aa 4e8Ûyciowa dawka 3a8(Crezus) 1f Dom miaî w sobie coô specjalnego. 1fOd samego poczâtku. Byî wielki, w 1fwiktoriaïskim stylu, poîoûony tuû za 1fmiastem, na trzyakrowej dziaîce. 1fKonieczne byîy drobne prace 1ftynkarskie i malowanie, ale dziëki 1fnieco zaniedbanemu wyglâdowi nie 1fmógî mieê wygórowanej ceny. Za to 1fzbudowany byî jak najlepszy czoîg, a 1fgdy to wszystko sië naprawi, jego 1fcena skoczy ostro w górë. 2f Juû od oômiu lat ûyîem z remontów 2fi przebudowy kolejnych domów, w 2fktórych mieszkaîem, a potem 2fsprzedawaîem z duûym zyskiem, 2fwynikajâcym ze wzrostu ich wartoôci. 2fDom wîaônie nabyty bez wâtpienia 2fstanowiî najlepszâ z mych 2fdotychczasowych inwestycji. 3f Wprowadziîem sië natychmiast po 3fzaîatwieniu formalnoôci prawnych, z 3fzapaîem do rozpoczëcia prac. W 3fciâgu tygodnia rozprawiîem sië z 3fchwastami, zakupiîem tarcicë i nowe 3fnarzëdzia oraz zainstalowaîem 3fopiekacz w kominku. Zadzwoniîem do 3fmej sympatii, wychodzâc z zaîoûenia, 3fûe zasîuûyîem sobie na drobnâ 3fnagrodë za wytrwaîâ, uczciwâ pracë. 3fÔwietnie, powiedziîa. O siódmej. 4f Starîem sadze z okapu, pozostaîoôê 4fpo modyfikacji kominka i odszedîem 4fna krok, by z perspektywy podziwiaê 4fpoîysk stoîu w jadalni. 4fUômiechnâîem sië do siebie i 4fposzedîem na piëtro, ûeby tam 4fposprzâtaê. Dopiero wtedy 4fzobaczyîem, ûe niebo zrobiîo sië 4fcaîkiem szare. 1f Deszcz lunâî godzinë póúniej, gdy 1fz kluczykami od samochodu w rëce, 1fkierowaîem sië w stronë dzwi 1fwejôciowych. Zadzwonniî telefon. 2g- Tu Trudy - odezwaîa sië. - Jest 2gstraszna burza. Przeîóûmy to na 2ginny wieczór. 3f Nie spieraîem sië. Jeôli sië 3frozeúli, to nastëpnym razem nic z 3ftych rzeczy. Chciaîem za to, ûeby 3fta cholerna burza spowodowaîa 3fprzecieki w dachu jej domu. 4f Trzeba by pomyôleê o nowej 4fsympatii. Czas mija. Kîopot w tym, 4fûe pracujâc samotnie w domu, nie 4fspotykaîem zbyt wielu kobiet. 1f Zanosiîo sië na kolejny wieczór 1fprzy magnetowidzie i filmach z kaset 1fOtworzyîem szafkë z ich kolekcjâ. 1fZanim zdoîaîem dokonaê wyboru, zga 1fsîo ôwiatîo. 2g- Szlag by trafiî! - powiedziaîem, 2gnie majâc zielonego pojëcia, który z 2gnadal nierozpakowanych kartonów 2gzawiera ôwiece i lampy naftowe. 3f W chwili gdy wyjmowaîem latarkë ze 3fskrzyni z narzëdziami, rozlegîo sië 3fpukanie. 4f Otworzyîem drzwi. Na ganku staîa 4fmîoda kobieta, zmoczona od stóp do 4fgîów. Blondynka, mîoda i szczupîa, 4fz cyckami, o jakich moûna tylko 4fmarzyê 1g- Czym mogë sîuûyê? - zapytaîem, a 1gmój wzrok przykuî widok brodawek 1guwypuklajâcych sië pod cienkâ, a 1gteraz wîaôciwie przezroczystâ 1gkoszulkâ polo. Do diabîa, co ona 1grobi poza domem tak lekko ubrana w 1glistopadzie? 2g- Wîaônie miaîam wypadek samochodowy 2g- powiedziaîa gîosem tak miëkkim, ûe 2guznaîem, iû zbyt gîoôna odpowiedú 2gwystraszyîaby jâ. 1g- Proszë wejôê - zaprosiîem jâ do 1gôrodka. Weszîa stawiajâc drobne 1gkroczki, jak gdyby zapomniaîa jak 1gsië chodzi, a w progu niemal sië 1gpotknëîa. 2g- Czy nic pani nie jest? 1g- Myôlë, ûe nie - odrzekîa - Ale 1gsamochód nie chce zapaliê. 3f Podaîem jej koc i przykazaîem, by 3fusiadîa przy kominku. Znalazîem 3fjednâ z lamp naftowych i zapaliîem 3fjâ. Na jej policzki wróciîa 3fnaturalna barwa. 1g- Nie jest pani ranna? - upewniîem 1gsië. 2g- Nie - odpowiedziaîa mocniejszym 2gjuû gîosem. 3f Tym razem uwierzyîem jej. 1g- Pójdë teraz i sprawdzë samochod. 1gPani zostanie tutaj i ogrzeje sië. 2g- Dziëkujë. 3f Stwierdziîem, ûe samochód nadziaî 3fsië na sîup energetyczny tuû za 3fpodjazdem przed mym domem. Jego 3fwyglâd sprawiî, ûe parasol wypadî mi 3fz rëki Widywaîem gorsze, ale tylko 3fna zîomowiskach rozbitych aut. 3fDziewczyna miaîa wiëcej niû 3fszczëôcie, ûe wyszîa z tego caîo. 3fNagle zaczîem sië o niâ martwiê. 3fTylko ktoô naprawdë oszoîomiony 3fmógîby próbowaê uruchomiê takie coô. 3fPospieszyîem z powrotem do domu. 4f Siedziaîa przy ogniu owiniëta w 4fkoc Uômiechaîa sië do mnie. Jej 4frzeczy leûaîy porozkîadane na 4fcegîach suszâc sië. 1g- Z caîâ pewnoôciâ potrzebna bëdzie 1gpomoc drogowa z holownikiem. 2g- No tak, wiedziaîam - 2godpowiedziaîa. 1g- Nie wiem, czemu zgodziîam sië, by 1gpan tam poszedî. Pewnie straciîam 1gzdolnoôê precyzyjnego myôlenia. 2f To przynajmniej miaîo sens. 2fZadzwoniîem do najbliûszej pomocy 2fdrogowej 1g- Teraz nie moûemy przyjechaê - 1godparî dyspozytor. - Z powodu burzy 1gmamy masë zgîoszeï. Musicie 1gpoczekaê co najmniej dwie godziny. 2g- Nie szkodzi - odpowiedziaîem - 2gBëdziemy w domu. 3f Dziewczyna nie wydawaîa sië tym 3fzbyt zdenerwowana. 1g- Moûe do tego czasu wyschnâ juû 1gmoje rzeczy. 2f Ta uwaga zwrórciîa mój wzrok na 2fjej majtki wiszâce na okapie 2fkominka. Pod kocem byîa zupeînie 2fnaga. Kiedy zmieniaîa pozycjë, 2fkokon z koca rozchylaî sië 2fczëôciowo. Uchwyciîem widok szczytu 2fjej ôwietnych, jëdrnych piersi, 2fktóre widziaîem juû wczeôniej pod 2fkoszulkâ polo. A zatem moûe nie 2fbëdie to jednak stracony wieczór. 1g- Jak ci na imië? - zapytaîem. 2g- Roksana - odparîa - Przez jedno n. 1g- To ty pozbawiîaô mnie prâdu. 2g- Mam nadziejë, ûe nie caîego - 2godparîa z uômiechem. Spojrzaîa w 2gstronë stoîu w jadalni - Czy to 2gwino? 3f Kiedy pochylaîa sië, by siëgnâê po 3fswój kieliszek, koc znowu przesunâî 3fsië ukazujâc kawaîek gîadkiego, 3fbiaîego uda. Super! Byîa poprostu 3frewelacyjna. 1g- Nie wiem, jak mam dziëkowaê za të 1gcaîâ pomoc - powiedziaîa - Nie wiem 1gco zrobiê, ûeby sië odwdziëczyê. 2g- Po... pomyôlë o czymô - 2gpowiedziaîem, krztuszâc sië winem. 3f Byîo to najîatwiejsze uwiedzenie w 3fcaîej mojej karierze. Przez godzinë 3frozmawialiômy, koc jakoô tak sam 3fopadî, a póúniej znaleúliômy sië na 3fpiëtrze, w moim îóûku. 1g- Mam nadziejë, ûe samochód pomocy 1gdrogowej zîapie gumë - wyszeptaîa 1gRoksana. Ustami bîâdzâc w pobliûu 1gmego koguta. 2f Zajëîa sië nim w taki sam sposób 2fjak wysîawiaîa - bez podniecania 2fsië. Zamknëîa go w przestrzeni 2fswego jëzyka, warg i wewnëtrznej 2fstrony policzków. Jej usta dawaîy 2fcudowny napór z kaûdej strony, bez 2fzaciskania. Bez gryzienia, bez 2ftrudnych do odczucia szarpniëê 2fjëzykiem. Byîa doskonaîa! 2fPomrukiwaîa z zadowoleniem i miaîa 2fmnie tak dîugo, aû usta jej dotarîy 2fdo mego îona, a nos zakryîy wîosy. 2fOtworzyîem oczy, ûeby to sprawdziê, 2fbo nie chciaîem uwierzyê memu 2fzmysîowi dotyku. Mój kutas nie jest 2fprzecieû taki krótki; nigdy dotâd 2fnie spotkaîem dziewczyny, która 2fmiaîaby mnie aû tak gîëboko w gardle 3f Tak dîugo kierowaîa mym tîokiem do 3fôrodka i na zewnâtrz, ûe usta 3fmusiaîy jej caîkiem omdlewaê, a ja 3fmusiaîem sië mocno skoncentrowaê, 3fûeby zachowaê reputacjë mëûczyzny na 3fcaîâ noc. Nie chciaîem jeszcze 3fspuszczaê sië. Teraz byîa kolej na 3fpiczkë. 4f Chyba czytaîa w moich myôlach, bo 4fprzestaîa ssaê i usiadîa na mnie 4fokrakiem w pozycji jeúdúca. 1g- Gotów? - spytaîa. 2f Opadîa. 3g- Uchm - zdoîaîem wykrztusiê. Kiedy 3gmówiîem sobie, ûe byîa superdobra, 3gnie miaîem jeszcze pojëcia, jak 3gbardzo miaîem racjë. 4f Jej wargi sromowe otaczaîy powoli 4fkoniec mego koguta, wtulaîy go i 4fkierowaîy w gîâb. Wilgotne jëdrne 4fôcianki nie stwarzaîy wchodzâcemu 4fcoraz gîëbiej waîowi ûadnego oporu. 4fNasze miednice zetknëîy sië. Caîy 4fczas bëdâc w niej, odczuwaîem 4fsîodycz jej delikatnoôci. 1f Zaczëîa mnie rûnâê. 2f Ôwiatîo lampy migotaîo na jej 2fnaprëûonym brzuchu, uwypuklajâc 2fzmieniajâce sië napiëcie miësni. 2fUjeûdûaîa mnie energicznymi suwami. 2fZamknëîa mnie swym zadkiem i udami, 2fa potem wznosiîa sië i opadaîa, za 2fkaûdym razem ciâgnâc mego kutasa. 2fWokóî brodawek wystâpiîy krople 2fpotu, które poîyskiwaîy takûe w 2fzaîamaniach koôci obojczykowych oraz 2fna czole, oddajâc refleksy ôwiatîa 2fmigoczâcej sîabym pîomieniem lampki. 3f Kiedy mnie ujeûdûaîa, trzymaîem w 3fustach jej cycki. Stëkaîa w 3fekstazie Brodawki nabrzmiaîy i z 3fluboôciâ pieôciîem je jëzykiem. 3fPodobaîo jej sië to. 4f Minëîa godzina, po której byîem 4fbliski speînienia. Nawet w chwili, 4fkiedy jak z armaty wypeîniî jâ mój 4fîadunek, nie przerywaîa pompowania. 4fKrople potu kapaîy jej z broda - wek 4fi z nosa. Jëknâîem i zwaliîem sië 4fna materac. Klapnëîa na mnie, a jej 4fciepîe naczynie nadal obejmowaîo mój 4fusatysfakcjonowany ôwider. 1f Ôwiatîa zapaliîy sië w czasie, gdy 1fbyîem w klopie. 2g- Hej, to jednak nie twój samochód 2guszkodziî linië - powiedziaîem 2gwracajâc do sypialni. 3fÎóûko byîo puste. 2g- Roksana! - zawoîaîem. 2gSprawdziîem w pokoju obok. Nie byîo 2gjej. Zszedîem na dóî, by 2gstwierdziê, ûe jej rzeczy zniknëîy z 2gkominka. W caîym domu jedyny ôlad, 2gjaki po niej pozostaî to cudowny 2gzapach, którym przesiâkîa poôciel. 2g- O, Boûe. Idú sië zaîatwiê, a 2gstracisz dziewczynë. 3f Usîyszaîwem pukanie do drzwi. 3fWciâgajâc pospiesznie pîaszcz 3fkâpielowy, poszedîem otworzyê drzwi. 3fPrzede mnâ staî kierowca z pomocy 3fdrogowej. Przyîoûyî dîoï do czapki, 3fzobaczyîem wtedy, ûe miaî rëce 3fbrudne od smaru po caîonocnej pracy. 1g- Wiëc gdzie jest ten wrak? 2g- Nie widziaî go pan podrodze? 1g- Nie - odpowiedziaî. 3f Zmarszczyîem brwi. Dobrze, ûe 3fchociaû przestaîo padaê. Wrzuciîem 3fna siebie coô cieplejszego i 3fpojechaliômy w to miejsce. 4f Sîup od elektrycznoôci wyglâdaî 4fdokîadnie tak samo, jak nowy, nic 4fszczególnego. W pobliûu ûadnego 4fsamochodu. 1g- To coô niesamowitego - wydusiîem 1gpo chwili. 2g- Czerwona Toyota? - zapytaî 2gkierowca. 1g- Taak - odrzekîem - Wiëc widziaî jâ 1gpan. 2g- Nie dziô wieczorem - odparî - Ale 2gtrzy lata temu latem holowaîem 2gczerwonâ Toyotë, która wpadîa na 2gsîup, co tu wtedy staî. Fatalna 2gscena. Z ofiarâ. 3f Wino w mym ûoîâdku zmieniîo sië w 3focet. 1g- Ktoô tu zginâî? 2g- To wîaônie oznacza wypadek z 2gofiarâ. Wypadek z udziaîem jednego 2gsamochodu. Naprawdë piëkna 2gstudentka z college'u, nazwiskiem 2gRoksana Mortensen. 3f Facet zauwaûyî na pewno, jak krew 3fodpîywa mi z gîowy, bo patrzyî na 3fmnie tak, jakby wiedziaî, ûe trzeba 3fmnie podtrzymaê, zanim sië przewrócë 1g- Niech pan sîucha, zwykle tu nie 1gprzyjeûdûam na takie wezwania, ale 1gusîyszaîem, ûe jest nowy wîaôciciel 1gdomu, wiëc pomyôlaîem, ûe lepiej 1gbëdzie sprawdziê mimo wszystko. 1gDomyôliîem sië, ûe byê moûe nie 1gpowiedzieli panu o tej historii. 2f Widziaîem jâ. Roksanë. Do 2fdiabîa, przeleciaîem jâ. 1g- Wszyscy wiedzâ, ûe w tym domu 1gstraszy. Nie sâdzë, ûeby pana 1gpoinformowali, ûe juû od dwóch lat 1gpróbowali go sprzedaê? 2g- Nie, nie raczyli - podziëkowaîem 2gmu i powlokîem sië z powrotem do 2gdomu. Zabraîem klucze i portfel, 2gwziâîem samochód i pojechaîem na noc 2gdo motelu. Aû do brzasku myôlaîem, 2gjak zamordowaê pewnego poôrednika 2ghandlu nieruchomoôciami. 2g 3f Nastëpnego dnia pojechaîem do 3fbiblioteki, gdzie odnalazîem gazetë 3fz relacjâ o ômieci Roksany. W 3fartykule potwierdziîo sië wszystko, 3fco opowiedziaî mi kierowca z pomocy 3fdrogowej. Bibliotekarka dziwiîa 3fsië, ûe nic o tym nie sîyszaîem. 3fKaûdy wiedziaî, ûe dom byî 3fnawiedzany przez ducha. Dziëki Bogu 3fnie wyômiaîa mnie. Spodobaîa mi 3fsië. Stwierdziîem, ûe nie mam nic 3fdo stracenia i zaprosiîem jâ na 3frandkë. Byîbym wôciekîy, gdyby sië 3fnie zgodziîa. 4f Poôrednik od nieruchomoôci 4fzaoferowaî pomoc w sprzedaûy domu za 4fpoîowë naleûnej mu prowizji. Tak 4fszczerze przepraszaî i tîumaczyî 4fsië, ûe darowaîem mu wyrok ômierci. 1f Jednak na razie stale byîem 1fwîaôcicielem posiadîoôci, a wszyscy 1fw mieôcie wiedzieli, co z niâ byîo 1fnie w porzâdku. Nadal prowadziîem 1fprzebudowë. Co mogîem innego robiê? 1fJednakûe pracowaîem wyîâcznie za 1fdnia. Noce spëdzaîem w motelu. W 1fciâgu dziewiëciu dni nie napotkaîem 1fna ûaden znak ducha Roksany. 2f Pierwsza randka z bibliotekarkâ 2fminëîa dobrze. Buziak na dobranoc. 2fNa drugiej randce zaproponowaîem coô 2fwiëcej. Grzecznie, ale stanowczo, 2fpoinformowaîa mnie, ûe moûe mieê 2fstosunek tylko z mëûczyznâ, który ma 2fnegatywny wynik badania na wirus HIV 2fi zobowiâûe sië do absolutnej 2fmonogamii wobec niej - a i to 2fdopiero po szeôciomiesiëcznym 2fokresie oczekiwania, w którym nawet 2fkondomy byîy zbyt ryzykowne. 2fWszystko ograniczyîa co najwyûej do 2foperacji rëcznych. 2f Uprzejmie poinformowaîem jâ, ûe z 2foperacjami rëcznymi radzë sobie 2fdobrze sam i bardzo serdecznie jej 2fdziëkujë. 3f Nastëpnego dnia wyûywaîem sië w 3fpracy, by pogrzebaê flustracjë. Tak 3fbardzo pochîonëîo mnie przekîadanie 3fkafelków w îazience, ûe w ogóle nie 3fzauwaûyîem, kiedy zapadî zmrok i nie 3fmogîem z braku dostatecznego ôwiatîa 3fkontynuowaê pracy. 1f Byîem gotowy do wyjôcia. A jednak 1fpowstrzymaîem sië. Ûaîowaîem, ûe 1ftyle wysiîku wkîadam w to wszystko, 1fwîaôciwie na darmo. Aleû tak, 1fwiedziaîem, ûe ktoô w koïcu kupi ten 1fdom, prëdzej czy póúniej, ale piëkna 1fcena, którâ sobie wymarzyîem, bëdzie 1fjak gwiazdka na niebie. Bëdë miaî 1fszczëôcie, jak pieniâdze ze 1fsprzedaûy pokryjâ koszty 1fmodernizacji. A teraz w dodadtku 1fmarnowaîem jeszcze forsë na cholerny 1fpokój w motelu. Zasîuûyîem sobie co 1fnajmniej na nocleg w mym wîasnym 1fîóûku chociaû tej nocy. Poîoûyîem 1fsië zadowolony z okazji do 1fwypoczynku. 2f Niebo zaciemniîo sië na kolor 2fpeleryny Drakuli. Nie wîâczaîem 2flamp, przypominajâc sobie ten 2fostatni raz, gdy w ciemnoôci 2fprzebywaîem w tym pokoju, a mój 2fczîonek wôlizgiwaî sië i poîyskujâc 2fwysuwaî z gorâcej Roksany. 3f Usîyszaîem jak skrzypnëîy drzwi 3fszafy. 4f Wnëtrznoôci opadîy mi do moszny i 4fpodskoczyîy do gardîa - wszystko w 4fjednej chwili. Pozostaîem na 4fmateracu tylko dlatego, ûe byîem 4fzbyt przestraszony, ûeby sië 4fporuszyê. 1f Nic wiëcej jednak nie nastâpiîo. 2f Dopiero po okoîo dwudziestu 2fminutach byîem w stanie przemówiê. 3g- Kto tam? - zawoîaîem, majâc 3gnadziejë, ûe odpowiedzi nie bëdzie. 4g- A jak myôlisz do cholery, kto to 4gmoûe byê? - z szafy odezwaî sië 4gsîaby gîos. - Proszë cië, przestaï 4gsië baê. Jak jesteô przestraszony, 4gnie mogë sië zmaterializowaê. Nie 4gwîâczaj teû ôwiateî. 3f Powiedzaîa to wîaônie, o co mi 3fchodziîo. Wiedzaîem juû dokîadnie 3fjak sië jej pozbyê. Poîoûyîem palce 3fna wîâczniku lampki nocnej. Jeden 3fpstryk, ûarówka zapali sië i po 3fduchu. Wiedzâc o tym, nagle 3fprzestaîem sië baê. 1g- Dlaczego nie wychodzisz? - 1gzapytaîem. 2f Ostroûnie uchyliîa drzwi, jakby na 2fpróbë i powoli wyîoniîa sië. 3g- Baîam sië, ûe nigdy juû nie dasz 3gmi kolejnej szansy - powiedziaîa 3ggîosem o niemal normalnym brzmieniu. 1g- Jesteô pierwszym i jedynym, który 1gwróciî. 3f Byîa naga. W ôwietle ksiëzyca, 3fprzenikajâcym przez okno, wyglâdaîa 3ftak samo cudownie jak wtedy. 1g- Przed nocâ z tobâ nie byîam w 1gstanie dotknâê czegokolwiek. 2g- Podobaî mi sië sposób w jaki mnie 2gdotykaîaô - powiedziaîem. 1g- Tak. No wîaônie, dlatego mogîam 1gcië dotykaê. Duchy nie dziaîajâ, o 1gile ûywi ludzie im nie pomagajâ. 1gCi, co z nami nie wspóîpracujâ, sâ 1gjak elektrycznioôê - skazujâ nas na 1gniebyt. 2g- Pozbawiasz mnie zarobku. 1g- Wiem wszystko na ten temat - 1godparîa. - Sîyszë kaûdâ rozmowë, 1gktóra toczy sië w tym domu, na 1gprzykîad jak rozmawiasz przez 1gtelefon. Wydaje mi sië ûe mogë ci 1gpomóc. 2g- Moûesz? - szczerze mówiâc, bardzo 2gwâtpiîem. 1g- Oczywiôcie, ale najpierw trzeba 1gbëdzie wîoûyê trochë trudu w sztukë 1gprzekonywania. 2g- Przekonywania? 1g- Na razie poîóû sië i zrelaksuj - 1gmruknëîa z zadowoleniem w gîosie - 1gChcë ci odôwierzyê pamiëê. 3f Rozpiëîa mi zamek bîyskawiczny i 3fwydosyaîa mego dziëcioîa. Pobudziîa 3fgo jednym pociâgniëciem wzdîuû swym 3fciepîym jëzykiem. Poîykaîa kaûdy 3fcal po calu, aû byî sztywny jak z 3fkoôci sîoniowej. 1g- Leû spokojnie i pozwól, ûe ustami 1gzrobië, co trzeba - zarzâdziîa. 2f Wilgotne palce uîoûyîa wokóî ust 2ftak, by obejmowaîy mój czîonek i 2fprzedîuûyîy zasiëg dziaîania. Mój 2fkutas powiëkszyî sië i napiâî do 2fmaksimum, dodatkowo usztywniaîy go 2fjej palce, ôciskajâc go niczym 2fobrëcz. 3f Dokîadnie wtedy, gdy byî juû taki 3fsztywny, ûe dîuûej nie byîbym w 3fstanie wytrzymaê, wypuôciîa go, 3fuûywajâc ust wyîâcznie do lekkich, 3fciâgîych suwów. Wtedy, jakby 3fwystrzeliî korek z szampana, w moim 3fkutasie zagotowaîo sië. Piëê 3fpotëûnych strug nagromadzonych przez 3fostatnie dni, dosiëgîy jej gardîa. 3fÎapczywie spijaîa je. 4f Chlipniëcia jëzykiem trwaîy do 4fmomentu, aû mój pal staî sië cienki, 4fjak drûâca dûdûownica, bez siî, ale 4fpeîen szczëôcia. 1g- W porzâdku, pamiëê mam odôwieûonâ, 1gpowiedz teraz, jaki masz plan. 2g- Wiëc tak, najpierw musisz 2gdowiedzieê sië czegoô o duchach. 2gNie powstajemy tak sobie, bez 2gpowodu. Zdarza sië to tylko wtedy, 2ggdy ktoô ginie ômierciâ 2ggwaîtownâ lub nagîâ, a coô w jego 2gûyciu pozostaje niedokoïczone. Ja 2gnie jestem, dokîadnie mówiâc, caîâ 2g'duszâ' Roksany Mortensen. Jestem 2gtylko tâ jej czëôciâ, która domaga 2gsië speînienia. 1g- Nie bardzo rozumiem - odparîem. 2g- Cierpliwoôci - powiedziaîa, 2gsciskajâc delikatnie me jâdra. - 2gZginëîam dopiero trzy miesiâce po 2gutracie dziewictwa. Prawdë mówiâc, 2gtâ kraksë miaîam dlatego, ûe bëdâc 2gcaîkowicie pochîoniëta planowaniem, 2gjak cudownie zerûnë  mego chîopaka, 2gza bardzo sië rozpëdziîam na 2gôliskiej od deszczu drodze. Ta nie 2gspeîniona ûâdza zatrzymaîa tu na 2gZiemi të czëôê mnie, która poûâda 2gseksu i uczyniîa duchem 2gnawiedzajâcym dom najbliûszy miejsca 2gmej ômierci. 1g- To smutne - powiedziaîem. I na 1gprawdë tak pomyôlaîem. 2g- Muszë tu pozostaê i nawiedzaê tâ 2gposiadîoôê, aû doôwiadczë naleûytej 2gmi dawki seksu. Muszë nadrobiê to, 2gczego nie dostaîam za ûycia. 1g- Zaczynam îapaê twój plan - 1gprzerwaîem jej - A zatem, nie trzeba 1gnic wiëcej, jak tylko powiedzieê 1gkupujâcemu dom, jakiego rodzaju 1gducha w nim zastanie i moûna 1gsprzedaê dom za dobre pieniâdze. 3f Wyglâdaîa na dotkniëtâ. 1g- Tak bardzo chcesz sië mnie pozbyê? 2g- Wîaôciwie, wcale nie. Ale jak go 2gnie sprzedam, nie bëdë miaî gotówki 2gna kupno nastëpnego domu do remontu. 2gA co innego miaîaô na myôli? 3f Zatoczyîa rëkâ po caîym pokoju, 3fszczególnie wskazujâc na wysoki su - 3ffit. 1g- Pomyôl tylko, jaki to duûy obiekt. 1gPomyôl o twoich talentach 1gbudowlanych. Co ci przychodzi na 1gmyôl? 4f Zamrugaîem oczami, potem 4fzachichotaîem i wreszcie szeroko 4fuômiechnâîem sië. Skinëîa dîoniâ z 4faprobatâ. 1g- Mieszkania! 1g-... Tak wyglâda caîa ta historia, 1gJohn - zwróciîem sië do siedzâcego 1gpo przeciwnej stronie stoîu 1gpotencjalnego lokatora - To byîo dwa 1glata temu. Przebudowaîem dom na 1gpiëê mieszkaï, jedno dla mnIe, 1gcztery dla lokatorów. Wiem, ûe 1gczynsz wydaje sie wysoki, ale teraz 1gwidzisz, jakie sâ dodatkowe zalety. 3f John nie byî jeszcze przekonany, 3fale zasiëgaî juû jëzyka u 3fpozostaîych lokatorów i wiedziaî, ûe 3fwarto spróbowaê, nawet jeûeli duch 3fwydawaî mu sië stale jeszcze bardzo 3fodlegîy. 1g- Mówisz, ûe nic innego sië nie robi 1gjak tylko leûy na îóûku, gasi 1gôwiatîo, niczego sië nie boi, a ona 1gsama przyjdzie do mnie? 2g- Jeôli nie przyjdzie, nie ma 2gsprawy. Próba nic nie kosztuje. 1g- Nie mogë sië zdecydowaê. Tu 1gchodzi o duûe pieniâdze. 3f Zawsze tak mówiâ, ûeby sië 3fprzekonaê, czy spuszczë cenë. Nigdy 3fnie godzë sië na to. 1g- Posîuchaj tylko - odrzekîem - Czy 1gkiedykolwiek miaîeô dziewczynë, 1gktóra jest do twojej dyspozycji co 1gnoc, która zrobi wszystko czego 1gzechcesz, która nie musi uûywaê 1gôrodków antykoncepcyjnych, i która 1gnigdy nie ûâda ûebyô byî jej wierny? 2g- Ale bëdë musiaî dzieliê sië niâ z 2ginnymi. 1g- Nie byîo z tym nigdy ûadnego 1gproblemu. Wytrzymuje wszystko, 1gtrzeba tylko nieco wiëcej czasu 1gpoôwiëciê planowaniu. Zapamiëtaj 1gsobie, ûeby nadrobiê, ona musi 1gjeszcze bardzo duûo rypaê. 2g- Jeûeli juû o tym mówimy, co bëdzie 2gjak jej dawka wyczerpie sië? 1g- Spytaîem jâ o to. Prawdopodobnie 1gbëdzie wtedy mogîa odejôê tam, gdzie 1gsâ wszystkie inne duchy. Ale 1gnigdzie nie jest powiedziane, ûe 1gmusi odejôê Jak znam Roksanë, na 1gpewno zostanie tutaj. 2g- Brzmi to intrygujâco - powiedziaî 2gJohn - Kiedy próba? 1g- Jeôli ci odpowiada dziô wieczorem. 2g- Odpowiada. 3f Póûno w nocy, po tym jak skoïczyîy 3fsië chaîasy dochodzâce z mieszkania 3fJohna, Roksana, caîa w ogniu 3fprzysiadîa na mym îóûku. 1g- Sukces, jak sâdzë - powiedziaîem. 2g- Myôlë, ûe on zostanie - 2goôwiadczyîa. Jej osâd w tych 2gsprawach byî zawsze trafny. 1g- I co, jesteô wykoïczona? - 1gspytaîem. Oczywiôcie ûartem. 3f Zaniosîa sië ômiechem i wsunëîa 3fsobie w usta mego koguta. Podsunëîa 3fpiczkë do lizania. Byîa tak ôwieûa, 3fjak u dziewicy, która wyszîa wîaônie 3fspod prysznica. Duchy nie przyjmujâ 3fbrzydkich woni. 4f Po jakimô czasie zachciaîo sië 4fjej, ûebym pompowaî. Wszedîem na 4fniâ, zatopiîem w niej waî i 4fpompowaîem. Jak po dniu uczciwej 4fpracy. W koïcu, Roksana byîa mym 4fwspólnikiem w interesach, a ja 4fpostëpowaîem fair, pomagajâc jej 4fuzupeîniê ûyciowâ dawkë seksu. 1f A poza tym, ja teû musiaîem myôleê 1fo dawce seksu w moim ûyciu. 2b Crezus / HV