Typowy przypadek Yoyo - Goniâ nas? - szef bandy nerwowo zaciskaî palce na oparciu fotela pilota. - Goniâ, goniâ, niech ich cholera, trzy ôcigacze wojskowe i piëê policyjnych - odparî drugi opryszek, wpatrujâc sië w ekran skanera. - Buzah! - warknâî szef. Na jego rodzinnej planecie to sîowo oznaczaîo coô bardzo negatywnego - A mówiîem, ûeby juû iôê a wy chcieliôcie jeszcze zajrzeê do depozytów. Jakby wam byîo maîo tego wielkiego sejfu. - Od przybytku gîowa nie boli... - odezwaî sië trzeci przestëpca. Siedziaî na uboczu i nerwowa atmosfera w kabinie nie udzielaîa mu sië wcale. W spokoju polerowaî i tak juû lôniâcâ lufë miotacza. - Ty sië zamknij!, Dego - wybuchnâî szef - Kto zrobiî takâ jatkë w portierni, ûe pobryzgaîo szyby. Musieli to zauwaûyê z zewnâtrz i wpadliômy! Na twarzy Dego pojawiî sië szeroki uômiech. - Sami sië prosili, jeden z nich próbowaî uruchomiê alarm. - Jeden - burknâî szef - ale nie piëciu! Tamci mogli nam jeszcze powiedzieê, gdzie sâ terminale sieci wewnëtrznej. Dego tylko wzruszyî ramionami, nie przyrywajâc czyszczenia. - Szlag! - zaklâî ten, który obserwowaî skaner. W póîôwiatku nazywany byî Nerwus i to wcale nie z przekory. - Co jest? - zainteresowaî sië szef - Doganiajâ nas! Szefie, co zrobimy? Nie chcë zgniê w pudle. - Juû to robiîeô - uciâî szef - Chwila, zaraz coô wymyôlë... - zîapaî sië za pîatek prawego ucha. Dwaj pozostali zîodzieje wiedzieli, ûe to oznaka intensywnego myôlenia. Nie trwaîo to jednak dîugo. - Nerwus, co to za bryka? - Ta, co nas goni? Uzborjone po zëby... - Nie, ta którâ lecimy. Co zwinâîeô na kosmoporcie? Nie wiesz? - Spieszyliômy sië... Nie patrzyîem, ale zaraz sprawdzë... Szefie! - Nerwus aû podskoczyî - To pojazd wojskowy! Zwinâîem bombowiec! - Tak wîaônie myôlaîem. Jakoô mi ten wyglâd kabiny nie pasowaî do cywilnej maszyny. A poza tym te ôcigacze wojskowe, po co by za nami leciaîy oprócz glin. Dobra Nerwus, czym moûemy sië pochwaliê przed nimi? - Broï? Szef potaknâî. Dego teû sië oczy zaôwieciîy, aû przestaî pucowaê. - Chwila... - Nerwus mruczaî pod nosem - System zabezpieczeï, îatwizna. Klucz wejôcia... Chwila... Juû jest - poza tym, ûe byî narwany, Nerwus byî takûe niezîym hackerem - Fiuuu, szefie! - Co znalazîeô? - Mamy na pokîadzie niezîe cacko - bombë anihilacyjnâ A-M. Potrafi roznieôê w pyî caîâ planetë! - No to moûe wrócimy na Kerdana III i pokaûemy im? - oûywiî sië Dego - Zamknij sië - uciâî szef - a obrona orbitalna? Ani byômy pierdnëli a by nas juû nie byîo. Jakieô bronie defensywne? - Jedno dziaîko - pokrëciî gîowâ Nerwus - nie mamy z tym szans. Bombowce zawsze sâ eskortowane przez myôliwce. - Ich tym nie trafimy... - szef znowu zîapaî sië za ucho - Ale gdybyômy... Nerwus, dawaj mapë tego sektora nieba, w zasiëgu piëciu lat ôwietlnych. Szukaj zamieszkanych planet. - Szefie? Chcesz... - Poszukaj, juû! - Dobra, dobra - Nerwus wzruszyî ramionami - Szukam... Eee, pusto tutaj, totalne zadupie galaktyki. Jakaô gwiazda podwójna, ale czysta. Zaraz... jest ukîad planetarny z dziewiëcioma planetami. Tak, na trzeciej jest ûycie! - Cywilizacja? - Taa, prymitywy, jeszcze nie latajâ w kosmosie a do Federacji nie naleûâ na pewno. - Doskonale! - ucieszyî sië szef - Idealnie pasuje. Nerwus, kurs na tâ planetë! ****** Komendant policji sektora 24T-2 wîaônie koïczyî ôniadanie, kiedy zadzwoniî telefon. Zaskoczyî go on tak, ûe aû zadîawiî sië saîatkâ, bo w tym sektorze pod jurysdykcjâ Federacji prawie nic sië nie dziaîo. Oprócz kilku prymitywnych planet i jednej zrzeszonej (ale wyjâtkowo spokojnej, bo zamieszkiwaîa jâ sekta religijna, która nie uznawaîa przemocy i szczoteczek do zëbów), nie byîo tutaj nic wartego uwagi. Policja musiaîa oczywiôcie pilnowaê prawa i na tej prowincji, ale wîaôciwie robiîa to jedynie na papierze. Jedynâ osobâ, która dzwoniîa do biura Kasona Cevisa, który piastowaî tâ zupeînie niepotrzebnâ, chociaû nieúle pîatnâ funkcjë, byîa jego wîasna ûona. Ta jednak byîa obecnie na wakacjach w Maîym Obîoku i dzwoniîa wyîâcznie wieczorami, gdy poîâczenia byîy taïsze (jednâ z rzeczy, jakich w ûonie Kason nie mógî ôcierpieê, byîa przesadna oszczëdnoôê). Dlatego wîaônie pan Cevis przez kilka sekund nie mógî zîapaê tchu, bo walczyî z liôcmi bondego w przeîyku. Po chwili jednak opanowaî kaszel i podniósî sîuchawkë. - Tak, komendant policji. Ktoô po drugiej stronie gîoôno krzyczaî. - Poôcig, jaki poôcig? Z Kerdana III? Przecieû to szmat drogi! Poza tym nie nasz rejon. Dlaczego nie my ôcigamy? A skâd mieliômy wiedzieê? - komendant przypomniaî sobie, ûe z braku zajëcia, policyjne patrolowce staîy w garaûu od ponad roku - Oczywiôcie, ûe wyôliemy. Ûe co? Wojsko? Co do tego ma wojsko? Jaki bombowiec?! A niech to... - teraz wstaî z wraûenia - Co zamierzajâ z tym zrobiê? Zakîadnicy? Ilu? Szeôê miliardów, caîa planeta?! Tak... nie... ja zadzwonië! - i odîoûyî sîuchawkë, nastëpnie napiî sië wody, odetchnâî gîoôno i ponownie zîapaî za telefon. W ciâgu dwudziestu minut wykonaî chyba z dziesiëê telefonów - jak jeszcze nigdy w ûyciu: do komendy gîównej, do swoich podwîadnych, do kolegi, ûe nie przyjdzie dzisiaj na partyjkë kart, bo pracuje (z pewnoôciâ tamten mu nie uwierzyî), oraz do ûony, ûeby pod ûadnym pozorem na razie nie wracaîa do domu, bo nie wiadomo, co ci szaleïcy zrobiâ. W koïcu jego biuro byîo na planecie tylko dwadzieôcia lat ôwietlnych od tamtej planety. Po kilkunastu minutach (komendant stwierdziî z uznaniem, ûe pomimo rozleniwienia, jego podwîadni majâ jeszcze resztki dyscypliny), zjawiîa sië wiëkszoôê skîadu posterunku. Brakowaîo tylko dwóch. - Gdzie sâ Nerp i Felli? - spytaî komendant. - Nerp jest chory a Felli pewnie siedzi w domu i wyîâczyî interkom - odpowiedziaî jego zastëpca, Korto. - To posîaê po niego! A my lecimy na miejsce. Po drodze zapoznacie sië z sytuacjâ. Pojazdy sprawne? - Chyba tak - wzruszyî ramionami mechanik. - No to sprawdziê mi to! - ryknâî komendant - Musimy tam byê przed tymi wojskowymi szujami i waûniakami z oddziaîów specjalnych! ****** Nie zdâûyli. Na orbicie wokóî najwiëkszej planety ukîadu, piâtej z kolei a bëdâcej gazowym olbrzymem, byîo juû tîoczno. Najbardziej rzucaî sië w oczy wielki wojskowy krâûownik, uzbrojony po zëby i groúny. Wokóî niego lataîy mniejsze wojskowe ôcigacze i myôliwce. Byîo teû piëê policyjnych statków, które rozpoczëîy poôcig. Komendant wolaî najpierw pogadaê ze swoimi. - Witam, jestem komendantem tutejszego posterunku. Jak stojâ sprawy? - spytaî porucznika, który byî najwyûszy rangâ spoôród zaîogi ôcigaczy. - Nieciekawie. Oni wylâdowali na dziennej stronie jedynego ksiëûyca trzeciej planety i groûâ rozniesieniem jej w pyî, jeôli ich nie puôcimy wolno. - Mogâ speîniê te groúby? - Mogâ. Porwali wojskowy bombowiec z rakietâ A-M. Wystarczy, ûeby zrobiê z tej planety maîe sîoïce. - A kim sâ? Moûe tylko tak mówiâ? - Nie sâdzë - pokrëciî gîowâ porucznik - Jest ich trzech: jeden to Genor Khak, znany jako Gîówka, sprytny draï; drugi nazywa sië Kasit "Nerwus" Nume i jest niezîym specem od komputerów; trzeci to psychopata, nazywa sië Dego Mos, ale bardziej znany jest jako Brutal. Sâ dwie rzeczy, które kocha - swój miotacz i widok porozrywanych ciaî. - Sîyszaîem o nim - przytaknâî komendant - jakiô rok temu gîoôno byîo o jego ucieczce z wiëzienia. Odsiadywaî tam doûywocie za kilkaset morderstw. Wielki kawaî drania. - Teraz oni trzymajâ w szachu caîâ planetë. - Coô trzeba bëdzie z tym zrobiê... - To my sië tym zajmiemy! - rozlegîo sië z tyîu. Komendant policji obróciî sië zaskoczony. Do kabiny wszedî jakiô wojskowy z naszywkami Czarnych Beretów. Podaî policjantom rëkë. - Pex Gorda, dowódca oddziaîów specjalnych Czwartego Batalionu Czarnych Beretów. Moûe dla was to nowa rzecz, ale dla mnie to typowy przypadek, chleb powszedni. Mam duûe doôwiadczenie w walce z terrorystami i innymi szumowinami. Pozwólcie panowie, ûe zajmâ sië tym specjaliôci, czyli moi ludzie. - Powie pan, ûe caîa planeta zakîadników to nic? - spytaî komendant. - Ah - zaômiaî sië wojak - jedna maîa planeta! Braîem juû udziaî w akcjach, gdzie jako zakîadników brano caîe systemy gwiezdne. Raz nawet szalony naukowiec skonstruowaî urzâdzenie powodujâce powstanie czarnej dziury i trzymaî w garôci caîâ galaktykë. Fakt, ûe byîa maîa, ale jednak. - I co sië staîo? - Rozmazaliômy drania na ôcianie - uômiechnâî sië Czarny Beret. - Moi chîopcy sâ w tym piekielnie dobrzy. Prawda? - odwróciî sië do swoich ûoînierzy, którzy tworzyli za nim imponujâcâ ôcianë miëôni. - Tak jest, sir! - ryknëli. Komendant policji pokrëciî gîowâ. Wojsko zawsze zabieraîo sië do wszystkiego, jakby to juû byîo zrobione, albo byîo przynajmniej kwestiâ czasu. Nie podobaîo mu sië to. Pamiëtaî doniesienia prasowe o ucieczce Brutala Mosa z wiëzienia - zdjëcia zmasakrowanych straûników w holoTV, wywiady z ofiarami, które uszîy cudem z ûyciem (nieliczni tylko nie postradali zmysîów), dramatyczne nagîówki w gazetach "Rzeúnik uciekî", "Brutal na wolnoôci" i podobne. Jeôli armia bëdzie sië zachowywaê tak jak zwykle, to moûe sië to skoïczyê tragicznie dla tej planety. Fakt, ûe niezrzeszona, ale kilka miliardów tam mieszka. Nagle naszîa go pewna myôl. - Chwileczkë panie kapitanie - zwróciî sië do dowódcy ûoînierzy - Ja równieû biorë udziaî w tej akcji i moi ludzie teû. Czarny Beret zmierzyî go wzrokiem jak kawaî polëdwicy i zapytaî z sarkastycznym miodem w gîosie: - A to dlaczego? - Zgodnie z paragrafem - komendant przeîknâî ôlinë - piëtnastym ustawy Kodeksu Prawa Federacji odnoônie wîadzy wykonawczej, ustëp trzy i cztery, wîadza cywilna sprawuje ochronë nad podlegîym jej sektorem nawet w czasie stanu wyjâtkowego czy interwencji wojska. Mam wiëc peîne prawo do uczestniczenia we wszystkim, co sië bëdzie dziaîo. Wojak zazgrzytaî zëbami. - Tylko niech mi pan nie wchodzi w drogë! Chyba nie zamierza pan braê udziaîu w szturmie?! - W czym???! - W szturmie na pojazd. Mamy zamiar go odbiê - powtórzyî ze spokojem ûoînierz. - Ale oni... - próbowaî oponowaê komendant. - Oni bëdâ martwi za kilka godzin - wycedziî przez zëby Czarny Beret - Idziemy chîopcy, pora skopaê kilka ômierdzâcych tyîków! - rzuciî do swoich i wymaszerowali z pomieszczenia. ****** Bandyci w milczeniu nasîuchiwali radia. Pasma wojskowe zagîuszaîy sië nawzajem, przekazujâc zakodowane wiadomoôci. Nie mieli pojëcia, co znaczâ, ale przynajmniej czymô sië zajmowali skracajâc to, zdajâce sië trwaê wiecznie, czekanie. Jakieô dwie godziny temu ostatni raz rozmawiali z komendantem tutejszego oddziaîu policji. Przekazali mu ostateczne ultimatum - jeôli w ciâgu doby nie otrzymajâ miliarda kredytów w gotówce oraz trzyminutowego wyîâczenia radarów w promieniu roku ôwietlnego (co pozwoli im na dowolny skok w podprzestrzeï i tyle ich widzieli), to rozwalâ tâ planetë na kawaîki (Brutal, który przekazywaî te warunki komendantowi, zaômiaî sië przy sîowach "na kawaîki", co wywoîaîo poruszenie z drugiej strony linii). Komendant pierwszy raz odezwaî sië szeôê dni temu. Przedstawiî sië i przekazaî, ûe bëdâ rozmawiaê tylko z nim. Od tego czasu kontaktowali sië wiele razy. "Gîówka" Khak wyobraûaî go sobie, jako niewielkiego, tîustego czîowieczka, oczywiôcie w mundurze policyjnym, który poza opychaniem sië pâczkami niewiele robi a juû na pewno z terrorystami pertraktuje pierwszy raz. Zdawaîo mu sië, ûe w gîosie policjanta moûna wyczuê strach, chociaû dzieliîo ich kilkanaôcie milionów jednostek. "Prowincjonalny krawëûnik" - oceniî go Dego po którejô rozmowie. Nawet Kasit (przerywajâc, o dziwo, biadolenie w rodzaju "umrzemy tu" albo "i co teraz zrobimy?") przyznaî mu racjë. Nie wydawaîo sië, ûeby byîy jakieô problemy z wymuszeniem od niego czegokolwiek. Oczywiôcie Gîówka zdawaî sobie sprawë z tego, ûe to wojsko tutaj rzâdzi i na pewno podejmie próbë szturmu. Ongiô siedziaî w jednej celi z jednym byîym Czarnym Beretem (tamten odsiadywaî wyrok za "nieco" brutalne potraktowanie paru zîodziei bankowych - po prostu wystrzelaî ich, chociaû nie mieli broni) i pamiëtaî doskonale jego opowieôci o tym, jak to jest w jednostkach specjalnych. Kiedyô sîuchaî tego jednym uchem a teraz - no proszë, moûe sië przydaê. Tymczasem Nerwus znowu zaczâî: - Przylecâ tutaj i nas zabijâ, albo zestrzelâ! - Zamknij sië wreszcie - ryknâî Gîówka - nie mogâ nas zestrzeliê, bo wybuchîaby bomba. Jesteômy tak blisko tej planety, ûe podmuch by jâ rozwaliî. Jedynym wyjôciem byîoby zdetonowanie maîej bomby bezpoôrednio tutaj, w kabinie. Dokîadnie takiej, ûeby nas rozniosîa na strzëpy, ale nie naruszyîa luku rakietowego. - No to przylecâ tutaj i jâ wysadzâ - Kasit nie dawaî za wygranâ. - Musieliby wejôê na pokîad. A to wîaônie zamierzam im umoûliwiê... - powiedziaî w zamyôleniu Gîówka. - Jak to, szefie? - zdziwiî sië Brutal. - Najzwyczajniej. Znam dokîadnie metody postëpowania tych ûoînierzyków. Przylecâ zamiast pieniëdzy i wyskoczâ z transportera, ûeby nas powystrzelaê. - I chcesz ich wpuôciê?! - zajëczaî Nerwus. - Spokojnie - podniósî rëkë Khak - Oni nie wiedzâ kilku rzeczy. Zaraz wam coô pokaûë... ****** Komendant chodziî nerwowo po mostku krâûownika. Za kilka godzin miaî minâê termin ultimatum a tymczasem pieniëdzy nie byîo. Za to Pex Gorda i jego Czarne Berety przygotowywali sië do akcji. Komendant próbowaî im to wyperswadowaê, ale bez skutku. Jego argumenty odbijaîy sië od Gordy jak laser od deflektora. Ich dyskusja przzeksztaîciîa sië w ostrâ kîótnië. - Chcecie siedzieê w tych skrzyniach? Przecieû mogâ sië zorientowaê i zaczâê do nich strzelaê. Zginiecie wszyscy! - Spokojnie - mruknâî Czarny Beret - To nivelit - zwykîa broï go nie ruszy. - Taaak? To jak wy chcecie do nich strzelaê? - zdziwiî sië komendant Cevis - Podobno macie ich zaîatwiê od ôrodka. - Nasza broï brzebija ten materiaî z îatwoôciâ. Po to zostaî stworzony, ûeby tak dziaîaê. - A jak ich namierzycie?, przecieû nie bëdziecie nic widzieê! - Podczerwieï, kolego, podczerwieï - zaîatwimy ich zanim sië zorientujâ - odparî dowódca. - A jeôli sië zorientujâ?... - Musimy spróbowaê! Tu idzie o dobro Federacji! - Przede wszystkim o ûycie mieszkaïców tej planety, czyû nie tak? - Oczywiôcie... - kapitan popatrzyî na swojego rozmówce podejrzliwie - To miaîem przecieû na myôli. Ûadnego niepotrzebnego rozlewu krwi. - Mam nadziejë... - skwitowaî Cevis. Zdaî sobie sprawë, ûe dalsza dyskusja jest bezcelowa. ****** Akcja rozpoczëîa sië. Komendant przekazaî (z niechëciâ) terrorystom, ûe transport pieniëdzy nadlatuje. Kapitan Gorda i czterech jego najlepszych ludzi schowali sië w pojemniku i teraz wszystko zaleûeê miaîo od nich. Kontener odpîynâî w kosmos przymocowany do holownika. Komendant Cevis nie chciaî na to patrzeê - miaî zîe przeczucia. Wróciî na stanowisko komunikacyjne, gdzie spëdziî wiëkszoôê czasu w ciâgu ostatnich kilku dni, i zaczâî grzebaê w komputerze. Chociaû teraz nie miaîo to juû ûadnego znaczenia, postanowiî sprawdziê, ile broni majâ terroryôci na pokîadzie (oczywiôcie oprócz przeraûajâcej bomby A-M). Nie byîo tego, na szczëôcie, duûo. Zwykîe miotacze podrëczne pilotów, kilka granatów... Zaraz! Na ekranie bîyskaî znaczek wîaônie dostarczonej wiadomoôci. Przyszîa w trakcie, jak wszyscy obserwowali start kontenera. Komendant otworzyî jâ... Z kaûdym przeczytanym sîowem jego oczy powiëkszaîy sie coraz bardziej a rëce drûaîy coraz mocniej. Wybiegî w poôpiechu z kabiny. Na ekranie pozostaîa wiadomoôê: UZUPEÎNIENIE STANU UZBROJENIA POKÎADOWEGO BOMBOWCA B-34 ALFA: 1. KARABIN SZTURMOWY TS-23, SZTUK 5 2. SKANER MATERII ORGANICZNEJ ERS2, SZTUK 3 3. ZASOBNIKI NA POÛYWIENIE NORM.3, SZTUK 10 4. UBRANIE OCHRONNE HT2-2, SZTUK 3 POTWIERDZONO DOSTARCZENIE 2.342.67 ****** Gîówka koïczyî zakîadanie kombinezonu ochronnego. Dziëki niemu ûadne promieniowanie cieplne nie przenika na zewnâtrz i czîowiek w takim ubraniu jest niewykrywalny dla czujników na podczerwieï. "I bardzo dobrze" - pomyôlaî Gîówka, chwytajâc do rëki ciëûki karabin szturmowy. Jego pociski przebijaîy wiele warstw pancerza jak powietrze. - To czekamy na nich koledzy - powiedziaî do pozostaîych dwóch opryszków - Jeôli sië zjawiâ, zabijamy i bëdziemy mieli dowód na to, ûe nie moûna im ufaê. Nie pozostanie nam nic innego, jak wykonaê nasze groúby. - I to mi sië podoba - odparî Brutal - Zdecydowane dziaîanie. - A co zrobimy, jak juû nie bëdziemy mieli bomby - spytaî Nerwus. - Spokojnie - powiedziaî Gîówka - Eksplozja oôlepi ich radary a my odskoczymy na wiele parseków. Myôlaîem, ûe da sië trochë na tym interesie jeszcze zarobiê, ale jak nie - to trudno. Jeszcze bëdâ szanse, przecieû dopiero uciekamy z wiëzienia! Pozostali przytaknëli. Nie byîo juû czasu na rozmowy, bo oto kontener zostaî zacumowany do doku pojazdu. Gîówka otworzyî ôluzë i juû siëgaî po skaner, gdy nagle rozlegî sië dúwiëk komunikatora. - Niech dzwoni - machnâî rëkâ Dego. - Nie, odbiorë - odparî Gîówka - Moûe rzeczywiôcie wykonali nasze polecenia? Miej to na muszce, Dego. W gîoôniku sîychaê byîo sapanie komendanta. - Czym mogë sîuûyê, komendancie Cevis - spytaî Gîówka - Uprawia pan biegi po statku? - dodaî sîyszâc sapanie. - W KONTENERZE SÂ CZARNE BERETY!!! - padîo z gîoônika Zapadîa cisza, zarówno na statku jak i po drugiej stronie komunikatora. Gîówka byî kompletnie zaskoczony ostatnimi sîowami, podobnie jak jego koledzy i wszyscy ludzie zaangaûowani w operacjë, którzy usîyszeli sîowa Cevisa. Pierwszy z milczenia wyrwaî sië Brutal. - To rozpieprzyê sukinsynów! - krzyknâî i zarepetowaî broï. - Stój! - wrzasnâî jeszcze gîoôniej Gîówka - To puîapka! Schowali w pojemniku bombë. Jak strzelisz, to wszyscy zginiemy a statek wytrzyma! Lepiej podejdú do pojemnika i otwórz go, ale ostroûnie. To moûe wybuchnâê! Dego zdjâî rëkawice kombinezonu ochronnego i powoli zaczâî manipulowaê przy niewielkim mechanizmie otwierania pojemnika. Drzwi odskoczyîy, ale z wiëkszym, niû tego sië spodziewaî, impetem a niebieska wiâzka energii przeszyîa jego pierô. Dego upadî na ziemië martwy. Nerwus krzyknâî, widzâc dymiâcâ dziurë w korpusie Brutala, ale w tej samej chwili strzaî przeszyî ôcianë pojemnika i trafiî go w nogë. Odpadîa uciëta a Nerwus przewróciî sië. Z pojemnika wyskoczyîy Czarne Berety. Jeden celny strzaî i Kasit Nume zamilkî. Gîówka próbowaî strzelaê, ale w panice nie potrafiî wycelowaê. Rzuciî karabin na podîogë i skoczyî w kierunku pulpitu wyrzutni rakiety A-M. W poîowie drogi w powietrzu dosiëgnâî go jednak strzaî kapitana Gordy, który zamieniî Khaka w krwawy strzëp. Rakieta pozostaîa w wyrzutni, terroryôci nie ûyli, akcja sië udaîa. Ale tylko jeden czîowiek wiedziaî naprawdë dlaczego... ****** Komendant Cevis zîapaî sië mocniej oparcia fotela, gdy Gorda wszedî na mostek krâûownika. Przez ostatnie póî godziny od tamtych bîyskawicznych wydarzeï zastanawiaî sië co powie, jak stanie z nim twarzâ w twarz. Teraz nie miaî juû zielonego pojëcia. Gorda podszedî do niego, zmierzyî go wzrokiem i powiedziaî tylko jedno sîowo: - Dziëkujë. Po czym wyszedî. Cevis nigdy w ûyciu nie byî jeszcze tak zaskoczony. Gdy po kilku latach opowiadaî caîâ historië na rozmaitych przyjëciach, zawsze powtarzaî "...i wtedy byîem zaskoczony jak nigdy w moim ûyciu, wierzcie mi!". Byîo to jedyne, co mógî opowiadaê o swoim byîym posterunku na peryferiach kosmosu, chociaû dziëki temu wydarzeniu awansowaî i teraz byî podinspektorem w policji kryminalnej. A mieszkaïcy niewielkiej planety na bezdroûach kosmosu ûyli sobie spokojnie, zanieczyszczali wîasne ôrodowisko, debatowali o polityce, toczyli wojny, uûywali tosterów i uczyli dzieci czytaê, ale nie mieli o caîym tym zdarzeniu najmniejszego pojëcia. I bardzo dobrze! Yoyo/Clan