Czternasty numer Silesii przyniósî ze sobâ kilka tekstów traktujâcych o Bogu i religii. Jedyny w swoim rodzaju jest art sygnowany przez MTF, zatytuîowany krótko ,,Bóg''. W wielkim skrócie: autor stara sië wykazaê, ûe wszystkie religie to wielka lipa, a wszelcy bogowie sâ tylko kosmitami, którzy wykorzystali sîaboôê umysîowâ naszych przodków sprzed kilku tysiëcy lat. Poniewaû juû we wstëpie zostaîem nazwany przez autora ,,idiotâ, debilem i analfabetâ'', (gdyû ômiem wierzyê w Boga jako istotë stojâcâ ponad materiâ), caîy drûâcy z podniecenia zagîëbiîem sië w lekturze, w nadziei przeûycia przygody intelektualnej.

Ze wstëpu dowiadujemy sië, ûe MTF WIERZY w istnienie istot pozaziemskich, WIERZY, ûe Bóg jest klasycznym przypadkiem takiej istoty oraz nie powaûa wiary w Boga jako istoty nadprzyrodzonej. Nie bardzo rozumiem, gdzie w takim razie tkwi róûnica miëdzy wiarâ autora a mojâ: obie opierajâ sië na przyjëciu za prawdziwe pewnych niesprawdzalnych (przynajmniej na gruncie nauki) zaîoûeï. Najciekawsze jednak jest to, ûe MTF chce UDOWODNIÊ prawdziwoôê swojej WIARY posîugujâc sië naukowymi (w jego mniemaniu) dowodami!

,,Jak wiadomo ktoô kto wîada wiedzâ i technikâ dla innych niezrozumiaîâ czësto jest uwaûany za Boga.'' Pewnie, ûe wiadomo - specjalistyczna literatura opisuje tysiâce takich przypadków, a to tylko wierzchoîek góry lodowej. Sam po kryjomu czczë inûynierów od Intela ;). Mówiâc powaûnie: nie mam bladego pojëcia, na jakich podstawach MTF opiera swoje bîyskotliwe wnioski. Zapiski historyczne dokumentujâce pierwsze kontakty pomiëdzy ziemskimi cywilizacjami pokazujâ, ûe czynniki wywoîujâce poczucie innoôci to przede wszystkim róûnice w kolorze skóry, budowie ciaîa, ubraniu, jëzyku i zachowaniu. W ekstremalnych przypadkach prowadzi to do uznania obcych za nie-ludzi, istoty nadprzyrodzone. Przy dîuûszym jednak obcowaniu aura niesamowitoôci przygasa, czîowiek nie jest w stanie dîugo udawaê anioîa :). Klasycznym tego przykîadem byîy zajôcia w trakcie wizyt Hiszpanów w dziewiczej Ameryce koïca XV i poczâtku XVI wieku. Poczâtkowo konkwistadorzy byli traktowani przez tubylców jak bogowie, gdyû byli biali, nosili brody i... dosiadali koni. Zwierzë to byîo wtedy nieznane w Nowym Ôwiecie a indiaïskie podania niosîy ze sobâ opisy nieziemskich istot, które jako ûywo kojarzyîy sië z przybyszami z Europy (dla przykîadu: Inkowie widzieli w zbieraninie Pizarra wysîanników Wirakoczy, Aztekowie utoûsamiali Corteza z Quetzalcoatlem). Najeúdúcy próbowali wykorzystaê të uzyskanâ przypadkowo przewagë, lecz maskarada nie mogîa trwaê w nieskoïczonoôê: postëpowanie biaîych staîo w jawnej sprzecznoôci z naukami przekazanymi przez wspomniane dobre bóstwa, opisów ich poczynaï na podbijanych terenach nie powstydziîoby sië ûadne splatterpunkowe opowiadanie...

Z dalszej lektury moûemy dowiedzieê sië, ûe mianem UFO powinno okreôlaê sië przejawy pozaziemskiego ûycia a nie, jakby wynikaîo z rozszyfrowania tego skrótu, niezidentyfikowane obiekty latajâce. Nic to, ûe od dawna funkcjonuje akronim ET (Extra Terrestrial, po naszemu Nieziemiec); skoro wielce oôwiecony MTF nie raczy go uûywaê, to tak jest prawidîowo i basta.

To nie koniec rewelacji: w gîównej czëôci tekstu autor przeprowadza dowód prawdziwoôci swojej (a raczej Ericha von Daenikena) tezy, posîugujâc sië tylko i wyîâcznie zaîoûeniami! Z tego gdybania wynika (???), ûe Jezus byî krzyûówkâ kosmity i czîowieka, z sobie i swoim ziomkom wiadomych powodów robiî ludziom wodë z mózgu, wobec czego caîâ religië chrzeôcijaïskâ moûna z czystym sumieniem wrzuciê do kosza. W trakcie ôledzenia owego naukowego wywodu dowiadujemy sië mimochodem, ûe:

Dalej nastëpuje krótki wtrët dotyczâcy wierzeï Greków i Rzymian, umieszczony chyba po to, by czytelnik nie miaî wâtpliwoôci co do sympatii, jakâ MTF darzy WSZYSTKIE religie. Zastanawia mnie sposób myôlenia ludzi jego pokroju: jako czîonkowie spoîeczeïstwa koïca XX wieku niejako obligatoryjnie odrzucajâ wszystko, co w ich mniemaniu kîóci sië z tak zwanym naukowym spojrzeniem na ôwiat, przy czym ich postëpowanie nosi wszelkie znamiona tego znanego z ludowego przysîowia o stryjku, siekierce i kijku. Zamieniajâ bowiem wiarë w Boga (która, wedîug nich, jest anachroniczna i nienaukowa) na WIARË w... maîe zielone ludziki! Bo jakûe inaczej moûna to nazwaê, skoro nie ma ÛADNYCH dowodów istnienia pozaziemskich cywilizacji, a tym bardziej ich wizyt na naszym globie? Tysiâce niewyraúnych zdjëê, setki relacji ludzi, podajâcych sië za naocznych ôwiadków, kilka publikacji domorosîych naukowców - czy to ma byê caîa naukowoôê tej nowej, lepszej religii? Jeôli ktoô opowiada sië po stronie nauki i jednoczeônie uûywa tego typu argumentów, to albo uwaûa swoich odbiorców za póîmózgi, albo sam powinien udaê sië do odpowiedniego specjalisty. Przecieû zdjëcia moûna bardzo îatwo spreparowaê, rzekomi ôwiadkowie mogâ opowiadaê niestworzone historie w celu zdobycia rozgîosu, zaô ksiâûki o tej tematyce sprzedajâ sië jak ciepîe buîeczki - nawet Mickiewicz by sië skusiî;) (,,I co sâ jakieô argumenty przeciw??? Coô jest niemoûliwe??? Tak myôlaîem.'').

Jeszcze krótka uwaga na temat rzekomej naiwnoôci i gîupoty naszych przodków, która (oczywiôcie zdaniem MTF) leûy u úródîa wszystkich religii ôwiata. Otóû w starohinduskich ksiëgach, pochodzâcych sprzed kilku tysiëcy lat i zwâcych sië Wedy (czyli wiedza, prawda) moûna odnaleúê wiele wzmianek o wizytujâcych Ziemië istotach z innych planet. Pomimo tego, ûe owi goôcie dysponowali wspaniaîâ technikâ, nie sâ nazywani bogami, lecz okreôlani jako póîbogowie - istoty co prawda potëûniejsze od ludzi, lecz mimo wszystko ômiertelne, nie majâce nic wspólnego ze Stworzycielem. Zaiste, wielka to ciemnota...

Na zakoïczenie, ûeby nie byê posâdzonym o prowadzenie jakiejô wojny ideologicznej, podajë do wiadomoôci czytelników, co nastëpuje:

Cooler (25.09.97)

PS: Wszystkie cytaty pochodzâ z tekstu ,,Bóg'', autorstwa MTF.