Sprawozdanie z Intel Outside Party 4 we Wîocîawku

Dla mnie Intel Outside Party 4 zaczëîo sië wîaôciwie juû w poniedziaîek siódmego lipca, kiedy to pojechaîem do Veroxa. Jak zwykle obîadowany dotarîem do Tarnowskich Gór, gdzie miaîem okazjë dotknâê Kaisë (a moûe powinienem napisaê "pomacaê"? - [dla niewtajemniczonych - chodzi o kaisa.tagor.com.pl]:) poznaê szefa Veroxa (akurat miaî urodziny - równy goôê), a takûe Kashë i Kasika (tagorowski wkîad w #amigapl). Fajny poczâtek.

Nastëpnym etapem byîo miejsce zamieszkania Veroxa. Na technikum w Kaletach napis "Amiga rulez". Nasi tu byli :)) Potem to, co zwykle, gdy spotkajâ sië dwa twardziele - nieco chaotyczny transfer danych. A potem crazy pomysî Veroxa, aby ze zdjëê #amigapl zîoûyê crazy demo na Intela. No niech bëdzie :)) Po krótkim czasie zdecydowaliômy sië na Scalë. I nastëpne kilkadziesiât godzin upîynëîo pod znakiem walki z tym przyjaznym, acz czasem irytujâcym programem. Wyniki moûna byîo zobaczyê okoîo 3 nad ranem w niedzielë :)

IRCowanie po póînocy? Wczeôniej to mi sië nie zdarzyîo (panie operatorki nie chcâ mi daê kluczy do sal na UCI :). Transferowanie plików z komputera na komputer... Skîadanie demka do trzeciej nad ranem... A w tle mp3ki czy CD Celine Dion i Clannad, aû po piëkny, ale jakûe czasem doîujâcy Bajm... Usypianie i budzenie sië przy niebieskich balladach... Wakacje...

W ôrodë rano odebraliômy (prawie siîâ) mechanikowi kanarkowego malucha Veroxa ("mój mâû ma fioletowego malucha"... A skâd ma sië kanarkowego?:). Opony, nowa kierownica (wbrew moim radom - brak stëpki i burt:). Trochë omijania kaîuû, ostatni posiîek, umycie przemieszczacza, wkompresowanie do niego bagaûy... i moûna ruszaê :) Ile rzeczy przez ten poôpiech zapomnieliômy, to juû nie pamiëtam, ale na pewno Verox nie wziâî Bajmu, reszta maîo waûna :)

Jak tym ûóîtym czymô przebyliômy 400 kilometrów, to sië mnie nie pytajcie :)) Ale jest to niezaprzeczalny fakt. Po drodze wpadliômy do PDi w Îodzi, zobaczyliômy sië z Gadzinkâ, Ingâ, Rekinem i Kowalem. Potem pojechaliômy dalej, ale odcinek Îódú - Wîocîawek byî bardziej emocjonujâcy od Kalety - Îódú. A dlaczego i ile przepisów drogowych zîamaî Verox, to juû tu nie napiszë :))

Do Wîocîawka przyjechaliômy w ôrodë wieczór. Koîo Hali Sportowej nie byîo nikogo "nawiedzowanego" w temacie IO4 (oprócz tego, ûe ma byê), tak wiëc Verox zadecydowaî o instalacji Linuxa w jego maluchu. UPS nieduûy, a przydatny, tak oto po raz pierwszy w ûyiu korzystaîem z komputera w samochodzie... i do tego jeszcze w takim ômiesznym maîym ûóîtym samochodzie (ômieszne maîe ûóîte samochody rulez :)

Dodatkowych informacji zasiëgnëliômy (a moûe "zasiëgnëliômy jëzyka"?:) u trzech miejscowych dziewczyn, które przechodziîy nieopodal... w te i z powrotem.. widaê goôcie sâ tu rzadkoôcia?:). Narysowaîy mapkë, jak mamy dotrzeê do sleep place, za co osobiôcie jestem im bardzo wdziëczny, bo z danych Jonka to ja osobiôcie bym nie trafiî (w kaûdym razie nie w ten sam dzieï :). W pobliûu szkoîy (Zachodniopomorska Szkoîa Businessu Instytut Ksztaîcenia Managerów we Wîocîawku - zsbikm(w) - rulez!) spotkaliômy zresztâ samego Jonka, który juû doprowadziî nas do samego miejsca noclegu.

Na miejscu poznaliômy Pana Dyrektora Michalskiego, Kulë (znaczy sië Andrzeja Króla) oraz Pana Rzecznika Napadîo Jarosîawa. Jako ûe w szkole tej znajduje sië tzw. internet cafe, co wiâûe sië z tzw. koïcówkâ internetu, Verox od razu zajâî sië podîâczaniem linuxa do sieci. A potem poszliômy spaê (tak gdzieô po drugiej, w kaûdym razie ja :)

Rano mogliômy sië juû na spokojnie rozejrzeê po otoczeniu. Ten dzieï wîaônie zadecydowaî o wizji Wîocîawka w moich oczach (zresztâ nastëpne wcale go nie zepsuîy). Wyobraúcie sobie, wstajecie rano, 2 metry dalej komputer podîâczony do sieci. Polazîem do sklepu po chleb (no akurat chleby to we Wîocîawku mogliby mieê wiëksze). Potem poszedîem na maîy godzinny obchód Wîocîawka. Plac Wolnoôci.. Ok, aleja 3go maja, fajna, potem Stary Rynek i bulwary nad Wisîâ. Pogoda w sam raz. Nie wiem, czy to wina (hem, zaleta) wakacji, czy teû to normalne, ale przez caîy czas musiaîem obracaê gîowë na wszystkie strony - tyle fajnych dziewczyn na raz to ja dawno nie widziaîem... A tu kurcze jeszcze dziesiâtej rano nie ma! To co bëdzie póúniej...

Potem wróciîem do szkoîy. Okazaîo sië, ûe dyrektorem jest taki spoko goôciu, "ûe gîowa maîa" (powiedzenie zasîyszane we Wîocîawku:). Rzecznik to inna sprawa, ale wtedy jeszcze nie dawaî sië we znaki. A potem postanowiîem zjeôê sobie drugie ôniadanko, zresztâ przy IRCu. Wyobraúcie sobie takâ sytuacjë: siedzicie przy IRCu, zagryzacie Kokosanki, poprawiacie czekoladâ mlecznâ i pijecie herbatë, którâ przed chwilâ zrobiîa wam miîa (i ôliczna:) dziewczyna, ktora na dodatek caîy czas sië krëci w okolicy. Boooh!!! Takie drugie ôniadania to ja bym mógî codziennie... No dobry humor na caîy dzieï zapewniony!

Potem jeszcze pojawiîa sië druga fajna dziewczyna zresztâ :) A potem, juû po poîudniu, dojechaî Lublin - LUD0, Violets, Edyta, Yoga, Marta, Sofcik, Brzoza, Kaôka... A potem jeszcze ktoô, ale juû nie spamiëtaîem... W kaûdym razie czwartek upîynâî pod znakiem witania starych znajomych i poznawania nowych :)

LUD0 przywiózî ze sobâ klona z W95... Zmuszanie tego do uûywania TCP/IP zajëîo Veroxowi 9 godzin okoîo, po czym i tak skoïczyîo sië niepowodzeniem. Nota bene ta sama czynnoôê, tyle ûe z Amigâ (podîâczanie Amig na party) zajmowaîa Veroxowi max. 10 minut. Zaczâîem wrëcz przypuszczaê, ûe klon ma sprzëtowego firewalla na TCP/IP :))) W koïcu uznano, ûe szkoda mâk, i Yoga miaî gfx workstation zamiast reszta terminala.

W piâtek dojechaî Tygrys. Naleûaîo sië zabraê za przygotowanie sali... Wybraliômy sië wiëc na Chopina (tak gdzieô od tego dnia Verox byî gîownym kierowcâ party:) Dobrzy sponsorzy dostarczyli "fajne" reklamy, które trzeba byîo powiesiê. W samej Hali sâ takie dwie galeryjki, ale ûeby byîo ômieszniej, Hala byla wynajëta, natomiast kluczy do tychûe galeryjek nie byîo. Jonek lataî gdzieô coô zaîatwiaê, pozostawî wiëc Pan Rzecznik. Dzieï wczeôniej wymyôliî on tzw. dyûury, to znaczy ûebyômy sië za bardzo nie wyspali (zresztâ i tak nie mieliômy zamiaru), to dwójkami mieliômy czuwaê przy drzwiach szkoîy (w której nocowaliômy), aby nas ktoô nie okradî etc. (rano zresztâ bardzo denerwowaî sië brakiem Luda, który miaî dyûurowaê od 7 do 9, a po prostu spaî:). No w kaûdym razie u pana owego doôê trudno byîo coô wynegocjowaê, i stwierdziî, ûe kluczy nie ma i nie bëdzie. No coû, po drzewach dawno nie îaziîem, ale... W ôlad za Ludem wyspinaîem sië na górë i miaîem zaszczyt sîuchaê "wyûej, wyûej... a tu niûej.. naciâgnijcie!". A potem z radoôciâ sobie skoczyê na dóî.

W piâtek wieczór zaczëli juû przybywaê pierwsi goôcie. Nawet doôê wielu. Przez Gadzinkë i XTDa gdzieô zagubiîem dwa bochenki chleba (Verox i Tygrys: sorry :)). XTD pokazaî mi trick z ûyczeniem powodzenia, Gadzinka odôpiewaî przed Halâ "Nie rzucim ziemi, skâd nasz ród" i coô jeszcze. Przyjechaî Maxym i J0E. Potem wszystkich wywalono na zewnâtrz celem ewidencji, potem wleúliômy z powrotem. W sumie tego dnia zdâûyîem jeszcze sië przespacerowaê do sklepu nocnego, pogadaê z Gadzinkâ... Potem zîoûylem swój zewîok gdzieô pod stolikami Punktu Dowodzenia Internetowego i tak zakoïczyî sië dla mnie piâtek.

W sobotë rano okazaîo sië, ûe ludzi jest coraz wiëcej. Przyjechaî Marty, Hak, Miklesz z Beatâ. Zabora. Potem jeszcze z Martym i Veroxem spotkaliômy AMIego i Olgë z Beatâ (ale juû innâ Beatâ), co zresztâ potem (przez caîy czas trwania IO4) byîo doôê trudne. Zjawili sië takûe ChamLet, Babcia (vel Dziunia), Venom, Pierre. Swój sprzët przytachaî Sal. Ludzi byîo oczywiôcie coraz wiëcej, moûna byîo wiëc spotkaê znajomych z sieci nigdy nie widzianych IRL, jak np. Plema, Koômiego, Maksia (który jest zresztâ na zdjëciu z Intela zamieszczonym w Gazecie Kujawskiej :), Maca... Wbrew zapowiedziom przyjechaî Naczelny, zgodnie z zapowiedziami Petro Tyschtschenko.

Czëôê ludzi przyjechaîa w takim stanie, ûe od razu musieli udaê sië na spoczynek (to chyba tradycja?:). Inni dopiero na miejscu startowali. Po Hali ciâgle krëcili sië znajomi, np. Zabora ("Nie masz jakiejô zapity?"), Hak ("Nie wiesz przypadkiem, gdzie ja poîoûyîem plecaki?"). Tygrys poznaî J0Ego ("Ale bana i tak Ci nie zdjemë"). Beata zastanawiaîa sië, gdzie znów podziali sië AMI z Olgâ ("chyba poszli na zakupy?":). Pierre powiedziaî mi, co przewaûyîo o jego decyzji pojawienia sië tutaj (jestem zaszczycony :). Verox woziî wszystko i wszystkich w te i z powrotem ze szkoîy na party place (w sumie po Wîocîawku przejeúdziî 400 kilometrów!). Sal "poznawaî dziewczyny, które widziaî pierwszy raz na oczy", choê przez Venoma zostaîo to okreôline nieco inaczej :)) Ja dzieliîem czas miëdzy stare a nowe znajomoôci.

Sîowem, party zaczëîo sië dziaê.

Byîy oczywiôcie kompoty. Zaczëîo sië od music compo w sobotë po poîudniu. Potem przerwa, wieczór gfx compo. Byîa takûe konferencja z panem Tyschtschenko, który to oczywiôcie powiedziaî tyle, ile mógî, aby nic nie mówiê, za co dostaî od Violets kwiatki i buziaka :)) Podarowaî teû jednâ A1200 dla sponsora, czyli Szkoîy Businessu (która najprawdopodobniej znajdzie sië w tamtejszej Internet Cafe). Na pytania zgromadzonych mniej lub bardziej uprzejmie odpowiadaî naczelny Magazynu Amiga Marek Pampuch, a w miëdzyczasie na big screenie nad jego gîowâ Lud0 wypisywaî róûne ciekawe rzeczy :))

W sobotë wieczór dotarîa Izulka. W celu jej przechwycenia na dworzec Polskiego Ekspresu udaîa sië ekipa w skîadzie m.in. Sal, Venom i mps. Niestety wskutek pewnych nieporozumieï nie udaîo im sië jej zîapaê na dworcu. Wsiadîa w taksówkë i pojechaîa na party place, gdzie zostaîa bezbîëdnie przejëta przeze mnie, Veroxa i Marty'ego. Spokojnie jedliômy sobie ôledzie w oleju, zagryzajâc chlebkiem, a tu podjeûdûa taksówka i wysiada z niej.. Izulka (tu sië pochwalë, to JA jâ dostrzegîem, a te ûarîoki niczego oprócz ôledzi w oleju w tym czasie nie widzieli :)) Przywitaliômy sië wszyscy wylewnie. Verox korzystajâc z okazji od razu pokazaî jej swojego "malucha".

Potem wiëkszoôê partowiczów zgodnie z tradycjâ piîa piwo, potem drugie piwo i trzecie. A potem nastëpne, oczywiôcie. Tutaj wielkie podziëkowania dla mpsa, który tego (i nie tylko) dnia zasponsorowaî browar wielu znajomym i nieznajomym. Dziëkujemy :)

Nastëpne composy odbyîy sië gdzieô koîo póînocy. Demo compo ani intro compo na Amigë nie widziaîem z przyczyn obiektywnych :)) Znalazîem sië bowiem w skîadzie ochotniczego patrolu badajâcego zagroûenie zalania Hali Sportowej przez Wisîë (a ûe do Wisîy kawaîeczek, zajëîo to troszkë czasu :)) Gdy wróciliômy, to byîo juû demo compo na blaszaka. Nastëpnie odbyîo sië tzw. rave party. Jednym z "dajâcych czadu" byî Zygfryd Sadowski, caîkiem fajny goôciu. Ale skakaê mi sië nie chciaîo (rave to nie jest mój ulubiony rodzaj muzyki, chociaû akurat do imprez pasuje), wiëc të czëôê po prostu przesiedziaîem.

Nastëpnym elementem Copy Party byîo Crazy Compo. Tutaj od razy muszë powiedzieê, ûe moja ocena jest subiektywna (wspomniana wczeôniej prezentacja), ale... Ale poziom wiëkszoôci demek byî tak ûaîosny, ûe robiîo mi sië przykro. Jak juû komuô staraîem sië to obrazowo przedstawiê, aby zejôê do poziomu tych produkcji naleûaîo przyklëknâê i wejôê pod wykîadzinë, prezentowaîa bowiem poczucie humoru przeciëtnego niedorozwiniëtego piëtnastolatka. Oceniam to po naîadowaniu chamstwem i wulgarnoôciâ, choê nigdy nie przypuszczaîem, ûe czîowiek po technikum moûe sië zniesmaczyê jakimô chamstwem... Nie znaczy to, ûe nie zawieraîy one ûadnych ômiesznych akcentów. Chyba najlepsze byîo to z hasîami "Zrób to na wîasnâ rëkë", "Kolumna Zygmunta", ze scrollingiem w trybie M$ Windows etc:)). Jednakûe na przyszîoôê wolaîbym, aby selekcja demek do crazy compo odbywaîa sië na zasadach 1. Czy pokazaîbym to swojej kobiecie? 2. Jeôli tak, to czy ûeby jâ rozômieszyê demkiem, czy poziomem umysîowym tych ludzi?...

Video compo teû nie oglâdaîem, poniewaû zîoûyîem zwój zewîok w pobliûu komputerów i poszedîem spaê... Mile poîechtany poczuîem sië za to przy obudzeniu (a, pochwalë sië), gdy to dwa metry od swojej gîowy usîyszaîem dwóch goôci przeglâdajâcych Magazyn Amiga, a jeden z nich wyraûaî sië pochlebnie o moim artykule :)

Potem byîa najsmëtniejsza czëôê party - czekanie na ogîoszenie wyników. Sala okazaîa sië niezbyt dobrze zaciemniona (przez co wczeôniej nie pokazano 4 kB intro compo), wiëc big screen zwiniëto, a komputery odjechaîy. Przemiîy pewien pan (Rzecznik vel Wodnik) zarzâdziî, ûe trzeba juû zebraê stoliki (a po jakâ cholerë tak wczeônie, to nikt nie wie). Zrobiîo sië wiëc pusto i cicho, a lud polegiwaî sobie na podîodze, a na ôrodku Taquart liczyî gîosy, niezbyt mile reagujâc na teksty "a ile wam to jeszcze zajmie?" :))

Jeszcze tylko na zapleczu podzielono nagrody, i juû Yoga mógî ogîosiê wyniki (wedîug wiëkszoôci - doôyê niewyraúnie:). Gratulacje od Yogi, uôcisk rëki Hiva, i laureaci mogli odebraê nagrody (jeôli mieli co)... To "jeôli mieli co" wynika z faktu, ûe w Crazy Compo nie byîo nagrody ûadnej przewidzianej (a zajëliômy z Veroxem drugie miejsce), nawet marnego kubeczka. Na szczëôcie dzielny Marty stanâî na wysokoôci zadania i korzystajâc ze swych uzdolnieï graficznych na poczekaniu przygotowaî puchar (znaczy sië napisaî "2nd Prize in Crazy Compo" na plastikowym kubeczku:)), który to z dumâ pokazaîem w domu :)))

No i koniec, i wiëkszoôê ludzi sië rozjechaîa... Ale nie wszyscy. Niektórzy, miëdzy nimi ja, stwierdzili ûe jak wakacje to wakacje, a Wîocîawek zasîuguje na jeszcze troszkë... Wieczorem w niedzielë poszliômy sobie wszyscy nad Wisîë. A trzeba wam wiedzieê, ûe w nocy nad Wisîâ we Wîocîawku jest naprawdë ôwietnie - jest cicho, przyjemnie, a caîoôê dopeînia dîugi, ôlicznie oôwietlony most. Ehhh! :)

W poniedziaîek wczesnym rankiem czëôê druûyny pojechaîa: mps, Tygrys, Babcia, STRodd... Ja z Gadzinkâ odprowadziliômy ich na dworzec, a gdy stamtâd wróciliômy z nieogarnionâ radoôciâ zauwaûyîem, ûe Verox zaanektowaî sobie mój ôpiwór (ûeby jeszcze dla jakieô kobiety, albo ûeby on z kobietâ, albo chociaû z facetem, ale nie, on sam!:). Ale postanowiîem go z tego powodu nie mëczyê, i poszedîem spaê na materacu w ubraniu. Noc byîa w sumie ciepîa, ale ja nie wiadomo czemu zmarzîem (chyba dla zasady :)).

W poniedziaîek teû pojechaîa reszta ludzi z Lublina... Zostaîo nas juû niewielu - Gadzinka, Verox, Marty, Venom, ja, oraz miejscowi - V0yager z Monikâ, Jonek, Kula...

Po poîudniu z Veroxem i Martym znów wybraliômy sië nad Wisîë, zostawiajâc Venoma przy terminalu, do którego zaczâî juû przyrastaê (co mnie w pewnym momencie ostro wkurzyîo, bo uniemoûliwiaî innym wszelkie czynnoôci majâce trwaê dîuûej niû 10 minut). Poîaziliômy sobie bulwarem... W pewnym momencie zapragnâîem zostaê uwieczniony "jakbym skakaî do Wisîy". Na zdziwione spojrzenie Veroxa odpowiedziaîem "Spoko spoko, wyhamujë". I.. zgadnijcie co? :) Miejsce lâdowania obliczyîem dobrze, ale nie przewidziaîem poôlizgu... No i w ten sposób straciîem równowagë i gîadko wjechaîem do wody, tak gdzieô po uda (udokumentowane fotograficznie, oczywiôcie :). Podczas powrotu do bazy wszyscy troje byliômy bliscy zaômiania sië na ômierê.

W poniedziaîkowy wieczór odbyîo sië ognisko u Jonka w domu (znaczy sië w jego pobliûu, nad Wisîâ)... W powyûszym skîadzie (z wyjâtkiem Kuli) pojedliômy trochë ogniskowej kieîbasy z chlebem, popiliômy Fantâ, i po prostu dobrze sië bawili... Moûe z wyjâtkiem Venoma... Zîoûyliômy mu ûyczenia (na nastëpny dzieï koïczyî osiemnastkë), ale niestety nie mieliômy prezentów. Przez caîy czas trwania ogniska Venom zachowywaî sië cicho, ûeby nie powiedzieê, ûe spaî z gîowâ miëdzy kolanami (no w koïcu ileû moûna IRCowaê bez snu?:). Jak powiedziaî Venom, moûe to ognisko podobaîo mi sië, bo rzadko bywam na ogniskach... Ale wydaje mi sië, ûe inni teû w miarë mile spëdzili czas, ômiejâc sië z siebie nawzajem :)) Faaajnie byîo w kaûdym razie :)

We wtorek rano zbudziî nas Marty niosâc ôrednio radosnâ wiadomoôê, ûe juû sobie jedzie. Odprowadziliômy go z Veroxem na dworzec, gdzie wcisnâî sië w zatîoczony pociâg (ale w miîym towarzystwie, jak zdâûyliômy zauwaûyê:) i pojechaî :(( Zostawiî nam za to troszkë zakupionego jedzenia, picia i indiaïski widelec :)

Tego ranka Gadzinka "obudziî sië jak Dûepetto, zobaczyî, ûe jego króliczek [taki pluszowy] staî sië mniejszy i oûyî"... A to wszystko za sprawâ Jonka, który postanowiî ofiarowaê mu czâstkë swego gospodarstwa. Do kogo w koïcu ten króliczek trafiî, nie wiem (bo Gadzinka wziâê go raczej nie mógî, bo nie bardzo miaîby gdzie go trzymaê :(

Jonek poinformowaî nas takûe, ûe wczorajsze "ognisko place" dziô znajduje sië juû pod wodâ... Zresztâ juû od kilku dni woda we Wîocîawku nieco przybieraîa, a we wtorek byîa juû doôê blisko samego bulwaru. Oczywiôcie ludzie, jak to ludzie, bardzo chcieli to wszystko zobaczyê, a ûe sâ z natury leniwi, Wîocîawek zaroiî sië od samochodów kierujâcycyh sië nad Wisîë...

My zredagowaliômy jeszcze notkë do miejscowej prasy przedstawiajâcâ Intel Outside 4 w nieco delikatniejszym ôwietle, niû zrobiîo to miejscowe radio. Wystâpiliômy takûe przed kamerâ miejscowej telewizji (Jonka wszëdzie lubiâ... co zresztâ nie jest dzwine :)) Potem Verox zwinâî zabawki (znaczy sië komputer), wziâî Gadzinkë i pojechali. Jonek, V0yager i Monika takûe wybyli. W szkole zostaliômy jedynie ja i Venom. No i Pan Dyrektor Michalski.

Tak w ogóle to Pan Dyrektor zalicza sië do kilku czynników, które w tym raporcie czësto nie wystëpujâ, a po prostu stanowiîy caîy czas tîo opisanych tu wydarzeï. Obok Pana Dyrektora (tîo pozytywne) byî jeszcze Pan Rzecznik (tîo raczej negatywne), Jonek (na a jakûeby inaczej, jak nie pozytywna postaê:), dwie przemiîe kujawianki pracujâce w szkole - Ania i Aneta (takûe jak najbardziej pozytywne:) oraz dokumentacja fotograficzna (tîo neutralne). Dziëki panu Michalskiemu, Jonkowi, Ani i Anecie Wîocîawek bëdziemy wspominaê bardzo dobrze (mam nadziejë, ûe wyraûam odczucia ogólu, a nie tylko swoje:), pan Napadîo uôwiadomiî nam, ûe ôwiat jest tylko ôwiatem, i nigdy nie moûe byê za dobrze, a dziëki dokumentacji fotograficznej o caîej imprezie szybko nie zapomnimy :))

No w kaûdym razie ostatnimi niedobitkami "komputerowców", którzy nawiedzili Wîocîawek z okazji IO4 byliômy ja i Venom. Pociâg mieliômy o 1:13 w nocy, zdâûyliômy wiëc jeszcze posprzâtaê salë, w której wszyscy nocowaliômy (worek ômieci stamtâd wyszedî... no, nie sam:)). Po póînocy poûegnaliômy sië z panem Michalskim i skierowaliômy w stronë dworca.

Jak sobie to podliczyîem, to mi wyszîo, ûe byîem najdîuûszym staûem uczestnikiem (czy to gramatycznie?) Intel Outside 4, przyjechaîem bowiem do Wîocîawka w ôrodë wieczór (z Veroxem), a opuôciîem to zacne miasto dopiero w nastëpnâ ôrodë nad ranem (z Venomem). Yeah, bëdë miaî sië czym dzieciom chwaliê (tylko czyim?:).

Sam powrót teû nie byî zbyt monotonny - najpierw zjâîem konduktorowi czapkë z gîowy swoim plecakiem, potem okradli ludzi w przedziale obok, a potem podobno strasznie chrapaîem... Ale to juû inna historia... :)

Oczywiôcie sâ ludzie, którzy na IO4 narzekajâ. A niech sobie narzekajâ. Moûe mnie sië wszystko podoba, moûe coô... nie wiem. Ale ja nie jestem scenowcem, nie pojechaîem konkretnie na imprezë zwanâ Copy Party. Ja pojechaîem spotkaê sië ze znajomymi z IRCa i poznaê nowych ludzi, spëdziê poza domem tydzieï wakacji. I jestem jak najbardziej zadowolony, wraûenia mam zdecydowanie pozytywne, I juû. I ûyczë wszystkim, aby nastëpne Intel Outside teû odbyîo sië we Wîocîawku, bo...

Wîocîawek RULEZ!!! (prawda Verox?:)
Jeôli Was tam nie byîo, to straciliôcie (IMHO :))

Tadek vel TxF (aka JPEG)


Powrót