Paris, Paris, czyli dlaczego nie zjadîem kasztanów na placu Pigalle. ] ]]ENTER]Wycieczka do Paryûa ]] Ûabojady to dziwny naród. Jabole majâ droûsze niû u nas (najtaïsze wino po 15 franków, to jest okoîo 9PLN), ale za to jest duuuuûo wiëkszy wybór. Nie wiem natomiast czy wszystkim naszym jabolfanom by smakowaîo, bo wina u nich przewaûnie wytrawne, niesîodzone. Siarâ teû nie sâ zaprawianie. Za winem nie przepadam, wiëc wiëcej sië nie bëdë rozpisywaî, ale mogë za to sîowo o piwach powiedzieê. Otóû polskie piwa sâ wcale nie gorsze, moûe czasem nawet i lepsze. Na pewno od francuskich, ale moûna tam teû kupiê piwa belgijskie i holenderskie, a te juû sâ, co tu duûo gadaê, caîkiem fajne. Cenowo piwo wîaôciwie jest tak samo jak u nas. Tyle tylko, ûe tam majâ modë na butelki 0.33 a u nas, sâ wiadomo, póîlitrowe:)) To byî taki maîy wstëp, a teraz napisze o co chodzi. Otóû, za uprzejmym sypniëciem kasâ rodziców, pojechaîem na wycieczkë do Paryûa. Zorganizowaîa to niejaka firma Evatrans (polska póînocna). Generalnie wycieczka byîa fajna. Tylko byîo okrutnie duszno, przez pierwsze dwa dni, potem przez póîtora dnia padaîo, a potem znów byîo duszno. Akurat jak padaîo, to zwiedzaliômy ogrody wersalskie, a co!:) Tak wiëc byîo fajnie. Ale nie bëdë wam tu opisywaî co widziaîem w muzeach itp. bo to jest doôê nudne. Zresztâ kaûdy moûe sobie zdjëcia jakieô oblukaê (jak sië szefowie Andyreska zgodzâ, to moûe parë sztuk wrzucimy. Narobiîem ponad 200 sztuk fotek, wiëc jest z czego wybieraê). Tak czy siak, zabytki oblukaê warto. Naprawdë. Jak ktoô moûe, niech jedzie i sobie zobaczy. Opiszë tu moje wraûenia ogólne o Francji, francuzach, francuzkach (!) itp. Wiëc zaczynamy. Francuskiego jëzyka nie znam. Kupiîem miesiâc wczeôniej rozmówki. Trochë je postudiowaîem. Oki, myôlë sobie. Silwuple juû umim. Zanim dojechaliômy do Paryûa, mieliômy jeszcze przystanek w zajeúdzie przy autostradzie. Aha, ûabojady majâ zajebiste autostrady, ale pîatne. No to sië zatrzymujemy. Kibel!:)) Szukamy kibla. Wreszcie sië znalazî (Aha, francuzy majâ wszëdzie DARMOWE toalety publiczne). Potem, no niby coô zjeôê. Ôniadania to oni jedzâ przecudaczne. Buîka, marmoladka, rogalik, kawa. Koniec. Nie wiedziaîem jak zamawiaê buîkë, wiëc zamówiîem kawë, dla mnie i dla rodziców. Oki. Pani za barem zaîapaîa o co chodzi. Potem coô do mnie zagadaîa. Ja oczy w sîup. Ni w zâb. Ale zorientowaîem sië, ûe pyta czy z mlekiem. Kiwam, ûe nie. Oki. Mersi. Ufff... W Paryûu troszkë zwiedzamy, jeúdzimy tu i tam. Wreszcie dojeûdûamy do naszego hotelu. Droga troszkë skomplikowana. W lewo, w prawo... Szok. Aha, jeszcze o samym mieôcie. Paryû jest ZAJEBISTY, tzn. b. duûy. Mieszka w nim cuzamen ponad 10 mln ludzi (DZIESIËÊ MILIONÓW) i oblicza sië, ûe jest to ôrednio co piâty francuz. Fajnie, nie? W samym centrum Paryûa mieszka "tylko" dwa miliony. Centrum jest otoczone obwodnicâ, tzw. Periferikiem. Fajnie sië po nim jeúdzi, jak sië uda na niego wjechaê! Hotel. Wyglâda na pierwszy rzut oka w porzâdku. Nie spodziewamy sië przecieû Mariotta. Klasa turystyczna, oki. Wchodzimy do pokoju... SZOK! Trzy îóûka obok siebie, szafa, telewizor pod sufitem. Îazienka, zlewozmywak. No, jeszcze do strawienia. Potem jeszcze gorzej. Nie ma kubîa na ômieci (wrzucamy odpadki do szafki pod zlewem). Telewizor nie dziaîa, a pilot do niego wyglâda jakby pamiëtaî jeszcze czasy Napoleona. Jak sië potem jeszcze okazuje, pokoje nie majâ klimatyzacji. JEST PO PROSTU GORÂCO! Ôpimy przy otwartym, CAÎYM, na oôcieû, oknie. Ûeby byîo zabawniej, w kiblu jest jeszcze bardziej gorâco i duszno. Co przeûywaîem siedzâc tam na sraczu, to moje. W miëdzyczasie opowiem wam resztë o kulinarnych umiîowaniach francuzów. Otóû po tym ôniadanku do godziny mniej wiëcej 13.00 nie jedzâ nic. Wyskakujâ wtedy z pracy na przerwë i w jednej z wielu knajpek zjadajâ jakâô saîatkë, kanapkë, popijajâ kawâ lub winem. I spowrotem do pracy. Ûeby byîo ômiesznie, francuzi sâ bardzo leniwii. Do pracy idâ dopiero na dziewiâtâ, supermarket otwierany jest dopiero o 8.30. Wczeôniej otwarte sâ tylko sklepy z.. pieczywem! Ûeby mogli sobie kupiê te buîki. Pracujâ od tej dziewiâtej do godziny siedemnastej. Potem na obiad. Óni prawie wcale nie jedzâ w domu, dlatego teû Paryû jest peîen knajpek. Normalnie knajpa koîo knajpy. Jedna na drugiej. Dosîownie. Na kolacjë (obiad) to dopiero jedzâ. Najpierw jakaô zagrycha, sery, jakieô zupki, potem miëcho, na koniec ûabie udka, jeszcze coôtam, deserów jako takich wîaôciwie nie jedzâ. Wszystko zapijane winem. Koszmar. Metro, jedno z najstarszych na ôwiecie, trzynaôcie linii. Dodatkowo kolej podziemna RER. Wszystko to pod ziemiâ. Metro jest najlepszym ôrodkiem transportu, chociaû wcale nie jest tak ôliczne jak w Warszawie. Jeúdzi najwyûej szeôêdzieôiât na godzinë, w metrze teû jest DUSZNO i gorâco, stacje sâ gësto rozlokowane. Stacje metra sâ maîe i ciasne. Brudne. Korytarze w stacjach przesiadkowych to istne labirynty. Sodoma i gomora. W caîym Paryûu, tak ciëûko jest o kubeî na ômieci jak o wodë na pustyni. Wszyscy po prostu rzucajâ ômieci pod nogi, na chodnik. Wszëdzie biegajâ na zielono ubrani murzyni z zielonymi mioteîkami i sprzâtajâ. A pro pos murzynów. Jest ich tam bardzo bardzo duûo. Ale wydaje sië, ûe sâ oni tam drugorzëdnâ klasâ ludzi. Sâ od tzw. brudnej roboty. Caîy paryû, to w ogóle jedna wielka mieszanka ludzi. Sâ tam turkowie, arabowie, murzyni, chiïczycy, koreaïczycy, wietnamczycy i inni. Na dodatek z milion turystów dziennie. Najwiëcej turystów chyba z Japonii, ale teû i z Hiszpanii, USA, Wîoch. I z Rosji. Teraz o dziewczynach. Czyli laskach. Poniewaû jak juû mówiîem, jest tam spory mix narodowoôciowy, to i dziewczyn îadnych sporo, takich o ôniadej karnacji. Ale rodowite francuzki teû wydawaîy sië niezîe. Nie wszëdzie i nie na kaûdym kroku, ale wprawne oko Marty'ego dostrzegîo to i owo:). Szczególnie wpadîy mi w oko dziewczyny obsîugujâce windy i sprawdzajâce bilety na wieûy Eiffla. Bomba. Nawet sië ôlicznie uômiechajâ. Aû chciaîo by sië powiedzieê im coô miîego, ale cóû... Je ne parle francois....:( Na zakoïczenie, troszkë o cenach we Francji. Otóû rzeczy typu sprzët RTV, pîyty, czy kasety, sâ mniej wiëcej w cenach odpowiadajâcych naszym. Natomiast im schodzimy do produktów taïszych, tym rozdúwiëk jest wiëkszy. Czasem aû dziw. Gîupia puszka Coca-Coli w automacie (u nas 1.50PLN), tam kosztuje 10FF (czyli prawie 6PLN!). Ûeby byîo ômieszniej, ta sama Cola w supersamie kosztuje trochë ponad zîotówkë (w przeliczeniu). Na pewno czëôê tych cen spowodowana jest tym, ûe tam masa turystów jest, ale i tak. Za hot-doga zapîaciê 25FF to juû chyba sporo, nawet jak dla turystów, nie? Faktem jest jednak, ûe i zarobki tam wiëksze. Ôrednia pîaca wynosi 8000FF (czyli ponad 4000PLN, czyli czterdzieôci baniek... przypomnë, ûe u nas aktualnie ôrednia pîaca jest.... 800PLN), a ûeby byîo ômieszniej, bezrobotny dostaje tam zasiîek w wysokoôci 3000FF (sic!!!)... Kto chce byê bezrobotnym za piëtnaôcie baniek miesiëcznie? No! Nic tylko tam zostaê bezrobotnym, nie? I tym optymistycznym akcentem zakoïczë mojâ wyprawë po Francuzach:) Do nastëpnej wycieczki. ]ENTER]La Marty ] Marty??? a gdzie te zdjëcia??? [PAPLO]