,,Opadnâ tynki, patyna zeûre kamieï,
W podskórnych wodach zgnijâ fundamenty.
Nie myôl, ûe nadzieja kîamie,
nie umarî, kto jest tylko ôniëty.''
(Aleksander Wat, ***)
Poniewaû maîo dostaîem do tego numeru artykuîów, a czymô miejsce wypeîniê trzeba, postanowiîem daê upust moim chorym gustom i zaserwowaê Wam, Drodzy Czytelnicy, zbiorek wierszy róûnych, naprawdë róûnych poetów. Czytajcie to jak notatnik -- a moûe jak bezîadnie rozîoûone kartki powyrywane z róûnych ksiâûek. Nie znajdziecie tu ûadnego logicznego zwiâzku miëdzy tymi wierszami, nic, zupeînie nic. Tylko mój gust, przypadek wyboru którejô z ksiâûek z biblioteczki... Nic wiëcej. Byê moûe jest metoda w tym szaleïstwie, ale nawet ja jej nie dostrzegam :-)
-- ,,Patrz
ôwiatîo sië ulatnia
jak zapach z amfor.''
-- ,,Nie trzeba poezji,
poniechaj metafor.''
-- ,,Noc nas zdybaîa
ugniata w îapach
Dzieï sië ulotniî
jak zapach.''
Gîos ustaî. Gwiazda zgasîa.
Duszno parno.
-- ,,Bâdú ufny! Wytëû oczy!''
Czarno.
Wyciâgniëci w dîuga linië to pojawiajâ sië to niknâ miëdzy zielonymi
wyspami
Sunâ wëûem, broï ich bîyska w sîoïcu - sîyszysz, jak dzwoni.
Patrz, srebrna rzeka, w niej bryzgi spod kopyt, konie zatrzymujâce sië,
ûeby piê.
Patrz, ogorzali ludzie, kaûda grupa i kaûdy z nich jak obraz, mniej
gorliwi odpoczywajâ w siodîach,
Niektórzy wynurzajâ sië na drugim brzegu, inni dopiero wjeûdûajâ w bród
- podczas gdy
Proporczyki czerwono-niebiesko-ônieûnobiaîe
Wesoîo furkoczâ na wietrze.
W ôrodku dnia ônië,
Ûe jestem z niâ. W nocy ônië,
Ûe jest przy mnie. Ma swoje pudeîko
Z kolorowymi niêmi. Widzë, jak pochyla sië
Nad swoim woreczkiem z jedwabiem. Ceruje
I przerabia moje ubrania, martwiâc sië,
Ûe mogë wyglâdaê obdarty. Nieûyjâca, czuwa
Nad moim ûyciem. Ciâgîa pamiëê o niej
Prowadzi mnie ku ômierci.
Nie ma takiego miejsca,
by strzaîa puszczona z îuku
miaîa prawo powiedzieê:
Tu jestem
Tu
Achilles nie jest w stanie dogoniê ûóîwia.
A jednak
Achilles zawsze dogania ûóîwia.
A strzaîa: ,,Tu byî poczâtek lotu mego
A tu jest meta moja!...''
Zaczekaj
dogoni cië.
I ty powiesz:
tu -- tu -- tu meta moja.
Kaleczâ sië i drëczâ
milczeniem i sîowami
jakby mieli przed sobâ
jeszcze jedno ûycie
czyniâ tak
jakby zapomnieli
ûe ich ciaîa
sâ skîonne do ômierci
ûe wnëtrze czîowieka
îatwo ulega zniszczeniu
bezwzglëdni dla siebie
sâ sîabsi
od roôlin i zwierzât
moûe ich zabiê sîowo
uômiech spojrzenie
Jeôli wyraz ,,istnieje'' ma mieê sens jakikolwiek,
to odnieôê sië winien do czegoô, do czego moûna powracaê.
Tymczasem powrotu nie ma. Wszystko jest jednorazowe
i zanim ,,istnieê'' zaczëîo, juû i przestaîo ,,istnieê''
(uwaga: ,,zaczëîo'' ,,przestaîo'' sâ bezzasadne na równi),
a alternacja ,,jest'' i ,,nie jest'' nie jest nastëpstwem w czasie
dzieje sië poza czasem -- o ile ,,dzieje sië''
wolno tu zastosowaê.
Przeto
wróêmy znów do esencji. Z niâ bo jesteômy pewniejsi.
Jâ bo sami tworzymy. Ona nie jest zaleûna
ani od tego, czy ,,jest'', ani od tego, czy ,,nie jest''.
Jak dobrze powracaê do dawnych wzgardzonych pojëê!
(Nb. Potoczny jest sens tego ,,wróêmy''.
Tak na przykîad wróciî
Odys do Penelopy, do niej która zna sekret:
ûe trzeba tkaê i pruê. I znowu tkaê i pruê.)
,,Byî sobie cesarz, który pisaî wiersze. Raz obudziî sië,
otworzyî jedno oko i widzi, ûe jego ûona czy konkubina juû
wstaje i idzie robiê porannâ toaletë. Napisaî o tym wiersz,
wyraûajâcy, zaîóûmy to, zadumë nad rodzajem niewieôcim,
jeûeli nie gorzej.''
(oryginalny komentarz Miîosza)
Zimowy ranek.
Blady sîoneczny promieï na suficie.
Wstajë z îóûka niechëtnie.
Jej strój nocny jest przepasany jasnoûóîtâ szarfâ.
Ôciera rosë ze swego lustra.
O tej godzinie nikt jej nie zobaczy.
Ale dlaczego maluje sië tak wczeônie?
,,Ci, którzy mówiâ, nie wiedzâ,
Ci, którzy wiedzâ, milczâ.''
Te sîowa, o ile wiem,
Wyrzekî Lao-Tsy.
Jeûeli mamy wierzyê, ûe Lao-Tsy
Sam byî tym, który wie,
Czemu napisaî ksiâûkë,
Piëê tysiëcy sîów?
Sentymentalny wierszyk kwietnia
Gdy skoônie pada ciepîy deszczyk
Zmieôci sië w nim niejedna brednia
Na przykîad coô z minionych dreszczy
Juû pokazaîy sië stokrotki
Ta jest róûowa a ta biaîa
I brzëczy mucha Lot jej krótki
A czaszka prawie wyîysiaîa
Ksiëûyc w powodzi chmur sië nurza
To biaîy jest a to róûowy
I këpki siwych wîosów burza
Krâûâca wokóî twojej gîowy
Sentymentalny wierszyk kwietnia
Stokrotki ksiëûyc To rozmarza
I mîoda para czarnych ûuków
W twej czaszce idzie do oîtarza
Towarzystwo rozeszîo sië o ûóîtym zmierzchu i wróciîem do îóûka w domu
Obudziîem sië o póînocy i poszedîem przejôê sië, opierajâc sië na
ramieniu przyjaciela.
Kiedy leûë na poduszkach, sen daî radë winu, trzeúwiejë.
Na wprost wieûy ksiëûyc oceanu razem z przypîywem wschodzi.
Jaskóîki lataîy chwilë i wróciîy do swoich gniazd.
Ôwieca na moim stole gasîa i nagle buchnëîa pîomieniem.
Caîy czas, nim nastaî ôwit, myôli miaîem zmâcone,
A w uszach jakby muzykë strun i fletów.