From: Tomasz Tarchala <Tomasz.Tarchala@students.mimuw.edu.pl>

J.R.R. Tolkien,
,,Wîadca pierôcieni''

,,Wîadca pierôcieni'' J.R.R. Tolkiena jest drugâ powieôciâ na temat Ôródziemia, opublikowanâ na podstawie licencji z GameQuest, Inc. - twórców niezwykle popularnej fabularnej gry fantasy ,,Królestwa Ôródziemia''. Entuzjaôci tej gry, z których wielu byîo nieco rozczarowanych pierwszâ powieôciâ tego autora, ,,Hobbitem'', czekali na të wielce reklamowanâ kontynuacjë z pewnâ nadziejâ; niestety, ,,Wîadca pierôcieni'' okazuje sië nie byê wartym tego oczekiwania.

Po pierwsze, ktoô powinien pouczyê Tolkiena, ûe w dîugich cyklach powieôciowych takich jak ten czytelnicy przyzwyczajeni sâ do okreôlonego zestawu postaci i zazwyczaj chcâ czytaê dîuûej o ich przygodach. Tymczasem ci, którym podobaî sië Bilbo Baggins z pierwszej czëôci szybko zostanâ rozczarowani: tytuîowy bohater ,,Hobbita'' znika z kart opowieôci juû w poîowie pierwszego rozdziaîu i choê poúniej na chwilë pojawia sië znowu, nie jest bynajmniej gîównym bohaterem omawianej ksiâûki. O ûadnym z jego kompanów z ,,Hobbita'' nie sîychaê zresztâ zbyt wiele: Gloin, owszem, pojawia sië, ale na niezbyt dîugo, a przecieû Gloin nie byî absolutnie jakâô szczególnie interesujâcâ postaciâ pierwszej czëôci (gdzie generalnie druûyna poszukiwaczy przygód skîadaîa sië ze zbyt wielu krasnali, którzy byli w wiëkszoôci nieodróûnialni jeden od drugiego).

Jedyne postacie, dziëki którym jakaô ciâgîoôê miëdzy dwiema powieôciami jest zachowana, to oôlizgîy mieszkaniec podziemi Gollum (którego postaê przeszîa tutaj ogromnâ zmianë); póîelfi mëdrzec Elrond, tak zbëdny w tej powieôci jak i w pierwszej; wreszcie Gandalf, czarodziej, który byî w ,,Hobbicie'' przez wiëkszoôê czasu nieobecny i którego postaê jest jednym z podstawowych niedociâgniëê ,,Wîadcy pierôcieni''.

Tolkien, jak sië wydaje, po prostu nie rozumie, jak w nowoczesnej grze fabularnej dziaîa tworzenie postaci, a juû zwîaszcza czarodziejów. Gandalf ma do dyspozycji zaledwie kilka z zaklëê opisanych w ,,Podrëczniku cudotwórcy'' do ,,Królestw Ôródziemia''. Policzmy: ma dwa zaklëcia Czarodzieja 1-szego poziomu - zaklëcie Rozniecenia Magicznego Ognia oraz zaklëcie Uderzenia Zîych Siî Biaîâ Bîyskawicâ (obydwu których uûywa dwukrotnie - a jedynie zaklëcia czasowe mogâ byê uûywane wiëcej niû jeden raz!) Ponadto dwa zaklëcia Czarodzieja 2-giego poziomu: Odkryj Sekretne Drzwi oraz Przywoîaj Wielkie Konie, Aby Ci Sîuûyîy. I to juû wszystko: wydawaîoby sië, ûe to juû caîa magia. W szczególnoôci prawie kaûdy, kto kiedykolwiek graî w ,,Królestwa Ôródziemia'', mógîby oczekiwaê, ûe Gandalf ma przynajmniej zaklëcie Odpornoôê Na Demoralizacjë Przez Zîâ Magië, bo znacznie uproôciîoby to caîâ fabuîë. Ksiâûka dotyczy odkrycia, ûe magiczny pierôcieï znaleziony przez Bilba w ,,Hobbicie'' i teraz naleûâcy do jego kuzyna Froda jest tak naprawdë niesîychanie, transcendetnie zîy i musi zostaê zniszczony zanim wejdzie w jego posiadanie Pan Ciemnoôci, Sauron. Gdyby tylko Tolkien doczytaî do koïca ,,Podrëcznika cudotwórcy'', mógîby daê ten pierôcieï Gandalfowi do zniszczenia od razu na miejscu i tym samym oszczëdziê nam wiele z monotonnie ciâgnâcego sië dalej wâtku.

Nadzieja, ûe Gandalf nauczy sië jakichô uûytecznych zaklëê 3-ciego poziomu przyôwieca nam, gdy po paru rozdziaîach wyrusza on na spotkanie z Sarumanem, przeîoûonym zakonu czarodzejów; niestety, tak sië nie staje. W rzeczywistoôci Gandalf odkrywa, ûe Saruman staî sië zdrajcâ i zostaje przez Sarumana uwiëziony; to powoduje kolejny problem. Entuzjastom gier fabularnych moûna by wybaczyê, jeôliby myôleli, ûe Gandalf byî czarodziejem drugiego stopnia, ale nie: z nonszalanckim podejôciem do reguî gier fabularnych, Tolkien chce, abyômy uwierzyli nie tylko w to, ûe Gandalf jest czîonkiem Biaîej Rady, ale ûe w gruncie rzeczy jest silniejszym czarodziejem od Sarumana!

Jak sië niestety okazuje, ten rodzaj gîupoty daje sië równieû zauwaûyê przy samej budowie fabuîy, która niemal scena po scenie jest plagiatem ze sîynnego arcydzieîa nowoczesnej fantasy, ,,Miecza Bannary'' autorstwa Jerry'ego Crookesa. W rzeczywistoôci kaûdy z legionu fanów Crookesa na caîym ôwiecie bëdzie szybko mógî przewidzieê, co sië dzieje na nastëpnej stronie ,,Wîadcy pierôcieni'', poniewaû wczeôniej juû to wszystko czytali! Odwaûny, lecz niepozorny bohater który ucieka z przyjacióîmi ze swojego sielankowego zaôcianka, ôcigany przez sîugi Pana Ciemnoôci; pomagajâcy im enigmatyczny mëûczyzna, który okazuje sië byê nastëpcâ opuszczonego przez dîugie lata tronu wspaniaîego królestwa; bitwa pomiëdzy czarodziejem a zîym duchem w podziemnym ôwiecie, koïczâca sië ômierciâ czarodzieja (Gandalf jest póúniej wskrzeszony, silniejszy niû kiedykolwiek - z wyjâtkiem, oczywiôcie, liczby zaklëê, jakie mu pozostajâ...); nawet pomniejszy wâtek zdradzieckiego Sarumana i jego upadku: wszystkie te i wiele jeszcze innych to sceny z ,,Wîadcy pierôcieni'', które powodujâ silne uczucie deja vu w czytelnikach ,,Miecza Bannary''.

Nie ma w tym, oczywiôcie, nic zîego, jeôli ktoô jest pisarzem kalibru Jerry'ego Crookesa; niestety, Tolkien nim nie jest. Ignoruje nie tylko konwencje cyklu powieôciowego, czy konwencje opowiadania wciâgajâcego do gry fabularnej. Pisze nie majâc równieû zielonego pojëcia o tym, czego czytelnicy na caîym ôwiecie oczekujâ od powieôci fantasy. Nie ma, na przykîad, zmysîowych wojowniczek z wielkimi mieczami. Jedyne dwie kobiece postacie warte wzmianki to królowa Elfów, która szlachetnie opiera sië swemu poûâdaniu magicznego pierôcienia oraz melancholiczna ômiertelna ksiëûniczka, która platonicznie zakochuje sië w bohaterze - przyszîym Królu, aby potem rozczarowujâco poôlubiê kogoô innego. Aczkolwiek ta ostatnia postaê wymienia ciosy ze zîym Cieniem w sîuûbie Pana Ciemnoôci, robi to w zbroi, przebrana za mëskiego rycerza Rohanu; podczas bitwy nie ma wiëc miejsca na opis jej zgrabnych koïczyn bâdú okrâgîego tyîeczka. Fani ,,dorosîej fantasy'' bëdâ dogîëbnie rozczarowani.

Tolkien îamie równieû kardynalnâ zasadë gier fabularnych poprzez podzielenie swej druûyny aû na trzy czëôci: jedna z nich zajmuje sië wîaôciwym celem questu, a dwie inne zajmujâ sië róûnymi innymi skomplikowanymi interesami w królestwach Gondoru i Rohanu. Nawet wtedy jest to gîównie gadanie, a nie robienie mieczem: tylko trzy wiëksze bitwy i kilka potyczek miëdzy poszukiwaczami przygód a rozmaitymi ich wrogami. Brak magii zostaî tu juû wspomniany wczeôniej; jak ktokolwiek mógîby wygraê bitwë bez uûycia magii, nie jest, niestety, wyjaônione. Zamiast prawdziwych emocji mamy zatem mnóstwo drugorzëdnych postaci i caîâ masë gadania o zdarzeniach z zamierzchîej przeszîoôci; duûo nudnych opisów przyrody oraz myôli i uczuê bohaterów. Co gorsza, Tolkien wypeînia wiele ze znacznej dîugoôci ksiâûki pokaúnymi dodatkami, a nie sâ to nawet dodatki, które mogîyby byê uûyteczne do zaprojektowania dobrego scenariusza gry, takie jak statystyki broni albo diagramy spotkaï. Tolkien zamiast tego daje nam nudnâ chronologië, a takûe szczegóîy ,,jëzyków'' uûywanych przez róûne rasy Ôródziemia. Przeciëtny gotowy do uûycia scenariusz w ,,Królestwach Ôródziemia'' jest jakieô dziesiëê razy krótszy od dodatków Tolkiena i zawiera wiëcej uûytecznych informacji.

Wreszcie, humoru w stylu Jerry'ego Cratchitta nie ma prawie wcale lub jest on dziwaczny. Tak naprawdë to ksiâûka jest zbyt ponura dla czyichkolwiek gustów, i koïczy sië na zupeînie doîujâcâ nutë. Czytelnicy przywykli oczekiwaê, ûe pokonawszy na razie siîy zîa, bohaterowie wrócâ do domów aby czekaê na nastëpnâ misjë ratowania ôwiata od cienia Ciemnoôci w kolejnej ksiâûce cyklu. Zamiast podâûenia za tym czcigodnym zwyczajem, mamy hobbitów powracajâcych do swoich rodzinnych ziem Shire'u tylko po to, ûeby dowiedzieê sië, ûe i tu zîo zapuôciîo korzenie podczas ich nieobecnoôci. Doôê absurdalnie, owo zîo przypomina nieco zîe strony naszego ôwiata (tajna policja w zarodku, niedostëpna i autokratyczna biurokracja, scentralizowana i kolektywnie zarzâdzana ekonomia, system obozów koncentracyjnych w powijakach) - tak jakby ktokolwiek chciaî jakiegoô ,,komentarza spoîecznego'' w powieôci fantasy! A mimo tego ûe w przedostatnim, dalece zbyt smutnym rozdziale ten przejaw zîa równieû zostaje pokonany, Frodo jest zbyt wyczerpany swoimi zmaganiami, aby spokojnie sië ustatkowaê i czekaê na nastepne wezwanie do ratowania ôwiata. On i Gandalf (a takûe Elfy, których moce zupeînie bezsensownie ,,sîabnâ'') wyruszajâ do jakiegoô rodzaju Avalonu za morzami, gdzie znajdâ uleczenie ran i odpoczynek po swych dokonaniach. Jedynym pocieszeniem jest w tym wszystkim jest chyba tylko to, ûe nie bëdzie juû wiëcej takich okropnych sequeli - ale, sâdzâc po tylnej okîadce ksiâûki, Tolkien zdâûyî juû uskîadaê caîy tomik ,,mitologii ze ôwiata'' - niewâtpliwie rozszerzajâc te ciâgnâce sië w nieskoïczonoôê dodatki - który nazwaî ,,Silmarillion''. Sâdzâc tylko po tytule, szykuje sië nam kserokopia ,,Melgariady'' Davida Meddingsa.

Ostatnia uwaga: ksiâûka jest zbyt dîuga. Jest tak duûo dobrej fantasy na póîkach ksiëgarskich, ûe nikt nie ma ochoty zawracaê sobie gîowy przedzieraniem sië przez tysiâc ileô stron drugorzëdnej, nieoryginalnej literatury. Trudno powiedzieê, dlaczego GameQuest, Inc. myôlaîo, ûe zarobi cokolwiek na tym marnowaniu dobrego papieru. Fani ,,Królestw Ôródziemia'' stwierdzâ, ûe ,,Wîadca pierôcieni'' zbyt odbiega od systemu gry fabularnej, którâ znajâ i ceniâ, podczas gdy ci, którzy gry nie znajâ, nie bëdâ wystarczajâco zaciekawieni, aby kupiê ksiâûki z reguîami. Jeôli GameQuest, Inc. chce kontynuowaê ten cykl, to powinni zwolniê tego Tolkiena i zatrudniê zamiast niego do tej pracy kogoô kto pisaî dla WywernSpear.


Autor: Craig Clark, clark@mtb.und.ac.za Przetîumaczyî: Tomasz Tarchaîa na podstawie http://www.edfac.usyd.edu.au/staff/souters/Humour/Middle-EarthSatire.html