1Okrucieïstwo nie jest cechâ narodu. Okrucieïstwo jest cechâ czîowieka. 3 "Z E M S T A" 2 Dakîort 6 Cichy szelest liôci. Trzask îamanego pod nieuwaûnâ stopâ patyka. Niepokój przyrody. Delikatny tupot nóg. Nic wiëcej. Ukrócony do nicoôci trel sîowika. Przebrane na zielono sylwetki przemykajâce wôród krzaków. I nad tym zabierajâcy dzieï zmierzch. Tak koïczy sië dzieï. Zmierzch zwiâzany nierozerwalnâ wiëziâ z porankiem. Porankiem, który moûe przynieôê coô nowego, choê wcale nie musi. Ile ludzkich istnieï ginie, gdy my wtulajâc sië w przyjemny chîód poôcieli czekamy na sen, którego kolory sâ namiastkâ nastëpnego dnia? Ktoô powie: "Parë promili caîej populacji". Ktoô inny doda: "Kilkadziesiât tysiëcy". Skoïczony ciâg liczb. Ja powiem: "Jeden, ale ile razy?". Kaûde ûycie jest cenne... Ten zmierzch jest taki sam jak kaûdy inny. Choê jakûe odmienny, bo przypisany do tej chwili, do tego miejsca i czasu. Trzy jednoôci. Strach, niepokój i oczekiwanie. Co czeka nas nastëpnego dnia? Boimy sië cierpienia, bólu, rozczarowania. Lecz co bëdzie, jeôli nastëpnego dnia nie czeka na nas nic? Proste, zarozumiaîe NIC. Czym jest cierpienie fizyczne czy umysîowe od cierpienia nieistnienia. Bólu, którego nie ma, bo jego odbiorca nie istnieje. Ten zmierzch jest taki sam jak kaûdy, lecz zupeînie inny... W zapadajâcym zmroku trwa poôcig. Zagubione wôród liôci postacie goniâ resztki dnia. Drobne pozostaîoôci promieni sîonecznych, które nie zdâûyîy schroniê sië poza horyzontem. Postacie zacieôniajâ okrâg, który zamyka sië jak nieubîagana groúba wokóî niewielkiej wioski. Paru domostw zaledwie. Pozbawionych jakichkolwiek cech odróûniajâcych je od innych. Groúba trwa nieurzeczywistniona. Tak byîoby lepiej. Zarówno dla oprawców, jak i przyszîych ofiar. T a k b y î o b y l e p i e j.... Lepiej czy gorzej. Cóû to za róûnica. Niê losu musi sië rozwijaê. Rozwijaê, rozwijaê, rozwijaê...A my wplâtani w nitkë, starajâc sië zrobiê jâ posîusznâ naszej woli, wyglâdamy jak bezronne kotki, które wpadîy w sidîa zîowrogiej namiëtnoôci do kîëbka wîóczki. Wydaje nam sië, ûe nad czymô tak kruchym moûemy z îatwoôciâ zapanowaê, a to nas stopniowo omota. Pozbawi moûliwoôci ruchu. Zaplâtani w kîëbek losu srogo zdziwimy sië, ûe jesteômy tacy sîabi... Nieôwiadome tego, skupione twarze zbliûajâ sië do murów bezbronnych wobec przemocy. A za nimi ludzie ûyjâ. Cieszâ sië chwilâ. Przeûywajâ swe troski i cierpienia. Zwykîe, szare, ale mimo tego, a moûe wîaônie dlatego niepowtarzalne. Sylwetki zarysowujâ sië w tle padajâcego z okien ôwiatîa. Krótkie przebîyski pozwalajâ dostrzec zielone heîmy, krótkie karabiny i kolorowe przepaski na ramionach. Biaîe i czerwone. Kolory spokoju i odpoczynku przemieszane z kolorami krwi, cierpienia, bólu i ... radoôci. Lecz te barwy sâ niczym, symbolami zaledwie, wobec kolorów twarzy napastników. Skupionych w sobie zîoôciâ, niepewnoôciâ i bezgranicznâ nadziejâ zemsty... Pierwszy brzëk szkîa. Pierwszy krzyk. Pierwszy strzaî. Urealnienie groûby, tak nierealnej przecieû wobec piëkna i nadziei zmierzchu. Dwóch uzbrojonych i pewnych siebie mîodych ludzi wbiega do stojâcego na uboczu domu. Krótkie okrzyki "Za Auschwitz, Majdanek, Treblinkë" poprzedzajâ serië strzaîów. Zataczajâcy sië, splamiony wîasnâ krwiâ mëûczyzna z proôbâ o litoôê w oczach szepcze: "GruB Gott". Pada. Jeden z piëknych mîodzieïców goni uciekajâcâ kilkunastoletniâ dziewczynkë, która coô niezrozumiale pokrzykuje po niemiecku. Dogania jâ. Zrywa to co ma na sobie. I gwaîci. Gwaîci, gwaîci, gwaîci, gwaîci, gwaîci. Za Oôwiëcim, Majdanek, Treblinkë. Inny patrzy z przeraûeniem i...uômiecha sië! Dziewczynko taki jest ôwiat! Gdybyô urodziîa sie Ûydówkâ spotkaîby Cië podobny los... Inny dom. Inni ludzie. Inne strzaîy. Inna krew. Nie. Ta sama krew. Niewinna i czerwona, tak jak opaski na ramieniach partyzantów. Zwîoki. Ciaîa bezbronnych. Które prawo pozwala sië môciê! Prawo Vendetty? To nie jest prawo. To jest ûâdza. Ûâdza mordu i zniszczenia. Jeôli inni sâ zwierzëtami, to i ty bâdû zwierzëciem! Nie daj sië wyprzedziê. Bâdû pierwszy i lepszy! Giï albo morduj! Jesteô tylko czîowiekiem! Sîabym i kruchym. Bóg wybaczy. Bóg da pozwolenie. Jesteô chrzeôcijaninem. Na pewno da. Wiara czyni cuda... Pîonie dom. Pierwszy, drugi, trzeci... Wkrótce zapîonâ wszystkie... To bëdzie piëkny widok... Cóû moûe byê piëkniejszego od pîomieni w zachodzie sîoïca? Strzelajâcych w niebo, by rozpaliê na nowo widnokrâg. By uratowaê dzieï w z góry przegranej bitwie z nocâ. Tak. Ogieï. To jeden sposób walki z naturâ. Nie damy sië jej przecieû podporzâdkowaê! Nie musimy. Jesteômy tacy sami jak inne zwierzëta. Sîabi, okrutni i beznadziejni. Mamy coô jeszcze - intelekt. Dziëki temu darowi zawsze potrafimy znaleúê sobie jakieô usprawiedliwienie naszego okrucieïstwa. Najwyûszy jednak czas abyômy sië zdecydowali kim chcemy zostaê. Najwyûszy czas... Sâ tacy, którzy juû wybrali. Stojâ na polanie dziwnie smutni. Powinni sië cieszyê widzâc ogieï i czujâc miîy im swâd palonych ludzkich ciaî. Nie cieszâ sië. Majâ to czego chcieli. Czemu wiëc nic nie mówiâ! Zaciskajâ usta! Myôlâ, ûe moûe nastëpnym razem sië uda? Ile razy moûna? Chyba wiele. Do samego koïca, aû wreszcie zrozumiejâ, ûe zadoôêuczynienie krzywd nie istnieje. Zrozumiejâ, ûe to nie do nich naleûy wymiar sprawiedliwoôci. Pojmâ coô, czego do tej pory nie potrafili lub nie chcieli zrozumieê, ale wtedy bëdzie juû za póúno. Za póúno na ûal, na spóúnione gesty i na krótkie "Przepraszam". Nikt juû im nie wybaczy, bo nikt nie bëdzie w stanie wybaczyê. Nie wybacza juû im ani skrwawiony ojciec bîagajâcy wzrokiem o litoôê, ani dziewczynka zgwaîcona przez piëknego mîodzieïca tylko za to co zrobili inni. Wybaczy im tylko historia, która pamiëta tylko gorsze zîo. Ktoô o nich powie "Obroïcy kraju", ktoô inny "Patrioci i bohaterowie". Ja powiem: "Dla zbrodni nie ma usprawiedliwienia". Bez wzglëdu na tysiâce dymiâcych dymów krematoryjnych, bez wzglëdu na tysiâce znieksztaîconych ofiar Pawiaka. Wykorzystajmy dary jakie daî nam Bóg nieco inaczej. Cóû Niemcy zrobili ôwiatu?! Udowodnili, ûe: 1 Okrucieïstwo nie jest cechâ narodu. Okrucieïstwo jest cechâ czîowieka. 2 Augustów, 1.V.1995r.