WYZNANIA CZÎOWIEKA O SMUTNYM ODDECHU Nieraz siedziaîem podparty o kawaîek podîogi i obmyôlaîem nowy plan, którego szczegóîow bliûej nie znaîem. Jako ûe byî piatek postanowiîem tak jak zwykle odwiedziê sklep gdzie sprzedajâ rzeczy o dziwnym spojrzeniu. Znaîem drogë prawie na pamiëê, moûna powiedzieê, ûe byîem juû rutyniarzem, perfekcjonistâ, zawsze potrafiîem trafiê coraz bardziej pokrëtnymi drogami. Jednak gdy przekraczaîem próg sklepu z rzeczami o dziwnym spojrzeniu dziaîo sië coô niezwykîego coô za kaûdym razem coraz bardziej fascynujâcego. Fascynacja owa rosîa wrëcz geometrycznie dlatego podczas wëdrówki do sklepu o dziwnym spojrzeniu byîem zaôlëpniëty wizjâ nowych przeûyê. Koïczyîo sië to wszystko podczas tej mojej nostalgicznej wëdrówki tragicznie a nawet strasznie lâdujâc pod koîami maîych chîopców na rolkach (bynamniej nie papieru toaletowego). Jednak gdy trafiaîem czasem do punktu przeznaczenia od razu czuîem bluesa. Dzisiejszego piâtku, dnia piëtnastego, czyli ogólnie uwaûanego za szczeglnie feralny dzieï, jaki tylko moûe byê, przekorczyîem próg sklepowy tak samo zwykle jak tydzieï temu z takâ sama perfekcjâ. Gdy juû byîem wewnâtrz wraz z trzaskiem drzwi opuôciîa sië zapadnia i wypadîem z trzeciego wymiaru w wymiar -2. Rzadko kiedy mi sië to zdarza. Wyglâdaîo to tak, jakbym widziaî swoje odbicie w lustrze a na dodatek tylko w dwóch wymiarach. Widziaîem, np. siebie oddalonego od lampy na 2 metry wysokiego jak zwykle 180cm ale za to nie widziaîem za nic w ôwiecie swojej szerokoôci. Tak strasznie mnie to zapëtliîo, ûe postanowiîem stîuc lustro, ale... lustra nie byîo!.. nie to przecieû nie byîa ûadna fikcja.. Pogodziîem sië (choê to nie jest w moim stylu) z tym, ûe czasowo jestem zawieszony w dwóch ujemnych skrajnie wymiarach. Podczas wëdrowki pomiëdzy póîkami sklepowymi spotkaîem znajomâ postaê. Otóû byî to pewien czîowiek ze szpic bródkâ trzymajâcy w rëcë teczkë. Szybko mi podaî jakâô ksiâûkë.. Zobaczyîem na tytuî - "Ûycie intymne ludzi o smutnym oddechu" popatrzyîem sië chytrze na otoczenie i zapragnâîem byê sam aby zobaczyê co teû takiego ciekawego jest wewnâtrz. Odkryîem wôród regaîów z innymi ksiâûkami przejôcie do maîego pokoiku. Wyglâdaî raczej normalnie nic szczególnego sië nie znajdowaîo tam.. Jedynie byîo w nim bardzo ciemno. Staîa duûa lampa zapaliê jâ moûna byîo za pomocâ sznurka. Tak teû zrobiîem, ulokowaîem sië wygodnie na fotelu aby sië zagîëbiê z lekturze ale tylko gdy otworzyîem pierwszâ stronë - ôwiatîo zgasîo. Lekko zirytowany wstaîem i zapaliîem - bez przeszkód ale gdy tylko znowu usiadîem lampa zgasîa. Wymieniê chciaîem ûarówkë ale jak tylko wykrëciîem jâ, to sîup od lampy zniknâî i zostaî sam klosz. Wiedziaîem, ûe w wymiarze -2 takie rzecy sië zdarzajâ, ale dlaczego akurat mnie? Bez trudu odnalazîem automat z napisem LIGHT.. trzeba byîo wrzuciê ûeton o nominale -69.01GOA i wybraê jednâ z 48 kombinacji przycisków. Najpierw wypadîo zamiast ûarówki czy chociaû latarki jakieô oôwietlenie choinkowe, póúniej rëka z zapalonâ zapalniczkâ. Wkurzyîem sië niezmiernie kopnâîem w maszynë aû mnie noga zabolaîa i wypadîa ûarówka. Wróciîem w kierunku fotela ale nie byîo juû lampy za to pojawiî sië ten sam czîowiek z teczkâ. Wyjâî nowë duûâ lampë zza rogu i zapaliî. Wygodnie usiadîem na fotelu chciaîem wziâê ksiâûkë do rëki ale okazaîo sië, ûe jej nie ma.. Potem sië spostrzegîem, ûe usiadîem na niej. Wziâîem jâ, byîa caîa zgnieciona i powypadaîy z niej wszystkie literki na podîogë. Facet to zobaczyî zaczâî lamentowaê i gdzieô pobiegî. Przyjechaîo pogotowie i zabraîo ksiâûkë. Juû byîa na stole operacyjnym. Ja w biaîym kitlu a facet w maseczce chirurgicznej kazaî sobie podawaê róûne narzëdzia w stylu skalpel itp.. Lecz po pewnym czasie zdjâî berecik, zîoûyî rëcë i posmutniaî.. Ksiâûka zmarîa na stole operacyjnym. Nie byîo juû ksiâûki ale pomagaîem porzâdkowaê mu sklep o dziwnym spojrzeniu.. Wyciâgnâî z szafy caîe abecadîo i ukîadaliômy na ôcianie jakiô napis. Stanâî na drabinie a ja mu podawaîem literki, byîy bardzo ciëûkie. Samo mocowanie zajmowaîo mi duûo czasu a ja staîem bezczynnie i postanowiîem sië czymô zajâê. Wziâîem "J", podobne do kija golfowego i uderzyîem niâ kropkë nad "i". Ta ruszyîa jak szalona odbiîa sië od automatu, od drzwi podskoczyîa w górë, pieprznëîa w drabinë i facet upadî na literki. Musiaî sië wkurzyê na mnie strasznie bo wziâî "F" obróciî jâ o 90° i zaczâî strzelaê niâ jak z karabinu do mnie. Caîe szczëôcie, ûe leûaîa "ósemka" pognaîem na niej niczym na rowerze do samego wyjôcia. Akurat byîem w wymiarze "0" i nic nie byîo widaê. Ze sklepu oddaliîem sië w szoku. Za tydzieï teû do niego pójdë... QIX/GODS