MURY HEBRONU - CZYLI JAK TO W PUSZCE ! ] ]]ENTER]Mury Hebronu ]] Nie wiem dlaczego, ale myôlë ûe powinienem wam zaproponowaê przeczytanie tej ksiâûki. Z jednej strony jest tam dobra dawka jajka, co najlepiej lubië w opowiadaniach a z drugiej strony ksiâûka ukazuje codzienne ûycie wiëúnia. Przypadkowo wpadîem na jej trop. Kiedyô siedziaîem u kolesia w kiosku i oglâdaliômy gazety z goîymi babkami wpadî drugi koleô i mówi, ûe jego znajomy poûyczyî mu ksiâûkë pt." MURY HEBRONU " ANDRZEJA STASIUKA, potem zaczâî trochë opowiadaê treôê ksiâûki i takim sposobem przeczytaîem jâ. Opowiadanie te skîada sië z dwunastu rozdziaîów w czym pierwszy jak i ostatni sâ tak beznadziejnie nudne ûe chuj boli ale jak juû przebrniesz przez to, z chëciâ poczytasz sobie dalej. Przytoczë wam jeden rozdziaî. ]ENTER]WALKA ] Korytarz puchnie od echa podniesionych gîosów. Tam, na samym koïcu, sâ cele represyjne. Kilka izolatek i kilka czteroosobowych cel do odsiadywania kary twardego îoûa. Chmara mundurów otacza czterech póînagich mëûczyzn. W nëdznym ôwietle ûarówek krew ma kolor czarny. Najmîodszy ma przeciëte gardîo. Przeciëte precyzyjnym muôniëciem ûyletki. Ciëcie nie siëga gîëboko, rozrywa jedynie pierwszâ warstwë skóry i sprawia, ûe rana rozwiera sië szeroko. Zieje. Oôlepia. Najstarszy, chudy, caîy z ceraty i patyków ma brzuch pociëty w kilku miejscach. Ciemne szczeliny krzyûujâ sië. Krew spîywa na jasne sprane spodnie. Zostaje na betonowej posadzce. Ogromny, przypominajâcy goryla mëûczyzna zaznaczyî sobie przedramiona. Ostatni z nich, tîusty i brzuchaty, idzie w samych gaciach. Jego nogi sâ rozprute od kolan do biodra. Generalskie lampasy o niespokojnym rysunku. Idâ powoli, teatralnie. Starajâ sië daê cieknâcej krwi jak najwiëcej czasu. Z zadowoleniem patrzâ na ciemne plamy pochîaniajâce coraz wiëksze obszary bladej skóry. Uômiechajâ sië. Ból nadejdzie dopiero za kilka, kilkanaôcie minut. Czarny but tego w gaciach zostawia ôlady. Wypeînia go krew. Chlupocze. Pryska zza niskiej cholewki. ...kurwa!... oddziaîowy! Co sië tutaj dzieje?... kuUrwa... obywatelu kapitanie... cholera... porûnëli sië... porûnëli... nie wiem jak... kiedy... jak pragnë zdrowia... rewidowaîem... jak pragnë zdrowia rewidowaîem. Oni sâ z szóstego oddziaîu... tam same bandziory... obywatelu kapitanie... rewidowaîem wszystkich po kolei... celë teû wczeôniej sprawdziîem... ktoô im musiaî daê ûyletkë... Najmîodszy uômiecha sië przebiegle. Jego zëby na tle czerwonego woalu otulajâcego szyjë sâ olôniewajâco biaîe. Czuje sië bezpiecznie. Pîaski i kanciasty kawaîek nierdzewnej stali lekko ziëbi mu spód jëzyka. Chîód napeînia mîodego czîowieka spokojem. ... co?... co wam strzeliîo do tych gîupich îbów... gadaê!... nie... niech ich lekarz najpierw poceruje... cholera, co za jatka... panie kapitanie, te zbiry nic nie powiedzâ. Oni chcâ z naczelnikiem, a naczelnik powiedziaî, ûe nie bëdzie z nimi gadaî, bo juû im powiedziaî, co miaî do powiedzenia, czternaôcie dni twardego i niech sië cieszâ, ûe izolatek nie dostali. A oni gadajâ, ûe im sië nie naleûaîo.... ....doktorze, da pan sobie radë, czy wieziemy do szpitala... powoli sië zrobi. Jak sië trochë wykrwawiâ, to im tylko na dobre wyjdzie ... spokojniejsi bëdâ. Siostro... gotowe do szycia? ... jakie zastrzyki!... ja im dam znieczulenie.... znieczulenie.... Daê mi tu jednego, a reszta pod cele.... niech leci... wszystka niech wyleci. Spasiony lekarz zdejmuje czysty fartuch. Siostra podaje mu kitel ze ôladami krwi i jodyny. I jak chîopaczki co podobaîo sie? Jeûeli jeszcze nie nakrëciîo to nie wiem co moûe Cië nakrëciê kurwa ale to byî tylko jeden rezdziaî z ûycia "Garusa", reszta fantastycznych opowieôci, mieôci sië w tej ksiâûce. Wystarczy tylko jâ wypoûyczyê z bilioteki mejskiej. I pozamiatane. A opowiadania w stylu jak wyruchaê: cwela, ôwinië i kota, tylko w tej ksiâûce. A chcieê to móc :). ]ENTER]Pepson/Taski^Opium^Butchers