Raport W weekend 10-11 sierpnia doszîo do imprezy grupy Hlor Dezing w Ôwieciu nad Wisîâ. Niestety byîa to jumpa, w której braîo 3/4 HD! Nieobecnym byî Klaf, któremu akurat ten termin nie pasowaî. Ja (PickPoke) oraz Def wyruszyliômy o 6.40 z Warszawy, po kilu godzinach podróûy wylâdowaliômy w Bydgoszczy. Nastëpnie ruszyliômy pekaesem do Ôwiecia. W godzinë byliômy w Ôwieciu. Jakoô tam doczîapaliômy do posesji Sagraela. Jednak gospodarza w domu nie byîo, ale byîa jego mama. Od razu poszliômy do pokoju S. ûeby nie traciê czasu i jak najszybciej zabraê sië do kopiowania. Def wziâî tylko 35 dyskietek, ja natomiast 11. Mieliômy ze sobâ jeszcze mojego twardziela. Niestety byîo na nim tylko okoîo 10 mega free. No, ale chuj, zabraliômy sië do kopiowania. Po krótce wpadî Sagrael, przyniósî ze sobâ dwie dodatkowe stacje. Wreszcie poczuîem komfort, bo byîy juû 4 stacje pracujâce równoczeônie. Mówië wam, taka praca to nie bagatelka. Dosyê szybko zapeîniî mi sië twardy. Wiëc zaczâîem kasowaê wszystkie ikonki Def wpadî na pomysî, ûeby kasowaê komentarze przy plikach. Szybko zakumaîem akcjë i tak teû poczâîem robiê. Sagrael zaproponowaî, ûe kupi ze dwa browary na nas trzech, szybko ûeômy mu to wybili z gîowy, przecieû przydaîoby sië z parë dyskietek jeszcze. W tym stanie rzeczy Sagi wypadî do sklepu komputerowego w Ôwieciu i kupiî 3 dyskietki no-namowskie. Wreszcie zmieôciîy mi sië Wormsy wraz z save'ami Sagraela. Def sië wkurwiî po chwili, gdyû nie wszedî mu na ostatni jego dysk logos ascii, a byî naprawdë zajebisty. Kurwa kwestia paru kilo, a wkurwiê sië moûna. Nastëpnie usnëliômy. Kiedy rano wstaliômy, wyruszyliômy na dworzec PKS, ûeby opuôciê Ôwiecie... Tyaaak czuîem wtedy, ûe ôwiat naleûy do mnie... W autobusie jednak spotkaîa nas cholernie niemiîa niespodzianka, a mianowicie Def znalazî w plecaku jeszcze jeden twardy. Niestety... byîo juû za póúno.. Po tym optymistycznym wstëpie, opowiem wam, co naprawdë zdarzyîo sië w Ôwieciu i okolicach in 10/11 sierpieï. Jednak zastrzegam, ûe bëdzie to w zasadzie drobiazgowy opis zdarzeï, które wtedy miaîy miejsce. Jak ktoô nie lubi tego rodzaju reportów, to jego sprawa, moûe jedynie dla takiego kogoô dodam, ûe dziaîy sië nieprzeciëtne rzeczy (przynajmniej wedîug mnie byîy to nieziemskie zdarzenia). Noooo... Przyjechaliômy do Ôwiecia, poszliômy do Sagraela, byîa jego mama tylko. Pan S. byî jeszcze w pracy. Jego mama poczëstowaîa nas fajowym obiadkiem, podczas gdy oglâdaliômy film w TV o nazwie "Phantagiro", czy jakoô podobnie. Naturalnie caîy czas panowaîa dosyê napiëta atmosfera miëdzy mnâ a Defem, juû podczas podróûy Def pierdoliî o wyûszoôci techników nad liceami, a ja skolei na odwrót. No, podczas jedzenia obiadu Sagrael wparowaî do domu. Po przywitaniach poszliômy do niego do piwnicy, tak wîaônie Sagrael mieszka w pewnego rodzaju piwnicy, choê nieco wystajâcej nad ziemiâ. Komputera nie byîo, co w zasadzie byîo rzeczâ pozytywnâ. Posiedziliômy trochë pogadaliômy. Przybyî Prankster, pijâc swojâ Pepsi Max i twierdzâc, ûe tylko taki napój preferuje. Nastëpnie zapadîa decyzja coby pojechaê na urodziny Sixtusa do Cheîmna, wîaônie wtedy je obchodziî. Miaîa byê wolna chata, wódka, panienki. Do czasu podróûy do Cheîmna postanowiliômy wypiê sobie piwo. Wypiliômy to w niesamowitych okolicznoôciach przyrody niepowtarzalnej nad niesamowitâ i niepowtarzalnâ rzekâ Struchawâ. Popoîudnie, îaweczka w niewielkim parku, no i ta Struchawa.. W sumie to nie szumiaîa, ale i tak byîo wspaniale. Nastëpnie obaliliômy Bramsa.. (dla niewtajemniczonych.. szampan z jabîek pity w bramie), no i poczuîem ôwieckie klimaty zwiâzane ze ôwieckâ goôcinnoôciâ i owâ niepowtarzalnioôciâ przyrody. Byîo zajebiôcie. Nastëpnie ruszyliômy do Cheîmna pekaesem naturalnie. Prankster z nami nie jechaî, gdyû musiaî jeúdziê na rolkach. Byliômy juû w Cheîmnie. Cheîmno to naprawdë zajebiste miasteczko, jest klimat, przynajmniej przy rynku. Tam to wypiîo sië nastëpnego browara. No i cóû trzeba byîo waliê na Szkolnâ, gdzie to siedziba Sixtusa sië mieôci. Wchodzimy do chaty Sixtusa, gdzie to miaîy sië odbywaê zapowiedziane urodziny. (Sagrael nas wczeôniej wtajemniczyî, ûe chîopaki z okolic Ôwiecia jak sië bawiâ to na maxa). zdejmujemy butki, a tu nie moûe byê. Impreza. Ale jaka. O kurwa!. Tego nie da sië opisaê. Wszyscy siedzâ w jednym pokoju przy stole, w zasadzie to stóî byî prawie na caîy pokój. Nieômiaîo sië patrzâ na siebie, pewnie byîa to wina 3 dziewczât, które byê moûe onieômielaîy mîodych chîopaków. Sixtus prawda ucieszyî sië, ûe jesteômy, no i jednoczeônie powiadomiî nas, ûe chlania raczej nie bëdzie. Jego rodzice byli w domu! Zajebiôcie! No i towarzystwo tak siedziaîo i siedziaîo (oglâdaliôcie kiedyô beverly hills..), wôród towarzystwa znajdowaîy sië trzy mystyki, to znaczy Priest, Sixtus, Sir James. Ah no i doszedî z nami czwarty mystik o nazwie Sagrael. No cóû Hlor Dezing podpisaî sië na tapecie i poprsotu spierdoliî. Sir James poszedî z nami, zaprowadziî nas do zajebistego miejsca. Byîa to îaweczka przy murze jakiegoô koôcioîa ze ôredniowiecza, czerwone cegîy, takie stare, ten klimat. Przed îawkâ byî olbrzymi spadek podîoûa, jakaô dolina, a w niej w chuj domów, takich wezyrskich i fajnych. No to ûeômy sië zalokowali na tej îaweczce z Kmieciem (tamtejsza wóda) i sië zaczëîo. Ja pierdolë ten klimacik, to byîo to. Póúniej wyjâîem z plecaka kieîbase i z chlebem jâ wszamaliômy ((dla zainteresowanych- sâ zdjëcia)). Sir James startowaî to HD! Jego szanse naprawdë byîy duûe. Póúniej poszliômy raz jeszcze do Sixtusa, jako ûe byîa chujnia znowu wyszliômy, no i znowu byîo picie, no i sië w koïcu ôciemniîo. Jakiô goôciu ôpiewaî w jakiejô remizie, ûe nie lubi czekolady, my ûeômy na trawie taïczyli. Piliômy. No i zrobiîa sië jakby noc. Impreza u Sixtusa sië skoïczyîa juû dawno, póúniej sië szwëdaliômy, byliômy przy jakiejô zajebistej kapliczce. No i postanowiliômy spierdalaê na piechotë do Ôwiecia (jak ktoô zna sië na mapie to niech sobie zobaczy jaka to odlegîoôê). Jednak Def nie kwapiî sië na takie rozwiâzanie wolaî przekimaê u Sixtusa. W ogóle mówiî, ûe jesteômy pierdolniëci. Ale my juû postanowiliômy, na drogë zakupiliômy... no co... kto zgadnie.. No i poszliômy, Def sië daî nakîoniê w koïcu. Szedî z nami. I sië zaczëîa najlepsza czëôê imprezowania. Doszliômy do jakiejô dyskoteki, a ûe leciaîo kokojumbo (czy jak to tam sië pisze) no to postanowiliômy wstâpiê. Niestety coô nas tknëîo by iôê dalej, zresztâ jakoô tak nie pasowaliômy do tej dyskoteki. Jako, ûe dyskoteka wywarîa jakiô wpîyw na nasze mózgi, a w zasadzie to muzyka nasze gardîa zaczëîy generowaê dúwiëki podobne do tych, które usîyszeliômy we wspomnianej dyskotece. Ôpiewaliômy Kokodûambo i byîo zajebiôcie. Sagrael dodaî treôci owej pieszej wycieczce mówiâc nam o legendzie potwora, który zabija ludzi w bagnach, ktore mijaliômy. Pewien dreszczyk emocji i podniecenie emocjonalne owâ makabrycznâ legendâ spowodowaîo, ûe Sagrael zszedî na damskie linie wokalne. Nagle jego brzydkie i zachlane gardîo zaczëîo wyôpiewywaê proste melodje w damskich wokalizach. A taki niepozorny chîopak, a niejedna opera zbiîa by niezîâ monetë na jego gîosowych strunach. Jako, ûe i nas dreszczyk emocji dotyczyî to ja i Def ôladami Sagraela zaczëliômy wydzieraê sië w niebogîosy damskimi wokalami. Kiedy weszliômy na most, most bëdâcy kawaîkiem niezîego obetonowania îâczâcego dwa brzegi królowej rzek, czyli Wisîy. Def zachwycaî sië gwiazdami, ja ôpiewaîem, Sagrael takûe. Panowie rybacy, siedzâcy w oddali (wyobraúcie sobie- o 2 w nocy rybacy!?!) (oczywiôcie nie na moôcie) zaczëli drzeê ryja, ûebyômy my przestali ryja drzeê. Nam sië to nie spodobaîo i ryja darliômy gîoôniej, juû bez ûadnych melodii i sîów, to byîo czyste zwierzëce, instynktowne, naturalne wycie. Ku gwiazdom, bo ksiëûyc jakoô nie byî w formie szczytowej. Nastëpnie moi koledzy poczëli wyrzucaê za barierkë takie betonowe bloczki leûâce na moôcie przy chodniku, który byî w remoncie. Kiedy sië Def zmachaî stwierdziî, ûe chce mu sië sraê. Jednak papieru nie byîo. Chciaî sië podetrzeê rozkîadem pociâgów, ale ja znalazîem u siebie w kieszeni kawaîek paieru. Do czasu kiedy Def sië poszedî wysraê zaczëliômy piê wódkë. Siedzieiômy na ôrodku szerokoôci rzeki i piliômy. Piî ktoô kiedyô wódkë na ôrodku szerokoôci Wisîy na moôcie w ôrodku nocy, albo i jeszcze póúniej? Tam poczuliômy totalnie psychodeliczny klimat. Dla mnie byî to poprstu czad, albo i jeszcze lepiej. No i juû ruszyliômy do Ôwiecia, Def gdzieô poszedî sraê, w koïcu sië odnalazî (on równierz piî). Usiedliômy po jakimô czasie na przystanku. Kiedy juû odpoczëliômy spróbowaliômy powaliê w szklany przystanek Sagrael stwierdziî, ûe i tak nikt go nie rozwali. No to poszliômy dalej. Ale zaraz, zaraz, gdzie jest Def? Def sië uwziâî i zostaî na przystanku. Kto zna Defa wie, ûe jest jak mrówka pracowity i zawsze lubi sprawë do koïca doprowadziê. A wiëc tym razem butelkâ szklanâ od sprajta rozpierdoliî przystaï autobusowâ. Niestety tego nie widziaîem sîyszaîem tylko niebywaîy huk i trzask. Nastëpnie dobiegî do nas i byîo juû dobrze. Tym razem ôpiewaliômy Makarenë. Ja ôpiewaîem po wîosku zwrotki (jak wszyscy wiedzâ wîoski to mój przodujâcy jëzyk), a koledzy refren.. Nastëpnie zaczëîa sië rewia disco polo. Wszystko co pamiëtaliômy zostaîo zaôpiewane. Rzâdziî Tarzan Boy. Po jakimô tam w chuj czasie doszliômy do jakiegoô baru przy CPNie. Zjedli chîopaki hamburgjery, a ja zapiekankë (baaardzo niedobrâ zresztâ). Poprsotu Ôwiecie sîynie z bramsów a nie z zapiekanek. No i póúniej chcieliômy zabraê rower jakiemuô cykliôcie. To znaczy Def krzyczaî, ûe dawaj rower. A goôciu w tym czasie schodziî z bajka i krzyczaî, ûe tylko spróbójcie. Na to Sagrael, ûe to nie my, bo my jesteômy kulturalni. Nastëpnie jakiô goôciu sië zapytaî czy nie przeszkadza, a my mu powiedzieliômy, ûe nie. Dopiero next dzieï sië zaczâîem zastanawiaê nad textem goôcia. Poprostu ludzie w Ôwieciu sâ kulturalni, a nie tak jak u was hamy. Nastëpnie spotkaliômy Prankstera, który szedî do jednostki o 4 lub 5 nad ranem. Niestety my sië spieszyliômy, bo nam sië juû tak spaê chciaîo, ûe poprostu szok. Gdy juû doszliômy do pokoju Sagraela, ten nam otworzyî drzwi do drugiego w którym to byîy posîane îóûka dwa. Kaûdy z nas spaî na osobnym îóûku, jak tu byîo sië nie wyspaê. Kiedy byîa juû 12 wstaliômy, Sagraela mama poczëstowaîa nas obiadem na ôniadanie, no i wypadliômy do parku nad Struchawë. Tam siedzieliômy z piwem w rëku i wspominaliômy, co too sië wydarzyîo dzieï a wîaôciwie to tego dnia w nocy.... heh. Po tej przecudownej degustacji wypadliômy ze Ôwiecia do Bydgoszczy, a z tâd do Warszawki. I to w zasadzie by byîo tyle. Takich mytingów to sië nie spotyka. Acha, naprawdë sprawdzcie sobie odlegîoôê z Cheîmna do Ôwiecia... PickPoke/Hlor Dezing i Floppy