Warszawa'95...(Cz.2)...........Brzuska 1II2 Wybiîa 3"Godzina F".2 Cichutko wyszedîem z pokoju. 1Cholera!2 Mendy stojâ 1(czyli nasi wychowawcy)2 na straûy. Pomyôlaîem wtedy by ich uôpiê. 3"Co? Czyô ty zwariowaî!"2 - tak podsumowali ten pomysî moi kumple. Ale po dîugich przekonywaniach jednak zgodzili sië. Uôpiê facetów miaîem jakimiô tabletkami, które dostaîem od Batona, te rzekome tabletki miaîem wrzuciê im do nocnej herbaty przez okno. Teraz wybiîa "Godzina T" 1(T - jak tabletka).2 Podchodzë z tyîu domku w którym chowa sië wróg. Otwieram okno i co widzë zamiast nocnych herbat? Nocne kawy! Wsypujë jednâ, no dwie tabletki do dwóch kaw, ale do trzeciej kawy troszeczkë wiëcej sië wsypaîo.. 1(tak dokîadnie to 10 tabletek).2 Szybko wycofaîem sië i jazda do pokoju. 3Godzina 22:35.2 Tabletki zaczëîy dziaîaê... Po sprawdzeniu zaôniëcia nauczycieli wziâîem kasë i poleciaîem do sklepu, który byî oddalony od oôrodka jakiô kilometr. Idâc przez szosë zauwaûyîem w krzakach jakiô cieï (myôlë bez walki sië nie dam). Uîamaîem kawaîek gaîëzi (drzewa) i w skoczyîem na owego przestëpcë. Tym owym przestëpcâ okazaî sië gîupi kot, który w dodatku podrapaî mnie w rëkë. Po tym przykrym incydencie z kotem troszeczkë przyspieszyîem. 3Godzina 23:10.2 Jestem na miejscu. Ale co to? sklep zamkniëty... Nie! To nie moûe byê prawda! Zauwaûyîem jakiegoô faceta, który pewnie tak jak ja byî zaskoczony zamkniëtym sklepem. Spytaîem go, czy nie wie przypadkiem dlaczego sklep jest zamkniëty. Powiedziaî mi tylko, ûe jeôli chcë kupiê coô do picia to muszë pójôê jeszcze dwa kilometry na wschód i tam znajdë otwarty sklep przez caîâ dobë. Ale na szczëôcie nie musiaîem iôê aû taki kawaî drogi, poniewaû wîaônie przyszedî wîaôciciel sklepu, który zapomniaî zabraê ze sklepu teczki z jakimiô papierami. Otworzyî i sprzedaî mi i temu facetowi co tylko chcieliômy. Wiëc kupiîem cztery flaszki i coô do picia. Odpoczâîem troszeczkë i poszedîem z powrotem do oôrodka. Podróû powrotna przebiegaîa (na szczëôcie) bez ûadnych niespodzianek. 3Godzina 23:55.2 Jestem w oôrodku. Wszyscy z niecierpliwoôciâ oczekiwali na mój powrót i na mój towar. Podczas zabawy niechcâco zbiliômy dwie szyby i stîukliômy ûyrandol. 3Godzina 5:30.2 Koniec 1(co juû?)2 zabawy. 3Godzina 7:00.2 1(o Boûe)2 Pobódka... Nie wiem jak my wstaliômy, chyba na siîë.. 3Godzina 7:50.2 I nie jedziemy, nie mam pojëcia na kogo czekamy. Ach, czekamy na faceta, któremu zamiast dwóch wsypaîem 10 tabletek. Wreszcie go przynieôli i moûemy ruszaê. 3Godzina 9:00.2 Jesteômy w mieôcie. Tym razem idziemy do Îazienek 1(tylko 4 godziny nudów).2 3Godzina 13:15.2 Czas na obiad 1(nareszcie!),2 ale ten obiad mieliômy zjeôê w jakiejô najtaïszej restauracji, poniewaû fundowali nauczyciele. Na szczëôcie ja i paru kumpli odîâczyliômy sië od grupy i na wîasnâ rëkë postanowiliômy coô przekâsiê. Oczywiôcie poszliômy do wspaniaîej Pizzy Hut. Tym razem trafiliômy bez ûadnych kîopotów. Siedliômy i zamawiamy. Wtedy podeszîa kelnerka 1(mówië wam, co za LASKA !).2 Zapytaîa sië czego sobie ûyczymy 1(przez grzecznoôê nie powiedziaîem czego ja sobie ûyczë).2 Zamówiliômy to co wczoraj i w tedy jeden z kumpli 1(Piotruô)2 musiaî sië spytaê cytujë 1"Przepraszam gdzie tu jest klop".2 Kelnerka chyba tylko przez grzecznoôê nie powiedziaîa nam czegoô brzydkiego tylko wskazaîa Piotrusiowi gdzie sâ toalety. Po odejôciu kelnerki 1(laski)2 powiedziaîem, ûe jak Piotruô wróci z kibla to go zabijë. Ale szybsza okazaîa sië kelnerka. Ôlicznie podziëkowaîem za pizzë i chciaîem od niej wyciâgnâê adres, gdy nagle pojawiî sië Piotruô i kelnerka odeszîa. Chyba przez grzecznoôê nie uderzyîem Piotrusia. Po zjedzeniu i zapîaceniu udaliômy sië w poszukiwaniu naszej wycieczki. Poszukiwania nie byîy tak ciëûkie postanowiliômy po prostu poczekaê, aû zacznâ nas szukaê. 3Godzina 16:00.2 Czyûby o nas zapomnieli? No cóû, musimy iôê ich szukaê, po drodze kupiliômy coô do oblania ostatniej nocy w oôrodku. Po ciëûkich poszukiwaniach o dziwo nie znaleúliômy nikogo. No to wpadliômy! Postanowiliômy pójôê na piechotë do naszego oôrodka. 3Godzina 17:00.2 Znajdujemy sië poza Warszawâ i idziemy dalej. 3Godzina 17:30.2 Wciâû idziemy. 3Godzina 18:00.2 Jeszcze idziemy. 3Godzina 18:30.2 1(nareszcie!)2 doczoîgaliômy sië do oôrodka. Nikt sië nawet nie skapnâî, ûe nas nie byîo tyle godzin. W oôrodku facet powiedziaî, ûe jak teraz posprzâtamy i sië spakujemy to wieczorem zrobimy ognisko. My mieliômy lepsze zajëcie od sprzâtania i pakowania. A mianowicie odpoczywaliômy po niecodziennym marszu, a poza tym spakujemy sië rano. 3Godzina 20:00.2 Czas na ognisko. Oczywiôcie piekliômy kieîbaski, ziemniaki. Normalne ognisko. Ale o godzinie 30:002 miaîo sië rozpoczâê ûegnanie Warszawy 1(dla ciëûko kapujâcych ostatnia impreza w tym oôrodku).2 Na ognisku ustaliliômy, ûe odjazd z ukochanego oôrodka nastâpi jutro o godzinie 38:30.2 3Godzina 22:00.2 Cisza nocna. Jak nigdy wszyscy îadnie poîoûyli sië i poszli spaê. Facet nie mógî uwierzyê wîasnym oczom i uszom. To byîa oczywiôcie przykrywka. 3Godzina 0:00.2 Wszyscy przynieôli sië do naszego pokoju z ûarciem i piciem. I tak jak Pan Bóg przykazaî ûegnaliômy stolicë. Fakt, ûe hucznie, ale Warszawie sië naleûy. 3Godzina 4:30.2 Po ostatnich toastach za naszego prezydenta i za jego syna Przemka W. postanowiliômy wczeônie skoïczyê zabawë, poniewaû rano mieliômy posprzâtaê i spakowaê sië. 3Godzina 7:45.2 Wszyscy zaspaliômy 1(wîâcznie z nauczycielami).2 Po krótkiej panice nauczycieli postanowiliômy sië spakowaê i posprzâtaê ten chlew 1(juû wiëcej nie dam sië namówiê, ûeby impreza byîa w moim pokoju).2 Wziëliômy sië do sprzâtania niechëtnie, ale cóû sië nie robi dla ojczyzny... 3Godzina 9:00.2 Prawie skoïczyliômy sprzâtaê i pakowaê sië. 3Godzina 10:00.2 Skoïczyliômy jako, tako sprzâtanie i pakowanie. Dobrze, ûe facet nie sprawdzaî pokoju, bo bylibyômy zgubieni. 3Godzina 10:15.2 Wyjeûdûamy z tego wspaniaîego oôrodka. Po piëtnastu minutach kierowca zorientowaî sië, ûe zapomniaî zamknâê klapy od bocznych bagaûników. Wszystkie bagaûe leûaîy gdzieô w promieniu 5 kilometrów od autobusu. Teraz szukaj igîy w stogu siana. Po dîugich, naprawdë dîugich poszukiwaniach wszyscy mniej wiëcej odnaleúli swoje bagaûe. No! moûemy ruszaê. 3Godzina 12:30.2 Jesteômy juû daleko za Warszawâ. Po drodze mieliômy zjeôê tani obiad w jakimô przydroûnym barze. Znaleúliômy jakiô bar. Ceny byîy astronomiczne, wiëc postanowiliômy jechaê dalej. Takich drogich barów mijaliômy chyba ze dwanaôcie. Ten trzynasty miaî byê juû bez wzglëdu na cenë naszym miejscem konsumpcji obiadu. I tak sië staîo. Ceny w tym barze naprawdë nie byîy takie wysokie 1(ale coô za coô).2 Zamówiliômy coô do ûarcia. Fuj ! co za ôwiïstwo !!! Po zjedzeniu pomyj, udaliômy sië na maîy spacerek do lasu. Po krótkiej wëdrówce myôleliômy jak opóúniê przyjazd do Legnicy. Wpadîem na doskonaîy pomysî, po prostu napchamy do rury wydechowej jakiô szmat i kierowca bëdzie myôlaî, ûe nie mamy benzyny. Wykonaliômy ten plan i gdyby nigdy nic wsiedliômy do autobusu. Oczywiôcie autokar nie zapaliî, kierowca wysiadî, podniósî maskë i coô tam grzebie. Sugerujâc sië starym dowcipem o autobusie i o 1"downie"2 podszedîem do niego i mówië, ûe za stówë powiem mu co sië zrâbaîo. Odpowiedziaî nie zbyt grzecznie cytujë 1"Spieprzaj dupku bo jak cië walne to.."2 Nie to nie pomyôlaîem i odszedîem. Po godzinie grzebania w silniku nareszcie sië skapnâî o szmatach w rurze wydechowej. 3Godzina 14:15.2 Moûemy ruszaê. Dobrze liczâc w Legnicy mieliômy byê ok. godziny 31:00,2 oczywiôcie bez ûadnych przystanków i awarii. 3Godzina 16:25.2 Jedziemy. 3Godzina 17:20.2 Musimy sië zatrzymaê, poniewaû wszystkim no 1(oprócz Batona)2 zaszkodziîo jedzenie z przydroûnego baru. 3Godzina 17:40.2 Po dîugotrwaîych wymiotach jedziemy dalej. Facet zaproponowaî, ûebyômy coô zaôpiewali. Co!? 1"Ty chuju sam se ôpiewaj".2 3Godzina 19:00.2 Nadal jedziemy. Nudy jak cholera. Ja i kumpel Michaî wpadliômy na ôwietny pomysî, aby oblaê naszego ukochanego kolegë Marcinka napojem. Przystâpiliômy do dziaîania. Ja miaîem zagadaê Marcinka, a Michaî miaî go po prostu oblaê. Pierwsza czëôê planu poszîa jak po maôle natomiast druga czëôê nie wyszîa, poniewaû kierowca gwaîtownie zahamowaî i wszystkie picie wylâdowaîo na facetach. Niezîe jaja. Caîy autobus leje ze ômiechu 1(wraz z kierowcâ).2 Po niezîym ochrzanie, ja i Michaî musieliômy posprzâtaê i usiâôê na przodzie autokaru. 3Godzina 22:15.2 Kierowca chyba zabîâdziî 1(no nie! Znowu!).2 Oczywiôcie ja jako ôwiatowiec wskazaîem mu dalszâ drogë. Ale coô mi sië wydaje, ûe chyba úle mu wskazaîem... Po wqrwieniu sië caîego autobusu na mnie jakoô 1(chyba przez przypadek)2 kierowca znalazî dobrâ drogë. 3Godzina 0:00.2 Moje obliczenie byîy jednak sîuszne, zbliûaliômy sië do Wrocîawia. Wrocîaw jak to Wrocîaw nie takie duûe miasto, ale dla naszego kierowcy chyba takie jak Berlin. Tak jest! 3Godzina 1:152 jesteômy o dziwo cali i zdrowi w Legnicy. No! Nareszcie juû myôlaîem, ûe ten koszmar nigdy sië nie skoïczy. Tak mówiî oczywiôcie kierowca. Póúniej zastanawiaîem sië z kumplami jak on trafiî do tej Legnicy, przecieû przez caîâ drogë spaî? Po zabraniu rzeczy i poûegnaniu sië z moimi kumplami poszedîem w stronë chaty. Po drodze obmyôlaîem wyjazd na kolejnâ tak udanâ wycieczkë... Koniec ??? Wszystkie postacie i zdarzenia biorâce udziaî w tym artykule sâ wymysîem chorej wyobraúni autora. Jakiekolwiek podobieïstwa do osób lub zdarzeï sâ czysto przypadkowe. C.D.N-ie nastâpi ! Brzuska