Piëtno Ômierci (Cz.1)..............Luk Ksiâûka 3"Z Archiwum X"2 Autor: 3Les Martin2 Pomysî: 3Chris Carter2 Scenariusz: 3Marlyn Osborn2 Przeîoûyîa: 3Maciejka Mazaï2 Wydawnictwo 1Da Capo2 1996 1RoZdziaî I2 Mîoda kobieta przedzieraîa sië przez mroczny las. Biegîa boso. Potykaîa sië na kamieniach, ôlizgaîa na mîodych liôciach. Miaîa na sobie nocnâ koszulë bez rëkawów. Gaîëzie i ciernie kaleczyîy jej odsîoniëte ramiona. Mimo to biegîa dalej. Jej twarz wyjaôniaîa wszystko - Miaîa wyraz zaszczutego zwierzëcia. Caîe jej ciaîo spîywaîo potem. Kobieta dyszaîa spazmatycznie. Îzy zalewaîy jej oczy. Potem jej powieki zatrzepotaîy; Kobieta przewróciîa sië. Potknëîa sië o wystajâcy korzeï i upadîa. Nie miaîa siî, by móc sië podnieôê; Dyszaîa ciëûko. Po chwili dopeîniî sië jej czas. Z leônego poszycia uniósî sië tuman pyîu i zeschîych liôci. Zawirowaî wokóî niej; Szybko, coraz szybciej. Lotnie drobinki piasku ciëîy jej skórë niczym setki pszczóî. Kobieta rozpaczliwie mrugnëîa powiekami. A potem poraziîa jâ eksplozja oôlepiajâcego biaîego ôwiatîa. Nieziemski blask zalaî caîâ polanë. Jednoczeônie rozlegîo sië przenikliwe, cieniutkie brzëczenie. Dziewczyna przycisnëîa dîonie do uszu, ale dúwiëk przenikaî wszystko, jak wizg wysokoobrotowej wiertarki. Potem haîas staî sië jeszcze bardziej nieznoôny, kiedy doîâczyî do niego jakby îomot metalu. Caîe ciaîo dziewczyny stëûaîo w oczekiwaniu na to, co musiaîo sië staê. Z biaîego ôwiatîa wyîoniîa sië sylwetka, widoczna zaledwie w zarysach. Blask spotëgowaî sië jeszcze bardziej. Pochîonâî wszystko - sylwetkë, dziewczynë, polanë, las, caîâ noc. Sîychaê byîo tylko gîos dziewczyny. Wykrzykiwaîa jakieô sîowo. Byê moûe imië. Trudno byîo okreôliê. Ból znieksztaîciî wszystko. Echo jej krzyku zamarîo. Ôwiatîo znikîo. W mrocznym lesie zapadîa cmentarna cisza. Potem rozlegîo sië êwierkanie ptaków. Zaszeleôciîy liôcie. Wróciîo ûycie. Dziewczyna zostaîa tam, gdzie mieli jâ odnaleúê ûyjâcy. Znaleziono jâ nastëpnego dnia. Myôliwy, polujâcy na przepiórki, zauwaûyî jej zwîoki o ôwicie. Natychmiast ruszyî do miasta. Zanim poranne sîoïce nadaîo oregoïskiemu niebu odcieï gîëbokiego bîëkitu, na miejscu wypadku zjawiîa sië policja. - Uwaûam, ûe jej ômierê nastâpiîa, najpóúniej dwanaôcie godzin temu - oznajmiî miejski koroner policjantowi prowadzâcemu ôledztwo. Obaj przyglâdali sië martwej dziewczynie, leûâcej twarzâ do ziemi. Obok niej klëczaîa dwójka asystentów koronera. - A przyczyna? - spytaî policjant. Byî wysokim, barczystym mëûczyznâ. Ale teraz jego szerokie ramiona zwisaîy bezsilnie. Koroner odchrzâknâî - Nieznana. Kilka siniaków i zadrapaï. Ûadnych ôladów przemocy fizycznej. Mamy tylko to. Pochyliî sië nad dziewczynâ. Uniósî jej nocnâ koszulë. W okolicach krzyûa widniaîy dwa czerwone znamiona. Byîy to wybroczyny wielkoôci dziesiëciocentówek. Policjant rzuciî na nie okiem, kiedy popatrzyî na koronera, napotkaî jego wzrok. W spojrzeniu ûadnego z nich nie byîo zaskoczenia. Tylko ponura pewnoôê. Policjant zacisnâî zëby. Nie mógî juû dîuûej zwlekaê. - Odwróêcie jâ - rozkazaî. Asystenci przewrócili zesztywniaîe zwîoki na plecy. Do twarzy dziewczyny przylgnëîa ziemia i liôcie. Krew zaschniëta w nosie wyglâdaîa jak brâzowa farba. Ale policjant rozpoznaî ofiarë bez trudu. Trudnoôê sprawiîo mu tylko wydobycie z siebie gîosu. - 3Karen Swenson2 - szepnâî. - Czy to ostateczna identyfikacja? - spytaî jeden z asystentów. - Chodziîa z moim synem do liceum. - Wyprostowaî sië, odwróciî bez sîowa i ruszyî do swojej furgonetki z napëdem na cztery koîa. - Rocznik osiëmdziesiâty dziewiâty? - zawoîaî za nim koroner. Nie - odpowiedziaî. Przyôpieszyî tylko kroku. Ale koroner nie zamilkî. - To znowu to, prawda? - Nie brzmiaîo to jak pytanie. Byîa to przeraûajâca odpowiedú. 1koniec rozdziaîu pierwszego2