3 BURP - OTRZYMAĪEM, PRZECZYTAĪEM, ZAGRAĪEM 2 Devoth / Scalaris 6 Wczoraj (tj.14 lipca) dostaīem od JTJ'a przesyīkė. Nie byīa to jednak przesyīka zwykīa. Zawieraīa... system. I to system niezwykīy - BURP, czyli Bazooka - Universal Role Play. System ten jest niezwykīy z trzech wzglėdów - primo: w caīoōci zawiera siė na piėciu kartkach A4 (po wydruku), secundo: jest napisany przez czīowieka, którego nazwisko mówi samo za siebie (ha!), a mianowicie Majkosza vel Tomka Majkowskiego, tertio: daje zarobiź laryngologom. System "Bazooka" jest systemem wybitnie opisowym i w caīoōci opiera siė na storytellingu. Gracze nie posiadajā ani jednego wspóīczynnika, brak jest jakichkolwiek zasad na jakich mógīby oprzeź siė MG, nie istnieje ūaden opis ōwiata w jakim toczy siė gra - i wīaōnie to sā mocne strony BURP'a. Bo czy brak takich drobnostek (he, he!) mógīby przeszkodziź w najmniejszym stopniu Asom Mrocznego Imperium Zagīady? NIE!!! Cóū zatem? Nie pozostaje mi nic innego, jak pokrótce opisaź bandė szaleļców, których wypuōciīem na Gīėbokā wodė bez ūadnego ostrzeūenia. Com pomyōlaī - uczyniīem! Dnia 15 lipca (czyli dzisiaj) w okolicach godziny 10 rano przybyīo do mojego domu czterech twardzieli, same miėso, krew, flaki (i inne przysmaki). Byli to Madman (vel Ronin), Robert (vel Przekopek), Pilot (vel Goryl) und (last but not least) Kudīaty (vel Kudīaty). Mieliōmy graź w naszego ukochanego Cyberpunka. Koōci grzaīy siė juū w ich dīoniach, kiedy korzystajāc z elementu zaskoczenia wrėczyīem im wydrukowane wīasnorėcznie (na malutkim Starze LC10) KARTY BOHATERA. Of coz... do "Bazooki"!!! Bydīo próbowaīo protestowaź, ale widzāc mój ironiczny i nieprzejednanie jadowity uōmiech, który zwiastowaī wszystko, co najgorsze, umilkīo. Wyjaōniīem krótko i wėzīowato, ūe majā wpisaź do swoich kart najgorsze brednie i debilizmy, jaki tylko im przyjdā do gīowy. Najoglėdniej rzecz ujmujāc nazwaīem system jatkā dla deviantów sexualnych, u których stwierdzono co najwyūej zerowe IQ. Wszyscy byli trochė zdezorientowani, ale kiedy LIROY i OFFSPRING wywrzeszczeli w rytm ryku (bluśnierczo nazywanego muzykā) swoje teksty przez gīoōniki mojego Samsunga, wszyscy mieli wypeīnione podstawowe dane o swoich herosach. Wyciszyliōmy chwilowo sound i po otarciu krwi cieknācej z popėkanych bėbenków sīuchowych zabraliōmy siė do odczytywania kart. Niestety, przezabawnej treōci kart nie ujrzycie (przynajmniej nie dziō), a to dlatego, ūe ūadna z nich nie pozostaīa po sesji w moim pokoju - wszystko zostaīo zabrane przez bandė. Po otarciu īez ōmiechu wrzasnāīem nagle: "MACIE 5 MINUT NA WPISANIE EKWIPUNKU!!! WPISUJECIE CO SIĖ WAM ŪYWNIE PODOBA!!!" i demonstracyjnie wīāczyīem stoper udajāc siė do kuchni, by wīoūyź do lodówki Pepsi. Kiedy skoļczyī siė czas wydarīem siė na caīe gardīo: "STOOOOOOOP!!!" i zabraīem siė za rzezanie list ekwipunku, czego efektu nie zobaczycie z powodu podanego powyūej. Nie dajāc im czasu na opamiėtanie siė i ucieczkė z mieszkania, (tym bardziej, ūe juū przestawali siė ōmiaź i powoli dochodziīo do nich, ūe wpadli w moje sidīa) wycedziīem zīoōliwie - "Zaczynamy, frajerzy...". Caīa banda siedziaīa sobie w pustym pokoju nie wiedzāc, gdzie sā, co robiā i dlaczego siė akurat TU znaleśli. Pilot zaczāī dla rozrywki próbowaź rozīoūyź swoje skīadane rakiety transkontynentalne SSR-20. Cóū - 9999 sztuk zaciėīo siė. Wtem do pomieszczenia wkroczyī niewielki facecik. Oczywiōcie wszyscy wydobyli natychmiast caīy dostepny sobie arsenaī, by unicestwiź jedynā znanā sobie formė ūycia. Niestety, ich godne pochwaīy wysiīki speīzīy na niczym. Czīowieczek bīyskawicznie wyrecytowaī im tekst o koniecznoōci zlikwidowania pewnej istoty, która opanowaīa sztucznego satelitė ksiėūyca Io i bez zbėdnego gadania wyniósī siė na zewnātrz wyczoīgujāc siė po rakiecie transkontynentalnej SSR-20, którā w miėdzyczasie rozīoūyī Pilot. Caīa grupa zostaīa przerzucona w czasoprzestrzeni do chwili, gdy efemeryda B-5 (bo ona to byīa owā istotā zagraūajācā satelicie) jeszcze nie opanowaīa caīkowicie bazy. Jak siė jednak póśniej okazaīo, ów incydent ze skokiem czasoprzestrzennym byī zwykīym picem na wodė, bo banda dostaīa siė wprost do bazy rojācej siė od Obcych (przypominajācych of coz ogórki z mackami). Czterech superherosów pojawiīo siė na sztucznym satelicie Io z bīyskiem i smrodem godnym przepalajācej siė sowieckiej instalacji elektrycznej. Postanowili wziāź przeciwnika przez zaskoczenie. Po wystrzeleniu powitalnej salwy (kanonada trwaīa jakieō 5 minut, czyli do wyczerpania amunicji, he, he!) do pustych ōcian i przypadkowym zabiciu dwóch czīonków druūyny ogieļ zostaī chwilowo przerwany. Przez dziury wywalone w ōcianach z pomocā dwustumilimetrowych dziaī (kaliber 200mm rulez!), samonaprowadzajācych rakiet klasy "wylot - dowolny cel" i dziaīek automatycznych Avenger widniaīa plātanina porozszarpywanych kabli, pīonācej izolacji i wnėtrza kilku bocznych sal. Chīopaki stwierdzili, ūe na razie dosyź i po profilkatycznym zdetonowaniu granatu o mocy 0.5 megatony wewnātrz windy uznali, ūe moūna jā jeszcze wykorzystaź w celu przeprowadzenia rekonesansu na wyūszych poziomach bazy. Niestety, winda nieszczėōliwie straciīa podīogė i sufit (to po wybuchu granatu Kudīatego). No, cóū - od czego superklej na wyposaūeniu Roberta? Po wysmarowaniu nim ōciany i doklejeniu siė do niej przez rėkawicė nasz gwiezdny komandos oraz troll (czyli Madman), który doczepiī siė na gapė, ruszyli gwaītownie ku górze. Co za pech! Winda mknėīa nie zatrzymujāc siė ani na chwilė... Robert postanowiī wyskoczyź w biegu - udaīo mu siė to znakomicie, czego nie da siė powiedzieź o Madmanie. Biedaczek zostaī rozsmarowany na ōcianie szybu windy. Oczywiōcie, kiedy tylko Madman pojawiī siė na tyīach Pilota i Kudīatego (nieōmiertelnoōź rulez!), ci, niewiele myōlāc, wpakowali w materializujācy siė z bīyskiem ksztaīt ze dwie tony oīowiu i drugie tyle przekleļstw, tudzieū pospolitych bluzgów. Kolejne ūycie do tyīu... W tym samym czasie Robert dostaī siė do sali komputerowej (jednej z wielu), w której to nadziaī siė na system obrony laserowej. Oczywiōcie zostaī odparowany i powróciī do kompanów. Caīa ekspedycja karna utknėīaby w tym miejscu, gdyby nie 200 mm dziaīo Pilota, które wywaliīo spory otwór w suficie korytarza. Tėdy to panowie dostali siė na nastėpny poziom, gdzie, po standardowym ostrzelaniu siė (nie rėczė za to, ūe obyīo siė bez strat po stronie wīasnej, choź wroga nadal nie byīo widaź), zaczāī siė cichy rekonesans na LEVEL 2. Ufff... Nie wiem, czy jest sens dalej opisywaź obsceniczno - paranoiczne przygody czterech debili prowadzonych przez czīowieka, którego poddano oōmiokrotnej lobotomii. Bo czegóū tam jeszcze nie byīo? Kiedy rozkrėciliōmy siė (oczywiōcie wszystko toczyīo siė w rytm dzikich ryków LIROYA i OFFSPRING) na scenė wkroczyīy: - Guano 8-CVX - miotacze ptasiego īajna, które Kudīaty napeīniaī wīasno... hmmm... nie, nie wīasnorėcznie, a wīasnoodbytowo!, - Hekkler & Schmelc KOSHER NOT - wyrzutnia smalcu wieprzowego, - Prodigy II - wyrzutnia prodiūy, strzela gorācymi prodiūami, - Wīadzio - inteligentny, samoczynny papier toaletowy, majācy IQ wiėkszy niū Albert Einstein, a mimo to wypeīniajācy skrupulatnie swoje obowiāzki, tj.wycierajācy tyīek kaūdemu, kto pojawi siė w toalecie, - Paraline - wyrzutnia parówek wyszukujācych cel; niestety, wskutek bīėdu w oprogramowaniu sztucznej inteligencji, która jest sercem tych pocisków, parówki po wystrzeleniu szukajā celu w ūyciu, sensu wīasnej egzystencji oraz cytujā greckich filozofów, pėtajāc siė po caīej bazie, - Obcy, czyli efemerydy B-5, które wyglādajā jak ogórki i majā ich mentalnoōź :-), tj.nie mogā powstrzymaź siė przed wskakiwaniem do ōwieūych buīek posmarowanych masīem ōmietankowym, - "Oh, Bor Nick Six" - wyrzutnik (tak!) obornika, czyli ōmiertelnie niebezpieczna broļ potrafiāca jednā seriā zalaź gnojówkā caīy korytarz na jednym poziomie bazy, - Gumowa Kaczuszka bėdāca celem przygody w przygodzie, czyli obfitujācej w wydarzenia Wyprawy Roberta do Īazienki (moūna o tym napisaź trylogiė nie gorszā od tolkienowskiej, he, he!), - 6-metrowa Margaret Thatcher (pewnie zrobiīem bīād w nazwisku Ūelaznej Pani Premier, but who cares?), w tym odcinku BURPa Marge wystāpiīa w roli Wielkiej Matki Obcych, którzy caīymi setkami wydostawali siė z jej odbytu, zalewajāc obrzydliwymi zielonymi falami caīā bazė. Niestety, gracze z pomocā Wīadzia (inteligentnego papieru toaletowego) zatkali nadmiernie uūywany przez Marge otwór, przez co doprowadzili do niedroūnoōci jej dróg odbytowych i eksplozji Wielkiej Matki, - i wreszcie caīy arsenaī tabletek i ōrodków chemicznych znaczāco wspomagajācych Kudīatego w niszczeniu Obcych. Oto kilka typów pastylek: * "Pluuuus" - na wzrost paīy, * "Harry z MA" - bynajmniej nie jest to ōrodek pozwalajācy udawaź Harry'ego z Magazynu Amiga, lecz jak sama nazwa wskazuje - specyfik multiplikujācy charyzmė postaci. Niestety, przedawkowanie pastylek powodowaīo transformacjė bohatera w Adolfa Hitlera (wraz z ubraniem, wymowā i poglādami). Kaūda nastėpna pastylka to megaprzedawkowanie i dziaīaīo w doōź nieprzewidywalny sposób powodujāc transformacjė bohatera w dowolnego wodza historycznego, lecz o karykaturalnych cechach (w naszym przypadku byī to Józio Stalin o 3 metrowych wāsach, wysoki na 140 cm i noszācy 40 kg na piersi, co, nawiasem mówiāc, ocaliīo go przed seriā pocisków wystrzelonych przez zawziėtego antykomunistė), * "Jėz.wīoski" - nie, to nie tabletka pomagajāca w rozumieniu wīoskiego, ale preparat powodujācy gwaītowny porost wīosów (szczególnie na zėbach) produkowany przez firmė īotewskā - Jėz., * "Ja tu rzādzė!" - nazwa równie mylna, co pozostaīe - dokonuje nieuleczalnych zmian w korze mózgowej osoby, która spoūyīa ōrodek przez co ta próbujāc wypowiedzieź cokolwiek, powtarza natrėtnie hasīo "Ja tu rzādzė!". Ufff... Zanudzam. To siė daje wyczuź przez skórė. Wybaczcie. Koļczė juū i jeszcze raz powtarzam 3 B U R P R U L E Z !!! 2 Devoth 1 Aha! Zapomniaībym napisaź, dlaczego BURP daje zarobiź laryngologom. Zatem piszė. Najwaūniejszā zasadā BURPa jest hasīo: 5"Im gīoōniej krzyczysz, tym lepiej grasz"1. A MG musi wrzeszczeź najgīoōniej, ūeby przebiź siė przez ryki wydobywajāce siė z gardeī wszystkich graczy. Przy tak intensywnej eksploatacji strun gīosowych przez czas odpowiadajācy jedej sesji BURPa (1-3 godz.), laryngolog rzeczywiōcie zyskuje przynajmniej jednego klienta w osobie prowadzācego scenariusz. Jasne? Pewnie! Jak sutanna ksiėdza Robaka!