"R u n F o r r e s t , r u n !" Dakîort Jesteômy juû dawno po rozdaniu Oskarów za rok 1994. Bëdâcy na bieûâco w temacie pewnie wiedzâ, kto zgarnâî w tym roku najwiëcej statuetek Akademii. Oczywiôcie totalnym "winnerem" za rok 1994 okazaî sië byê "Forrest Gump" Roberta Zemeckisa (dla nie wtajemniczonych to ten sam goôê, który nakrëciî cykl filmów z serii "Powrót do przyszîoôci"), który nominowany byî w 13 kategoriach z czego otrzymaî 5 statuetek. Co prawda nieco kontrowersyjna jest moim zdaniem sytuacja z przyznaniem dla filmu Zemeckisa Oskara za najlepsze efekty (nominowano w koïcu równieû takie pereîki z bajerami jak "Maskë" i "Prawdziwe kîamstwa"), ale ci z Was, którzy "Forresta Gumpa" nie oglâdali, niech wierzâ mi na sîowo - te Oskary naleûaîy sië dla tego filmu! (natomiast ci z Was, którzy go oglâdali chyba sië ze mnâ zgodzâ???). Dla mnie dzieîo Zemeckisa to przede wszystkim: K L Ë S K A W O O D Y A L L E N A, który od poczâtku swej kariery reûyserskiej uchodziî za króla farbowanych na komedie filmów psychologicznych. Od chwili wypuszczenia "Forresta Gumpa" doszîo do BEZKRWAWEJ DETRONIZACJI. Umarî król, niech ûyje król! To, co stworzyî Zemeckis, to prawdziwe arcydzieîo. To, co stworzyî Hanks, to rola, która przejdzie do historii kina. Jak moûna stworzyê z opowiadania (film to adaptacja powieôci) o idiocie, który miaî w ûyciu tyle szczëôcia, ûe dla "normalnego" czîowieka wystarczyîaby jedna dziesiâta z tego, by zostaê trzykrotnym zdobywcâ Nobla i najbogatszym czîowiekiem tego ôwiata? Jeôli jeszcze nie byliôcie na tym filmie, to idúcie, a przekonacie sië, jak to jest moûliwe! Natomiast ci, którzy na nim byli z pewnoôciâ posîuchajâ wynurzeï i refleksji mîodego fanokinomana na temat tego filmu. W Stanach Zjednoczonych film (jak i na caîym ôwiecie) zostaî przyjëty bardzo gorâco. Widzowie amerykaïskich kin odebrali go w nieco inny sposób, niû chociaûby moja skromna osoba. Dla Jankesów jest to opowieôê o powojennych losach USA i obrazie amerykaïskiego spoîeczeïstwa, która jest opowiadana przez niezbyt inteligentnego goôcia. Zauwaûyîem, ûe ta nuta przebija sië równieû w zdaniach polskich krytyków (patrz "Film" z marca 1995 roku str.8, kolumna 3, 4 wers od góry - czytaj w dóî, choê moûesz równieû w górë, ale to nie po polsku i moûesz nie zrozumieê). Moûe i jest to obraz Ameryki z ostatnich 40 lat, ale nie to jest chyba w tym filmie najwaûniejsze. Jest to film o ûyciu. Tym zwykîym, brutalnym, potrafiâcym zaskoczyê ûyciu, które gîówny bohater (zresztâ w ogóle do ûycia nieprzystosowany) przechodzi nieîatwo, wôród cierpieï i nie uôwiadomionych rozczarowaï (naleûy pamiëtaê, ûe przy jego inteligencji uôwiadomienie czegokolwiek jest sukcesem na miarë odkrycia Ameryki). Zadziwiajâce jest to, ûe wydaje sië, iû jego ûycie jest wspierane przez jakâô wyûszâ siîë, kreujâcâ wydarzenia tak, by ten nieôwiadomy idiota przebrnâî przez ûycie jako zwyciëzca. Analogia z piórkiem (z tego co sîyszaîem jest to ulubiony motyw krytyków z tego filmu) niesionym przez wiatr kaûe przypuszczaê, ûe tâ wyûszâ siîâ nie musi byê wcale Bóg (a jest to postaê waûna w filmie choê jak zawsze bezosobowa, lub jak kto woli trzyosobowa), lecz ôlepy los, który targa ûyciem bohatera jak wiatr. Los, któremu nie moûna sië oprzeê i tylko ulegajâc czekaê, co on przyniesie. Tak wîaônie robi Forrest, czyniâc wszystko wedîug swoich pragnieï, na których realizacjë los îaskawie mu pozwala. Oczywiôcie jego ûycie nie jest tylko i wyîâcznie sielankâ (a w ogóle czyje jest?). Ômierê, miîoôê, rozczarowanie i strach splatajâ sië tu ze szczëôciem i zadowoleniem. Myôlë, ûe bardzo istotnâ rzeczâ w filmie jest ukazanie tego, iû brak inteligencji nie jest równowaûny brakowi uczuê. Forrest potrafi kochaê i wybaczaê, byê moûe nawet bardziej niû niejeden czîowiek uwaûajâcy siebie za "siódmy cud ôwiata". Niejednokrotnie w czasie oglâdania filmu îapaîem siebie na tym, ûe czuîem w kluczowych momentach filmu nieme pytanie Forresta, którego sam nie potrafiîby chyba wysîowiê, choê jest proste i nie zawiera nawet marnego orzeczenia: Dlaczego???!!! I to jest wîaônie sukces tego filmu! To czego nie potrafi zrozumieê i wysîowiê jego bohater, jest w stanie powiedzieê patrzâc na przeûycia i cierpienie widz. Forrest nie musi mówiê! To widz jest po to, by powiedzieê w kluczowym momencie za Gumpa, to co sam widzi, a czego powiedzieê Forrest nie jest w stanie. Niekiedy jest to proste "Sorry", a niekiedy równieû proste, choê jakûe trudne "I love you". Czy Forrest Gump jest ômieszny? Nie zaprzeczë, poniewaû jest. Ale jest równieû tragiczny. Ta wybuchowa mieszanka: ômiesznoôê i tragizm jest tym, co widza wzrusza. Bohater jest idiotâ, ale jakûe wspaniaîy jest w swej gîupocie i niewiedzy. Przez Forresta Gumpa przemawia przede wszystkim prostota i szczeroôê. Juû po kilkunastu minutach filmu znamy caîego Gumpa od podszewki. Marzymy, by bîysnâî inteligencjâ i pokazaî ôwiatu na co go staê. Ûyczymy mu jak najlepiej. Jest to w koïcu bohater, stworzony po to by go kochaê i naprawdë potrafi zauroczyê widza. Jakûe wielkim rozczarowaniem jest moment, gdy Forrest staje przed mikrofonami by przemówiê do wielotysiëcznego tîumu, jakûe jesteômy dumni z niego, ûe chce z siebie to wszystko, co przeûyî wyrzuciê. Ale los kpi ze ômiaîków i z powrotem pakuje Gumpa do szufladki z napisem "Szary gîupek" od dawna dla niego zarezerwowanej. Forrest wyrzuca z siebie wszystko, byê moûe bîyska inteligencjâ, byê moûe prostotâ, ale widz tego sië nigdy nie dowie i chyba dobrze, ûe tak sië dzieje, choê po tej scenie mogâcej sië wydaê zabawnâ, pozostaje niedosyt i rozczarowanie. W tym filmie jest wszystko co tworzyîo i tworzy specyficzny klimat Ameryki. Reûyser kpi z typowych dla Stanów zjawisk, poczâwszy od seriali (z tekstów typu "To mój syn? Czemu nic mi nie powiedziaîaô, przecieû wiesz, ûe..."), przez modne obecnie protesty przeciwko czemukolwiek, w jakikolwiek sposób ("Przeciwko czemu protestuje pan tym biegiem?"), magië pieniâdza i brak wiary w bezinteresownoôê (czek od Forresta zwala z nóg mamuôkë Bubby od krewetek), niewiarë w czystâ miîoôê, lecz tylko w seks (oj, niewielu ludzi staê na to, by kochaê tak czysto jak Forrest), ojcowskiej pozie prezydentów USA ("Pokaû, gdzie cië zranili synu"), aû po sîynny kulturowy mit o pucybucie przeobraûonym w milionera. Zemeckis robi sobie "jaja" nawet z samego króla Elvisa! Ameryko! Spójrz jaka jesteô naprawdë! Ômieszna w swojej próbie bycia wielkâ wielonarodowâ i wielorasowâ ojczyznâ pieniâdza! Ogarniëta szaîem rozrywki, sîawy i seksu! Zepsuta zgniliznâ emanujâcâ na caîu ôwiat! Krajem sprzecznoôci, które tylko idiota potrafi pogodziê ze sobâ. Przyêmiony niepowtarzalnâ atmosferâ filmu umysî, nie jest w stanie dostrzec wad tego dzieîa. Myôlë, ûe wrëcz widz pîawi sië w miodnej nadziei, iû film w ogóle nie posiada ûadnych wad. Tak samo byîo w moim przypadku. Gdy raz wychwalaîem obraz Zemeckisa, zwrócono mi uwagë na coô, czego sam krytycznie nie potrafiîem dostrzec. Otóû mój rozmówca stwierdziî, iû caîy film jest oparty po prostu na tanim i prostym chwycie psychologicznym. Fakt, ûe "Forrest Gump" zdoîaî podbiê serca milionów widzów (wpîywy z filmu przekroczyîy juû dawno 300 mln dolarów, a kto wie, czy nie zdobywajâ wîaônie póîmiliardowego dolara) zwiâzany jest z tym, ûe ludzie kochajâ bohaterów upoôledzonych w pewien sposób, nieprzystosowanych i przez swojâ innoôê wywoîujâcych wspóîczucie. Takiemu "nieudanemu dziecku spoîeczeïstwa" widz ûyczy jak najlepiej. Chce, by wîaônie jemu poszczëôciîo sië w ûyciu i odniósî sukces. Moûe jest to sposób przerzucenia i realizacji swoich wîasnych niepowodzeï na tego tak "sîabego" bohatera? Chcemy by zrekompensowaî on nam w ûyciu to czego sami nie zaznaliômy, straciliômy lub po prostu przegraliômy. Taki bohater speînia nasze marzenia, a przez jego upoôledzenie odnosimy jakby podwójne zwyciëstwo nad trudnâ rzeczywistoôciâ. Ale czy fakt serwowania widzowi tego co lubi i kocha moûna nazwaê wadâ? Czy speînianie marzeï, majâce w sobie coô z magii, nie jest tym co czîowiek lubi? Robert Zemeckis nie jest pierwszym, który wykorzystuje w swoim filmie motyw upoôledzonego bohatera. Podobny pomysî wykorzystaî chociaûby Kenneth Branagh w niedawno wypuszczonym na ekrany kin filmie nakrëconym na podstawie sîynnej, wrëcz mitotwórczej powieôci Mary Shelley "Frankenstein". Jest to juû któryô z rzëdu "Franky" i trudno oceniê go w ôwietle poprzedników, ale na pewno róûni sië on od poprzedników nowym, jak gdyby psychologicznym podejôciem do tematu. Nawet miëdzy potworem stworzonym przez Wiktora Frankensteina i Forrestem Gumpem moûna znaleûê podobieïstwa. Poczâwszy od tragizmu postaci (czyûby nawrót do romantyzmu?), aû po fakt najistotniejszy - obu tych bohaterów spoîeczeïstwo odrzuca, gdyû sâ inni. Nasz ôwiat nie toleruje innoôci. Bliûszy Forrestowi niû potwór Frankensteina wydaje sië byê bohater powieôci Gunthera Grassa przeniesionej na ekran w 1979 roku przez Volkera Schloendorfa - "Blaszany bëbenek". Îâczy ich obopólne upoôledzenie tylko, ûe w przypadku Forresta jest to upoôledzenie umysîowe, a w przypadku bohatera filmu Schloendorfa upoôledzenie fizyczne. Jednak czy zastopowanie w rozwoju na poziomie dziecka, nie doprowadza równieû do zatrzymania rozwoju intelektu na tym poziomie? Gdybyômy tak zaîoûyli pokrewieïstwo obu bohaterów wyraúnie zacieôniîoby sië. Obaj ci bohaterowie sâ uczestnikami waûnych wydarzeï swoich epok. Jeden ukazuje kulturë amerykaïskâ, drugi niemiecko-europejskâ. "Blaszany bëbenek" traktuje wiele rzeczy bardziej powaûnie, a niekiedy filozoficznie bez charakterystycznego dla Zemeckisa przymruûenia oka, powaûnie a niekiedy wrëcz okrutnie i brutalnie. Miîoôê u Zemeckisa to przede wszystkim przeûycie duchowe, natomiast u Schloendorfa poûâdanie i cielesnoôê. Nie przeszkadza to jednak obu bohaterom ûyê podobnie, obserwujâc i patrzâc na toczâce sië koîo ûycia. W "Forreôcie Gumpie" typowym buntownikiem jest kapitan Dan, który uratowany by cierpieê, walczy niemal jak Don Kichote z wiatrakami, lecz jego przeciwnik jest potëûniejszy, choê równie nierealny - jest nim sam Bóg. W "Blaszanym bëbenku" tâ walkë widzimy u gîównego bohatera, którego odpowiedziâ na brak akceptacji jest odrzucenie ôwiata i jego norm. Walka obu tych bohaterów koïczy sië poraûkâ. Muszâ pogodziê sië z ûyciem. Nie majâ innego wyboru. Jeden postanawia rosnâê, drugi postanawia sië wtopiê w spoîeczeïstwo. Nie chcâ byê dalej innymi. Chcâ akceptacji i normalnego ûycia. To krótkie porównanie "Forresta Gumpa" z "Blaszanym bëbenkiem" pokazuje, ûe film Zemeckisa stara sië pokazaê czîowieka inaczej niû starali sië jego poprzednicy. Mimo wielu podobieïstw do wizji Grassa i Schloendorfa jest to film róûny od innych. Jest w nim ukryte ciepîo i wiara w naturalnâ dobroê ludzkich zachowaï. Gdy Schloendorf przemawia do widza historycznâ przemocâ, bezdusznoôciâ i instrumentalnym podejôciem do uczuê, to Zemeckis szuka w otaczajâcym ôwiecie czuîoôci, zrozumienia, czystoôci uczuê i intencji. Schloendorf tylko straszy - Zemeckis znajduje to co chce znaleúê. Bardzo sugestywna jest scena koïcowa, gdy nad wyraz inteligentny syn Forresta Gumpa (zresztâ o tym samym imieniu) powtarza wchodzâc do autobusu sîowa, które jego nad wyraz nieinteligentny ojciec powtórzyî kilkadziesiât lat wczeôniej, wsiadajâc do tego samego autobusu: "HI I'M FOREST, FORREST GUMP" Od tego momentu zaczëîa sië historia miîoôci Gumpa ojca, która wypeîniîa jego ûycie. Byê moûe w tym samym autobusie rozpocznie sië historia Gumpa syna. Lecz tego widz juû chyba sië nie dowie, gdyû film w ten sposób sie koïczy. Ten koniec moûe byê równieû dobrym poczâtkiem nastëpnej historii nastëpnego Forresta Gumpa, ale miejmy nadziejë, ûe komercja nie wyprze sztuki i w pamiëci widzów pozostanie tylko jeden, niepowtarzalny "Forrest Gump" Roberta Zemeckisa. Z jednâ i niepowtarzalnâ rolâ Toma Hanksa. D a k î o r t 5.IV.1995r.