Warszawa'95...(Cz.1)...........Brzuska 1I2 18.06.95. 3Niedziela.2 1Godzina 4.00.2 Legnica ul. Mîynarska. Kolejny budzik poszedî sië waliê, gdyû za mocno przycisnâîem go 50 kg mîoteczkiem. Wyciâgnâîem nowy budzik z szuflady. 1Godzina 4:15.2 Po polaniu mnie zimnâ wodâ przez mojâ matulë nareszcie sië obudziîem. Po przedostaniu sië z mojego pokoju do îazienki przemyîem twarz i spojrzaîem w lustro. Cholera! nie trzeba byîo tyle wczoraj chlaê. 1Godzina 4:25.2 Wyszedîem z domu w kierunku umówionego miejsca spotkania sië caîej paczki i przyjazdu autokaru. 1Godzina 4:35.2 Znowu sië spóúniîem. Ale co to? Nie ma autobusu ani ûadnego kumpla. Îupz ! chyba trochë za wczeônie. Postanowiîem nie wracaê do domu lecz zaczekaê (to chyba jasne co?). 1Godzina 5:00.2 Coô zaczyna pojawiaê sië na horyzoncie to chyba... Nie to byî Miecio, nasz bezdomny, który szukaî czegoô na kaca. 1Godzina 5:10.2 Nareszcie pierwszy kumpel. Po przywitaniu sië z nim opowiedziaî mi on o nocnej imprezie, na którâ nie zostaîem zaproszony. Po krótkiej rozmowie z mojâ piëôciâ przekonaîem go co do mnie. 1Godzina 5:25.2 Juû sâ wszyscy, no prawie wszyscy oprócz mojego kumpla 3Rudego2 i autobusu. 1Godzina 5:45.2 Pojawia sië autobus. 3O Boûe!2 Co za ruina (nie podam nazwy firmy, która go nam wynajëîa, bo to byîa by krypto reklama). Brak ôwiateî, karoseria trzyma sië tylko na lakierze, przednia szyba po wojnie z Niemieckimi kamieniami i to nie wszystko, w dodatku kierowca zachowuje sië jak by byî na gîodzie alkoholowym. 1Godzina 6:00.2 Przybywa nasz kochany kolega Rudy, chyba trochë sië spóúniî po kiepskim wytîumaczeniu nareszcie moûemy ruszaê. Po przejechaniu ok. 30 km. usîyszaîem jakiô haîas dobiegajâcy z silnika. Tak jest. Poszedî pasek klinowy. Kierowca szybko zjechaî na pobocze i próbowaî coô naprawiaê, oczywiôcie nie wiedziaî za co sië wziâôê. Po godzinnej próbie zaîoûenia paska klinowego nareszcie mu sië udaîo. 1Godzina 7:00.2 Jedziemy. 1Godzina 7:45.2 Dalej jedziemy. 1Godzina 8:25.2 Jeszcze jedziemy. 1Godzina 8:49.2 Juû sîyszymy pierwsze wymioty z tyîu autobusu. Jeden z kumpli zatruî sië przeterminowanym Jabolem. Obrzygaî póî autobusu. 1Godzina 9:00.2 Pierwszy postój. Ten postój byî przeznaczony na ôniadanie, ale po przykrym incydencie z tyîu autobusu nikt nic nie ruszyî. Nikt oprócz naszego ukochanego kolegi Batona 3(czyli Wojtka).2 Zeûarî wszystkim ôniadania i w dodatku i tak sië nie najadî. Po perypetiach z Batonem jedziemy dalej. 1Godzina 11:15.2 Zîapaliômy gumë, oczywiôcie nie mieliômy zapasowego koîa. Kierowca wtedy mówiî cytujë: 3"No! qrwa, przecieû zabraîem koîo zapasowe".2 Okazaîo sië póúniej, ûe koîo byîo, ale wypadîo nieopodal Wrocîawia. Mieliômy szczëôcie - 5 km stâd byîa wulkanizacja kóî. Oczywiôcie kierowca zîapaî stopa i w drogë. Wróciî za ok. 3 godziny troszeczkë wstawiony, ale koîo przywiózî. Póúniej troszeczkë koîysaîo w autobusie, ale moûna byîo sië przyzwyczaiê. 1Godzina 19:30.2 Jesteômy prawie na miejscu, czyli w stolicy. Ale co to? Mijamy 3Warszawë2 i jedziemy dalej! Czyûby to byîo porwanie ? Aleû skâd, to po prostu facet zapomniaî nam powiedzieê gdzie bëdziemy nocowali. Po dîugich wyjaônieniach z caîâ paczkâ okazaîo sië, ûe bëdziemy mieszkaê w jakiejô wiosce nieopodal Warszawy. 1Godzina 20:00.2 Jesteômy nareszcie na miejscu! Po pokazaniu nam oôrodka, w którym rzekomo mieliômy mieszkaê, prawie caîa klasa chciaîa wracaê do domu. Ale nasz kochany wychowawca zagroziî nam, ûe jak nie zostaniemy to póî klasy nie zda wiëc postanowiliômy zostaê. 1Godzina 20:35.2 Przydzielono nam pokoje. Co za elegancja! W kaûdym pokoju telewizja, îazienka po prostu Super! Ale co to? Zaszîa jakaô pomyîka, dano nam zîe pokoje, te Extra pokoje byîy dla szwabów. Wiëc szybko wyrzucono nas z tych apartamentów i dano nam inne pokoje. O Boûe !!! 3(przyznajë, ûe Ûydzi w Oôwiëcimiu mieli lepsze cele niû my).2 Brak firan, îóûka chyba przeûyîy dwie wojny ôwiatowe, rozbite szyby, karaluchy byîy wszëdzie. No nic bëdziemy musieli sië przyzwyczaiê. 1Godzina 22:00.2 Przysîowiowa cisza nocna. Moûe nocna, ale nie cisza. Krzesîa lataîy w powietrzu bo ktoô zamiast czterech kupiî dwie 3flaszki Ûytniej.2 Po degustacji napojów wyszliômy na ôwieûe powietrze. Qrwa chyba zatruliômy sië tâ gorzaîâ. 1Godzina 0:00.2 Skoïczyîy sië wymioty, ale nie skoïczyîa sië zabawa. Zabawa trwaîa tylko jeszcze parë godzinek. 1Godzina 5:00.2 Niestety skoïczyîa sië ta krótka zabawa. 1Godzina 7:00.2 Przysîowiowa pobudka. Moûe przysîowiowa, ale nie pobudka. 1Godzina 7:55.2 Sîychaê byîo tylko, cytujë: 3"Aaaaaa.. Zaspaliômy!"2 Mieliômy, aû piëê minut na umycie, ubranie, poôcielenie îóûka, zrobienie ôniadania, zjedzenie ôniadania, posprzâtanie. Oczywiôcie nie.. to znaczy zdâûyliômy, ale tylko na wstanie z îóûek i na poôcig za autobusem. Po przebiegniëciu chyba okoîo 5 kilometrów kierowca obudziî sië i o dziwo zatrzymaî sië. No nareszcie! Jedziemy. Po wejôciu do autobusu facet coô pieprzyî o wczorajszej nocy 3(imprezie),2 ale kto by tam sië przejmowaî. Acha i jeszcze wspomniaî co dzisiaj mamy w planie robiê. Oczywiôcie, ûe zwiedzaê, zwiedzaê i jeszcze raz zwiedzaê. Z resztâ nikt tego nie sîyszaî bo czëôê ludzi spaîa, a druga leczyîa kaca (wiadomo jak). 1Godzina 9:00.2 Wysiadamy to znaczy wysiedlibyômy, gdybyômy nie spali. 1Godzina 9:15.2 Udajemy sië do jakiegoô 3Paîacu Kultury2 czy coô w tym rodzaju. 1Godzina 13:00.2 Po paru przyjemnych, fascynujâcych, MËCZÂCYCH !!! chwilach nareszcie jest czas wolny ! No oczywiôcie idziemy coô zjeôê i kupiê maîe co nieco na noc. Idziemy przez miasto w poszukiwaniu Pizzy Hut Idziemy, idziemy i qurwa chyba zabîâdziliômy. Po kupieniu globusu Warszawy od jakiegoô cudzoziemca 3(Ruskiego),2 wyczytaliômy, ûe mamy udaê sië na ulicë Krakowskie Przedmieôcie dobra nie ma sprawy, ale gdzie to jest? Myôlimy, myôlimy, myôlimy, aû wreszcie! "A nie.. To, nic". Dalej myôlimy, myôlimy... Jest! Musimy po prostu spytaê sië kogoô gdzie jest to przeklëta ulica. Dobra pytam sië takiego jednego: Przepraszam... 3"Spierdalaj dupku nie widzisz, ûe stojë".2 Dobra, dobra facet odczep sië. Idzie jakiô dziadek i ponownie pytam: Przepraszam... odp. "Co! No co! Gdzie, co jest! Co! Acha! 114:20".2 Myôlë do trzech razy sztuka. Idzie kochany gliniarz: Przepraszam.. 3"A gdzie twój opiekun, nie îadnie chodziê samemu po ogromnej, piëkniej Warszawie".2 Naprawdë sië wqrwiîem i mówië, ûe juû nie bëdë sië pytaî nikogo! Sami sië pytajcie! Aû tu nagle nie kontrolowanym gestem spojrzaîem do góry, a tu zgadnijcie jaka ulica? No nareszcie trafiliômy do 3Pizzy Hut.2 Poprosiliômy kartë daï czytamy, czytamy, ach te astronomiczne ceny... Wreszcie wybraliômy najtaïszâ pizzë i chcieliômy zamówiê coô do picia, a tu nagle kumpel mówi 3"patrz nie ma nic z procentami".2 Widaê w Warszawie nie wolno piê w miejscach publicznych. 1Godzina 15:00.2 Trzeba wracaê do autobusu. Po uprzednim kupieniu juû 4, a nie 2 flaszek 3Ûytniej2 udaliômy sië w stronë grupy. Wsiedliômy do autobusu i zaczëîo sië kazanie nauczycieli 3"Dzisiejszej nocy nie bëdzie ûadnej zabawy! Dopilnujemy, ûebyôcie..."2 No trudno, ale kupiliômy 4 póîlitrówki to musimy je wypiê. 1Godzina 17:30.2 Jesteômy w oôrodku. Îupz, ale co to? Facet kontroluje wszystkie wejôcia do pokojów i zabiera wszystkim alkohol. Cholera co robiê ?!.... Mam! Wejdziemy oknem. 3"Przecieû jest zabite deskami"2 (odpowiedziaî kumpel), ach, zapomniaîem. Ale co to? Olônienie! Wpadîem na ôwietny pomysî, po prostu wrzucimy buteleczki do kontenera ze ômieciami, a póúniej jak sië ôciemni to zabierzemy buteleczki do pokoju. Tak jest. Wszyscy zaakceptowali mój ôwietny 3(nie chwalâc sië)2 pomysî. Przeszliômy przez kontrolë. Facet byî rozczarowany, ûe nic u nas nie znalazî. W pokoju dumni z mojego (nie chwalâc sië) planu przeczekaliômy, aû sië ôciemniîo i poszliômy po nasze skarby. Gdy nagle co to? kontener zniknâî. Powiedziaîem wtedy 3"czyj to byî genialny pomysî z tymi ômieciami".2 Wszyscy odpowiedzieli bardzo gîoôno: 3"TWÓJ!!"2 Póúniej okazaîo sië, ûe to nie byîa moja wina, bo skâd mogîem wiedzieê, ûe akurat dziô wywoûâ ômieci? 1Godzina 21:30.2 Trzeba robiê kolacjë, tzn. Kto nam zrobi kolacjë?. Wîaônie przechodziî nasz ukochany kolega 1(moûe kolega, ale nie ukochany)2 Piotrek J. 1(taki maîy bardzo maîy kurdupel).2 Pewnie, ûe sië zgodziî (z pomocâ Batona îapy no i mojej) zrobiê nam kolacjë. 1Godzina 22:00.2 Po wspaniaîej uczcie trzeba troszeczkë sië przejôê, ale co to? Cisza nocna? Jaka tam cisza. Po pokazaniu przez nauczyciela paîki do palanta zrezygnowaliômy z nocnej wycieczki. W pokoju obmyôlaliômy plan wyjôcia z oôrodka i kupienia czegoô "mocniejszego" do picia, bo w pokoju byîa tylko herbata. Do szczëôcia potrzebowaliômy tylko jakiegoô gîupca, który by poszedî do sklepu po flaszki. Tym gîupcem okazaî sië.. "Co ja? Przecieû ja nie mogë, no dobra Baton juû idë". Moje wyjôcie okreôlono mianem "Godzina F" 1(F - jak flaszka).2 1KONIEC CZËÔCI PIERWSZEJ2 Brzuska