Zdarzyîo sië w pewnym mieôcie...

"Pamiëtaj jednak, ûe grzechem jest zabiê drozda"

Piâtek, trzeci stycznia: pewna dziewczynka (nazwijmy jâ Anetâ, to dobre, poczciwe i nieco naiwne dziecko) mówi mamie, ûe umówiîa sië z koleûankami z klasy (niech nazywajâ sië Kasiâ i Monikâ) na godzinë czwartâ trzydzieôci, ma wyjôê i kupiê prezent bratu. Matka dziwi sië trochë, bo córka do tej pory nie przyjaúniîa sië z tymi akurat dziewczynkami, ale nie ma powodu, aby zabroniê dziecku wyjôcia. Czwarta trzydzieôci: dzwonek domofonu. Kto tam? Koleûanka, przyszîam po Anetë. Ale kto tam? Koleûanka. Jaka koleûanka? Noo, koleûanka. Aneta: mamo, to Monika, ja ci miaîam nie mówiê, ûe to ona, ale to ona... to ja zejdë na dóî. Schodzi.

"Juû wchodzimy w krainë wielkiego chîodu, a to dopiero poczâtek."

Piâta po poîudniu. Dzwonek do drzwi. Monika i Kasia. Czy jest Aneta? Skâd, przecieû wyszîa do was przed chwilâ. Do nas? Niemoûliwe... Spóúniîyômy sië trochë... To nie ma Anety? Wychodzâ.

"... zimno jest przeraúliwe..."

Zaniepokojona matka dzwoni na policjë, w radiu i telewizji lokalnej ukazujâ sië proôby: "ktokolwiek widziaî..." Policja przeszukuje pokój Anety. Znajdujâ niewielkâ, niepodpisanâ karteczkë o zadziwiajâcej treôci. Pismo wskazywaîoby na autorstwo Moniki. Zaintrygowana treôciâ liôciku policja odwiedza domniemanâ autorkë. Ta mówi, ûe to nie jej pismo. Nie wie, o co chodzi.

Sobota, czwarty stycznia, dochodzi czwarta po poîudniu: matka Anety odwiedza nauczycielkë, która jej córkë i obie dziewczynki uczy polskiego. Przynosi karteczkë z listem. Klasa pisaîa niedawno klasówkë z polskiego, wiëc polonistka ma materiaî porównawczy. Tak, to jest pismo Moniki, z pewnoôciâ. Matka jest coraz bardziej przeraûona, dziecko zniknëîo, policja wydaje sië nic nie robiê (ale tym razem to tylko takie wraûenie). Godzina piâta, szósta po poîudniu: telefon do nauczycielki - "obu dziewczynek nie ma w domu, rodzice nie wiedzâ, dokâd wyszîy".

Niedziela rano, przedpokój mieszkania polonistki: telefon. Komenda Rejonowa Policji... Znaleziono ciaîo. Trzeciego. Tak, proszë zawiadomiê dyrektorkë, bëdziemy jutro o wpóî do dziewiâtej. Nastëpny telefon, trochë wiëcej faktów: Monika i Kasia zgîosiîy sië na policjë w sobotë okoîo jedenastej wieczorem. Tak, to one zabiîy dziewczynkë. W piâtek, na dziaîkach za koôcioîem. Pytanie: jak? Zaprowadziîyômy jâ za koôcióî (tam sâ takie dziaîki), kazaîyômy czekaê. Tu zeznania sië plâczâ... Jedno jest pewne, zadaîa jej cios w brzuch. Ale koleûanka powiedziaîa, ûe cios w brzuch, to nie jest rana ômiertelna, w filmach uderza sië w serce. Uderzyîa i w serce. Pytanie: czy do domu Anety poszîy juû po dokonaniu morderstwa, czy kazaîy dziecku czekaê, poszîy "zrobiê sobie alibi" i wróciîy, aby zabiê. Pytanie: kiedy to zaplanowaîy (bo to byîo morderstwo z premedytacjâ, z pewnoôciâ. Na lekcji chemii w piâtek - trzeciej lub czwartej lekcji tego dnia - przysiadîy sië obie do Anety i coô tam ustalaîy. Strzëpy: "tylko nie mów mamie", "przyjdziemy po ciebie" - tego dowiedziaîa sië matka juû w piâtek, kiedy przeszîa po domach kolegów i koleûanek z klasy. Musiaîy wiëc zaplanowaê to wczeôniej.) Pytanie: dlaczego? Odpowiedú: bo nas denerwowaîa.

Kartka: przyjdziemy po Ciebie koîo 16:30. Nie mów nikomu, ûe to ja przyjdë po Ciebie. To bëdzie niespodzianka, zrobimy prezent Twojej mamie. Tylko nie mów nikomu...

"I tylko ten przeraúliwy chîód..."

Rzecz zdarzyîa sië naprawdë. Aneta nie ûyje. Nie chcë nawet myôleê o tym, co czuje jej matka. Nie chcë myôleê o tym, co sië wydarzyîo, jednak nie mogë...

...w pewnym ôredniej wielkoôci mieôcie zdarzyî sië niesmaczny wypadek. Dwie piëtnastoletnie dziewczynki (nazwijmy je Monikâ i Kasiâ) z jakichô niejasnych powodów pozbawiîy ûycia trzeciâ (niech nazywa sië Anetâ). Sprawa niemalûe jak z wâtpliwej jakoôci pism o sprawach kryminalnych.

Pytanie: jak wyglâdaîy? Monika: îadna, choê w nieco wulgarny sposób dziecka, które zbyt wczeônie dorosîo. Ôniada, czysta cera, duûe, zmysîowe usta, ciemne oczy lekko podmalowane, ciemne wîosy. Poza tym niczym szczególnym sië nie wyróûniaîa. Ûadnych ekstrawagancji w stroju. Zeszyty prowadzone sensownie. Zadania domowe odrabiaîa. To jedna strona. Druga: samobójcza próba dwa lata wczeôniej. Doôwiadczenia z narkotykami ("ja wiem, kto to u nas sprzedaje, ale nie mogë powiedzieê, bo straciîabym ûycie" - gra? udaje? mówi prawdë?), noce spëdzone poza domem, ucieczki... mëûczyúni - zbyt wczeônie, zbyt wczeônie... Kasia: "brzydkie dziecko", wystajâce zëby, spiczasty nosek, piegi. Wîosy rzadkie, mysie, chudziutka. Do szkoîy nie chodzi, za to wieczorami rozjeûdûa sië gdzieô po mieôcie. Znany obrazek, zwyczajny, aû chciaîoby sië powiedzieê: typowy - dwie przyjacióîki, jedna îadna, druga brzydsza... Niepokojâce szczegóîy, na które nikt wczeôniej nie zwracaî uwagi - bo niby dlaczego. Jakieô gesty sprzed roku, jakieô dziwaczne zachowania i sîowa, do których nikt nie przywiâzywaî wagi...

Rekonstrukcja wydarzeï:

Piâtek, lekcja chemii: Aneta umawia sië z Monikâ i Kasiâ, ûe pójdâ razem i zrobiâ prezent mamie. Aneta jest dobrym, poczciwym dzieckiem i wierzy koleûankom. Z drugiej strony, dlaczego miaîaby im nie wierzyê. Do innych osób dolatujâ strzëp rozmowy: "...bëdziemy...", "tylko nie mów nikomu". Biedne dziecko, byê moûe poczuîa sië wyróûniona przez koleûanki, do ten pory nie zwracajâce na niâ uwagi, a moûe i trochë wyômiewajâce sië z niej...

Piâtek, czwarta trzydzieôci: dzwonek domofonu. Kto? Koleûanka. Jaka koleûanka? Noo, koleûanka. Ale jaka??? Brak odpowiedzi. Aneta wychodzi, mówi ûe to Monika (mimo, ûe tamta bardzo nalegaîa, ûeby nic nie wspominaê). Dziewczynki wychodzâ. Niepokojâcy szczegóî: pracujâcy przy swoim samochodzie sâsiad wspomina, ûe widziaî trzy dziewczynki wychodzâce z bramy i wsiadajâce do malucha ("to nie byî samochód z osiedla, tylko 'obcy'"). Ciëcie. Czy byîa wówczas pod drzwiami ta druga dziewczyna, którâ nazywamy Kasiâ? Nie wiemy. Jesteômy w okolicach koôcioîa (to niedawno wybudowany koôcióî o nieco niezgrabnej bryle i niezbyt dobrze zaprojektowanym przewodzie kominowym). W pobliûu sâ dziaîki. Teraz wiemy juû nieco wiëcej - dziewczëta zadaîy okoîo 60 ciosów, z których przynajmniej kilkanaôcie - wspólnie. Nie poszîo to tak îatwo - po kilku ciosach zadanych w brzuch dziewczynce udaje sië wyrwaê, próbuje uciekaê. Pyta: "Dlaczego mi to robicie". Zdejmujâ Anecie czapkë, buty i rëkawiczki, wrzucajâ je do ômietnika nieopodal. Nóû wyrzucajâ do innego ômietnika. Idâ do domu Anety i - tak jakby nic sië nie staîo - pytajâ o swojâ ofiarë. Wpraszajâ sië na herbatë. Na pytania zdezorientowanej matki odpowiadajâ zaprzeczajâco - nie, nie widziaîy Anety. Nie, to nie one przyszîy po niâ dzisiaj. Trochë sië spóúniîy, sâ zawiedzione, ûe Anety dzisiaj juû nie ma. Wychodzâ. Nastëpnego wieczoru idâ na policjë i informujâ o wszystkim. Beznamiëtnie, podobnie jak zabijaîy.

Tymczasem matka zaczyna sië niepokoiê i informuje policjë. Resztë juû znamy. Zostaje kilka pytaï: Dlaczego? Kto? Jeôli rzeczywiôcie obie przyjacióîki, to kiedy zaplanowaîy caîâ sprawë. A nie da sië ukryê, ûe rzecz byîa zaplanowana nadzwyczaj starannnie. Gdyby Aneta posîuchaîa polecenia i nie powiedziaîa mamie, ûe umówiîa sië z Monikâ, niewykluczone, ûe do dziô nie wiedzielibyômy, co wîaôciwie sië staîo...

Postawië tylko jedno pytanie: DLACZEGO TAK SIË DZIEJE? Moja odpowiedú brzmi: NIE MAM POJËCIA. Czy to filmy? Czy moûe klëska wychowawcza ,,pokolenia trzydziestolatków''? Brak rozmów? Brak dobrych wzorów? Zbyt maîo czasu na rozmowy? Za duûo telewizji? Mnóstwo ludzi sâdzi, ûe zna przyczyny, dla których coraz czëôciej dzieci mordujâ dzieci i nie tylko. Mnóstwo ludzi myôli, ûe wie... Czy jednak potrafiliby z caîkowitâ pewnoôciâ powiedzieê ,,MOJE dziecko nie mogîoby tego nigdy zrobiê''? Nie wiem. Nie sâdzë, aby ktokolwiek znaî odpowiedú...

Jubal