Work -- ˝ąWIERSZYDÎAľ° -- Aleksander hrabia Fredro przedstawia: ˛"Sztuka obîapiania"°-fragmenty Ci, co nie lubić dziaîaç w tym zawodzie, Lub którym brzuch jest na przeszkodzie Siadajćc biorć na siebie prawiczkę, I jakby na pal nadziewajć piczkę. Niebezpieczeństwo takie wtem zachodzi, Ţe jak zbyt nagle kusica ugodzi I przedrze bîonę i otworek piczny- Dowód tęgoőci, ów pierd impetyczny. Moţe lenistwo ukaraç hultaja, Daç kontuzyję i okopciç jaja. A co najgorzej, trafia się przypadek, Gdy prostopadle nie przyciska zadek, Ţe się w bok kuőka zwichnie i nachyli- Wtedy i puszkarz, chociaţ się wysili, Wzićwszy po stronie,nie da jej cel prawy. Bo to nie lufka mój panie îaskawy! Więc z krzywć kuőkć musisz potem chodziç. I do niej krzywej dupy wynachodziç. Caîa obîapka z dwóch częőci się skîada; Z tych krocie róţnych sposobów wypada. Pierwsza częőç jest ta, w której sama siîa Zmysîów poczćtek i koniec sprawiîa. W drugiej nie tylko ciaîo się porusza, Lecz lubieţnoőci uţywa i dusza. Sîowem,bym nie wlazî w czcze rozumowanie, Z którego moţe wyjőç nie byîbym w stanie, Z którego szczerze kpi őwiata poîowa, Bo rozumowaç moda juţ nie nowa, Powiem krótko: Jeden ma gust taki, Ţe mu niemiîe wszystkie koperczaki; Lubi wygodnie wypiűdziç dziewczynę, Nie pytajćc się nigdy o przyczynę, Czy te fawory przez miîosne ţćdze Sprawione, czyli przez lube pienićdze. Inny zaő twierdzi; By czuç naleţycie, Trzeba w obîapie postępowaç skrycie. Kochaç się, miewaç trudnoőci tysićce, A tak nie zgasnć pragnienia gorćce. Jeden i drugi moţe w tem nie bîćdzi, Bo nie ma prawa, gdzie tylko gust rzćdzi. Ja takţe lubię wieőniacze dziewczęta; W nich zdrowie, pięknoőç i natura őwięta. Ale trudnoőci potrzeba niewiele, Bo kwiat jest zwiędîy, gdy się sam juţ őciele. W ciemnym przedsionku czekaîem czasami, Jak na przesmyku, ukryty za drzwiami, I pokojówkę, gdy wyszîa przypadkiem, Wiodîem ze sobć, schwyciwszy ukradkiem. "Ej Panie... ej pfe...kto nadejdzie...Panie!" Szepcze a jednak i chwili nie stanie, Lecz idzie w miejsce upatrzone wprzody, Na jaki murek lub na ciemne schody. Tam gniotćc usty o őcianę opieram, Lekkć spódniczkę z koszulkć poddzieram... Juţ me kolana między kolanami... Pieszczę się trochę z ciepîemi udkami, Z maîym kędziorkiem, który kaţdy lubi, Co swć gęstwinkę aţ na brzuszku gubi... Nareszcie w krzyţach robię się wypięty, By zamach z doîu potęţniej byî wzięty... Ach...ach juţ sunę, juţ mi jajca dzwonić... I gdy miîoőnie jednć chwytam dîonić Cyckę spręţystć, co wesoîo buja, Drugć pakuję sterczćcego chuja. Ţwawo dopycham... wznoszć się westchnienia... Moje rozkoszy-jej zaő gîos sumienia. Bo chociaţ sama tęgo dupć chwieje, Wcićţ woîa:"Ej ! pfe!, ej to się űle dzieje". Zwaţajcie-ţ teraz wy ludzie zepsuci, Coőcie wőród miasta z czuîoőci wyzuci, Jak we wieőniaczce natura jaőnieje Jak w jebcu woîa:"Űle się dzieje". Jak nawet dupć gdy najmocniej rusza, Widzieç się daje najczystsza jej dusza. Mówcieţ więc, mówcieţ, czy choç jedna przecie, Czy choç raz jeden dama w waszym őwiecie, W őrodku zbyt czuîej jebliwej roboty, Dozna cokolwiek sumienia zgryzoty? Nie!-Jeszcze zawsze wierzgajćc nogami Gniewliwie mówi:"dopychaj mon Ami". I tylko wówczas pewnie "ej pfe" woîa, Gdy jć kto jebaç więcej juţ nie zdoîa. ą------------------------------------------------------------------------------° Motyw z Cats`a: ˛"Romantyczna Sexlokomotywa"° Sîuchaj dzieweczko!-Ona nie sîucha. Przesunćî więc rękć od piersi do brzucha. Buch-jak gorćco! Uf-jak gorćco! Tyţeő to w nocy? To ty Jasieńku? Jam ci najdroţsza! Więc wchodű pomaleńku! I wszedî w nić powoli jak ţóîw ocięţale. Ruszyî dwa razy wolniutko, ospale. Szarpnęîa się trochę. Przycićgnćî z mozoîem. Nogami się zaparî o krzesîo za stoîem... I teraz przyőpieszyî i pchnćî nieco prędzej, I dudni i stuka, îomoce i pędzi. A dokćd? A dokćd? A dokćd? Na wprost! (Klęczaîa wygięta w pozycji "na most") A on jć w tę szparę, w ten tunel, w ten las I spieszy się, spieszy by zdćţyç na czas. Aţ îóţko turkoce i krzesîo teţ puka, A Jasiu jć stuka i stuka i stuka. Tak gîadko, tak lekko, tak calem za cal Wyjmowaî i wkîadaî ten narzćd jak stal. A ona spocona, zziajana,zdyszana Legîa na plecach, uniosîa kolana Zdziwiona tym wszystkim co się z nić dzieje Pyta się Jaőka, pyta i őmieje: A skćdţe to jakţe to czemu tak gnasz!? A co to to, co to to, co ty mi pchasz!? Ţe wali, ţe dudni, ţe bucha buch buch!? Ach jakţe, ach jakţe, ja lubię ten ruch! I gna jć i pcha jć i akcję swć toczy I tîoczy jć Jasiu uroczy i tîoczy Nagle...őwist Nagle...gwizd Buchnęîo-buch! I stanćî ruch. Oj gdzie mi zniknćîeő? Chcę jeszcze Jasieńku! Próbuje go znaleűç rękć po ciemku. A on juţ bez ducha, maîy,skulony, Őpi nieboraczek choç akt nieskończony. Więc strzela biedna wokoîo oczyma. Dziwi się temu co w ręce trzyma, I pîacze, narzeka na los swój niewieőci, W końcu się sama ze sobć pieőci. A Jasiu? Znaî prawdy nieznane dla ludu. Przeczytaî Wisîockć. Chciaî teraz cudu. Sćdziî, ţe starczy ta szybkoőç, ten ruch Technika, pozycja i owo "buch buch", By ţonę rozpaliç do ognia biaîoőci. A ona pragnęîa teţ innej miîoőci. Miîoőci zawartej w spojrzeniu iskierce Więc Jasiu prócz kuőki - miej takţe i serce. caîoőç wklepaî ą Mr°.˛Big°