Dwa teksty Cohena, jeden wiersz i odrobina prozy.
Pozostawiam moje milczenie spóîdzielni poetów
którzy juû dawno zdarli sobie nim gardîa.
Pozostawiam swój nostalgiczny wdziëk sëpom czyhajâcym
na drobne poûyczki na rogach tradycyjnych szlaków artystów.
Pozostawiam cieï mego mëskiego krocza tym którzy
piszâ dla pieniëdzy.
Kilku mëûczyznom pozostawiam drugorzëdnâ
legendë mego ûycia.
A tym paru uczennicom
które wolaîy mnie od Dylana
pozostawiam moje kamienne ucho
i franciszkaïskie ambicje jednorazowego uûytku
Weúmy sîowo motyl. Aby go uûywaê, nie trzeba wcale czyniê swego gîosu lûejszym od powietrza ani przyprawiaê mu pokrytych pyîkiem skrzydeîek. Nie trzeba wyobraûaê sobie sîonecznego dnia ani poletka narcyzów. Nie trzeba byê zakochanym ani tym bardziej zakochanym w motylach. Sîowo motyl nie jest motylem. Sîowo to jedno, a motyl to co innego. Jeôli pomylisz te dwie rzeczy, ludzie bëdâ mieli prawo sië z ciebie ômiaê. Nie rób ze sîowa czegoô, czym ono nie jest. Czyûbyô chciaî daê do zrozumienia, ûe kochasz motyle bardziej niû ktokolwiek inny albo ûe lepiej je rozumiesz? Sîowo motyl to tylko nazwa. Nie stanowi okazji do fruwania, wzlatywania w górë, zaprzyjaúniania sië z kwiatami, symbolizowania nietrwaîego piëkna, jednym sîowem udawania motyla. Nie odgrywaj sîów. Nigdy nie odgrywaj sîów. Nie próbuj wzbiê sië w powietrze, kiedy mówisz o lataniu. Nie zamykaj oczu i niech gîowa nie opada ci na ramië, kiedy mówisz o ômierci. Nie wlepiaj we mnie pîonâcych oczu, kiedy mówisz o miîoôci. Jeôli chcesz zrobiê na mnie wraûenie, mówiâc o miîoôci, wîóû rëce do kieszeni albo pod sukienkë i zabaw sië z sobâ. Skoro ambicja albo gîód poklasku doprowadzi cië do mówienia o miîoôci, powinieneô wiedzieê, jak to robiê bez poniûania siebie albo tematu.
Jakiego wyrazu domaga sië nasza epoka? Nasza epoka nie domaga sië ûadnego wyrazu. Widzieliômy zdjëcia osamotnionych azjatyckich matek. Nic nas nie obchodzi udrëka twoich roztrzësionych czîonków. Twoja twarz nie moûe wyraziê niczego, co by sië równaîo grozie tych czasów. Nawet nie próbuj. Narazisz sië tylko na pogardë tych, którzy czujâ gîëbiej. Widzieliômy istoty ludzkie w skrajnym bólu i mëce. Wszyscy wiedzâ, ûe ty jadasz dobrze i nawet pîacâ ci za to, ûe stoisz tam, na mównicy. Wystëpujesz dla ludzi, którzy doôwiadczyli katastrofy. To powinno nauczyê cië skromnoôci. Wymawiaj sîowa, podawaj dane, usuï sië w cieï. Wszyscy wiedzâ, ûe czujesz ból. Nie moûesz im powiedzieê wszystkiego, co wiesz o miîoôci, w kaûdej linijce poôwiëconej miîoôci. Usuï sië w cieï, a wtedy oni poczujâ to, co ty czujesz, poniewaû czuli to zawsze. Nie moûesz ich niczego nauczyê. Nie jesteô od nich piëkniejszy. Ani mâdrzejszy. Nie krzycz na nich. Nie wpychaj sië na sucho. To jest bîâd w sztuce miîoôci. Jeôli juû pokazaîeô zarys swoich narzâdów, dotrzymaj obietnicy. I pamiëtaj, ûe ludzie nie potrzebujâ w îóûku akrobaty. Czego nam trzeba? Chcemy zbliûyê sië do naturalnego mëûczyzny, chcemy sië zbliûyê do naturalnej kobiety. Nie udawaj uwielbianego pieôniarza z licznâ rzeszâ zwolenników, podâûajâcych za nim przez wzloty i upadki jego ûycia aû do tej chwili. Bomby, miotacze pîomieni i caîy ten bajzel zniszczyîy coô wiëcej niû lasy i wioski. Zniszczyîy takûe scenë. Myôlaîeô, ûe twój zawód uniknie powszechnej zagîady? Nie ma juû sceny. Nie ma juû reflektorów. Jesteô wôród ludzi. Wiëc bâdú skromny. Wymawiaj sîowa, podawaj dane, usuï sië w cieï. Bâdú sobâ. Jakbyô byî u siebie w domu. Nie nadymaj sië.
To jest wewnëtrzny pejzaû. To jest wewnâtrz. Intymne. Szanuj intymnoôê materiaîu. Te kawaîki byîy pisane w ciszy. W tej grze odwaga polega na tym, by je gîoôno wypowiedzieê. Zasady gry zakazujâ je kaleczyê. Niech widownia odczuje twoje zamiîowanie do intymnoôci, nawet jeûeli nie ma szansy na intymnoôê. Bâdú dobry jak kurwa. Wiersz nie jest hasîem. Nie moûesz sië przez niego reklamowaê. On nie moûe ci wyrobiê reputacji wraûliwego. Nie jesteô gwoúdziem. Nie jesteô zabójczâ dziewczynâ. Odîóû na bok bzdury o gangsterach miîoôci. Jesteô uczniem w klasie pokory. Nie odgrywaj sîów. Sîowa umierajâ, kiedy sië je odgrywa, wiëdnâ, i wtedy ni e pozostaje nic oprócz twej ambicji.
Wymawiaj sîowa z dokîadnoôciâ, z jakâ sprawdzasz kwit z pralni. Nie wzruszaj sië koronkowâ bluzkâ. Nie podniecaj sië, mówiâc "majtki". Nie drûyj z powodu rëcznika. Przeôcieradîa nie powinny przyprawiaê cië o sennoôê. Nie trzeba îkaê w chusteczkë. Skarpetki nie sâ po to, by przypominaê ci dalekie i dziwne podróûe. To tylko pranie. To tylko bielizna. Nie sîuûy do oglâdania. Sîuûy do noszenia.
Wiersz jest tylko informacjâ. Jest konstytucjâ wewnëtrznego païstwa. Jeôli jâ zanegujesz i obalisz, nie bëdziesz ani trochë lepszy od polityków, których nienawidzisz. Bëdziesz jak ci, co wymachujâ flagâ i prymitywnie apelujâ do uczuciowego patriotyzmu. Myôl o sîowach jak o nauce, nie sztuce. Wiersz jest sprawozdaniem. Przemawiasz na zebraniu Klubu Podróûników albo Towarzystwa Geograficznego. Ci ludzie znajâ wszystkie niebezpieczeïstwa górskiej wspinaczki. Robiâ ci zaszczyt, przyjmujâc to za pewnik. Jeôli zaczniesz im to na siîë wpychaê, obrazisz ich goôcinnoôê. Podaj im wysokoôê góry, wymieï sprzët, jakiego uûyîeô, opisz dokîadnie rodzaj nawierzchni i podaj czas, jaki zajëîo ci ich pokonanie. Nie pracuj na ochy i achy widowni. Jeôli nawet zasîugujesz na ochy i achy, to nie dlatego, ûe sam cenisz swój wyczyn, ale ûe oni go ceniâ. To powinno byê w ôcisîych danych, a nie w drûeniu gîosu i wymachiwaniu rëkami. W danych i w twojej spokojnej obecnoôci.
Unikaj kwiecistego stylu. Nie bój sië okazaê sîaboôci. Nie wstydú sië swojego zmëczenia. Do twarzy ci ze zmëczeniem. Wyglâdasz, jakby byîo cië staê na znacznie wiëcej.
A teraz pójdú w moje ramiona. Jesteô odbiciem mojego piëkna.