aa 1c8"Pamiëtniki fanny hill" cz. 1 2a8(Crezus) 3g8Samotna sierota w wielkim Londynie 4f Nazywam sië Francis Hill. 4fUrodziîam sië w maleïkiej wiosce w 4fhrabstwie Lancashire niedaleko 4fLiverpoolu. Rodzice moi byli bardzo 4fbiednymi i bardzo uczciwymi ludúmi, 4fco najczëôciej idzie ze sobâ w 4fparze. Ojciec byî rolnikiem, ale z 4fpowodu choroby, na skutek której 4fulegî czëôciowemu paraliûowi, musiaî 4fporzuciê ciëûkâ pracë w polu i zajâê 4fsië wyplataniem sieci rybackich, co 4fjednak nie zapewniîo rodzinie nawet 4fskromnego utrzymania. 1f Dlatego równieû i matka musiaîa 1fzajâê sië pracâ zarobkowâ. Byîa 1fwychowawczyniâ wiejskich dziewczât, 1fuczyîa je czytaê, pisaê i szyê. 2f Miaîam kilkoro rodzeïstwa, ale 2fwszystkie dzieci pomarîy z 2fniedostatku i chorób zanim 2fosiâgnëîam 13 lat. Ja jedna 2fpozostaîam przy ûyciu, moûe dziëki 2fszczëôciu, a moûe - wyjâtkowemu 2fzdrowiu i wytrzymaîoôci organizmu. 2fByîam typowâ, wiejskâ dziewczynâ. 2fNie wiedziaîam wówczas nic o 2fgrzechu, wystëpku i zbrodni. 2f Matka niewiele czasu poôwiëcaîa 2fmojemu wychowaniu i uôwiadomienu. 2fByîa na to zbyt zajëta swojâ pracâ. 2fNie mogîa zresztâ przypudszczaê, ûe 2fjuû wkrótce uôwiadomienie o caîej 2fprawdzie ûycia kobiety tak bardzo 2fstanie mi sië potrzebne. 2fWychowywaîam sië wiëc wîaôiwie sama. 3f Gdy miaîam lat 15 zdarzyîo sië 3fnieszczëôcie, które z miejsca 3fprzekreôliîo dotychczasowy tryb 3fmojego ûycia. Epidemia czarniej 3fospy nawiedziîa nasze hrabstwo. W 3fkrótkim czasie zmarî ojciec, a po 3fnim matka. Zachorowaîam równieû, 3fale na szczëôcie lekko i 3fwyzdrowiaîam - a co najwaûniejsze 3fdla kobiety - bez widocznych ôladów 3fna twarzy. 4f Tak wiëc pozostaîam sama. Nikt w 4fwiosce nie zainteresowaî sië moimi 4flosami po ômierci rodziców i byê 4fmoûe, ûe ûyîabym tam marnie po dziô 4fdzieï, gdyby nie Ester Davies, 4fkobieta z Londynu, która przyjechaîa 4fwîônie w tym czasie na kilka dni do 4fkrewnych. 1f Ester zajëîa sië mnâ. Namawiaîa 1fmnie na opuszczenie wioski i 1fprzeniesienie sië do Londynu, gdzie 1fzapewnw czeka mnie szczëôcie i 1fdobrobyt. Podniecaîa mojâ 1fwyobraúnië opisami wspaniaîoôci 1fstolicy. Ûycie rodziny królewskiej, 1fpiëkne, ludne ulice, cudowne domy i 1fmieszkania, paîace arystokracji, 1fteatry i opery, zabawy i coraz to 1finne przyjemnoôci ûycia w wielkim 1fmieôcie - wszystko to mogîo sië staê 1fmoim udziaîem - pomyôlaîam pod 1fwpîywem kuszâcych opowiadaï Ester 1fDavies. 2f W rzeczywistoôci przyczyny, dla 2fktórych madam Ester namawiaîe mnie 2fna wyjazd do Londynu, byLy inne. 2fChodziîo jej po prostu o to, abym 2fopîaciîa za niâ koszty podróûy. 2fLecz ja, w swojej niewinnoôci 2fdziewczëcej, braîam kaûde jej sîowo 2fza dobrâ monetë. 3f Tak wiëc, nie namyôlajâc sië 3fdîugo, za radâ Ester sprzedaîam nasz 3fskromny dobytek rodzinny, 3fpospîacaîam dîugi, kupiîam kilka 3fsukienek i z osiemnastoma funtami w 3fsakiewce opuôciîam wioskë na zawsze. 4f Póúnym wieczorem przybyîyômy do 4fLondynu. Zatrzymaîyômy sië na 4fnocleg w zajeúdzie, lecz jakieû byîo 4fmoje zdziwienie, gdy Ester 4foôwiadczyîa chilë po wejôciu do 4fnaszego pokoiku, obejmujâc mnie i 4fczule caîujâc: 1f- Moja droga, muszë natychmiast 1fwróciê do moich zajëê, a ty sama, 1frównieû powinnaô sië szybko wystaraê 1fo jakâô pracë, co przyjdzie ci bez 1ftrudu, bo w mieôcie sîuûâce ze wsi 1fsâ na wagë zîota. Jestem 1fprzekonana, ûe dobrze sië urzâdzisz. 1fJa zresztâ takûe bëdë sië staraê o 1fodpowiednie miejsce dla ciebie. W 1fkaûdym razie jutro z rana wynajmij 1fsobie tymczasem jakiô kât do spania 1fi udaj sië do biura poôrednictwa 1fpracy. Ûyczë ci szczëôcia i nie 1fwâtpië, ûe je znajdziesz. Oto adres 1fbiura. 2f Tu Ester zapisaîa poôpiesznie 2fkilka sîów na skrawku papieru, 2fwcisnëîa mi go do rëki i szybko 2fwyszîa trzasnâwszy drzwiami. 3f Osîupiaîa stanëîam poôrodku 3fnëdznego pomieszczenia w zajeúdzie. 3fZostaîam sama - piëtnastoletnia 3fwiejska dziewczyna w wielkim, obcym, 3fwrogim mieôcie - zdana na los 3fszczëôcia. 4f Dokâd wróciê i co czyniê dalej? 4fGorzkie îzy cisnëîy mi sië do oczu. 4fNie mogîam powstrzymaê gîoônego, 4frozpaczliwego îkania. 1f Byê moûe, ûe ktoô usîyszaî mój 1fpîacz, bo nagle otworzyîy sië drzwi. 1fSzybko otarîam îzy i przybraîam z 1ftrudem spokojny wyraz twarzy. Do 1fpokoju wszedî sîuûâcy, który pomógî 1fmi wczeôniej zabraê mój bagaû z 1fdyliûansu. 2g- Czy mogë coô dla pani zrobiê? - 2gspytaî obrzucajâc mnie badawczym 2gwzrokiem. 3g- Nie - wykrztusiîam, dîawiâc sië 3gîzami. 2g- Czy ta dama, która z paniâ 2gprzyjechaîa, nie pozostanie z paniâ? 2g- pytaî dalej. 3g- Nie... 2g- Ach, rozumiem - uômiechnâî sië 2gkrzywo - Pani obawia sië samotnoôci. 3g- Mógîbym - powiedziaî z wolna - 3gwystaraê sië dla pani o jakieô... 3godpowiednie towarzystwo... 2g- O, nie, dzëkujë - wybâkaîam w 2gcaîej swojej ówczesnej naiwnoôci - 2gNie bojë sië samotnoôci. Chodzi 2gtylko o to, ûe nie mam gdzie 2gprzenocowaê dzisiaj. 3g- To da sië zrobiê - rozeômiaî sië 3gjakby z rozczarowaniem - Przenocuje 3gpani u nas za cenë jednego, jedynego 3gszylinga. Proszë pomówiê z 3ggospodyniâ. Myôlaîem, ûe ma pani 3gjeszcze jakieô inne zamiary... 4f Tak oto znalazîam dach nad gîowâ 4fna pierwszâ mojâ noc w Londynie. 1f Jaka bëdzie noc nastëpna? Tego 1fnie mogîam wówczas przewidzieê. 1fSzybko dowiedziaîam sië, ûe bëdzie 1fto noc zupeînie, zupeînie inna - ta 1fnoc druga i wszystkie niezliczone 1fnoce nastëpne. 4g8Madame Brown i jej "dom" 2f Wstaîam wczeônie z nëdznego 2fposîania w zajeúdzie. Obmyîam sië, 2fwîoûyîam najpiëkniejszâ z moich 2fskromnych wiejskich sukienek i 2fudaîam sië do biura poôrednictwa 2fpracy, którego adres zapisaîa mi 2fwieczorem Ester. 3f W kantorze czekaîo juû kilku 3finteresantów i interesantek. Przy 3foknie za biurkiem, siedziaîa starsza 3fmatrona, najwidoczniej wîaôcicielka 3fprzedsiëbiorstwa, wertujâc karty 3fadresowe i zapisujâc coô w olbrzymim 3fnotatniku. Krzesîo przed niâ byîo 3fwolne. 4f Nikt, jak mi sië wydawaîo, nie 4fzwróciî uwagi na moje wejôcie. 4fStanëîam nieômiaîo przy drzwiach i 4fopuôciîam wstydliwie oczy, 4fobserwujâc ukradkiem ten pokój i 4fsiedzâcych w nim ludzi. Aby jakoô 4fzadokumentowaê mojâ tutaj obecnoôê, 4fkilkakrotnie nisko dygnëîam. 1f Matrona zza biurka dostrzegîa moje 1fukîony, podniosîa na mnie wzrok, 1fdîugâ chwilë jakby taksowaîa mój 1fwyglâd i urodë, po czym rzuciîa 1fkrótko i sucho, tonem rozkazu: 2g- Podejdú bliûej! Podeszîam 2gposîusznie i dygnëîam raz jeszcze. 3g- W jakiej sprawie? - zapytaîa. 2g- Bo ja, proszë jaônie pani... - 2gzaczëîam jâkaê - w sprawie pracy, 2gprzyjechaîam do Londynu i wîaônie... 3g- Skâd przyjechaîaô? 2g- Ze wsi, proszë jaônie pani. 3g- A gdzie rodzice? 2g- Umarli, proszë jaônie pani. 3g- Rodzeïstwo jest jakieô? 2g- Teû pomarîo, proszë pani - 2gzaîkaîam. 2g 3g- Hm, tak - chrzâknëîa obojëtnie 3gmatrona, utkwiwszy we mnie 3gspojrzenie - A masz krewnych w 3gstolicy? 3g 2g- Nie... 3g- Moûe jakichô znajomych? 2g- Teû nie... 3g- Wiëc zupeînie samotna na ôwiecie? 2g- Tak, proszë jaônie pani - 2gopuôciîam boleônie oczy. 3g- Jakiej pracy szukasz? - spytaîa z 3gpewnym oûywieniem. 2g- Mogîabym byê sîuûâcâ u dobrych 2gpaïstwa - zaczëîam szybko zachwalaê 2gswoje zdolnoôci - Jestem posîuszna, 2gchëtna do pracy, umiem chodziê 2gdookoîa gospodarstwa, zajmowaê sië 2gdzieêmi i pomagaê przy... 3g- Dosyê - machnëîa lekcewaûâco rëkâ. 3g- Z takâ figurâ i wyglâdem trudno ci 3gbëdzie byê sîuûâcâ. A moûe - dodaîa 3gpo krótkiej przerwie - nie warto ci 3gbëdzie... czy masz szylinga na 3gwpisowe u mnie? 2g- Mam, prosë jaônie pani - wyjëîam 2gskwapliwie sakiewkë. 3g- To dawaj i usiâdú tam - wskazaîa 3gkât kantoru, wyciâgajâc rëkë po 3gpieniâdze - I czekaj. Zastanowië 3gsië. Moûe znajdë dla ciebie coô 3gdobrego - spojrzaîa ukradkiem na 3gjakâô kobietë, która siedziaîa pod 3gôcianâ. 4f Usiadîam we wskazanym mi kâcie. 4fPoczuîam na sobie wzrok kobiety, z 4fktórâ poôredniczka wymieniîa 4fspojrzenie. Silâc sië na odwagë, 4fskierowaîam oczy w jej stronë. 1f Byîa to dama przysadzista, tëga, o 1fczerwonych policzkach, w wieku okoîo 1fpiëêdziesiëciu lat. Ubrana byîa 1fbardzo wystawnie, nosiîa mimo 1fgorâcej pory lata, aksamitny pîaszcz 1fz obfitym, rzucajâcym sië w oczy 1fprzybraniem, co ôwiadczyîo - jak mi 1fsië w mojej naiwnoôci wydawaîo - o 1fjej przynaleûnoðci do wysokiej sfery 1ftowarzyskiej. 2f Lustrowaîa mnie od stóp do gîów 2fbez przerwy, jakby chciaîa mnie 2fpoûreê poûâdliwym spojrzeniem. Pod 2fnaporem jej taksujâcego wzroku 2fzarumieniîam sië po biaîka oczu. Ta 2fmoja wstydliwoôê odpowiadaîa 2fwidocznie jej zamiarom, bo podniosîa 2fswoje obfite ksztaîty z krzesîa i 2fpodeszîa do mnie. 3g- Moja droga - zagadnëîa sîodziutkim 3gtonem - Jak sîyszaîam, szukasz 3gpracy, prawda? 4g- Tak jest, proszë jaônie pani - 4gzerwaîam sië z miejsca i pokîoniîam 4gsië do ziemi - Bardzo tego pragnë. 3g- Wobec tego wszystko ôwietnie sië 3gskîada - uômiechnëîa sië dama - Ty 3gszukasz pracy, a ja szukam 3gpracownicy. Wyglâdasz na porzâdnâ 3gdziewczynë i sâdzë, ûe uda mi cië 3gprzyuczyê do pracy u mnie. Bëdzie 3gci u mnie dobrze, jeûeli bëdziesz 3gdobra dla mnie. Londyn jest miastem 3ggrzechu i wystëpku - podniosîa 3guroczyôcie i ostrzegawczo palec - 3gale w moim domu znajdziesz 3gschronienie przed grzechem i 3gwystëpkiem. Pojedziesz ze mnâ. 3gNazywam sië madame Brown. 4g- O, dziëkujë, dziëkujë, jaônie 4gpani! - ucaîowaîam z wdziëcznoôciâ 4gjej tîuste, pokryte brylantami rëce. 3g- Popatrz jakie masz szczëôcie! - 3gzawoîaîa do mnie wîaôcicielka biura 3gômiejâc sië i zamieniajâc z madame 3gBrown znaczâce spojrzenia - Ledwo 3gpojawiîaô sië w Londynie, a juû 3gznalazîaô pracë w cichym, skromnym, 3gbogatym domu, gdzie wszelkie zîo, 3gbrud i zbrodnia nie mogâ mieê 3gdostëpu. Moûesz byê wdziëczna 3gmadame Brown, ûe zechciaîa cië wziâê 3gpod swoje opiekuïcze skrzydîa. 3gWierzë, ûe odpîacisz jej za to 3gposîuszeïstwem i peînym oddaniem 3g(znacznie póúniej pojëîam, ûe te 3gdwie damy znakomicie sië rozumiaîy i 3gûe madame Brown czësto odwiedzaîa 3gbiuro starej matrony, poszukujâc 3gcoraz to nowych "pracownic" dla 3gswojego "bogobojnego domu"... ) 1f Nie posiadaîam sië z zachwytu! 1fMadame Brown wsadziîa mnie do 1fwspaniaîej karety i kazaîa 1fstangretowi wieôê nas przez 1fcentralne ulice Londynu, aby pokazaê 1fmi cuda stolicy. Na domiar 1fwszystkiego zatrzymaîa wóz przed 1fnajelegantszym sklepem z konfekcjâ, 1fgdzie kupiîa mi fantastycznie piëkne 1frëkawiczki, po czym zawiozîa mnie do 1fswego domu w cichej ustronnej 1fuliczce. 2f Gdy wprowadziîa mnie do salonu, 2fstanëîam osîupiaîa. Takiego 2fprzepychu w ûyciu nie widziaîam! 2fJakûe to wszystko byîo inne, niû 2fbiedne pokoiki naszego wiejskiego 2fdomku! 3f Salon byî olbrzymi, podîogë 3fwyôcielaî wspaniaîy dywan, na 3fôcianach wisiaîy dwa wielkie lustra 3fw zîotych ramach, pod ôcianâ staî 3fokazaîy rzeúbiony kredens, w którego 3foszklonych szafkach widniaîy 3fkosztowne porcelanowe serwisy, 3fozdobne krysztaîowe kielichy i 3fkarafki z rozlicznymi trunkami! 4f To niewâtpliwe bogactwo olôniewaîo 4fmnie. Dziëkowaîam opatrznoôci, ûe 4foddaîa mnie w takie rëce i 4fskierowaîa do takiego domu. 1g- Siadaj, moja maîa - rzekîa 1gdobrotliwie madame Brown i siadajâc 1gw fotelu wskazaîa mi krzesîo. 2g- Czy to wypada, proszë jaônie pani? 2g- zapytaîam wstudliwie, stojâc nadal 2g- Czy to wypada, abym siedziaîa 2gprzed paniâ, ja, zwyczajna sîuûâca? 3f Wtedy spotkaî mnie pierwsza 3fniespodzianka w domu madame Brown. 1f- Nie bëdziesz u nie sîuûâcâ - 1foôwiadczyîa z uômiechem tëga dama. 2g- A czym? - spytaîam zaskoczona. 1g- Bëdziesz mojâ pannâ do towarzystwa 1g- odparîa pani domu - Nie obciâûë 1gciebie obowiâzkami sîuûâcej. To 1gbyîoby zbyt wyczerpujâce. Jesteô na 1gto za delikatna, za îadna. Nie 1gpowinnaô zajmowaê sië brudnâ, ciëûkâ 1gpracâ, która zniszczy twojâ urodë. 1gBëdziesz troszczyê sië tylko o mnie, 1go moje ûycie w tym domu i o moje 1gwygody. Ale za to wymagam, byô byîa 1gzawsze szczera ze mnâ, posîuszna, 1gpogodna i gotowa do wszelkich usîug, 1gktóre mi bëdâ potrzebne. Jesteô 1gsierotâ, nie masz matki. Otóû 1gjeûeli przekonasz mnie swoim 1gpostëpowaniem w tym domu, ûe mogë 1gbyê z ciebie zadowolona, zastâpië ci 1gnie jednâ lecz dwadzieôcia matek - 1gzaômiaîa sië jakoô w dziwny sposób. 4f Nie wiedziaîam jeszcze co ten 4fdziwny ômiech moûe zwiastowaê. 4fWkrotce wypadîo mi przekonaê sië o 4ftym. Teraz z bezgranicznym 4fszczëôciem obsypywaîam pocaîunkami 4fdîonie mojej dobrodziejki. 1f Gospodyni pociâgnëîa za sznur 1fdzwonka. Do salonu weszîa gruba 1fsîuûâca. 2g- Marto - rzekîa do niej surowo 2gmadame - Przyjëîam wîaônie pannë do 2gtowarzystwa - wskazaîa na mnie - 2gZajmie sië ona wszystkimi moimi 2gsprawami osobistymi. Bëdziesz 2godnosiê sië do niej z takim samym 2gszacunkiem jak do mnie, bo kocham jâ 2gjak rodzonâ córkë. Wskaû jej pokój 2gna górze, w którym zamieszka. 3f Marta byîa doskonale przyuczona do 3fswojej roli z takimi "córkami" jak 3fja. Skîoniîa mi sië z powagâ, 3fotworzyîa przede mnâ drzwi, wskazaîa 3fdrogë na schody i przepuôciîa 3fprzodem. 4f Na najwyûszym piëtrze domu mieôciî 4fsië maîy schludny pokoik, którego 4fznacznâ czëôê zajmowaîo wielkie 4fmaîûeïskie îoûe. Spojûaîam na nie z 4fpewnym zdziwieniem, porównujâc je w 4fduchu z moim dziewczëcym wâskim 4fîóûkiem na wsi. 1f Marta spostrzegîa widocznie to 1fmoje zaskoczenie, bo natychmiast 1fwyjaôniîa: 2f- Jaônie panienka bëdzie tu spaîa z 2fmîodâ kuzynkâ madame. Jest to miîa, 2fpiëkna i dobra panna. Panienka 2fszybko jâ pokocha jak siostrë. Jest 2ftak miîa i kochana, tak dobra i 2fwyrozumiîa jak sama madame. W tym 2fdomu i pod takâ opiekâ panienka nie 2fzazna ûadnych trosk. Bëdzie tu 2fpanience dobrze jak w raju. A teraz 2fmoûe panienka odpoczâê przed 2fobiadem. 3f Obiad jadîyômy w salonie przy 3fstole nakrytym na trzy osoby. Gdy 3fweszîam, oczekiwaîa mnie juû madame 3fBrown i mîoda îadna dziewczyna, 3fktórâ madame przedstawiîa mi, 3fmówiâc: 4g- Proszë cië droga Fanny, oto 4gwîaônie moja kuzynka, która bëdzie 4gdzieliê z tobâ pokój. Nazywa sië 4gFeba Ayres. Mam nadziejë, ûe szybko 4gstaniecie sië serdecznymi 4gprzyjacióîkami. 1f Jak sië póúniej dowiedziaîam, Feba 1fâyres peîniîa rolë "kierowniczki 1fdomu" pani Brown. Jednym z jej 1fobowiâzków byîo odpowiednie 1fprzygotowanie takich jak ja "panien 1fdo towarzystwa" do zadaï jakie 1fprzeznaczy im madame. 2f Mówiâc jëzykiem wiejskim, Feba 2fosfajaîa mîode dzikie klacze pod 2fsiodîo i przyszîych jeúdúców. 2fDlatego miaîa zamieszkaê ze mnâ w 2fjednym pokoju. 4g8Feba Ayres rozpoczyna tresurë 3f Byîo juû doôê póúno, gdy 3fskoïczyîyômy obiad. Czuîam sië 3fzmëczona przeûyciami tego 3fniezwykîego dnia. Pani domu orzekîa 3fz troskâ, ûe powinnam udaê sië na 3fspoczynek. 1f Feba zaprowadziîa mnie do naszego 1fpokoiku na górze i zaczëîa sië 1frozbieraê. Ja staîam bez ruchu. 1fWahaîam sië. Feba spostrzegîa moje 1fzaûenowanie. 2g- Wstydzisz sië mnie? - spytaîa 2gzdziwiona. 3g- Trochë - zaczerwieniîam sië. 4f Feba wybuchnëîa gîoônym ômiechem. 4fPodeszîa, rozpiëîa mi koînieûyk i 4fsuknië. Zdjëîa ze mnie bieliznë. 4fPozostaîam w samej halce. Na widok 4fwîasnego ciaîa wyzierajâcego spod 4fhalki, szybko wskoczyîam pod koîdrë 4fi naciâgnëîam jâ po szyjë. Feba, 4fkrztuszâc sië ze ômiechu, z 4fniezwykîâ dla mnie wprawâ zrzuciîa z 4fsiebie niezliczone czëôci modnej 4flondyïskiej gerderoby i zupeînie 4fnaga wsunëîa sië do mnie pod koîdrë. 1g- Jestem starsza od ciebie - 1goôwiadczyîa przylegajâc bokiem do 1gmojego boku - Mam 24 lata i jestem 1gjuû dojûaîâ kobietâ. Nie takâ kózkâ 1gjak ty! - zaômiaîa sië - No, nie 1gwstydú sië, przysuï sië do mnie, 1gbëdzie nam cieplej, przyjemniej - 1gdodaîa cichutko. 2f Widzâc, ûe ociâgam sië trochë, 2fprzysunëîa sië pierwsza. Posunëîa 2fgoîâ rëkë pod moje plecy, a drugim 2framieniem objëîa mnie za szyjë. 2fUniosîa sië nieco nade mnâ i nagle 2fprzywarîa wargami do moich ust, 2fnamiëtnie obsypujâc mnie gorâcymi 2fpocaîunkami. 3f Byîo to dla mnie nieoczekiwane, 3fdziwne, nieznane przeûycie. Nigdy 3fdotâd dziewczëta nie caîowaîy mnie w 3ftaki sposób i ja nigdy nikogo tak 3fnie caîowaîam. Uwaûaîam jednak, ûe 3fpocaîunki Feby sâ jedynie przejawem 3fjej sympatii do mnie i ûe powinnam 3fodwzajemniê sië jej w podobny 3fsposób. Zaczëîam wiëc odpowiadaê 3ftakimi samymi pocaîunkami, aby 3fzaskarbiê sobie siostrzanâ miîoôê 3fFeby. 4f Zachëciîo to Febë do jeszcze 4fômielszych poczynaï. Zdjëîa ramië z 4fmojej szyi i zaczëîa wëdrowaê dîoniâ 4fwzdîuû mojego ciaîa i piersi, 4fnaciskajâc je, gîadzâc i lekko 4fposzczypujâc. Potem wziëîa mnie za 4frëkë i poprowadziîa mojâ dîoï po jej 4fciele, kierujâc jâ na swoje miëkkie, 4fobwisîe piersi. Równoczeônie nie 4fprzestawaîa naciskaê, gîadziê i 4fszczypaê mojego ciaîa. 1f Wszystkie te zabiegi Feby 1fzaskakiwaîy swojâ nowoôciâ, ale nie 1fwzbudzaîy we mnie strachu ani 1fwstrëtu. Nie miaîam wówczas pojëcia 1fo ûadnych zboczeniach i nie 1fprzypuszczaîam, ûe moûe istnieê na 1fôwiecie namiëtnoôê kobiety do 1fkobiety. 2f Przeciwnie, zaczëîam odczuwaê 2fdziwnâ jakâô przyjemnoôê pod wpîywem 2fruchu râk Feby. Ciaîo moje zaczëîo 2frozgrzewaê sië. Moje ledwie 2fpâczkujâce sutki zaczëîy twardnieê i 2fprëûyê sië pod draûniâcym dotykiem 2fpalców leûâcej przy mnie kobiety. 3f Lecz Feba nie poprzestaîa na tym. 3fDîonie jej powëdrowaîy niûej, do 3fbardziej zwykle ukrywanych niû 3fpiersi rejonów mojego ciaîa i 3fzatrzymaîy sië na jedwabistym od 3fniedawna dopiero rosnâcym 3fowîosieniu. Palcami zaczëîa gîadziê 3fi delikatnie pociâgaê te wijâce sië 3fw loczkach wîosy. 4f Ale i to jej nie wystarczaîo. 4fSiëgnëîa jeszcze niûej i poczuîam 4fjej palec naciskajâcy najbardziej 4fwstydliwe miejsce ciaîa dziewczyny, 4fpo czym palec przeniknâî gîëbiej i 4fzaczâî îaskotaê ukrytâ powierzchnië 4ftego miejsca pod wîosami. 1f Ogieï zapîonâî mi w ûyîach. Caîy 1fwstyd dziewczëcy znikî bez ôladu. 1fÛar ogarnâî moje ciaîo i czuîam, ûe 1fogniskiem jego jest wîaônie to 1fmiejsce, do którego coraz silniej 1fprzywieraîy ruchliwe bezustannie 1fpalce Feby. 2f Palce gniotîy, nacieraîy, tarîy i 2frównoczeônie coraz bardziej 2frozwieraîy drogë prowadzâcâ dalej i 2fgîëbiej. 3f Nagle krzyknëîam. Poczuîam lekki 3fból. Palec Feby wniknâî daleko w 3fgîâb mojego ciaîa, w zamkniëtâ i 3fnieprzeniknionâ dotychczas 3fszczelinë. Ból ten jednak, co 3fnajdziwniejsze, nie sprawiî mi 3fprzykroôci. 4f Pod wpîywem posuwistych ruchów 4fpalca Feby wyprëûaîam sië 4fgwaîtownie, cicho jëczaîam, 4fwstrzâsaîam sië i drûaîam, a 4fogarniajâcy mnie ûar stawaî sië 4fcoraz gorëtszy. Równoczeônie palâce 4fwargi Feby nie przestawaîy 4fobcaîowywaê mojego ciaîa i 4fprzerywanym szeptem kobieta 4fwzdychaîa: 1g- Och, jakie to przyjemne... Och, 1gjakaô ty cudowna kochanie... Och, 1gjak szczëôliwy bëdzie pierwszy 1gmëûczyzna, który uczyni z ciebie 1gprawdziwâ kobietë... O, jakbym 1gchciaîa byê teraz mëûczyznâ... 2f Ûaden mëûczyzna póúniej w moim 2fûyciu nie caîowaî mnie tak jak Feba. 2fByîam tak oszoîomiona, tak ogarniëta 2fnowymi dla mnie wzruszeniami, zmysîy 2fmoje byîy tak wzburzone, ûe 2fzatraciîam sië caîkowicie w ogniu, 2fktóry niepowstrzymanie buszowaî mi w 2fûyîach. 3f Wstrzâs gwaîtownej roskoszy byî 3ftak silny, ûe aû wycisnâî îzy z 3fmoich oczu. 4f Dopiero póúniej zaczëîam 4fzastanawiaê sië nad namiëtnoôciami 4fFeby. Ûadna z rozkoszy, których 4fmoûe doznaê kobieta od mëûczyzny, 4fnie byîa jej oczywiôcie obca, nie 4fmogîa wiëc stanowiê juû dla niej 4fatrakcyjnej nowoôci. Dlatego chyba 4fznajdowaîa szczególnâ przyjemnoôê w 4fprzygotowywaniu mîodych dziewczât do 4fstosunków z mëûczyznami. 1f Zaspokajaîa bowiem przy okazji 1fswoje poûâdanie w takiej formie, 1fjakiej nie mógî dostarczyê jej 1fpartner pîci mëskiej. Rozkoszâ byîa 1fjuû dla niej sama moûliwoôê 1fzboczenia z normalnej, przyrodzonej 1fdrogi, wytyczonej przez naturë 1fkobiecie i mëûczyúnie. 2f Nie znaczy to, ûe stosunek z 2fmëûczyznâ przyprawiaî jâ o wstrët. 2fPrzeciwnie - wolaîa nawet mëûczyzn 2fniû dziewczëta. Ale chëtnie szukaîa 2furozmaicenia. Bez ûadnych hamulców 2fwewnëtrznych obcowaîa pîciowo 2fzarówno z mëûczyznami, jak i z 2fkobietami... 3f Ocknëîam sië, czujâc ûe Feba 3fzrzuca ze mnie koîdrë i nachyla sië 3fnade mnâ. Leûaîam na wznak. Feba 3fpodciâgnëîa mi halkë wysoko, aû pod 3fbrodë. Migotliwy blask ôwiecy, 3fktóra pîonëîa w ôwieczniku przy 3fîóûku, padaî bîyskami na moje nagie, 3frozpalone ciaîo. Wstydziîam sië 3fjeszcze. Siëgnëîam po halkë, aby jâ 3fopuôciê, lecz Feba zîapaîa mnie za 3frëkë. 4g- Nie! - bîagaîa chrapliwie i z 4gpoûâdaniem - Moja maîa, sîodka 4gkochaneczko! Nie wolno ci zasîaniaê 4gtych skarbów przed moimi oczami! 4gMuszë widszieê te cudowne 4gpiersiâtka. Patrzenie sprawia mi 4grozkosz. Pozwól mi caîowaû te 4gskarby! Och, jak róûowa i delikatna 4gjesta ta skórka tutaj u ciebie... I 4gte wîoski miëciutkie i jedwabne... 4gOch, daj mi zajrzeê w tâ maleïkâ, 4gnajcudowniejszâ szparkë twojâ, daj 4gmi jâ podziwiaê, nasyciê sië jej 4gwidokiem... O, tego juû za duûo, to 4gnie do wytrzymania! Ja muszë, 4gmuszë! - szepnëîa nagle. 1f Z niepochamowanym podnieceniem 1fchwyciîa mojâ dîoï i mocno 1fprzycisnëîa jâ u siebie do tego 1fsamego miejsca, ktore widziaîa teraz 1fu mnie. 2f Dotykiem poczuîam róûnicë miëdzy 2ftymi miejscami u niej i u mnie. 2fRóûnica byîa olbrzymia. Tu rósî 2fgësty, obfity las ôwiadczâcy o 2fpeînej dojrzaîoôci kobiety, a luúny 2fotwór, do którego Feba wepchnëîa mój 2fpalec, rozwarî sië lekko i miëkko 2fpod sîabym naciskiem rëki. 3f Kobieta zaczëîa poruszaê sië 3frytmicznie i coraz szybciej w tyî i 3fw przód, a gdy kilkakrotnie 3fwestchnëîa i znieruchomiaîa - 3fwyciâgnëîam swój palec z jej ciaîa. 3fByî wilgotny i lepki. 4f Feba pocaîowaîa mnie namiëtnie i 4frozciâgnëîa sië przy mnie na îóûku. 4fTeraz byîa juû spokojna. 1f Nie wiem jak silna i jakiego 1frodzaju byîa rozkosz, której doznaîa 1fta kobieta ze mnâ. Jedno byîo 1fjednak pewne: pierwsza noc, 1fspëdzona z Febâ, zapoczâtkowaîa 1fproces mojej demoralizacji. 2f Zrozumiaîam wówczas, ûe miîosny 2fstosunek miëdzy dwiema kobietami 2fmoûe byê nie mniej niebezpieczny i 2fnie mniej brzemienny w skutki niû 2fstosunek miëdzy kobietâ a mëûczyznâ. 4g8Mój pierwszy "klient" 3f Nastëpnego ranka obudziîam sië 3fpóúno, okoîo dziesiâtej, wypoczëta i 3fôwieûa. Feba krzâtaîa sië juû po 3fpokoiku. Gdy spostrzegîa, ûe 3fotworzyîam oczy, zapytaîa jak spaîam 3fi jak sië czujë. Lecz ûadnym 3fspojûeniem, sîowem, czy gestem nie 3fwspomniaî tego, co zaszîo miëdzy 3fnami w nocy. 1f Podziëkowaîam jej za tâ troskë o 1fmoje samopoczucie i zapytaîam, od 1fczego rozpocznâ sië moje obowiâzki 1fsîuûbowe w tym domu. Zamiast tego 1fFeba uômiechnëîa sië tylko. 2f Po chwili weszîa sîuûâca z 2fherbatâ, a za niâ chodem sîonia 2fwtoczyîa sië madame Brown. 2fObawiaîam sië, ûe pani domu zacznie 2fmnie strofowaê za póúne wstanie z 2fîóûka. Byîam wiëc mile zaskoczona, 2fgdy gospodyni, zamiast wyrzutów pod 2fmoim adresem, powiedziaîa z 2fpodziwem: 3g- Jesteô ôwieûa i piëkna, moja 3gdroga. Prawdziwy pâczek 3grozkwitajâcej kobiecoôci. Czeka cië 3gwspaniaîa kariera ûyciowa. Wkrótce 3gnie znajdzie sië mëûczyzna, który 3gbyîby w stanie oprzeê sië twojemu 3gurokowi. Wszyscy bëdâ musieli cië 3gubóstwiaê. Caîy Londyn znajdzie sië 3gu twoich maleïkich stópek. 4f Komplementy mojej dobrodziejki 4fsprawiaîy mi przyjemnoôê. 4fOdpowiedziaîam naiwnie i gîupio, 4fdziëkujâc za jej zachwyty nade mnâ. 1f Naiwnoôê moja radowaîa wyraúnie 1fobie kobiety. O to im wîaônie tylko 1fchodziîo, abym na razie pozostawaîa 1fw nieôwiadomoôci prawdziwych losów, 1fjakie mi przygotowaîy. 2f Zresztâ przygrywka do mojej 2fprzyszîoôci nie daîa dîugo na siebie 2fczekaê. Po ôniadaniu sîuûâca 2fwniosîa stos garderoby dla mnie. 3f Oniemiaîam po prostu z zachwytu! 3fMoje maîe gîupie serce trzepotaîo w 3fpiersi jak motyl na widok jedwabnej 3fuûywanej sukni ze srebrzystymi 3fkwiatami, kapelusza z brukselskiego 3fmateriaîu, wysokich butów z dîugimi 3fsznurowadîami i podrzëdnych ozdób, 3fktóre wydawaîy mi sië 3fnajwspanialszymi klejnotami ôwiata. 4f Wkrótce potem zrozumiaîam, ûe 4fzostaîam tak królewsko obdarowana 4fjedynie dlatego, ûe madame upatrzyîa 4fjuû dla mnie klienta, który chciaî 4fjak najprëdzaj oceniê moje wdziëki. 4fKlient najwidoczniej rozumiaî, ûe 4ftowar tak rzadki jak dziewictwo, nie 4fmoûe dîugo uchowaê sië w tym domu. 1f Zadaniem Feby byîo przygotowanie i 1fozdobienie mnie na sprzedaû. 1fUbieraîa mnie powoli i z namysîem, a 1fja staîam przed lustrem i 1fniecierpliwiîam sië jej powolnoôciâ. 1fChciaîam od razu mieê te wszystkie 1fcuda na swoim ciele. 2f Czuîam sië podniecona i 2fszczëôliwa. Dzisiaj wiem, ûe 2fskromne wiejskie stroje byîy o niebo 2fpiëkniejsze niû te sztuczne, 2fpretensjonalne bîyskotki, którymi 2fFeba po raz pierwszy ozdabiaîa wtedy 2fmoje dziewczëce wdziëki. 3g- Jesteô piëkna jak marzenie! - 3gzachwycaîa sië Feba - Ucieleônienie 3gwiosny! 4f Jej zachwyty byîy zupeînie 4fszczere. Byîam istotnie piëknâ 4fdziewczynâ wysokiego wzrostu, lecz 4fnie raûâco, jak na kobietë, wysokâ. 4fBiodra miaîam gibkie, a kibiê tak 4fjëdrnâ i smukîâ, ûe nie byîo 4fpotrzeby odziewania jej w paski i 4fgorsety. 1f Kasztanowe wîosy spadaîy mi na 1framiona w naturalnych niekarbowanych 1flokach. Odcinaîy sië one swym 1fkolorem od cery na subtelnej, 1fgîadkiej twarzy. pieprzyk na 1fpodbródku dodawaî tej twarzy 1ffiglarnego wesoîego wyrazu, który 1fkontrastowaî z czarnymi, 1frozmarzonymi, to lekko zamglonymi, 1fto pîonâcymi ogniem oczami. Pierô 1fmiaîam wysokâ, choê jeszcze trochë 1fzbyt maîâ, lecz juû okrâgîâ i 1fprëûâcâ sië ku wspaniaîym obietnicom 1fzbliûajâcej sië dojrzaîej 1fkobiecoôci. 2f Gdy staîam piëkna i strojna przed 2flustrem, nie myôlaîam jeszcze, ûe 2fnikt tak bez wyrachowania nie 2fstroiîby biednej dziewczyny. 2fTîumaczyîam to sobie tylko dobrociâ 2fszlachetnej pani Brown i przyjaúniâ 2fjej pomocnic. Nie myôlaîam takûe o 2ftym, ûe pod pretekstem 2fzabezpieczenia mojego skromnego 2fspadku po rodzicach, madame zabraîa 2fmi - jak twierdziîa, na przechowanie 2fw swojej kasie - wszystkie 2fprzywiezione ze wsi pieniâdze. 3f Schwytano mnie, zamkniëto w 3fklatce, a ja nie widziaîam klatki. 4f Gdy toaleta zostaîa zakoïczona, 4fprzeszîam do salonu. Madame 4fpogratulowwaîa mi piëknego stroju i 4fw przesadnym zachwycie zawoîaîa: 1g- Wyglâdasz w tej sukni tak 1gnaturalnie, jak gdybyô od urodzenia 1gnic innego nie nosiîa. Proszë, 1gpoznaj mojego bratanka. 2f Dopiero teraz spostrzegîam owego 2f"bratanka", który staî nieco dalej 2fprzy oknie. 3f Odwróciî sië do mnie i skîoniî 3fgîowë. Odpowiedziaîam wstydliwym 3fdziewczëcym dygniëciem. Podszedî 3fbliûej, wysunâî wargi do pocaîunku w 3fusta, ale nadstawiîam mu tylko 3fpoliczek. 4f Mruknâî coô z wyrzutem i gdy nie 4fspodziewaîam sië tego, znienacka 4fprzycisnâî gorâce z ûâdzy usta do 4fmoich warg. Przyjëîam to z odrazâ. 4fWyglâdaî bowiem tak wstrëtnie, ûe 4fbrak mi sîów na opis jego 4fpowierzchownoôci. 1f Proszë wyobraziê sobie mëûczyzne 1fpod czterdziestkë, niskiego, 1fbrzuchatego, z wyîupiastymi oczami i 1fchorobliwej barwy biaîoszarâ skórâ 1ftwarzy o popëkanych zeschniëtych 1fwargach i cuchnâcym, ôwiszczâcym 1foddechu. Jego krzywy uômiech 1fwywoîywaî mdîoôci i nadawaî temu 1fodraûajâcemu obliczu wyraz 1fstraszliwej szpetoty. 2f Mimo to byî tak zaôlepiony swoim 2frzekomym powabem, iû absolutnie 2fwierzyî, ûe nie ma na ôwiecie 2fkobiety, która nie ulegîaby jego 2furokowi. Trwoniî majâtek na 2fprostytutki, które znaîy tâ jego 2fsîaboôê i obsypywaîy pochwaîami 2f"czar jego nieodpartej mëskoôci". 3f Wobec dziewczât, które nie umiaîy 3fkryê wstrëtu i strachu przed nim, 3fbyî gruboskórny i brutalny. Sîaba 3fpotencja pîciowa skîaniaîa go do 3fciâgîych prób z coraz innâ kobietâ. 3fSzukaî stale nowych podniet a 3furozmaicenie wyboru partnerek miaîo 3fnasiliê jego zanikajâcy popëd 3ferotyczny. 4f Nieraz zdarzaîo sië, ûe u szczytu 4fpodniecenia ciaîo tego mëûczyzny 4fodmawiaîo dalszego posîuszeïstwa i 4fnagle sîabîo przed peînym 4fodprëûeniem, co wywoîwaîo u niego 4fwybuchy bezsilnego gniewu, 4fskierowane na nieszczësliwe 4fpartnerki. 1f Ja miaîam byê kolejnâ ofiarâ, 1fktórâ wystroiîa i przygotowaîa dla 1ftego potwora moja rzekoma 1fdobrodziejka. 2f Madame Brown kazaîa mi siadaê i 2fwstawaê przed nim, obracaê sië do 2fniego plecami i twarzâ, zdjâê szal z 2fszyi aby mógî zauwaûyê rytm moich 2fpiersi podnoszâcych sië i 2fopadajâcych w oddechu, poleciîa 2fprzechadzaê sië przed nim tam i z 2fpowrotem, by w peîni oceniî mój czar 2fi urok dziewczëcoôci. 3f Ta wszechstronna demonstracja 3fspotkaîa sië z jego peînâ aprobatâ. 3fMierzyî mnie maîpim wzrokiem i kiwaî 3fz uznaniem gîowâ. Poûeraî moje 3fciaîo oczami, a gdy napotkawszy jego 3fbydlëce spojrzenie cofaîam sië ze 3fstrachem i wstrëtem, tîumaczyî to 3fsobie zapewne tylko mojâ dziewczëcâ 3fwstydliwoôciâ. 4f Wreszcie po dîugich minutach tego 4fuciâûliwego pokazu moich wdziëków, 4fmadame Brown pozwoliîa mi opuôciê 4fsalon i udaê sië z Febâ do naszego 4fpokoiku na górze. W swojej 4fnaiwnoôci nie pojmowaîam jeszcze 4fzamiarów gospodyni. Uwaûaîam, ûe 4fosoba "bratanka" nie powinna 4fzaprzâtaê moich myôli wiëcej niû 4fwymaga tego grzecznoôc i wdziëcznoôê 4fwobec pani domu. 1g- Czy wiesz, ûe ten szacowny 1gdûentelmen i szlachciê mógîby sië z 1gtobâ oûeniê? - zaczëîa badaê mnie 1gFeba - Co otym sâdzisz, maleïka? 2f Na chwilë zaniemówiîam. Ta myôl 2fbyîa wprost potworna! Opanowaîam 2fsië jednak i silâc sië na spokój, 2fodparîam: 3g- Nie myôlë jeszcze o maîûeïstwie. 3gA jeûeli kiedyô wyjdë za mâû, to 3graczej bëdzie to ktoô z mojego 3gstanu. 4f W tej chwili czuîam bowiem odrazë 4fdo caîego stanu szlacheckiego, skoro 4fnaleûaî do niego takûe "bratanek" 4fmadame Brown. 1f Tymczasem - jak sië dowiedziaîam 1fpóúniej - madame koúczyîa wîaônie 1ftargi ze swoim "bratankiem". 1fUzgodniono, ûe gospodyni otrzyma od 1frëki 50 gwinei za samo zezwolenie na 1fjego próbë ze mnâ, a dalszych 100 1fgwinei, gdy uda mu sië zaspokoiê ze 1fmnâ ûâdzë i zdobyê moje dziewictwo. 2f Ja miaîam otrzymaê wynagrodzenie 2ftylko wedîug jego wspaniaîomyôlnoôci 2fi uznania. 3f Gdy dobito targu, klient zaûâdaî 3fnatychmiastowej dostawy towaru. Nie 3fchciaî sîuchaê wyjaônieï kuplerki, 3fûe jestem jeszcze niedostatecznie 3fprzygotowana do zadania, ûe 3fprzebywam w tym domu zaledwie od 24 3fgodzin. 4f Ûâdza zaôlepiîa go, wzniecaîa 4fniecierpliwoôê. Oprócz tego 4fzarozumiaîoôê nie pozwalaîa mu 4fmyôleê, ûe nie tylko dziewiczy wstyd 4fi strach, lecz przede wszystkim 4fwtrët dzewczyny moûe staê sië 4fprzyczyna jego niepowodzenia. 1f Wobec takiego uporu klienta 1fgospodyni musiaîa ustâpiê i 1fostatecznie ustalono, ûe próba 1ftowaru odbëdzie sië tego samego 1fwieczora po kolacji. 2f Podczas kolacji Feba i madame 2fBrown przeôcigaîy sië w pochwaîach 2fpod adresem "bratanka". 3g- Ten wspaniaîomyôlny dûentelmen 3gzakochaî sië w tobie od pierwszego 3gwejrzenia - twierdziîa gospodyni - 3gSpotkaîo cië wielkie szczëôcie, ûe 3graczyî sië tobâ zainteresowaê. 3gJeûeli bëdziesz mâdra i rozsâdna, 3gosiâgniesz wszystko czego twoja 3gdusza zapragnie: majâtek, stroje, 3gkarety, nawet podróûe za granicë. 3gOn ciebie nigdy nie skrzywdzi. 3gMoûesz polegaê na jego rycerskim 3ghonorze. 4f I aby jeszcze bardziej osîabiê 4fmojâ wolë oporu, obie kobity poiîy 4fmnie obficie winem. 1f Okoîo szóstej wróciîam do mojego 1fpokoiku. Staî tam juû stolik z 1fnakryciem do herbaty. Wkrótce 1fweszîa madame w towarzystwie 1f"bratanka". 2f Usiadî przy mnie i bez przerwy 2fpoûeraî mnie swoimi wyîupiastymi 2fgaîami. Uparte to spojrzenie 2fprzyprawiaîo mnie niemal o fizyczny 2fból. 3f Po krótkiej godzince z nami pani 3fdomu oznajmiîa, ûe niestety jest 3fzajëta i bëdzie musiaîa nas na 3fpewien czas opuôciê, ale póúniej 3fwróci. 4g- Do tego czasu - zwróciîa sië do 4gmnie twardo - dotrzymasz towarzystwa 4gmojemu bratankowi, a ty - rzekîa do 4gpotwora - bëdziesz dobry i 4gwyrozumiaîy dla tego sîabego 4gdziecka. 1f To powiedziawszy zniknëîa za 1fdrzwiami. Zostaîam sama z 1fodraûajâcym mëûczyznâ. Gdy 1fuôwiadomiîam to sobie w caîej peîni, 1fzatrzësîam sië ze strachu. Siadîam 1fskurczona w kâciku îóûka, 1fnieruchoma, nie wiedzâc co dalej 1fpoczâê. 2f Dîugo jednak, niestety, nie 2fmusiaîam czekaê na jego atak. 2fPotwór zbliûyî sië do îóûka. Uklâkî 2fprzy mnie i bez sîowa zamknâî mnie w 2framionach. Przylgnâî do mnie ciaîem 2fi zmusiî, mimo oporu jaki stawiaîam, 2fdo przyjëcia jego ômierdzâcych jak 2fzaraza pocaîunków. Ogarnëîy mnie 2fmdîoôci od tego cuchnâcego oddechu, 2fosîabîam, zabrakîo mi siî. 3f Gdy poczuî, ûe przestaîam sië 3fbroniê, zerwaî szal z mojej szyi, 3fodkryî mi piersi dla swoich 3fpoûâdliwych oczu i râk. Jak 3fsparaliûowana znosiîam to wszystko 3fbez ruchu i sîowa protestu. Brakîo 3fmi siî, by broniê sië i krzyczeê. 4f To oômieliîo go jeszcze bardziej. 4fnaparî na moje ciaîo tak mocno, ûe 4fmusiaîam sië poîoûyê. Wówczas 4fzaczâî obmacywaê dolnâ czëôê moich 4fodsîoniëtych ud. 1f Zwarîam je najsilniej jak mogîam, 1fa on próbowaî rozewrzec je rëkami. 1fGdy poczuîam jego dîoï przenikajâcâ 1fw gîâb, ocknëîam sië wreszcie z 1fparaliûujâcego mnie strachu. 1fGwaîtownym, nieoczekiwanym przez 1fniego skokiem zerwaîam sië z îóûka i 1fpadîam mu bîagalnie do stóp. 2g- Proszë - zaîkaîam - niech pan mnie 2gzostawi w spokoju... Niech pan mnie 2gnie krzywdzi... 3g- Ciebie skrzywdziê? - odparî 3gîotr - Nigdy bym tego nie uczyniî. 3gCzy madame Brown nie mówiîa, ûe 3gzakochaîem sië w tobie i ûe chcë byê 3gdobry dla ciebie? 2g- Owszem, mówiîa mi o tym - 2gpotwierdziîam - Ale, naprawdë, nie 2gjestem w stanie pokochaê pana. 2gBîagam, niech pan zostawi mnie samâ. 2gMoûe pokocham pana póúniej, ale 2gteraz niech pan odejdzie. 4f Lecz na próûno. Moje wzruszenie, 4fmój pîacz, moja poszarpana odzieû 4fwzmocniîy jeszcze bardziej 4frozpîomienionâ ûâdzë zwierzëcia. 4fNie mógî juû zapanowaê nad sobâ. 4fWznowiî atak z jeszcze wiëkszâ furiâ 4fi rozîoûyî mnie na brzegu posîania. 1f Zadarî mi halkë do góry i naparî 1fznowu na moje nagie zaciôniëte 1fkurczowo uda, próbujâc rozewrzeê je 1frëkâ. Gdy mu sië to nie udaîo, 1fzaczâî wciskaê kolano miëdzy moje 1fnogi. Równoczeônie gorâczkowo 1frozpinaî guziki kamizelki i spodni. 1fCiëûar jego ciaîa przytîaczaî mnie 1fdo îóûka. Opieraîam mu sië ze 1fômiertelnâ zaciekîoôciâ. 2f I w chwili gdy czuîam, ûe siîy 2fmoje sîabnâ, staîo sië coô dziwnego, 2fniezrozumiaîego wówczas dla mnie - 2fîotr nagle daî mi spokój! Wstaî ze 2fmnie, sapiâc ciëûko i kaszlâc. Jak 2fzrozumiaîam póúniej, zwierzë 2fosiâgnëîo szczyt rozkoszy nie 2fzdâûywszy przeniknâê w gîâb mojego 2fciaîa. Caîy jego wytrysk zalaî 2ftylko moje uda i halkë. 3g- Wstaï! - rozkazaî gniewnym, 3gpeînym rozczarowania tonem - Nigdy 3gjuû wiëcej nie uczynië ci tego 3gzaszczytu - oôwiadczyî ze wzgardâ 3g- Ta stara prostytutka - miaî 3gzapewne na muôli paniâ Brown - moûe 3gobejrzeê sië za kimô 3godpowiedniejszym dla ciebie. Ja 3gwiëcej nie pozwolë wystawiaê sië na 3gpoômiewisko takiej jak ty dziwki, 3gktóra zapewne gdzieô w krzakach na 3gwsi utraciîa juû dawno cnotë z 3gjakimô parobkiem, a teraz zgrywa sië 3gna dziewicë przede mnâ. 4f Sîuchaîam z radoôciâ jego obelg. 4fBrzmiaîy one w moich uszach tak 4fsîodko jak brzmiâ zaklëcia miîosne 4fkochanka w uszach kochajâcej go 4fkobiety. Bowiem kiedy to mówiî, 4fczuîam sië bezpieczna. 1f Wiedziaîam juû teraz, czego ûâda 1fode mnie madame. Scena z potworem 1fotworzyîa mi oczy na wszystko. Ale 1fnie miaîam doôê odwagi by opuôciê 1ften dom. Pojmowaîam, ûe naleûë do 1fstarej duszâ i ciaîem. Lepiej byîo 1fpozostac tu niû zginâê z gîodu, bez 1fpieniëdzy i przyjacióî w obcym, 1fwrogim mieôcie. 2f Tak rozmyôlaîam siedzâc przed 2fkominkiem i gorzko pîaczâc. 2fTymczsem, po pierwszej próbie, 2fpotwór zaczâî podniecaê sië na nowo 2fwidokiem podartej bielizny, przez 2fktórâ przezieraîo nagie ciaîo 2fdziewczyny. Kusiîa go moja kwitnâca 2fmîodoôê. Musiaî mnie posiâôê za 2fwszelkâ cenë. 3g- Moûe chciaîabyô znowu spróbowaê 3gze mnâ zanim przyjdzie stara pani? 3g- zaczâî îagodnie i z umiarkowaniem. 4g- Wtedy znowu wszystko sië uîoûy 4gmiëdzy nami. Moglibyômy zostaê 4gprzyjacióîmi. Zobaczysz, ûe nie 4gpoûaîujesz... 1f I poczâî ponownie obsypywaê 1fpocaîunkami moje ciaîo i nagniataê 1fmi rëkami obnaûone piersi. Czuîam, 1fûe po raz drugi nie przeûyjë juû tej 1fohydy! 2f Z niespodziawanâ siîâ uwolniîam 2fsië z jego objëê i pociâgnëîam 2fmocno, kilkakrotnie za sznur 2fdzwonka. Sîuûâca Marta, myôlâc 2fzapewne, ûe klient czegoô sobie 2fûyczy, weszîa do pokoju. 3f Znalazîa mnie leûâcâ na podîodze z 3frozrzuconymi wîosami i krwawiâcym 3fnosem a przy mnie potwora, który z 3fuporem usiîowaî nadal doprowadziê 3fswoje dzieîo do poûâdanego koïca. 3f Marta byîa oczywiôêie 3fprzyzwyczajona do podobnych widoków, 3fale mój pîacz i jëki wzruszyîy 3fwidocznie jej kobiece serce. Poza 3ftym byîa przekonana, widzâc mnie i 3fklienta leûâcych w tej nie 3fdwuznacznej pozycji, ûe mëszczyzna 3fosiâgnâî juû swój cel wobec czego 3fdobre imië domu nie zostaîo 3fnaruszone. 4f Poprosiîa wiëc potwora, aby zszedî 4fdo salonu i pozostawiî mnie samâ, 4fbym mogîa odetchnâê po tym co sië 4fstaîo, a póúniej, gdy odpocznë, 4fbëdzie znów mógî zabraê sië do mnie. 4fMadame i panna Feba postarajâ sië 4fjuû o to, abym go w peîni 4fzadowoliîa, moûe byê tego 4fnajzupeîniej pewny. Trochë 4fcierpliwoôci i wyrozumiaîoôci dla 4ftego biednego, delikatnego 4fstworzenia - tu wskazaîa na mnie - 4fna pewno szlachetnemu dûentelmenowi 4fnie zaszkodzi. Zostanie za to 4fpóúniej w dwójnasób wynagrodzony jej 4fmiîoôciâ. 1f Mówiîa to z takim przekonaniem, ûe 1fpotwór wstaî ze mnie i widzâc, ûe na 1frazie niczego wiëcej nie osiâgnie, 1fwziâî kapelusz. Marszczâc twarz jak 1fstara maîpa i mruczâc pod nosem 1fprzekleïstwa wyszedî z pokoju. 2f Marta daîa mi jakieô krople na 2fuspokojenie i kazaîa mi poîoûyê sië 2fdo îóûka. 3g- Panienka zostanie tu i wypocznie 3gsobie - powiedziaîa. 4g- Ale on wróci, na pewno wróci! - 4grozpîakaîam sië. 3g- W nocy nic wiëcej sië panience nie 3gstanie - stwierdziîa z przekonaniem 3gMarta. 1f Teraz obawiaîam sië juû tylko pani 1fBrown i jej reakcji, gdy sië dowie, 1fûe nie ulegîam temu wstrëtnemu 1fmëûczyúnie. Zresztâ uôwiadamiaîam 1fjuû sobie wówczas, ûe nie tylko 1fdziewicza skromnoôê byîa 1fprzyczynâ mojego zaciekîego oporu, 1flecz przede wszystkim - jego ohydna 1fodraûajâca powierzchownoôê. Innemu 1fmëûczyúnie byîabym moûe bardziej 1fulegîa. 2f O jedenastej w nocy obie panie 2fwróciîy do domu. Marta juû przy 2fdrzwiach opowiedziaîa, co zaszîo 2fmiëdzy mnâ a panem Kroftsem, który 2fnie czekajâc na powrót paï opuôciî 2fdom. Weszîy wiëc natychmiast do 2fmnie na górë. 3f Moje obawy jednak nie speîniîy 3fsië. Madame nie czyniîa mi 3fwyrzutów. Staraîa sië dodaê mi 3fotuchy, a gdy opuôciîa nasz pokój, 3fFeba wsunëîa sië do mnie pod koîdrë 3fi na swój sposób zaczëîa badaê co 3fzaszîo, najpierw pytaniami a póúniej 3fpalcem. 4f Przekonaîa sië îatwo, ûe nie staîa 4fmi sië krzywda, a tylko najadîam sië 4fporzâdnego strachu. 1f Nastëpnego dnia obudziîam sië z 1fgorâczkâ. Przeûycia poprzedniego 1fwieczoru byîy widocznie zbyt silne 1fjak na mojâ dziewczëcâ wraûliwoôê. 1fW ciâgu kilku dni czuîam sië úle. 1fObie damy opiekowaîy sië mna ze 1fwzruszajâcâ troskliwoôciâ. Towar 1fbyî zbyt dobry, aby lekkomyôlnie go 1futraciê. Mogîam byê tylko wdziëczna 1fmadame, ûë nie dopuôciîa do mnie 1fwiëcej tego zwyrodnialca. 2f Jak sië zresztâ wkrótce 2fdowiedziaîam, Krofts, majëtny 2fkupiec, wplâtaî sië w aferë 2fprzemytniczâ, za co zostaî skazany 2fna grzywnë 40 tysiëcy funtów a gdy 2fnie byî w stanie zapîaciê, z rozkazu 2fKróla wtrâcono go do wiëzienia. 3f Paniâ Brown nie wzruszyî ania 3ftrochë tragiczny los "bratanka". 3fCzëôê swojej naleûnoôci otrzymaîa 3fprzecieû od niego z góry. 4f Poczëîa mnie oceniaê w nowym 4fôwietle. Poznaîa sîaboôê mojego 4fcharakteru i zrozumiaîa, ûe bez 4ftrudu zdoîa mnie caîkowicie 4fpodporzâdkowaê swojej woli. Miaîa 4fczas, nie spieszyîa sië. Przez 4fwiele dni pozostawiaîa mnie w 4fspokoju, pozwalajâc nasyciê sië 4fatmosferâ jej domu. 1f Zbliûyîa mnie do dziewczât 1f"pracujâcych" w jej 1fprzedsiëbiorstwie. Odwiedzaîy mnie 1fczësto i wolny czas od "zajëê 1fzawodowych" spëdzaîy w moim pokoiku. 1fBardzo mi sië spodobaîy. Byîy 1fwesoîe i beztroskie. Powoli 1fzaczëîam gustowaê w ich ûyciu. 1fDziewczëta robiîy wszystko abym 1fmogîa îatwiej upodobniê sië do nich. 2f Wszystko co dziaîo sië w tym domu, 2fprzestaîo byê dla mnie tajemnicâ. 2fMoja naiwnoôê rozwiaîa sië bez 2fôladu. Zaczëîam pragnâê przygód, 2ftych samych, które przeûywaîy 2fcodziennie dziewczëta w domu madame 2fBrown. 3f Równoczeônie wracaîam do peînego 3fzdrowia. Pozwolono mi przebywaê we 3fwszystkich zakâtkach rozlegîego 3fdomu. Caîy personel pilnowaî 3fjednak, abym nie zetknëîa sië z 3fmëûczyznami odwiedzajâcymi tâ 3fszacownâ instytucjë. 4f Byîam bowiem przeznaczona dla 4fkogoô waûniejszego niû codzienni 4fklienci pani Brown. Mojâ 4fdziewiczoôê miaî zdobyê sam lord b., 4fktóry powinien byî wkrótce 4fprzyjechaê do Londynu... 1f Tymczasem dziewczëta zwierzaîy sië 1fprzede mnâ ze swoich najbardziej 1fintymnych przeûyê z mëûczyznami. 1fOpisywaîy to w tak ponëtny sposób, 1fûe czuîam, iû krew coraz gorëcej 1fzaczyna paliê mi ûyîy. Obudziîo sië 1fwe mnie pragnienie rozkoszy, a 1fcodzienne systematyczne "lekcje", 1fktórych udzielaîa mi w îóûku 1fniestrudzona Feba, podsycaîy ten 1fogieï. 2f Gdyby teraz ktoô otworzyî 2fdrzwiczki mojej klatki, nie wiem czy 2fbyîabym zdolna do ucieczki... 3b Crezus / HV