy LOGO, dostal nawet 6 za procedurkė rusujācā jakāō bejeranckā bryīe). No dobra, ale wracajāc do czasów gdy chodziīem na to kóīko.... Odbywaīo sie ono raz w tygodniu, w poniedziaīki, przez dwie godziny. To byīo piėkne, kaūdego poniedziaīku wyczekiwaīo sie jak zbawienia, a póūniej juū z godzinnym wyprzedzeniem byliōmy na party please (he, he). Te kilkanaōcie godzin spėdzonych w pracowni informatycznej miaīo dla mojego ūycia duūe znaczenie. Najpawdopodobniej bym sie nie zainteresowī komuterami w tak duūym stopniu. Poznaīem trochė logo, umiaīem narysowaź w nim domek. Ale najlepsze byīy gry. Nie byīo nawet dzoja, graīo sie na takim niby joypadzie, cztero przysiskowym. Maīo kto dopchaī sie to gry, grami rzādziī taki paskudny, grypy licealista. Byī to chyba kot, bo nami to rzādziī, ale jak zobaczyl jakiegoō starszego gostka to byī wyjātkowo przyjemny. W kaūdym bādū razie klijent jakoō mnie nie lubil i nie dawaī mi czėsto pograź. (jakbō to czytaī, obleōny grubasie, co jest raczej 0.00001 prawdopodobne, to mam 'mesejdū' do ciebie: "Chetnie bym ci walnāī w ten paskudny bebeh, aū by ci sie orėūada z komuni odbiīa" Czasami przychodziī tylko mój kuzyn z 4 klasy i przestawiaī tīuōciocha. Po jakichō trzech miesiācach, przestaīem uczėszczaź na zajėcia. Po prostu nie pasowaīy mi godziny, w czasie kóīka miaīem inne obowiāzki. Na okoīo rok przestaīem mieź kontakt z komuterem. Zafascynowaīy mnie filmy video i telewizja satelitarna. Jakoō w poīowie 5 klasy przyjechaīy do naszego miasta nowe gry telewizyjne, tj. nowa buda. Z maīā nieōmiaīoōciā poszīem i od razu przypomniaīo mi sie o komuterach. Zapragnāīem mieź komuter. Po okoīo roku miaīem C-64. Konkretniej, przed rozpoczėciem roku szkolnego, kiedy to szīem do 6 klasy, miaīem wīasne C-64. Przed kupnem z kolegā snuliōmy wiele domysīów jak ten komuter bedzie sie obsīugiwaīo, czy trzeba mieź dwa komputery, ūeby przegraź grė, czy moūna byīoby graź jednoczeōnie na dwóch telewizorach........ Miīy pan w sklepie wszystko mi īadnie tīumaczyī, jak wgraź gre, jak podīāczyź etc. Ja byīem tak zafascynowany, ūe i tak go nic nie zrozumiaīem. Zapamiėtaīem tylko, ūe nic nie wolno podīāczaź, gdy koputer jest wīāczony. I szczėcie, ūe to wiedziaīem, bo jak by nie, to bym go szybko zepsuī. W moim mieōcie nikt nie miaī C-64, w kaūdym bādū razie jeszcze takiej osoby nie znaīem. Sam z moim kumplem (hi Artek) siedzieliōmy przez caīy dzieļ, od 6.00 (tak rano wstaīem) do 12.00 (póūniej to juū przyszīa matka Artura, bo siė zaczėīa niepokoiź) Doszliōmy do tego jak wgrywaź gry, jak przegrywaź, jak graź. C-64 miaīem podīāczony do telewizorka czarno-biaīego i w dodatku nie miaīem gīosu. Po jakimō czasie, tj na nowy rok miaīem kolorowy monitor. To byīo to... Zresztā ten monitor, 1802 do tej pory mi sīuūy i obsīuguje mojā Amisie, robi to caīkiem nieūle, ale myōle o kupnie innego, choź wolė sebie dokupiź do kompletu CD-32. Ale, odbiegīem z lekka od tematu..... Pózniej kupiīem stacjė dysków. Zaczāīem jeūdziź na gieīdy, zetknāīem sie z Amigā i od razu zpragnāīem jā mieź. Sprzedaīem okazyjnie C-64, a raczej w maīym sklepiku gdzie kupiīem Amige, dokonaīem maīej wymiany, C-64 +stacja + dopīata. Ale byīy przeboje z kupnem Amigi. Najpierw pojechaīem do Īodzi i uzgodniīem z gostkiem ze sklepu, ūe jutro sie pojawiė. Przyjeūdzam na drugi dzieļ, a tu agenta nie ma. Czekam 10 minut, 20, póī godziny, krew mnie zalewa, a tu gostek jednak sie zjawia. Wymiana, sprawdzenie C-64, nauczenie mnie obslugo Amisi i juū mam sprzėt u siebie w domu. Oczywiōcie po podīāczeniu do mojego monitora miaīem obraz czrno-biaīy, musiaīem kupiź modulator. Potem to juū poszīo jak po maōle. Raczej nie byīo specjalnych przebojów, za rok staīem sie posiadaczem A1200, poūniej HD i tak dalej......To byīoby chybana tyle. O, jeszcze jedno... Teraz gdy czytam artykuīy o viritual reality, to podobnie sie czujė,jak kilka lat temu nie majac komputera wpadī mi w īapy Bajtek i zaczāīem zapoznawaź siė z wiadomoōciami o A1000. Nie wierzyīem, ūe coō lepszego bėdzie staīo na moim biurku. No, a moūe za 10 lat, bėdziemy oglādali demka w rzeczewistoōci wirytualnej.... tego sobie i wam ūyczy, koļczāc ten przydīugi artykuī: FRANCKEY / S.A.F P.S Special thanx to TIMI za podsuniecie mi pomysīu na napisanie artykuīu i podziėkowania do gostka, co siė nazywaī Baki, to ten sprzedawca, co wziāī mojego C-64 i z dopīatā daī A500. Jakby nie on, to mógībym siė nie zetknāź tak szybko ze wspaniaīā Amisiā.