Czy zwiâzek z komputerem wyjdzie czîowiekowi na dobre?

Najdoskonalsze narzëdzie wynalezione przez czîowieka, dla niektórych najdoskonalsza zabawka. Umoûliwiî ludzkoôci zdobycie Ksiëûca, pomaga przeprowadzaê najbardziej skomplikowane operacje chirurgiczne, pozwala ôledziê zachowanie ziemskiego ekosystemu a nawet czëôciowo je przewidywaê. Wkroczyî takûe w bardziej prozaiczne obszary naszej egzystencji: poôredniczy w zakupach, których dokonujemy, towarzyszy nam podczas jazdy samochodem, pomaga planowaê domowy budûet. Jest wykorzystywany w pracy przez muzyków, plastyków, dziennikarzy czy biznesmenów. Jednym sîowem trudno jest znaleúê takâ dziedzinë, w której nie byîby pomocny. W tej sytuacji niewielu ludzi pozwala sobie wâtpiê w caîkowitâ sîusznoôê idei totalnej komputeryzacji, jeszcze mniej odwaûa sië owe wâtpliwoôci wyraziê gîoôno, a ci, którzy to zrobiâ, w najlepszym przypadku sâ traktowani jak inteligentni inaczej. Sam jestem wielkim entuzjastâ komputerów, a mimo to nie pozwalam sobie zapomnieê o drugiej stronie medalu, jako ,,wtajemniczony'' odczuwam moralny obowiâzek ukazania innym peînego obrazu sprawy. Dlatego, pomimo groúby posâdzenia mnie o wstecznictwo, chciaîbym podzieliê sië z czytelnikami tym, co budzi we mnie wâtpliwoôci wyraûone w tytule.

Najprostszym do zauwaûenia negatywnym skutkiem obcowania z komputerem jest ujemny wpîyw na zdrowie i samopoczucie uûytkownika. Czîowiek nie jest anatomicznie przystosowany do wspóîpracy z dzisiejszymi komputerami. Problemy z krëgosîupem, bóle gîowy, pogarszanie sië wzroku to standardowe dolegliwoôci, zwiâzane ze specyfikâ ich obsîugi. W skrajnych przypadkach moûe dojôê do tego zapalenie nerwu dîoni, które jest wywoîywane przez dîugotrwaîy nacisk ôciëgien i koôci w nadgarstku na nerwy biegnâce przez dîoï, który powstaje przy pisaniu na klawiaturze czy operowaniu myszkâ. Praca z komputerem absorbuje na tyle mocno, ûe nawet uûytkownik ôwiadomy tych negatywnych skutków nie jest w stanie co parë godzin odrywaê sië od komputera by odciâûyê krëgosîup i oczy. Poprawy sytuacji moûemy oczekiwaê dopiero wtedy, gdy dostëpne stanâ sië bardziej ergonomiczne urzâdzenia wejôcia/wyjôcia, na przykîad monitory plazmowe i ciekîokrystaliczne czy klawiatury o nowej konfiguracji klawiszy. Najlepszym rozwiâzaniem byîoby komunikowanie sië za pomocâ jëzyka mówionego, jednak na to jeszcze trochë poczekamy. Tendencja do udoskonalania interfejsów miëdzy czîowiekiem a komputerem na pewno dodatnio wpîynie na kondycjë uûytkowników, lecz w moim odczuciu niesie ona ze sobâ niewspóîmiernie wiëksze zagroûenie, które przedstawië nieco niûej.

Masowa komputeryzacja przyczyniîa sië do upowszechnienia komputerów standardu PC, zwanych popularnie i niefortunnie IBMami. Sâ to komputery tanie, co do tego nie ma najmniejszych wâtpliwoôci, lecz na tym koïczâ sië ich zalety. Idea zachowania kompatybilnoôci ze starszymi modelami tego standardu (notabene pozostajâca tylko ideâ, gdyû np. Word na kaûdym komputerze zachowuje sië inaczej...) doprowadziîa do nagromadzenia w konstrukcji komputera archaizmów siëgajâcych swymi korzeniami do epoki procesorów 8-bitowych. Do hardware'u musi dostosowaê sië oprogramowanie, zwîaszcza systemowe, w zwiâzku z czym pecety do dziô straszâ siermiëûnym Dosem. Do popularyzacji tego standardu przyczyniîy sië niewâtpliwie kolejne wersje ,,Okienek'', gîównie przez swâ szatë graficznâ, ale poza îadnym wyglâdem nie wnoszâ one nic nowego, gdyû pozostajâ nadal tylko nakîadkâ. W gronie uûytkowników komputerów ,,niekompatybilnych'' skrót WIN jest jednoznacznie identyfikowany ze stwierdzeniem ,,We've Invented Nothing''. Tania konstrukcja i doskonaîy marketing wywoîujâ ogromny popyt, który wykorzystujâ producenci oprogramowania i sprzëtu. Technika jest prosta: programy pisane sâ tak, by wymusiê na uûytkowniku zmianë procesora, doîoûenie ramu czy dokupienie czytnika CD ROM o 24-krotnej prëdkoôci. A przecieû istniejâ komputery, którym do pracy nie potrzeba 32 MB pamiëci i 150 MHz procesora, które sprawniej zarzâdzajâ swymi zasobami, których filozofia obsîugi jest o niebo przejrzystsza niû w przypadku pecetów (a najfajniejszy z nich nosi imië zaczynajâce sië na ,,A'', i nie jest to Atari ani Apple ;>). Lecz bezwzglëdne mechanizmy rynkowe zmuszajâ wrëcz do kupowania komputerów PC i znoszenia niewygód zwiâzanych z ich uûytkowaniem (z przyzwoitoôci wspomnë tylko o ,,kosmicznej'' prëdkoôci dziaîania nawet najprostszych programów pod Windows i ,,przyjemnoôci'' reinstalowania tegoû ,,systemu'' ôrednio raz na miesiâc), nie dajâ szans na zapoznanie sië z doskonalszymi systemami. Osobiôcie mam nadziejë, ûe to sië w koïcu zmieni: bîëdy w konstrukcji nowego dziecka Intela, Pentium II (które przez twórców nazywane sâ cytujë: ,,odchyleniami od pierwotnej specyfikacji'') powinny daê ludziom nieco do myôlenia. Na razie jednak sytuacja wyglâda tak: pecety sâ masowo kupowane, pan B. Gates jest jednym z najbogatszych ludzi ôwiata a uûytkowników innych typów komputerów uwaûa sië za pomyleïców.

Wzrost liczby komputerów pociâgnâî za sobâ rozwój sieci komputerowych, mam tu na myôli przede wszystkim Internet. Oprócz wielu bîogosîawieïstw, które Inet zsyîa na swoich uûytkowników, istnieje wiele potencjalnych zagroûeï, których moûe on byê úródîem. Zdalne kradzieûe ,,elektronicznych'' pieniëdzy, wîamania do systemów obrony to sprawy najczëôciej nagîaôniane przez media, lecz sieê moûe na przykîad spowodowaê rozpad rodziny przez to, ûe udostëpnia tak wiele w jednym miejscu; czasem po prostu trudno sië oderwaê i zajâê bardziej przyziemnymi sprawami typu rozmowa z dzieckiem czy wyjôcie z ûonâ na kolacjë. Poza tym jesteômy ôwiadkami narodzin ery spoîeczeïstwa informatycznego, której nadejôcie prorokowaî Stanisîaw Lem. Miarâ wartoôci czîowieka jest iloôê informacji, do jakiej ma on dostëp. Inne cechy tracâ na znaczeniu, a to prosta droga do dehumanizacji jednostki i spoîeczeïstwa. Czy rzeczywiôcie chcemy, by oceniano nas TYLKO wedîug tego kryterium? Czy w ten sposób nie spiszemy na straty jednostek wybitnych, lecz przez pryzmat dostëpu do informacji jawiâcych sië jako zbëdny balast dla naszego spoîeczeïstwa ery high-tech?

Internet w poîâczeniu z jeszcze jednym skîadnikiem generuje nastëpne niebezpieczeïstwa. Tym skîadnikiem jest tak zwana rzeczywistoôê wirtualna. Nowe mechanizmy przekazywania informacji miëdzy czîowiekiem a komputerem, takie jak wirtualne heîmy, rëkawice czy kombinezony, umoûliwiajâ zatopienie sië w alternatywnej rzeczywistoôci. I choê dziô jest ona tylko namiastkâ tej prawdziwej, to za kilkanaôcie lat moûemy mieê spore trudnoôci w rozpoznaniu, co jest ,,virtual'' a co ,,real''. Pamiëtajmy, ûe nasze zmysîy sâ niedoskonaîe, a mózg lubi byê oszukiwany. Rozwój urzâdzeï wejôcia/wyôcia pójdzie najpewniej w kierunku stworzenia bezpoôredniego sprzëgu z mózgiem w formie implantu, co pozwoli ominâê trudnoôci natury technicznej (jak mechanicznie wywoîaê odczucie przeciâûenia w maîym, nieruchomym pomieszczeniu?). Wtedy pokusa stanie sië nieodparta - po co mëczyê sië tutaj, skoro moûna STWORZYÊ WÎASNÂ rzeczywistoôê, gdzie nie bëdzie bólu tylko same przyjemnoôci, gdzie bez obaw bëdziemy mogli pofolgowaê swoim najskrytszym fantazjom? Z nieco innej strony problem ten przedstawiono w jednym z odcinków serialu ,,Sea Quest DSV'', w którym bohaterowie przenoszâ sië w przyszîoôê. Okazuje sië, ûe na Ziemi pozostaîo zaledwie kilkoro ludzi, gdyû w szaleïstwie naîogowego korzystania z rzeczywistoôci wirtualnej jakoô zapomniano o tym, ûe czîowiek powinien od czasu do czasu rozmnaûaê sië, a tego wirtualnie zrobiê nie moûna...

Swoje komputery polubiliômy do tego stopnia, ûe usilnie staramy sië zmusiê je do myôlenia, idea sztucznej inteligencji towarzyszy konstruktorom komputerów wîaôciwie od samego poczâtku. Choê sam uwaûam, ûe niemoûliwe jest zbudowanie myôlâcej maszyny (gdyû inteligencja nie jest pochodnâ skomplikowania struktury), niewykluczone, ûe sië mylë i takowe maszyny powstanâ. Jaki los je wtedy czeka? Przecieû na naszej planecie jest peîno istot rozumnych, i to nie tylko ludzi. Tymczasem nie przeszkadza to nam w ich wykorzystywaniu na najprzeróûniejsze sposoby, z zabijaniem wîâcznie. Objawy inteligencji u naszych ,,braci mniejszych'' nazywamy pogardliwie instynktem, chroniâc w ten sposób wizerunek czîowieka jako Króla Stworzenia (dla niewierzâcych: szczytowego osiâgniëcia ewolucji). Wracajâc do badaï nad sztucznâ inteligencjâ: zapominamy, ûe inteligencja jest nierozerwalnie zwiâzana z psychikâ, gdyû sîuûâc poznawaniu rzeczywistoôci tworzy jej obraz w umyôle, czyli kreuje owâ psychikë. Kto jednak bëdzie zaprzâtaî sobie gîowë ûyciem wewnëtrznym myôlâcego komputera wysîanego w pionierskâ misjë do odlegîego systemu gwiezdnego? Przecieû to tylko maszyna...

Wszechôwiat, w którym istniejemy, posiada cechë, która bardzo mnie intryguje: kaûdy byt przynaleûâcy do tej rzeczywistoôci jest przysîowiowym mieczem obosiecznym. W zaleûnoôci od rodzaju akcji, jaka na niego dziaîa, odpowiada róûnymi reakcjami. I niewaûne jest, czy chodzi o martwy kawaîek materii czy o drugiego czîowieka, w kaûdym przypadku skutki sâ równie nieprzewidywalne. Skalpel ratuje ûycie, lecz moûe je równieû odebraê. Zjawisko to daje sië zaobserwowaê na przestrzeni caîego okresu istnienia naszej cywilizacji (?): poczâwszy od pierwszego kamienia wziëtego do rëki przez dziwnâ istotë, która zeszîa z drzewa, na energii atomowej skoïczywszy. Obserwacje te ukazujâ jeszcze jeden, o wiele smutniejszy fakt: czîowiek ma szczególny talent do wybierania gorszego rozwiâzania, do wykorzystywania rzeczy w niewîaôciwy, przynoszâcy szkody sposób.

Cooler (25.09.97)