aa 1d8Dziwny dzieï! 3b8(Revi) 2f- Drnnnnnnn! - zaczâî dzwoniê 2fbudzik, lecz po chwili byîo tylko 2fsîychaê ôwist i gîosny trzask o 2fziemie owego mechanizmu, które 2fpotraktowaîem rëkâ. Mimo wszystko 2fnie mogîem juû zmruûyê oka, a i do 2fbudy trzeba byîo sië braê. Chwilë 2fjescze poleûaîem i zaczâîem zbieraê 2fswoje ciaîo z mieciutkiego i 2fciepîego îóûka. Ubraîem sië i 2fzygzakiem dotarîem do kibla, gdzie 2fzimnâ strugâ wody potraktowaîem swâ 2fbladâ twarz i trzymajâc sië za gîowe 2fnie mogîem za cholere przypomnieê 2fsobie, co ja takiego wczoraj 2frobiîem, no poprostu wyleciaî mi z 2fgîowy caîy wczorajszy dzieï, ale 2fchuj nie pora teraz na myôlenie 2ftylko czas do budy, bo jak tak dalej 2fpójdzie to mnie wyjebiâ z tej i tak 2fjebniëtej zawodówy. Tak wiëc umyîem 2fsië zaîatwiîem jescze co trzeba i 2fudaîem sië na ôniadanko. Kurwa, 2fznowu parówki, od tych parówek to 2fjuû mi sië úle robi, no ale chuj 2fmuszë coô zjeôê, bo jestem ciut 2fgîodny, no i sam fakt, ûe bëdë 2fmusiaî jaraê na gîodny ûoîâdek 2fprzyprawia mnie o mdîoôci, wiëc 2fzabraîem sië z konsumpcje ôniadania. 2fDobijaîa 7.30, a wiëc trzeba byîo 2fciâgnâê sië na autobus, gdyû jestem 2fzbyt zdoîowany by iôê na piechotkë. 2fMimo wielkich chëci dotarcia na 2fautobus, szedîem tak ociëûale i 2fwolno, ûe jak nie trudno sië 2fdomyôleê autobus juû dawno pojechaî. 2fZnowu jedna "enka", gdyû do budy 2fprzy dobrych wiatrach dotre na 8.45. 2fLecz droga na piechotke ma i swoje 2fdobre strony, poniewaû moglem sobie 2fw spokoju zajaraê papieroska, a i 2fjak by mi byîo maîo spotkaîem mojâ 2fdziewczyne, która to teû miaîa 2fproblemy z dotarciem do szkoîy. 2fWiëc tak dziwnie sië zîoûyîo, ûe do 2fszkoîy chyba dzisiaj wogóle nie 2fdotrë, no bo jak dziewczyna jest i 2ffajki sâ to juû chyba wiëcej nie 2fpotrzeba, a co w budzie siedzieê w 2ftej îawce i sîuchaê tych czubów 2f(nauczycieli!) to znowu pisaê, a 2fdajcie sobie spokój. No ale co jest 2fdziewczyna, sâ owe fajki, ale co tu 2frobiê, na termometrze minus 2fdwadzieôcia piëê, a ja sobie jak 2fgdyby nigdy nic stojë z dziewuchâ na 2fpolu. O w morde! pomyôlaîem, no 2fprzecieû trzeba by pójôc gdzieô do 2fjakiegoô klubu, tam przynajmniej 2fciepîo, a i kasa jest to coô sië 2fkupi. Dîugo sië nad tym nie 2fzastanawialiômy i pomaszerowaliômy 2fdo pewnego kulbu, w którym jest 2fprzemiîa atmosferka, a i ceny 2fprzystëpne. Tam sië rozîoûyliômy 2fkupiliômy po drinku i czule 2fobejmujâc sië zaczeliômy gawëdziê. 2fLecz tâ wspaniaîâ chwile przerwaî 2fstraszny huk, a po chwili usîyszaîem 2fstrzaî z pistoletu i hasîo. 3g- Staê to jest napad, rëce do góry! 3gSzybko do chuja! 4fSerce zaczëîo biê mi jak oszalaîe, a 4frëce trzâsîy sië jak galareta. po 4fchwili usîyszaîem kolejny strzaî, a 4fz zarogu wyszedî goôê w kominiarce i 4fze splówâ w rëku, widocznie jescze 4fnas nie zauwaûyî, lecz szybko 4fzmieniî sië stan rzeczy, gdy moja 4fkobietka jëkîa, goôê jak oszalaîy 4fodwróciî sië w naszâ stronë i 4fwycelowaî pistolet, nie zdâûyîem 4fnawet mrugnâê gdy kula przebiîa 4fklatke piersiowâ mojej dziewczyny. 4fJa siedziaîem jak gdyby ktoô 4fprzykleiî mnie do fotela, chcâc 4fobudziê sië z zîego snu, lecz szybko 4fzdaîem sobie sprawe, ûe dzieje sië 4fto naprawde. Nie wiedziaîem co 4fpoczâê, moja laska nieûyje, a 4fprzedemnâ stoi goôê z wycelowanâ 4fsplówâ wprost w mojâ gîowe. Stoi 4ftak w bezruchu, gdy nagle sîychaê, 4fûe ktoô wbiega do klubu, i gîoôno 4fkrzyczy. 1g- Staê! Policja! Proszë rzuciê 1gbrón!!!... 2fLecz goôê zbytnio nie przejmowaî sië 2fkrzykiem glin, tylko lekko z 2fstoickim spokojem nacisnâî spust... 2fWidziaîem tylko bîysk oslepiajâco 2fbiaîego ôwiatîa które pochîonëîo 2fwszystko. Nastëpnie staîem, gdzieô 2fnad brzegiem rzeczki, odziany tylko 2fw kawaîek zwierzëcej skóry, która to 2fmiaîa na celu zakrycie mej mëskoôci. 2fNieopodal owej rzeczki ujûaîem, w 2fblasku sîoïca biegajâce dzieci, a po 2fchwili bardzo mocny i gîoôny 2fwstrzâs, który to wprawiî w panikë 2fdzieci, a po niektóre w popîochu 2fzaczëîy uciekaê. Wstrzâs zaczâl 2fstawaê sië mocniejszy, i po chwili 2fza góry wyîoniî sië wielki dinozaur. 2fZnowu staîem jak osioî patrzâc na 2fbiegnâcâ bestie, byîa juû blisko i 2fakurat ja skupiîem sië jej uwadze. 2fWielka jaszczura gnaîa wprost na 2fmnie, nie byîo szans juû na jakâ 2fkolwiek ucieczke... 3fObudziîem sië jakby w innej epoce, 3fleûaîem na drewnianej îawie, na 3fgîowie miaîem biaîy tuban, a caîe 3fciaîo okrywaîa biaîa szata. 3fRozglâdnâîem sië po pokoju, lecz 3fniebyîo w nim nic. Byîa to jakby 3fcela wiëzienna, biaîe sciany i maîe 3fokienko w którym wstawione byîy 3fkraty. Podniosîem sië z pryczy i 3fpodszedîem do okna, na dole ujûaîem 3fludzi ubranych tak jak ja, jedyne co 3fwyróûniaîo sië w tîumie to grupka 3fludzi ubranych na czaro, którzy szli 3fw kierunku budynku, w który byîem. 3fZnikli z mojego pola widzenia, a juû 3fpo chwili otworzyîy sië drzwi celi. 3fStanâî w nich goôê w czarnym 3fpîaszczu i w kapturze i wyciâgiwszy 3fmiecz zkierowaî go z wielkim 3frozmachem w mojâ stronë, znowu biaîe 3fôwiatîo ogarnëîo wszystko... 4f Leûaîem przy ômietniku, w 4fkartonach, które pozwalaîy mi sië 4fogrzaê, w oddali byîo sîychaê syrenë 4fpolicyjnâ, a z okna nade mnâ 4fwydobywaîy sië jakieô wrzaski, po 4fômietniku spacerowaî sobie kot, a z 4fkanaîu wylaz ochydny szczur. Do 4fokoîa byîo brudno, a ja bylem 4fstrasznie gîodny, bardzo gîodny, aû 4fchciaîo mi sië wymiotowaê, zjadîbym 4fnawet owego kota lub szczura, ale 4fnogi odmawiaîy mi posîuszeïstwa, 4fbyîem tak sîaby, ûe nie potrafiîem 4fnawet mówiê, nagle przed oczami 4fzrobiîo mi sië ciemno, a i z nikâd 4fnie dobiegaîy mnie ûadne dzwiëki, po 4fchwili juû nic sië nie dziaîo... 4fTylko dziwnie czuîem jakbym spadaî z 4fduûej wysokoôci... gruccchh! 4fOtworzyîem oczy patrzyîem w sufit na 4fktórym wisiaî znajomy mi ûyrandol... 4fuff! Odetchnâîem z ulgâ byî to mój 4fpokój! By jescze lepiej sië upewniê 4fzaczâîem rozglâdaê sië dookoîa. 4fMiaîem juû caîkowitâ pewnoôê, byîem 4fw swoim pokoju. Chwilë jescze 4fpoleûaîem i zaczâîem zbieraê swoje 4fciaîo z mieciutkiego i ciepîego 4fîóûka. Ubraîem sië i zygzakiem 4fdotarîem do kibla, gdzie przemyîem 4fswâ bladâ twarz i trzymajâc sië za 4fgîowe nie mogîem za cholere 4fprzypomnieê sobie, co ja takiego 4fwczoraj robiîem, no poprostu 4fwyleciaî mi z gîowy caîy wczorajszy 4fdzieï. Mimo to nie mogîem myôleê 4fteraz o tym, ciâgle w gîowie wirowaî 4fmi mój relaistyczny sen, ale czasu 4fbyîo maîo, wiëc umyîem sië 4fzaîatwiîem jescze co trzeba i udaîem 4fsië na ôniadanko, lecz nie miaîem 4fochoty jeôê, tylko spakowaîem 4fkanapki do torby. Powoli obijaîa 4f7.30, a wiëc trzeba byîo ciâgnâê sië 4fna autobus, gdyû jestem zbyt 4fzdoîowany by iôê na piechotkë. Juû 4fwychodziîem gdy przed dom zajechaî 4fpolicyjny samochód, z którego 4fwysiadîo dwóch gliniarzy, podeszli 4fdo domofonu i mimo iû szedîem w ich 4fstrone oni mnie niezauwaûali. 4fPiiiippp! Pipppp! Dzwoniî domofon, 4fpo chwili zdoîaîem usîyszeê rozmowë, 4fktóra to totalnie wyprowadziîa mnie 4fz równowagi: 1g- Czy tu pani Holisz! 2g- Tak! A o co chodzi? 1g- Wie Pani, mamy strasznâ 1gwiadomoôê... 2g- Aleû co sië staîo? 1g- Przykro mi, ale pani syn zginâî 1gwczoraj... 2g- Co? To niemoûliwe? 1g- Niestety, przykro mi! Musi pani 1gjechaê z nami? 2g- Juuuû mooomenciik! Chmmm! Too 2gniiie jeest prawdaa!??! 3fTa rozmowa byîa dla mnie wielkim 3fszokiem, niewiedziaîem o co do 3fdiabîa chodzi!, Ale dîugo nie dane 3fbyîo mi myôleê, gdy juû po chwili, 3fbiaîe ôwaitîo pochîonëîo wszystko... 4a Revi / Whelpz^Phase Truce