Work -- ˝ąWYJAZD_NA_FILM°ľ -- Dnia ˛ 3.9.93° udaliőmy się caîć pakć na premierę filmu ą Jurrasic Park°, czyli ˛ Park Jurajski°. Na dworzec spóűniliőmy się póî godziny, ale na szczęőcie pocićg zrobiî to samo (wyszîo na to, ţe zaîapaliőmy się). Przedziaîy byîy peîne, a więc ˛"przez pomyîkę"° przesiedliőmy się do pierwszej klasy, lecz najpierw byliőmy zmuszeni uőwiadomiç paru starszym paniom, ţe to nie ich miejsca. Dobiîa nas czystoőç przedziaîu, więc bez namysîu oddaliőmy mocz na pobliskie siedzenie, które akurat byîo wolne. Oprócz zbicia jarzeniówki i dwukrotnego uţycia hamulca bezpieczeństwa nie zrobiliőmy nic specjalnego. Do Wrocîawia dojechaliőmy ą 10 minut° przed rozpoczęciem filmu. Z powodu deszczu, do kina dotarliőmy póî godziny za póűno. No, ale nic. Zakup biletów utrudniaîa nam sama pani kasjerka, która kurczowo trzymaîa się tezy , ţe wszystkie bilety zostaîy juţ wyprzedane. Niestety nie podzielaliőmy jej zdania i po paru ciosach nie byîa zdolna do dalszej pracy. Z powodu niedomagania kasjerki postanowiliőmy sami podzieliç sie biletami, ale po otwarciu sejfu okazaîo się, ţe denatka miaîa rację. W zwićzku z tym udaliőmy się do innego kina na drugiej stronie ulicy i tam nabyliőmy bilety bez przeszkód, a nawet po obniţonej cenie. Do następnego seansu zostaîo jeszcze póîtorej godziny, więc poszliőmy do monopolowego zakupiç parę˛ flaszek°, a takţe trochę ˛ piw°. Niestety potem, pod wpîywem alkoholu wszystkie őwiatîa wydawaîy się nam zielone, co kilu kierowców przypîaciîo stratć auta. Nie wiedzieliőmy dlaczego majć do nas pretensje, więc stuknęliőmy jednego pustć flaszkć, a potem wzięliőmy go na buty. Ale byîa zabawa. Chociaţ deszcz padaî jak dziki, na ulicy zebraîo się trochę typa i podziwiaîo nasze wyczyny. Bezproblemowo dotarliőmy do kina i zajęliőmy najlepsze miejca. Naprawdę nie wiedzieliőmy dlaczego niektórzy kinomani bardzo się na nas oburzali, ale zawsze ąRoman° studziî ich zîoőç starannie trafiajćc z bańki w sam őrodek nosa. Kiedy őwiatîo zgasîo, w końcu dali nam spokój. W czasie kroniki filmowej krzyczęliőmy i staraliőmy się doharkaç do ekranu. Niestety siedzieliőmy na balkonie i większoőç wydzielin spadaîa z gîoőnym˛ "chlup"° na ludzi siedzćcych nieopodal. Polaliőmy jeszcze nieco z flaszek i alkohol coraz bardziej uderzaî nam do dyń. Potem pojawiîa się jakaő pani z latarkć i powiedziaîa, ţebyőmy pokazali jej swoje bileciki. Staraliőmy jej wytîumaczyç, ţe zjedliőmy je jako zagrychę do wódki. A ta dopiero wtedy zaczęîa się burzyç i ą Roman° zmuszony byî uţyç przemocy. Pani z latarkć powiększyîa grono ciaî leţćcych naokoîo ą Romana°. Wreszcie kurwa zaczćî się film. Na poczćtek Spielberg zaserwowaî brutalny pokaz zjadania murzyna przez dinozaura, na co zareagowaliőmy gromkim őmiechem. Ale fajnie wybauszaî gaîy i wycićgaî skrwawionć juţ dîoń do pracowników parku jurajskiego, którzy go olali. Pierwsza ofiara filmu. My natomiast jeszcze po paru piwach poczuliőmy nagîć potrzebę rzucenia pawia. Nie chcieliőmy traciç dobrego wćtku filmu i dlatego puőciliőmy miecze, nie ruszajćc się z miejsca. Jedynie ąSzczepan° wstaî i dorzygaî do samego ekranu, tak ţe do końca seansu nie mogliőmy zobaczyç, co się dzieje w prawym dolnym rogu.Potem ąMr.Big° skoczyî po jeszcze trochę piw i dopiero wtedy zaczęîa się őwietna zabawa. ą Neuromancer° chcćc się odlaç na dolne rzędy, spadî z balkonu i dîugo kurwiî na goîej posadzce. Potem ą Larry° wymyőliî zabawę w rzucanego i zaczćî przyjebywaç pustymi butelkami (moţe niektóre nie byîy puste) w glacę jakiegoő dziadka, która denerwujćco fosforyzowaîa. Krew przytîumiîa odbicie őwiatîa, a dziadek legî w honorach pod swoim siedzeniem. Do końca seansu przetrwaliőmy rzygajćc paluszkami i wafelkami "hanuta". Tylko ą Szczepan° rzygaî "Snickersem". Po opuszczeniu obiektu uţytecznoőci publicznej, jakim byîo to kino (przed naszym przyjazdem),udaliőmy się na skwerek, gdzie z przechodniami podzieliliőmy się opiniami na temat filmu zachęcajćc do jego obejrzenia. ąNeuromancer° - po tym kurwa, jak spadîem z balkonu, nie pamiętam nic oprócz moich skrwawionych nóg, którymi spadajćc zabiîem jakćő starszć kobiecinę. ąRom° - byîo naprawdę fajnie,tylko ci dzisiejsi ludzie sć naprawdę twardogîowi. Pewien gostek zasîoniî mi napis The End,co skończyîo się dla niego tragicznie (nos mu poszedî). ąSzczepan° - ja nic z tego filmu nie pamiętam, bo caîy byîem obrzygany, bo (z dumć) sam się obrzygaîem. ąLarry° - ja tam kurwa nic nie wiem. Po tym jak dobiîem tego dziada, miaîem duţe nieprzyjemnoőci, bo moja biaîa kurtka caîa umazana byîa RH- tegoţ faceta. ąMr.Big° - Zapomniaîem okularów i nie mogîem zobaczyç ekranu, ale sîyszaîem, ţe film byî dobry. Potem spîukani udaliőmy się w stronę dworcowych automatów (do gier palancie) poţyczajćc trochę gotówki od jakiegoő pana w okularach. Jeden cios z bańki i po okularach (ale mu fajnie pękîy). Potem kurwa nie mogliőmy skończyç Vendetty, więc zdemolowaliőmy automat. Zdania pana za ladć i nasze nieco się róţniîy, więc... (zadziaîaî ą Rom°). Potem zrezygnowany ą Szczepan° obrzygaî symulator lotu, ą Mr.Big° wyrwaî "niechcćcy" gaîkę sterowniczć, a potem wszyscy wyszliőmy zadowoleni i poczęliőmy popierdalaç w stronę szaletu dworcowego. ą Larry° nie zdćţyî dobiec do kabiny i zesraî się do pisuaru.Dziwiî się, dlaczego nie moţe spuőciç wody. ą Neuromancer° z impetem staraî się otworzyç kabinę, w której siedziaî jakiő goőç. Udaîo mu się to dopiero po trzecim rzucie umywalkć w drzwi. Facet miaî takć minę, jakby mu ktoő w twarzy dziurę zrobiî (bo i tak byîo). Po skończonej toalecie nie zdćţyliőmy zapîaciç, boą Roman° jednym ruchem zapakowaî nieprzytomnego juţ szambelana (od szamba) gîowć do muszli. Droga na peron dîuţyîa się niesamowicie, więc postanowiliőmy coő zjeőç. Afera zaczęîa się dopiero wtedy, gdy ą Roman° oderwaî dozownik serwetek z budki z hot dogami. Poniewaţ nie mięliőmy czasu, ą Roman° uőpiî ekspedientkę bez niepotrzebnych dyskusji - ciosem z gîowy. Do pocićgu dostaliőmy się o dziwo bez dalszych przygód. ąSzczepan° nasiuraî do maszynowni, co opóűniîo w niewielkim stopniu odjazd poőpiechu. Byîo kurwa koîo dwunastej w nocy (przynajmniej tak mówiîa ostatnia ofiara ą Romana°). Jeszcze nigdy się tak nie baliőmy, bo w pocićgu nie byîo őwiatîa i wszystko, co się ruszaîo traktowaliőmy z gazu. Kiedy wîćczyli prćd, przedziaî wyglćdaî jak pobojowisko, cuchnęîo odorem trupów, dlatego skorzystaliőmy z kolejnego. Czuliőmy, ţe powoli trzeűwiejemy. Rom zaczćî się bawiç gazemą Neuromancera°, co skończyîo się tragicznie, szczególnie dlaą Larrego° (biedaka sparaliţowaîo). Na szczęőcie wróciî do siebie. W końcu dojechaliőmy do naszego rodzinnego zasranego, parszywego, zawszonego (niech ţyjć patrioci) miasta. Wszyscy rozeszli się do domów z wesoîć pieőnić na ustach: ˛- Film byî fajny, ale nic nie pamiętamy. ą Ole!° Na filmie byli,za bilety zapîacili, recenzję przedstawili no i kino rozwalili: ąL˛aąr˛rąy° &ą N˛eąu˛rąo˛mąa˛nąc˛eąr° &ą R˛oąm° &ą S˛ząc˛ząe˛pąa˛n °&ą M˛rą.˛Bąi˛g