Nowa wersja starej wersji nienajnowszych przygód pewnego niemîodego czîowieka

(New version of old version of old adventures of some old man)

Pewien niemîody czîowiek miaî dom na wzgórzu (hill). Ûona mu zmarîa (died), spadajâc z czterdziestometrowej sosny (pine). Do dziô nie wiadomo, czego tam szukaîa. Czîowiek ów miaî na imië Willibald. Z zawodu byî drwalem, ale jego najwiëkszym marzeniem byîo zostaê profesorem fizyki jadrowej na jakimô znanym amerykaïskim uniwersytecie (Harvard). W piwnicy swego szaîasu (house) zbudowaî sobie maîy cyklotron, dziëki któremu odkryî nowâ postaê energii -- guziki. Na podwórku staîa wielka stodoîa peîna guzików. Willi sprzedawaî je tanio, nikomu jednak nie wspominaî o ich tajemnicy (secret) -- maîym guziku na ôrodku guzika, który sîuûyî do wyzwalania zmagazynowanej w nim energii. A mogîo to nastâpiê na kilka sposobów:

Willi miaî jednak problem -- nie wiedziaî, jak wybraê którâô z tych moûliwoôci. Do owego dnia na 1147 prób tylko jedna zakoïczyîa sië wybuchem, a pozostaîe tylko zamianâ guzika w guzik. Willi, zwany zresztâ w okolicy Ôwirem Willim, byî juû trochë tym wszystkim zmëczony. Postanowiî wiëc wypoczâê na îonie Natury.

Natura byîa wysokâ blondynkâ o bîëkitnych oczach. Mieszkaîa dwa i póî wzgórza na poîudniowy zachód od Ôwira. Willi spëdziî w jej wieûy (tower) dwa tygodnie, po czym wyszedî na ôwieûe powietrze. Spaî w strumykach i na drzewach, jadaî grzybki i agresty, zapijajâc to wszystko porannâ rosâ bîyszczâcâ w ôwietle rozkwitajâcego dnia.

Pewnego poranka (morning) Willi spotkaî hobbita.

-- Hello, I'm Willy -- rzekî z angielska.
-- Hallo, ich bin Bilbo.
-- Do you speak English? -- zapytaî nieczystâ angielszczyznâ.
-- Nein, kein Englisch, nur Deutsch! -- odpowiedziaî zgermanizowany
hobbit.
-- Good bye then.
-- Auf wiedersehen, mein Herr!

Zdarzaîy sië równieû mniej przyjemne rozmowy:

-- Pieniâdze albo... ûycie? -- odczytaî z karteczki napastnik.
-- Przepraszam, o co panu chodzi?
-- Muszë cië zabiê.
-- ta-ta-ta-ta -- wtrâciî sië do dialogu pistolet maszynowy.

W tym jednak momencie Willi uûyî jednego ze swoich guzików, który zmieniî sië w miniaturowâ czarnâ dziurë, a ta z kolei pochîonëîa napastnika i znikîa.

Willi zostaî kierowcâ tramwaju (motorniczym) w niewielkiej podkieleckiej wsi. Najpierw zaîatwiî Liroya, póúniej kilku polityków, ale kiedy z nudów zabraî sië za rozjeûdûanie dzieci, jakiô staruszek zwróciî mu uwagë:

-- Ej, koleô, gdzie z tym tramwajem do piaskownicy?

Willibald zaîamaî sië. Postanowiî wynagrodziê ludzkoôci szkody, jakie jej wyrzâdziî. Zatrudniî sië w kamienioîomach, a jego miëônie rosîy tak szybko, ûe po miesiâcu byî juû wiëkszy od koparki.

-- Czas na drugi etap pomocy Ziemianom -- pomyôlaî Willi.

Wyruszyî w wielkâ podróû dookoîaa ôwiata w poszukiwaniu radioaktywnych odpadów. Kiedy juû jakieô znalazî, spoûywaî je do ostatniej okruszki i zapijaî mlekiem. Pewnego dnia, tuû po zjedzeniu siódmej îodzi podwodnej o napëdzie atomowym, Willibald poczuî sië gorzej. Pobiegî wiëc do szpitala, gdzie lekarze orzekli:

-- Trza amputowaê gîówkë.
-- Nie, to tylko chore gardîo. Niech pije syropek.
-- Aleû pacjent juû umarî!

(...)

[Tu zapiski urywajâ sië na pewien czas]

Dyskusja ciâgnëîa sië dwa dni, a ostateczny werdykt brzmiaî:

­- Sâd skazuje Wilusia na odlot.

Ôwir Willi poszedî sië wiëc naêpaê. Gdy wróciî do rzeczywistoôci, okazaîo sië, ûe nie o taki odlot chodziîo tym ze szpitala. Siedziaî w kabinie rakiety zmierzajâcej w stronë stacji orbitalnej ,,Mir''. Koswilli (uwaga! nowy pseudonim gîównego bohatera!) uûyî swojego guzika, który zamieniî sië w czarnâ dziurë, która z kolei pochîonëîa Mira. W ten sposób rozwiâzaî kolejny problem ludzkoôci. Niestety, nie przeûyî.


Szuwar